Biżuteria Handmade

640px-Merleandmichoone(sorrowful)

Okrutny świat” daje w kość, a The Walking Dead po raz kolejny pokazuje nam na czym polega dramat życia. Epizod „This Sorrowful life” pozwolił nam na przyglądnięcie się sytuacji w więzieniu przed nadchodzącym finałem sezonu. W końcu scenariusz skoncentrował się też na jednej z barwniejszych postaci – Merlu Dixonie. „Lepiej spłonąć, niż wyblaknąć?” Na to pytanie bohater postanowił odpowiedzieć w najnowszym odcinku serialu…

 

Już na początku czekało na nas małe zaskoczenie. Okazało się bowiem, że szeryf zdecydował się jednak (po raz kolejny) poświęcić ideały dla dobra ogółu i oddać Michonne w ręce Gubernatora. Oczywiście wśród kilkorga wtajemniczonych w sprawę pojawiają się głosy sprzeciwu (Hershel). Nigdy nie sądziłem jednak, że demonicznym głosem sumienia stanie się dla Ricka starszy Dixon wokół którego kręci się cała akcja odcinka. Merle z początku sprawdza po swojemu szeryfa, zdaje sobie jednak sprawę, że jego praworządny charakter i (dobra) ludzka natura (pojmowane przez Dixona jako słabość) nie pozwolą mu na obrócenie słowa w czyn i dopuszczenia do tego by Michonne cierpiała za resztę grupy. Starszego Dixona drażni też ulegający Rickowi grzeczny brat, któremu brakuje spontaniczności, z której zawsze go pamiętał.

The-walking-dead-norman-reedus-season-3-episode-15-this-sorrowful-life-600x399

Starszy Dixon postanawia wziąć sprawy w swoje ręce – ucieka się do podstępu by samemu dostarczyć czarną panią samuraj na miejsce wierząc naiwnie (przecież zna Gubernatora), że pozwoli to przeżyć reszcie grupy. Rozumiem, że chciał wykorzystać wszystkie możliwości – wiedział, że nie dane mu będzie zagrzanie miejsca wśród patrzących nań wrogo Glenna, Carol, Beth…

„Droga do Woodbury” specjalnie się nie dłużyła, odpowiednio urozmaicana walkami ze szwendaczami – w tym jednej, bardzo emocjonującej, kiedy Merle próbował odpalić wyjący w niebo głosy samochód, a Michonne pomimo związanych rąk eliminowała nadciągające zombiaki… Bohaterka urozmaicała też podróż w inny sposób, mianowicie filozoficznymi gadkami mającymi przekonać Merla do zmiany zdania i bezsensu istnienia. Sam Merle miał już dość stania na uboczu i powoli zaczynał zdawać sobie sprawę, że karta jego życia zdążyła się już wypalić – robi jedynie za chłopca od (w tym wypadku dosłownie) czarnej roboty. Michonne dalej dokładała oliwy do ognia próbując pokazać Merlowi, że nie jest tak naprawdę złym człowiekiem – zmienił go nowy okrutny świat i Gubernator. O ile gadanie Michonne pozwoliło jej odejść wolno, to Merle nie zrezygnował z działania wiedząc (jak to powiedział pewien muzyk) że „lepiej spłonąć, niż wyblaknąć”.

Sorrow_Michonne_and_Merle

Pomysł z napuszczeniem na gubernatorową gwardię szwendaczy – genialny również w wykonaniu (bardzo „merlowy”) – muzyka na głośnikach (o ile się nie mylę – Motorhead), alkohol, fajna bryka i do tego drepczące zombie. Jak to wyglądało dalej? Dawno tak dramatycznych scen w „The Walking Dead” nie było, a słowa Michonne do Merla „nikt nie będzie po tobie płakał” okazały się jak najbardziej nieprawdziwe. Gubernator po raz kolejny wykazał się swym okrucieństwem nie dając byłemu podwładnemu godnej śmierci, a jedynie hańbiącą przemianę w szwendacza.  Szczerze – nie mogę już się doczekać kiedy zostanie za to wszystko ukarany.

Nawet śmierć Shane’a nie poruszyła mnie tak mocno jak widok Daryla niemogącego pogodzić się z rzeczywistością… Merle zgarbiony nad ciałem, z trupią twarzą i nieobecnym wzrokiem – nie do opisania – wyciskacz łez. Dixon odkupił u mnie wszystkie swe winy (nawet po śmierci zachował ten swój charakterystyczny chód…).

merle i pijus

Wracając do więzienia – Rick, zgodnie z przewidywaniami rzeczywiście nie poradził sobie z presją spotęgowaną dodatkowo przez prześladujące go nadal widmo Lori. Szeryf postanawia oddać władzę w ręce ludu. Jego mowa nie była może najlepszą jaką słyszałem, ale zdanie „nie jestem waszym gubernatorem” musiało przemówić do reszty kompanów.

Ogólnie podsumowując odcinek – pomijam już genialne momenty,  jak wspólna  wycieczka Merla i Michonne, późniejsza akcja Dixona, czy wzruszające spotkanie braci to wszystko wydało mi się dość chaotyczne. Z jednej strony mamy bowiem rozdartego wewnętrznie szeryfa, z drugiej Merla działającego na własną rękę. Gdzieś w tle Glenn oświadcza się Maggie, Daryl ugania się za rozrabiającym bratem, a Michonne wraca spacerkiem do domu – to nie było złe, ale troszkę się zgubiłem wśród wszystkich poruszonych wątków (jak to w odcinkach mających zbudować napięcie przed końcem sezonu) – dużo przestojów, poprzeplatanych akcją.

Teraz nie pozostaje już nic innego, jak oczekiwanie na wielki finał w następny (lany) poniedziałek…

Ocena: 8/10

Scenariusz: Scott M. Gimple

Reżyseria: Gregory Nicotero

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts