Biżuteria Handmade

 Apokalipsa Z       Tematyka zombie apokalipsy jest już z nami od przeszło 50 lat. Szkoda jednak, że pomimo tak wielkiego upływu czasu, dzieła godne uwagi i warte polecenia można policzyć na palcach jednej ręki. Co  jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Czego brakuje twórcom do stworzenia tytułu, który byłby w stanie zawładnąć sercami zombiemaniaków? Cóż, odpowiedź jest bardzo prosta. Oni po prostu nie słuchają oczekiwań potencjalnych odbiorców, zapędzając się w obszary taniego kiczu oraz schematyczności. Problemowi temu uległ chociażby sam Georg A.Romero, na którego ostatnie filmy powinno się spuścić kurtynę milczenia, lub też znany wszystkim Robert Kirkman miotający się w błędnym kole własnego uniwersum. By jednak nie kłaść całkowitego cienia na żywych trupach powiem, iż z tej fatalnej katastrofy wybił się jeden, mało znany światu twórca- Manel Loureiro. Ten początkujący pisarz (który tak de facto z zawodu jest prawnikiem) w swojej trylogii „Apokalipsa Z” podjął się rzeczy, która przez zdecydowaną większość twórców jest unikana. Jednak o tym co zawiera ta seria, a czym wyróżnia się ona na tle pozostałych pozycji powiem w dalszej części recenzji.

       „Apokalipsa Z” trafiła w moje ręce przez czysty przypadek. Robiąc niewielki rekonesans w pobliskiej księgarni natrafiłem na osamotniony egzemplarz pierwszej części pt. „Początek Końca”. Dość ciekawie zaprojektowana okładka, jeszcze lepszy wstępny opis więc co mi szkodzi w jej zakupieniu? Mówiąc szczerze, była to jedna z lepszych decyzji jakie podjąłem. To właśnie dzięki niej mogłem zapoznać się z fantastyczną, pełną dynamizmu i napięcia historią, która z marszu weszła do ścisłej czołówki najlepszych opowiadań osadzonych w klimatach apokalipsy zombie.

AZ T1

        Pierwszą rzecz, na którą warto zwrócić uwagę to rozmach świata przedstawionego. Autor książki zdecydował się na ukazanie epidemii jako coś globalnego, unikając ograniczenia akcji do małego skrawka jakiegoś otoczenia. Czytelnik skacze dosłownie z miejsca na miejsce, zwiedzając połowę globu. Razem z bohaterem brnie przez ruiny i zgliszcza tętniącej kiedyś życiem Hiszpanii, ląduje na północnym wybrzeżu Afryki, przenosi się na Wyspy Kanaryjskie stanowiące punkt zaczepu dla milionów ocalonych, po czym nieoczekiwania wpada do pozornie bezpiecznego Gulfport w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo w międzyczasie wplatany jest motyw sytuacji w Korei Północnej oraz Południowej. Loureiro unika w ten sposób zachowawczości i gry w półsłówka. Kładzie przed odbiorcą otwarte karty, przedstawiając mu obraz całkowitej anihilacji dawnego porządku świata. Obraz ten jest ponadto bardzo przytłaczający oraz na swój sposób depresyjny. Nie pozostaje to również bez wpływu na przetrwanie postaci. Zmienne warunki geograficzne i klimatyczne popychają ich często do odmiennych zachowań i decyzji. Nie ma tutaj dość powszechnej w książkach postapokaliptycznych stagnacji. Survival inaczej wygląda w przypadku zaludnionych miast, dotkniętych suszą terenów czy też deszczowych i podmokłych obszarów. Różnorodność pełni naprawdę istotną rolę i wpływa na finalny wygląd opowiadania. Aha, i jeszcze tak na koniec…czy wspominałem, iż jednym z motywów jest wykorzystanie jachtu i helikoptera jako środków lokomocji? Jeżeli jesteście ciekawy wad i zalet takiego przemieszczania się, to tym bardziej powinniście sięgnąć po powyższą lekturę.

       Drugą bardzo ważną kwestią jest wychodzenie pewnym konwenansom na przeciw. Jak wiadomo, w typowym „zombie story” autor za wszelką cenę stara się odciągnąć bohatera od głównych metropolii, osadzając go przy tym na kompletnym odludziu i skupiając się na jego dramatycznej alienacji. Szpitale, lotniska, miasta i miasteczka to temat tabu. Tutaj jest inaczej. Manel łamie to stereotypowe podejście na siłę wpychając swojego herosa w samo centrum horroru. Uzyskuje w ten sposób nie tylko szybkie tempo, ale również gesty klimat i tragedię wynikającą z rosnącego zagrożenia ze strony zombie. Dla osób, które narzekają, iż w „The Walking Dead” rola trupów zdecydowanie spadła, „Apokalipsa Z” będzie satysfakcjonującą alternatywę.

AZ T2

        Sama fabuła trylogii ma dość ciekawą oraz nietuzinkowa strukturę. Autor stara się za wszelką cenę dać odpowiedź  na wszystkie zasadnicze pytania związane z epidemią oraz jej skutkami. Oprócz dramatu bohatera, który stanowi ramę całego opowiadania, opisuje on etapowe rozwijanie się choroby, sytuację geopolityczną świata, działanie poszczególnych państw czy sukcesy i fiaska wojska. Znalazło się również miejsce dla przedstawienia zależności i konfliktów pomiędzy różnymi frakcjami, co zostało oparte na walkach o państwowość Hiszpanii. Czytelnik w „Mrocznych Dniach” zmierza się chociażby z dwoma obozami (republika vs monarchia), które walczą ze sobą o strefy wpływów na wspomnianych wyżej Wyspach Kanaryjskich. Wszystko połączone w jedną całość daje wrażenie spójności oraz uporządkowania. Poszczególne elementy w sposób niezwykle przemyślany przeplatają się ze sobą, dzięki czemu autor unika hierarchizacji. Czytelnik ma świadomość, że każdy wątek, każdy motyw, każde miejsce ma taką samą rolę w budowaniu wyglądu „Apokalipsy Z”

       Osobny akapit chciałbym poświęcić na sam motyw zombie w trylogii. Już pierwsze strony „Początku Końca” utwierdzają nas w przekonaniu, że autor doskonale wie jak to wszystko ma się potoczyć i jak ma się zakończyć. Przemyślał każdy najmniejszy szczegół od A do Z, dzięki czemu wprowadził swego rodzaju konkretyzację. Nie miota się w zastępach żywych trupów tak jak Robert Kirkman. Zachowanie ciągu przyczynowo-skutkowego jest dla mnie najlepszą zaletą. Dzięki temu mamy etapowy wygląd degradacji świata. Zaczyna się niewinnie od wybuchu w Dagestanie, po czym rozpoczyna się cała lawina tragicznych zdarzeń. Padają zabezpieczenia, w Bezpiecznych Strefach wojsko traci kontrolę, liczba zombie rośnie z nieokiełznaną szybkością itd. Trupy zostały tutaj ukazane jako niszczycielska siła przed którą nie uchroni się nikt, ani nic. Tępa masa brnąca przed siebie i pozostawiająca za sobą rumowiska z dawnych miast, muzeów, szpitali. Sporą uwagę poświęca się również wyglądowi zmarłych. Z dużą szczegółowością autor opisuje występujące niebieskie żyły czy ogromne, ziejące dziurami rany. Pokazuje to, iż choroba w świecie „Apokalipsy Z” odziera człowieka z godności i człowieczeństwa, czyniąc z niego więźnia swoje własnej skorupy. Zabieg przeniesienia dramatyzmu z bohatera, na zombie jest dość ciekawym zjawiskiem nad którym warto się przez chwilę zastanowić. Rozczarowujący jest jednak sam motyw zakończenia epidemii, na skutek działania grzyba. O ile oczywiście rozłożenie się trupów jest procesem naturalnym i akceptowalnych z perspektywy naukowej (choć lekko nagiętej) to pomysł zastopowania przemiany poprzez picie wyciągu z „najeźdźcy” (ww. grzyb) jest zbytnio przekombinowany i podpada pod czyste science fiction.

AZ T3       Duże zastrzeżenie jeżeli chodzi o „Apokalipsę Z” wzbudzają jej bohaterowie. O ile świat zewnętrzny i kwestia przetrwania zostały przez Manela Loureiro omówione z niezwykłą starannością, o tyle w przypadku rysów charakterologicznych postaci na wierzch wyszło niewielkie doświadczenie świeżego pisarza. Oczywiście Pritczenkę, Lucię czy naszego bezimiennego można polubić, niemniej jednak ich osobowości są dość jałowe i schematyczne. Nie ma się co spodziewać głębokich i filozoficznych przemyśleń. Myślenie mają trywialne, często gęsto płytkie i podyktowane nagłymi napływami emocji. Niektóre ich postępowania są również irracjonalne i godne pożałowania. Zbyt wiele do analizy w tej materii nie ma. Aczkolwiek muszę przyznać, że idee mają naprawdę godne podziwu. Przyświecają im wyższe wartości, których starają się trzymać. Dostajemy w ten sposób jako takie wyważenie, które niweluje naszą możliwą antypatię względem tej trójki. 

       Sporym zaskoczeniem trylogii było zastosowanie pierwszoosobowej narracji wplątanej w formę pamiętnika. Dzięki temu zabiegowi artystycznemu, czytelnik jest niejako uczestnikiem każdego ze zdarzeń i wszystkie emocje generowane w danej chwili są sprawnie na niego przelewane. Odczuwany to samo, mamy takie same przemyślenia czy postawy. Przewiduje się również przyszły tok zdarzeń co stanowi dość interesującą formę dopełnienia opowiadania. Kiedy czytałem kolejne książki miałem wrażenie, iż znajduję się w centrum obserwując wszystko z pierwszej linii. Jest to dość rzadko spotykane w nowoczesnej literaturze (przynajmniej ja się z tym nie spotykam często) więc tym bardziej podnosi to wartość dzieła Manela.

       Choć wydawało mi się, iż „Apokalipsa Z” jest praktycznie idealnym dziełem z gatunku zombie, to jednak końcówka częściowo zabiła to wrażenie. Wydarzenia w Gulfport są takim małym potworkiem, o którym czytelnik chciałby jak najbardziej zapomnieć. Autor przy ich pisaniu albo uderzył się w głowę, albo stracił wenę twórczą gdyż to co spłodził jest ze wszech miar złe i niedobre. Motyw fanatycznego księdza przewodzącego zaślepionymi idyllą ludźmi jest po pierwsze nudny, po drugie idiotyczny, a po trzecie absurdalny. Na domiar wszystkiego grupa helotów trzymana w getcie oraz wątek najazdu rządnych panowania Koreańczyków na USA. Absurd goni absurd, a samo przerysowanie chyba jeszcze nigdy nie przyjęło takiej formy. Wszystkiego jest nadmiar, wszystko jest hiperbolizowane, wszystko jest przejaskrawione. Samo zwieńczenie czyli wojna domowa w mieście jest komedią samą w sobie. Trup po prostu ściele się gęsto, a każdy bohater strzela jeden przez drugiego. Do tego jeszcze wielki wybuch tankowca wnoszący w górę rażącą kulę ognia. To niestety Loureiro nie wyszło.

       Podsumowując, „Apokalipsa Z” nie jest trylogią idealną, ale na pewno wartą polecenia i poświęcenia tych kilku godzin na lekturę. Choć ma słabsze momenty, to jednak nadal dzierży dość silną pozycję na runku dzieł z gatunku zombie apokalipsy. Przede wszystkim wyróżnia się dość innowacyjnym podejściem do tematu, co każdego fana żywych trupów powinno cieszyć. Co jednak w tym wszystkim najważniejszego, jest to pierwszy tytuł który zmierzył się z oczekiwaniami fanów i był w stanie częściowo im sprostać. Na koniec opinia wyrażona w ocenach:

  • „Apokalipsa Z”  jako cała trylogia- 8/10
  • „Początek końca”8/10
  • „Mroczne dni” 7.5/10 
  • „Gniew sprawiedliwych” 5/10

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts