Biżuteria Handmade

Claimed-introMając w pamięci nijakość ostatniego odcinka, trzeba przyznać, że w kwestii narracji TWD znów stanęło na nogi. Niestety częściowo, bo wątek, który zapowiadał się na najciekawszy, nie posunął się do przodu i przy dobrej reszcie wypadł raczej blado, a zaprezentowane w nim nowe postacie rozwijają się w nieco innym kierunku niż oczekiwałem…

Zacznijmy od tego, że poruszone w „Claimed” historie rozłożone zostały w sposób sensowny. Spokojna wyprawa Michonne i Carla, podczas której znów skorzystano z paru symbolicznych motywów w celu odkrycia przed widzem charakterów postaci, dawała wytchnienie od pełnych emocji i napięcia wyczynów Ricka, który w końcu pokazał dawną klasę. Zapewne osobne roztrząsanie historii Michonne stałoby się męczące (właściwie nie dowiedzieliśmy się niczego nowego), ale dzięki zgrabnemu przechodzenia od akcji do spokojnych rozmów, nie nudziłem się ani chwili. W dodatku lubię też tę klasyczną, filmową relację jaka pojawiła się między bohaterami,  nie czuć w niej sztuczności ani przesłodzenia. Nawet kiedy zaczynało już robić się przyjemnie i rodzinnie wystarczyło wspomnienie o biednej Judith by tę atmosferę rozbić. Żal tylko, że każdy element tej relacji, choć przedstawiony został zadowalająco, wydaje się dziwnie znajomy (dwie osoby połączone podobną tragedią – utracona siostra/dziecko).

640px-Michonnebooks

Niemałym zaskoczeniem były dla mnie przygody Ricka, bo nie spodziewałem się, że się w odcinku na dłuższy czas pojawi. Akcja jak najbardziej na poziomie,  mocno angażująca w wydarzenia. To w końcu tak oczywiste, że domy plądrują też inni, zwykle stanowiący zagrożenie ocalali – więc wykorzystanie tego pomysłu dla małej epizodycznej przygody było świetnym rozwiązaniem. W samych przeprawach Ricka, znów widać było parę naiwnych kinowych standardów (jak bójka dwóch dryblasów o łóżko), ale robiły względnie dobre wrażenie – np. świadomość, że jeden z bijących się zostanie najprawdopodobniej powalony na ziemię i Ricka zobaczy.

Grimes (dawno) przestał już myśœleć w granicach dawnej moralności, co też ciągle widać to w jego zachowaniu. Sam nie uważam, że Rick robił źŸle starając się zachować pozory normalności. Ogólnie, jeœśli prześœledzić jego rozwój, to wydaje się jedną z najlepiej poprowadzonych postaci w serialu – od przełamania w postaci zabicia Shane’a, późniejsze autorytarne rządy w więzieniu i rozterki nad wydaniem gubernatorowi Michonne, kończąc na ryzykowaniu i „poœświęceniu” Hershela. Grimes powoli, ale skutecznie dostosowuje się do nowych realiów, co też udowodnił zabijając właściwie nieznaną sobie osobę (choć jej intencje nietrudno było ocenić), dawny szeryf z pewnością uciekłby się do policyjnych przesłuchań.

640px-Rickathouse21

W tym wszystkim nieco „rozjechała” mi się postać Abrahama Forda. Poznaliœśmy go przecież jako twardziela z karabinem, z poczuciem humoru i klawymi tekstami. Po obejrzeniu „Claimed” ciężko jest go jednoznacznie ocenić. Na razie wyszło na to, że poczucie humoru rzeczywiście ma (zabicie ciężarówki, wesołe śœrodkowe palce), ale poza tym miejscami wydaje się całkowicie pozbawiony charyzmy, wręcz lekko ciamajdowaty (dość spokojnie reagował na zachowanie Glenna). Po prostu daje sobie w kaszę dmuchać – nie utrzymuje dyscypliny, do tego ma jakiś szlachetny, naiwny cel do zrealizowania (bo ratowanie świata się takowym wydaje). Z „badassowośœci” zostało mu tyle, że koniec końców rzucił się na Glena.  Ni to prawdziwy twardziel, ni pozytywny bohater. Na szczęście da się lubić, ale kim się ostatecznie okaże pokażą nam przyszłe odcinki. Jego towarzysze Rosita i Eugene znów stanowili głównie tło dla wydarzeń, zdążyli tylko szybko otrząsnąć się z komiksowej otoczki (choć Eugene sprawia wrażenie kreskówkowego, denerwującego mądrali). Sam motyw podróży do Waszyngtonu ma na pewno spory potencjał, a jego główna siła leży w obietnicy wyjaśnienia kwestii pojawienia się epidemii zombie. Szkoda tylko, że już to w serialu przerabialiśœmy (centrum badań z 1S) i ciężko będzie zapewnić widzów, że rzeczywiście dostaną coœś nowego oprócz kolejnych przygód na drodze bohaterów do celu.

640px-Claimedscreenshot21

Mocno zapunktowała w odcinku Tara. Nie myślałem, że stanie się aż tak fajną postacią, szczególnie że wcześniej raczej mnie irytowała. Widać po niej, że czuje skruchę, jest wierna Glennowi choćby nie wiem co, ale przesadnie się przed nim nie korzy.

Podsumowując odcinek trzeba napisać, że kompozycyjnie wyglądał ciekawie, a przynajmniej przeplatana historia Carla, Michonne i Ricka. Nieco gorzej wypadł nowy wątek, choć przedstawione w nim postacie dają się lubić, nadal ciężko jest je jednoznacznie określić. 

Claimed-outro

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts