Biżuteria Handmade

2013_the_walking_dead_season_4-1920x1080       W końcu nadszedł ten wyczekiwany przez wszystkich fanów „The Walking Dead” dzień. Po niespełna dwóch miesiącach długiej, ale jakże obfitej w informacje przerwie, ponownie wracamy do najlepszego cotygodniowego rytmu rozpoczynającego się od sporej i soczystej dawki żywych trupów. Jednym słowem stabilizacja przywrócona. Apetyt na nowe epizody był tym większy, ponieważ twórcy bardzo mocno oraz skrzętnie pompowali balonik oczekiwań. Nie tylko pokusili się o określenie drugiego półsezonu mianem materiału dorównującemu sezonowi pierwszemu, ale także często mówili o niezwykłej emocjonalności, dramaturgii i wszechobecnym horrorze. Pytanie jednak, czy udało im się zaimplementować choć część z tych obietnic już w premierowym epizodzie zatytułowanym „After„? Czy faktycznie weszliśmy na te stare dobre tory, którymi raczono nas kilka lat wcześniej? Cóż, chyba pierwszy raz od dawien dawna powiem (i to z pełnym przekonaniem), że to co zaprezentowano nam w 9 epizodzie naprawdę przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

tumblr_n0rnrlgyog1r7wse8o1_500

       Twórcy kreując najnowszy materiał dokonali bardzo odważnego jak na nich kroku, a mianowicie zmianę formatu serialu lub raczej pomniejszych odcinków. Zrezygnowali oni z ukazywana grupy jako jednej spójnej całości na rzecz poszczególnych bohaterów. Osobiście przyznam się do tego, iż w pewnym stopniu obawiałem się takiego zagrania. Nauczony doświadczeniem lat poprzednich wiem, że scenarzyści jaki i sami producenci nie potrafią spójnie poprowadzić postaci otoczonej wianuszkiem innych, a co dopiero mówić o osamotnionym storyline’ie. Muszę jednak przyznać, że wybrnęli z tej niepewności obronną ręką realizując przy tym założenia cechujące pierwszy sezon. Oglądając „After” po prostu nie mogłem odgonić od siebie powracającego ciągle epizodu „Days Gone Bye„. Tak samo jak i w S1 tak i tutaj mamy:

  • zredukowaną liczbę pierwszoplanowych bohaterów do minimum,
  • skupienie się jedynie na motywach dążących do rozwinięcia charakteru bohaterów,
  • przyłożenie sporej uwagi do pojawiających się relacji pomiędzy wyeksponowanymi bohaterami,
  • intensyfikację zależności pomiędzy bohaterami
  • silne zespojenie bohaterów ze światem ich otaczającym wpływającym i warunkujących wszelkie podjęte przez nich kroki i działania

Fundamentalnym pytaniem jest jednak to w jaki sposób schemat ten przekłada się na wydźwięk oraz język odcinka. Otóż, dzięki zgraniu wszystkich tych elementów w jedną całość twórcy po pierwsze zbudowali niesamowity moim zdaniem klimat osamotnienia oraz zaszczucia, a po drugie ukazali postaci jako maluteńki zalążek siły pośród morza niezmordowanych żywych trupów. Dodatkowo zaakcentowano tutaj kruchość życia ludzkiego jak i utwierdzono widza w fakcie odejścia starego porządku świata. Mamy więc  początek nowego etapu w historii „The Walking Dead” o silnym i stabilnym podłożu wynikającym z logicznego ciągu następstw. Widać dobitnie, iż bardzo hermetyczne ramy, które nałożyli na siebie scenarzyści pozwoliły stworzyć im odcinek przemyślany od A do Z. Nie pozostaje mi tutaj nic więcej do powiedzenia poza tym, iż twórcy wywiązali się z wcześniej złożonej obietnicy. Zastanawia mnie tylko, czy uda im się tą jakość utrzymać.

tumblr_n0s5rxPyb91r7wse8o1_500

       Ze względu na zmianę formatu, zmianie uległa również fabuła odcinka, co też nikomu nie powinno umknąć uwadze. Wraz z premierowym epizodem zapoczątkowano okres w którym w końcu pozbyto się głównego toku fabularnego definiującego każde pomniejsze zdarzenie. Od teraz historią „Żywych Trupów” są główni bohaterowie oraz ich „małe światy” wpływające na kształt oraz wydźwięk serialu. Moim zdaniem jest to istnym strzałem w dziesiątkę, ponieważ zaczęto pokazywać człowieka jako ten najważniejszy oraz swobodny czynnik. Nie mamy tutaj idyllicznego Woodbury czy wojny między obozami, które tak ciążyły większości przez ostatnie półtora sezonu. Postaci dostały wolnej przestrzeni, a ich wątki wzajemnie się przeplatające budują wielopłaszczyznową oraz wielowymiarową opowieść, która może być udźwignięta przy udziale raptem trzech osób. Spójrzmy prawdzie w oczy, czy „After” narzuca ostre warunki rozwojowe podobnie jak „Seed” czy „30 Days Without an Accident„? Czy z góry można przewidzieć w którą stronę pójdą następne odcinki? Nie! Wszystko to co nam zaprezentowano dzieję się samorzutnie na skutek naturalnej ewolucji serialu. Oczywiście to ku ogólnym korzyściom naszych bohaterów. Mimo wszystko jednak są tego pewne minusy, a mianowicie ciężko nastawiać się na dynamiczną akcję niczym upadek farmy czy ucieczka Andrei, aczkolwiek samo szybkie tempo w cale na tym nie ucierpi. Rozwiązaniem problemu będą bardzo aktywne zmiany w psychice bohaterów wprowadzające wrażenie nagłości czy przemijania. Tutaj mieliśmy tego bardzo duży przedsmak.

tumblr_n0rnaeGBmv1r7wse8o1_500

       Kolejną bardzo ważną rzeczą, która niewątpliwie wpłynęła na wysoką jakość odcinka była retrospekcyjno-teraźniejsza droga rozwojowa materiału. Jest to pierwszy raz kiedy zagranie tego typu zakrojono na aż tak wielką skalę. Będąc szczerym samym ze sobą chcę powiedzieć, iż nie oczekiwałem po tym motywie aż tak sporej precyzji, uwagi oraz co najważniejsze przywiązania. Każdy z Was chyba pamięta jakimi pustymi i bezcelowymi były dotychczasowe flashbacki nie mające nawet minimalnego wpływ z tym co obecnie działo się na ekranie (na myśli mam chociażby bombardowanie Atlanty czy babski wieczór Andrei oraz Michonne). Tym bardziej wpadłem w spore osłupienie kiedy dostrzegłem, iż twórcy postawili na metaforyczne znaczenie sekwencji łącząc w jedną całość nie tylko segmenty pochodzące z przeszłości, ale również uwidocznienie danego stanu emocjonalnego postaci czyt. Michonne. Zaserwowali nam coś nowego, intrygującego, ciekawego oraz co najważniejsze świeżego. Nie poszli na łatwiznę wybierając krótszą drogę. Od podstaw zbudowali niezwykle porażający motyw, który na długo zapadnie człowiekowi w pamięć. Bardzo spodobał mi się ten psychodeliczny i odrobinę horrorowy charakter sceny przywodzący ba myśl guru tej tematyki czyli „American Horror Story„. Nie wiem czy Scott M.Gimple wzorował się na pracy Ryana Murphy’iego czy też nie, niemniej osiągnął efekt niemalże identyczny. Dzięki powolnym ruchom kamery, łagodnym przejściem pomiędzy poszczególnymi stanami, utrzymaniem uczucia niepewności oraz mocnym zakończeniem wbija oglądającego w sporą konsternację zmuszając przy tym do sporej refleksji. Człowiek zastanawia się o co w tym tak naprawdę chodziło? Czy zapragnięto przedstawić stopniowo upadający świat zmierzający ku schyłkowi swojej świetności, czy raczej stany emocjonalne Michonne? A może każde z tych rzeczy po trochu? Osobiście skierowałbym się w stronę ostatniej opcji, ponieważ w sposób połowiczni uszczknięto i z jednego i z drugiego. Po pierwsze, widzimy tutaj stopniową degradację prawdziwej natury bohaterki. Choć stara się ona bronić przed nagle postępującym procesem, nie jest ona w stanie go zatrzymać. Bardzo dobrze ukazano jak fakt ten ciąży na jej osobie, jak diametralnie ją zmienia. W jednej chwili statyczne ale bogate w radość życie zamienia na codzienny dramat zrujnowanego świata. Czujemy tą nieuchronność, ten ból, ten paniczny strach przed stratą najważniejszego czynnika-poczucia stabilizacji. Michonne w tym momencie jest obdarta ze wszystkiego co składa się na jej prowizoryczną postawę. Widzimy jej charakter w najczystszej postaci. Hardość zamieniona jest na ból, zawziętość na przerażenie, bezlitosność na żal. Na wierzch wyciągnięte zostały wszystkie elementarne cechy jej charakteru, które do dnia dzisiejszego były przed widzami skrzętnie chowane. Mamy teraz świadomość że tak naprawdę jest to słaba psychicznie oraz rozbita emocjonalnie kobieta, która jedynie prowadzi swego rodzaju grę. Chce ona zdusić to co się z nią dzieję, jednakże nie jest w stanie tego dokonać. Dlaczego? Na to póki co nie dostaliśmy odpowiedzi bo wątek zapewne będzie nadal kontynuowany. Wróćmy jednak na chwilę do drugiego czynnika, czyli upadku świata który został oparty na prywatnych doświadczeniach Michonne i jej rodziny. Twórcy bez zbędnego biadolenia przedstawili kruchość naszego życia podtrzymywanego na błahostkach. Bardzo dobrze ukazano to w jak szybkim tempie wizyty w galerii i wykwintne dania mogą być zastąpione codzienną walką o skrawek ziemi, o kolejną minutę życia, o kolejną żywą istotę. Człowiek stawia sobie pytanie: jakie granice będziemy musieli przesunąć aby móc zdobyć to o co walczymy? Czy poświęcimy siebie, czy poświęcimy innych? Czy postaramy się zachować normalność czy wskoczymy w szerzącą się dehumanizację i szaleństwo? Taki stan rzeczy obrazują te niewielkie skoki jakimi były zamiana w scenerii zwykłego nożna za katanę, czy rozmowy o słoniach na rozmowę o grupach ocalonych. Sumując ten akapit, showrunner w sposób metaforyczny ujął zarówno koniec rzeczywistości jak i upadek hierarchii moralności w na pozór normalnym człowieku.

tumblr_n0s73paBSs1r7wse8o1_500

       Skoro analizę bohaterów rozpocząłem już od osoby Michonne to rozsądniej będzie, jeśli nadal utrzymam obrany przeze mnie kurs. Niemniej jednak tym razem z sennych koszmarów przeniosę się na grunty zombiaczej rzeczywistości, z którą nasi bohaterowie muszą się mierzyć.  Oprócz tego, iż bohaterka ta dokonuje rozliczenia ze swoją własną przeszłością oraz stanem emocjonalnym, stara się ona ustalić czego tak naprawdę w życiu oczekuje. Wydawać by się mogło, iż więzienie raz a dobrze zdefiniowało ją jako swego rodzaju indywiduum. Patrząc wstecz widzieliśmy, iż ze sporym sukcesem zaadaptowała się ona do nowych, społecznych realiów. Wspólne życie, kooperacja, obcowanie, zaufanie. Czy zatem można było uznać ten proces jako wyprowadzenie jej na prostą? Skądże znowu! Mimo tak drastycznych zmian względem sezonu trzeciego, Michonne wciąż jest pełną niepewności postacią, zmagającą się z demonami przeszłości. Ona cały czas zadaje sobie pytania: Czy mogę na nowo wejść do zorganizowanej grupy? Czy jestem w stanie podjąć wspólne życie, czy mogą rozpocząć nowy start w swojej egzystencji? Czy w końcu zaznam stabilności zmieniając się na lepsze? Upadek więzienia stał się momentem niemalże kulminacyjnym, w którym poddaje ona te kwestie w jeszcze większą wątpliwość. Lustrując to co stało się z tym miejsce oraz fakt jak szybko ono upadło mimo ogromu pracy włożonej w jego utrzymaniu dochodzi do wniosku, iż pewnie nie dane jej będzie zaznać spokoju o który tak zaciekle walczy. Po raz trzeci odebrano jej to co naprawdę kochała. Raz straciła rodzinę, drugi raz utraciła Andreę, a teraz spotkało ją to. Czynnik ten stał się także czynnikiem determinującym jej decyzję o dalszej samodzielnej walce. Tak jak wcześniej tak samo i tutaj ponownie chce sama zadbać o siebie, co można potraktować jako swego rodzaju test. Pytanie jednak, czy będzie w stanie go zaliczyć? Otaczając się zewsząd żywymi trupami dochodzi ona do wniosku, że sama zaczyna powoli obumierać, anihilować swoje prawdziwe „ja”.  Idealnym podsumowaniem jej stanu będzie sławetny tekst z kart komiksu: „To my jesteśmy żywymi trupami!” Żywi na zewnątrz, martwi w środki. Konkluzja ta sprawia iż Michonne uświadamia sobie co może ją uchronić od końca, który sama na własne życzenie sobie zgotowała. Chodzi oczywiście o drugiego człowieka, a dokładniej o Ricka oraz Carla. Dla niej jest to jedyny gwarant. Jedyna stabilna rzecz na którą może liczyć bez względu na to co się dzieje. Przestawienie się jednak wywołuje spory ból oraz sprzeciw, który przejawia się walką z hordą zombie.

tumblr_n0uj10Gc2t1r7wse8o1_500

       Drugim bohaterem przechodzącym swoisty test jest sam Carl Grimes. Po niemalże 4 latach aktywności w serialu, po raz pierwszy otrzymał na wyłączność taki ogrom materiału. Twórcy dokonali tutaj bardzo szerokiego studium na temat stanu emocjonalnego oraz kondycji chłopaka wychowywanego w realiach apokaliptycznych. Bardzo dobrze widać jak ważą to, czy nasz mały szeryf jest nadal dzieckiem, czy może już w pełni ukształtowanym dorosłym. Czy jest on w stanie wziąć sprawy w swoje ręce dbając o własne życie/zdrowie/przyszłość? To są kwestie, które na tym etapie musiały zostać omówione. Cieszę się niezmiernie z tego iż postanowiono dokonać tego w tak precyzyjny, a zarazem szczegółowy sposób dotykając niemalże elementarnych motywów. Mamy Carla jako czynnik rozliczający ojca, jako młodego survivalowca, jako doświadczonego przez życie człowieka, jako pełną sprzeczności osobę, starającą udowodnić sobie czy jest w stanie pójść o krok na przód. Podobał mi się sposób ukazania jego podróży jako szeregu mniejszych czy większych zwycięstw. Nie został wrzucony w wir dramatycznej walki, a po prostu dziecinnych błędów przeplatanych próbami walki. Widać, iż testuje on siebie na każdym możliwym kroku, ucząc się oczywiście na błędach. Cały czas wyciąga należyte wnioski z wydarzeń, które miały miejsce. Nawet z błahostek potrafi czerpać radość (tona puddingu, tyle wygrać!). Definiowanie prywatnych granic w jego wykonaniu naprawdę mnie zaintrygowało. Jak już mówiłem na początku, z jeden strony w głowie Xbox, z drugiej potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa sobie i innym.

       O Ricku tak naprawdę nie można zbyt wiele powiedzieć bo został praktycznie zmarginalizowany. Niby był, ale jakby go nie było. Jak dla mnie nie dokonał żadnego znaczącego progresu poza tym, że swoimi wahaniami pomiędzy życiem a śmiercią przyczynił się do rozwoju Carla.

tumblr_n0s9lff9Mf1r7wse8o1_500

       Ku mojemu ogólnemu zdziwieniu (który to już raz) „After” cechuje się ogromną liczbą znaczących analogii do innych epizodów „The Walking Dead„. W mojej opinii bardzo dobrze świadczy to o twórcach ponieważ starają się nie tylko urozmaicić radość czerpaną z odcinka, ale również zachowują pamięć o tym co wcześniej miało miejsce w serialu. W tym przypadku cofnęliśmy się bardzo daleko w tył bo aż do pilotażowego epizodu pierwszego sezonu. Niemniej jednak czy oznacza to, iż na tym koniec? Skądże znowu. Zarówno S2 jak i S3 również puściły tutaj oczko do widza. Wymieńmy jednak w kolejności co można było wyłapać oglądając najnowszy materiał:

  1. najazd z lotu ptaka na spalony czołg otoczony żywymi trupami taki sam jak w odcinku „Days Gone Bye„, kiedy to Rick został uwięziony po tym jak zaatakowała go horda na ulicach Atlanty
  2. motyw obalonego przez zombie konia
  3. osamotniona wędrówka Michonne definiująca jej osobę powrotem do wspólnej podróży z Andreą
  4. walka Carla z trzema trupami mająca taki sam charakter jak walka Ricka z zombie w epizodzie „18 Miles Out” (w obydwu przypadkach mamy również ten sam skutek, czyli finalne zdefiniowane charakteru bohatera)
  5. odnalezienie przez Michonne Ricka oraz Carla przypominające dojście do więzienia Andrei w epizodzie „Prey

tumblr_n0rmm2T2m91r7wse8o1_500

       Ostatnią rzeczą o której chce powiedzieć to sposób przedstawienia zombie w odcinku. Niestety nie będzie to pełna pochwał opinia. Twórcy są w tej sprawie nie są stali w swoich postanowieniach. Tak naprawdę robią sobie tutaj co im się żywnie podoba. Kiedy potrzeba trupy są przerażające, a kiedy jest im wygodniej to idą prosto na rzeź. Mnie to osobiście razi, ponieważ w tym przypadku o ile Carl ledwo co nie wyzionął ducha przy jednej sztuce, tak Michonne walczyła z hordą i nawet zbytnio się przy tym nie zmęczyła. O jakimkolwiek strachu nie chcę tutaj mówić.

       Podsumowując, „After” jest w moim odczuciu przeogromnym skokiem jakości. Epizod przemyślany, logicznie poprowadzony oraz z toną materiału do przeanalizowania. Spełnił wszelkie moje oczekiwania o które tak rzewnie proszę twórców od niespełna roku. Naprawdę niesamowity i orzeźwiający powiew świeżości po dość marnych ostatnich odcinkach. Z czystym sumieniem wystawiam ocenę 9.5/10 (gdyby nie te zombie to byłaby pełna dziesiątka).

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts