Biżuteria Handmade

episode-413-alone-feat

       Czwarty sezon serialu „The Walking Dead” zmierza wielkimi krokami ku końcowi. Niespełna trzy tygodnie dzielą widzów od wielkiego finału określanego przez twórców mianem najbardziej kontrowersyjnego materiału jaki udało im się do tej pory nakręcić. Ma być dramatycznie, emocjonalnie i z rozmachem czyli mówiąc prosto na bogato. Czy uda im się wszystkie oczekiwania z tego napompowanego do granic możliwości balonika spełnić? Cóż, o tym przekonamy się niebawem bo już 30 marca, niemniej by nie wybiegać aż nadto w przód dywagując nad rzeczami niepewnymi, cofnę się do czasu obecnego i wezmę pod lupę najświeższy odcinek „Żywych Trupów” pt. „Alone„.

tumblr_n2a44iBQvh1rpj9hqo1_1280

       Patrząc na serial AMC z perspektywy czasu można dojść do wniosku iż twórcy niezwykle kurczowo oraz z uporem maniaka trzymają się retardacyjnego charakteru fabuły. Odkąd widzowie przeszli przez „Too Far Gone” każdy kolejny epizod ani o minimetr nie popchnął historii do przodu. To samo tyczy się także S04E13, gdzie to nie dokonano nawet minimalnego progresu względem tego co zostało zapoczątkowane praktycznie miesiąc temu. Ciągle krążymy w okół tych samych problemów, tych samych miejsc, czy tych samych wątków. Wszystko jednym słowem stoi miejscu, co prowadzi do pewnej dozy znużenia na skutek ciągłego oglądania wyeksploatowanych już do granic możliwości motywów. Niemniej jednak muszę przyznać, że tym razem nie odczuwałem aż tak wielkiego zmęczenia, a to za sprawą zastosowania przez scenarzystów procesu zamaskowania panującej monotonii kilkoma „asami” ,którymi jeszcze dysponują. Dokonali tego przy użyciu dwóch dość ciekawych aspektów. Jednym z nich było sięgnięcie po duet najbardziej zmarginalizowanych postaci czwartego sezonu czyli Sashę oraz Boba. Decyzja ta okazała się strzałem w dziesiątkę ponieważ są oni niezwykle barwni i co najważniejsze intrygujący pod względem swojego charakteru. Ich kontrastujące podejście, nagle zmieniające się relacje i silna intensyfikacja przeżyć wewnętrznych sprawiły, że wszystko nabrało kolorytu, tempa i stało się bardziej absorbujące. Drugi pozytyw tyczy się niezwykle ciekawie zrealizowanych scen w plenerze. Po raz pierwszy w pełni wykorzystano możliwości jakie niósł ze sobą otwarty teren, czerpiąc z każdego nawet najmniejszego elementu tyle ile było możliwe. Zbudowano bardzo dobry klimat, który miejscami wylewał się dosłownie z ekranu. Ujmując to w dużym skrócie, mamy tym razem przykład odcinka w którym pierwsze skrzypce grają tak naprawdę rzeczy drugorzędne, lecz cieszące widza w znacznie większym stopniu niż na pozór najważniejszy czynnik jakim jest fabuła.

tumblr_n2a44iBQvh1rpj9hqo3_1280

        Twórcy jak powiedzieli tak i zrobili. Zapowiadana przed premierą 4B zmiana formatu jest nader mocno realizowana. Mamy już czwarty epizod z rzędu w którym to nadal oscylujemy w okół pomniejszych grup ocalonych powstałych na skutek upadku więzienia. Czy było to dobrym rozwiązaniem? Cóż, postaram się częściowo na to pytanie odpowiedzieć, analizując najświeższy materiał który ukazał nam perypetie zapomnianego już odrobinę zespołu Maggie oraz towarzyszącym jej w pobocznej linii fabularnej Darylowi wraz z Beth. Zamysł producentów na ukazanie problematyki przetrwania z innej strony na pewno jest dobry i wart uznania, aczkolwiek nie wszyscy bohaterowie w pełni na tym skorzystali. Rozjazd ten idealnie widać właśnie w „Alone„, gdzie to niemalże caluteńki odcinek zawładnęła dla siebie partia nr 1. Było ciekawie, dynamicznie, interesująco i co najważniejsze intensywnie mimo tego, że całość oparta została na poszukiwaniach Glenna. W dużej mierze wynikło to z ukazania rozwoju postaci, co ucieszyło mnie w największym stopniu ponieważ ostatnimi czasu przeszło to do kategorii rzeczy niemalże archaicznych dla tego serialu. Bob okazał się tutaj niekwestionowanym triumfatorem, który kupił moją osobę całkowicie. Jego podejście do świata, do problemów i do ludzi jest czymś co wcześniej w TWD było niespotykane. Na tle pozostałych osób steranych wszelkimi problemami wypada on niezwykle korzystnie, ponieważ jego rys charakterologiczny opiera się raczej na rzeczach bardziej przyziemnych typu samotność, nałogi, przetrwanie etc. niż wydumanych pokroju człowieczeństwa tudzież moralności. Sprawia to, że Stookey jest bardziej przystępny dla odbiorcy i o wiele łatwiej postawić się w jego położeniu analizując podjęte decyzje i ogólne postępowanie. Cechuje się on też sporym optymizmem, który jest niezwykle zaraźliwy. Kontrastuje to z ponurą i brutalną apokalipsą, pokazując że w nawet tak skrajnie nieprzyjaznych warunkach nadal jest miejsce dla nadziei, radości i zadowolenia z samego siebie. Nie oznacza to jednak, że bohater ten jest całkowicie pozbawiony należnego mu dramatyzmu. Cały czas odbija się w nim horror lat poprzednich w których brał udział w wojnie (czas przed upadkiem) jak i stracił dwie na pozór stabilne grupy (czas po upadku). Są to sprawy, które odcisnęły na nim spore piętno, a które to omówię w dalszej części recenzji. Przedstawione to zostało w sekwencji otwierające odcinek, którą uważam z wartą poświęcenia większej uwagi.

 

       Sporym zaskoczeniem epizodu była również Sasha, która jest świetnym przykładem człowieka etapowo działającego w chwilach zagrożenia. Jej pragmatyzm wpływa na to, że wychodzi ona przed szereg pod względem umiejętności jak i możliwości przetrwania. Waży plusy i minusy wszystkich sytuacji, wyszukuje możliwości ochrony, chce zapewnić sobie przyszłość bez względu na wszystko. Nie działa lekkomyślnie i gwałtownie jak pozostali. Jest, jakby to ująć, flagowym przykładem prawidłowego zachowania w kryzysowym punkcie definiującym jej całą dalszą egzystencję. Ze wszystkich postaci ma ona na dzień największe szanse na przeżycie bijąc w ten sposób na głowę poniekąd największego survivalowca jakim jest poniekąd Daryl Dixon. Jest sprytna, zaradna, stała w swoich przekonaniach zawzięcie dążąc do realizacji swoich celów. Niestety jednak, odbywa się to sporym kosztem, a mianowicie hermetycznym chowaniem swoich emocji i przemyśleń. Zostaje ona tak naprawdę sama ze wszystkimi problemami, ponieważ nikt inny nie jest w stanie odgadnąć z czym musi się zmierzyć i czy w ogóle wymaga od kogoś pomocy. Takie osamotnienie może okazać się dla niej zgubne. Zgubne w sensie takim, iż sztucznie będzie przedłużać dalsze życia obumierając przy tym ze wszystkich ludzkich odruchów i emocji. Stopniowo zacznie zatracać własne człowieczeństwo stając się obojętną na innych ludzi jak i świat ją otaczający. W tym wszystkim największym negatywem jest jednak to, że Sasha bardzo łatwo poddaje pozostałe osoby na rzecz osamotnionej wędrówki. Jest to na pewno przejawem strachu przed nadmiernym zaangażowaniem, co może nawet zaakceptować, jednakże taki krok obarczony jest sporym prawdopodobieństwem tragicznych w skutkach sytuacji. Jakich? Nie wiadomo, ale jestem pewien że nie wynikłoby z tego nic dobrego. Są to oczywiście wnioski dość dalekosiężne, ale patrząc na proces ewolucyjny jej osoby stanowią bardzo realny bieg wydarzeń.

 

       Trzecią osobą wzbudzającą spore zainteresowanie jest Maggie. Muszę przyznać, że ten przesłodzony do granic możliwości motyw poszukiwania Glenna w cale nie jest aż tak ciężkostrawny na jaki mógłby wyglądać. W głównej mierze jest to zasługa ogromnego zdeterminowania Greenówny, która wywołuje duże zdynamizowanie akcji oraz zaangażowanie u widza. Ja osobiście kibicowałem jej w realizacji tego celu, który w ogólnym rozrachunku wydaje się niezwykle racjonalnym krokiem. Po pierwsze znalezienie męża stanowi jedyny pewny motor napędzający działania gdyż wie ona, iż chłopak nadal żyje. Po drugie stanowi także swego rodzaju test dla możliwości psychicznych jak i fizycznych bohaterki. Decyzję o osamotnionej podróży można uznać jako chęć sprawdzenia na ile będzie ona w stanie brnąć dalej i jaki dystans uda jej się przebyć. Czy uda jej się ciągle walczyć bez chwili wytchnienia, czy raczej padnie przy pierwszej lepszej okazji? To jest naprawdę ciekawa kwestia która rozlicza kondycję człowieka w tak nieprzyjaznych warunkach. Jak się zachować, co zrobić, gdzie pójść? Dodatkowo Maggie sprawdziła w ten sposób siłę swoich własnych przekonań i wartości. To dało jej pełny obraz tego jak wygląda jej stan po traumatycznych wydarzeniach w więzienia. Emocjonalnie wytrzyma, próbując przetrwać już nie.

tumblr_n2a44iBQvh1rpj9hqo2_r1_1280

       Wbrew temu co mówiłem w pierwszym akapicie, w „Alone” można się jednak doszukać pewnych nowości. Jedną z nich jest romans pomiędzy Sashą oraz Bobem. Wprawdzie ciężko nazwać to zażyłością a pełnym wymiarze, niemniej dwójka ta jest na dobrej drodze do osiągnięcia takiego pułapu. Część z widzów pewnie aż westchnęła z miną „Boże, dlaczego?”, iż znowu wprowadzają „słitaśnie” motywy (w końcu mamy już Maglenę), lecz spójrzmy na to z innej perspektywy. Czy faktycznie jest to aż tak przesłodzone  i zbędne? Moim zdaniem sparowanie tych osób jest ciekawym posunięciem ponieważ mamy tutaj sporą kontrastowość, której do tej pory we wszelkich połączeniach nie było. Z jeden strony patrzący przez różowe okulary Stookey, z drugiej stanowcza i pewna swego siostra Tyreese’a. To może okazać się ciekawym studium uzależnienia się od siebie dwóch całkowicie różnych charakterów o sprzecznych poglądach jak i celach życiowych. Relacja ta w cale nie musi mieć typowo romantycznych naleciałości. Jak dla mnie twórcy mają za to ogromny plus. Mogą sporo namieszać w przyszłym sezonie TWD o ile postaci te przetrwają do następnej serii. Miejmy nadzieję, że im się to uda.

 

       Kończąc teraz to kadzenie scenarzystom, przejdę do tego co im zdecydowanie nie wyszło. Nikogo nie powinien dziwić fakt, iż mam tu na myśli wątek Daryla oraz Beth, który był tak bezbarwny, tak nudny i tak głupi, że aż nie do wytrzymania. Skutki całej tej historii można było przewidzieć już po niespełna 10 minutach jej trwania. Nowa placówka, pełno jedzenia, do tego opuszczona, czyli nieszczęście gwarantowane. Czy tak nie było? A no było. Druga sprawa to niezwykłe uczucie wymuszenia jakie temu towarzyszyło. Twórcy kierują się dewizą, iż każda rzecz wynika z naturalnego rozwoju wypadów. Cóż, nie tym razem. Tutaj w tak usilny i nachalny sposób kroczono do pseudo tragicznego zakończenia czyt. porwania Beth, że ja osobiście miałem tego dość już w połowie. Każdy, nawet najdrobniejszy szczegół sugerował prostolinijny tok rozwojowy bez żadnych innych możliwości zmian ciągu przyczynowo-skutkowego. Zero jakiejkolwiek odnogi w tej ściśle ułożonej sprawie. Ja osobiście tego nie trawię ponieważ świadczy to o braku pomysłowości showrunnera, który jak to się mówi zaczyna chwytać się brzytwy, po to aby jakość ten cyrk doturlać do końca. Źle, źle i jeszcze raz źle. Niemniej pomijając już słabą jakość bazy tego wątku, najbardziej zawiodłem się na bohaterach. Beth wprawdzie trochę się „podreperowała” względem „Still(tak przy okazji powiem, że odcinek ten był całkowicie zbędny) dzięki chęci nauki przetrwania, lecz jej naiwne spojrzenie na świat i innych ludzi burzy jakiekolwiek pozytywne odczucia jakie wcześniej u widza wypracowała. Nie będę czuł się źle nazywając ją po prostu idiotką. Po wydarzeniach z więzienia jej światopogląd powinien ulec diametralnej zmianie, czego niestety nie zaobserwowaliśmy. Nadal patrzy ona na świat niczym rozchwiana nastolatka nie zdająca sobie sprawy z powagi sytuacji. Dla mnie jest to coś nierealnego. Bardziej nierealnym okazał się jednak sam Dixon, który w tym epizodzie zachowywał się niczym nowicjusz. Takich błędów, tak źle podjętych decyzji oraz takiej lekkomyślności zaserwowanej na własne życzenie nie widziałem w tym serialu od dawien dawna. Przepraszam bardzo, gdzie się podział ten rzekomy facet najbardziej przystosowany do panujących warunków? Kompletna amatorszczyzna w wykonaniu Daryla. Z jednej strony mówi on o niebezpieczeństwie związanym z innymi grupami, ale z drugiej strony decyduje o pozostaniu w domu który na kilometr śmierdział pułapką. Spójrzmy prawdzie w oczy, kto zostawia bez żadnego zabezpieczenia takie pokłady jedzenia i jeszcze opuszcza dom bez uprzedniego zamknięcia go dla niechcianych „gości„? Dodatkowo był on tak wysprzątany, iż krzyczał wręcz do naszych bohaterów że niecały dzień wcześniej lub nawet tego samego dnia ktoś tutaj był. Obydwoje dali się dziecinnie podejść. Późniejsza akcja z zombie również nie wybiela Daryla. Doskonale było widać, że za drzwiami stoi niemała horda, a ten jak gdyby nigdy nic otwiera wejście na oścież, zapraszając ich na obiad. Naprawdę nie wiem jak mam to traktować. Jedynym pozytywem tego motywu było spotkanie grupy Joe, ponieważ może to doprowadzić do ciekawych spięć oraz sytuacji, w które powinni zostać wplątani inne postaci. No ale o tym przekonamy się później.

tumblr_n2a44iBQvh1rpj9hqo4_1280

       Na koniec chciałbym na chwilę wrócić do samego Boba i jego flashbacku otwierającego „Alone„. Co by tu dużo mówić, tak fantastycznej sekwencji dawno nie zrealizowano w tym serialu. Była klimatyczna, przejmująca i niezwykle dramatyczna. Ujęcie tematyki samotności w oparciu o jego osobę dało naprawdę piorunujący efekt. Widz jest w stanie w pełni utożsamić się z jego emocjami oraz wewnętrznymi przeżyciami. Widzimy jak on powoli zatraca się we wszechobecnej apatii stając się po prostu przedmiotem w tym upadłym świecie. Bez jakichkolwiek ludzkich odruchów, niemalże automatycznie brnie przed siebie rozmyślając nad wszelkimi tragediami których był częścią. To właśnie w tym momencie wyszły na wierzch wojna, wcześniejsze znajomości, śmierci innych. Stookey na tym etapie tak naprawdę nie dbał co się z nim stanie. Bezwiednie szedł przed siebie, pokazując że samotności może być gorsza od samej śmierci.

       Podsumowując, odcinek „Alone” był przeogromnym skokiem jakości względem „Still” co też nie powinno nikogo dziwić. Liźnięto trochę z bohaterów, z ich przeszłości oraz relacji dając dość spójny i ciekawy obraz. Dostarczono także kawał materiału pod analizę, której mi osobiście brakowało. Nie jest to oczywiście poziom bóg wie jak rewelacyjny, jednakże na pewno mogę go uznać jako rzetelnie wykonaną robotę utrzymaną na przyzwoitym poziomie. Ode mnie epizod otrzymuje tym razem ocenę 7/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts