Biżuteria Handmade

GOVERNOR

Nowy odcinek, choć pozbawiony dynamizmu, trzyma widza w niesamowitym napięciu, do gry wkroczyli wreszcie, totalnie różni, choć podobnie potraktowani przez los szachowi „królowie”. Prawie zerowy brak akcji nie przeszkodził w zbudowaniu genialnej relacji pomiędzy bohaterami. Pogłębione portrety psychologiczne, wybory moralne, świetne dialogi – to wszystko czekało na nas w nowym epizodzie.

 

W „Arrow on the Doorpost” przenosimy się w czasie o parę dni. Zwaśnionym stronom udaje się doprowadzić do spotkania w opuszczonym magazynie, za zamkniętymi drzwiami – w środku dwóch, całkowicie różnych, wrogich sobie ludzi… Andrea udająca mediatorkę irytuje rozmówców, którzy dają jej do zrozumienia, że pragną rozmowy w cztery oczy, bez „terkotającej” blondynki za plecami (mam nadzieję, że w końcu uda jej się wybrać odpowiednią stronę konfliktu, bo stan „równowagi mocy” jej nie służy)…

RICK

Gubernator zaczyna swoje gierki od złożenia broni. Szeryf, nie wykazuje się głupotą i nie odkłada spluwy. Pomimo tego, to Blake wydaje się (początkowo) panem całej sytuacji. Rywal doskonale wie jak grać na uczuciach szeryfa, cały czas stara się zachować odpowiednią, luźną atmosferę spotkania – przypominało to trochę rozmowę kwalifikacyjną, w której pracodawca sprawdza wytrzymałość psychiczną kandydata (Rick zrobił dobre wrażenie). Wszystko po to aby wprowadzić w życie swój kolejny zabójczy plan. Blake Zarzuca Szeryfowi, że źle ocenia ludzi, oskarżany nie daje się jednak łatwo zwieść, co burzy nieco tok gubernatorowej manipulacji. W końcu Philip dociera do ?duszy? szeryfa opowiadając mu o śmierci swej żony – motyw z oczekiwaniem na pożegnalny telefon od ukochanej, sprawia że Rick daje się częściowo złapać w sidła przeciwnika, utożsamia z człowiekiem, którego jeszcze przed chwilą nazwał diabłem. Wcześniej, co prawda, stara się wytrącić rozmówcę z równowagi, podkpiwa nawet z tytułu „gubernatora”, szaleństwa w jego postępowaniu (w jego słowach czuć sens i moc). Pomimo tego to Blake, trujący w najlepsze o swej niewinności wychodzi z całej partii zwycięsko stawiając Szeryfa przed okrutnym dylematem – „rozlew krwi lub wydanie Michonne”. Szeryf po raz kolejny przyjmuje na siebie wielką odpowiedzialność. Nie ma jednak pewności czy postępuje słusznie – czuć ciężar jaki „bierze na swe plecy”, szczególnie kiedy zdradza całą prawdę Hershelowi – jak sam mówi – robi to by ktoś „wyręczył” go od podjęcia decyzji, której może żałować – tragizm pogłębia  rozdarcie wewnętrzne szeryfa – między zasadami którymi zwykle starał się kierować (wydawało się, że już o nich zapomniał), a życiem reszty przyjaciół.

MILTONANDMARTINEZ

Oprócz wspomnianej rozmowy będącej głównym spoiwem dla odcinka, doszło także do spotkania samych „podwładnych” – z początku Daryl przekomarza się z Martinezem, a Milton zostaje nazwany sługusem, chwilę później różnice całkowicie zacierają się – bohaterowie zwierzają się ze swoich problemów, częstują papierosami – zjednoczeni w walce z zagrożeniem. To coś jak zawieszenie broni (podczas wojny) na okres Bożego Narodzenia – niestety nie trwa długo. Poczucie rozdarcia potęguje piosenka, która wydaje się lekko „oderwana od rzeczywistości”. W samym więzieniu dochodzi do małej kłótni – Merl, obawiający się o los brata próbuje wyruszyć mu na pomoc wbrew „woli” Glenna, który – dziwne – ale nagle gdzieś chętki na skopanie tyłka gubernatorowi się pozbył… Kiedy dochodzi do rękoczynu, sytuacje ratuje Beth oddając salwę z pistoletu – nie wiem czy większe wrażenie wywarł na bohaterach sam strzał czy młoda, trzymająca gnata w dłoni – takiej jej jeszcze nie widzieliśmy…

W każdym bądź razie uznaję „Arrow on the Doorpost” za najlepszy odcinek tego półsezonu. Na następny, a wraz z nim na ostateczną decyzję Szeryfa musimy jeszcze trochę poczekać…

 Ocena: 9,5/10

Scenariusz: Ryan C. Coleman

Reżyseria: David Boyd

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts