Biżuteria Handmade

Coda-wgryz

       Pierwsza połowa piątego sezonu „The Walking Dead” nareszcie dobiegła końca. Choć odcinek „Coda” w końcu mamy za sobą, to przed nami długie dwa miesiące oczekiwania na kolejną dawkę szalonych perypetii biznesu „Rick i spółka- odstrzał na zawołanie„. Zanim jednak zaczniemy ukradkiem spoglądać w przyszłości, doszukując się kolejnych szczegółów i kreować bóg wie jak pokręcone domysły, proponuję wrócić na chwilę do jeszcze świeżego półfinału i spojrzeć na to, co do zaoferowania mieli dla swoich fanów twórcy, w ostatnim tygodniu przed czekającą ich przerwą.

Coda11

       Mówiąc uczciwie, do epizodu „Coda” zasiadałem z wielką niechęcią. Ostatnie cztery, czy tam pięć odcinków były tak zabójczą sekwencją, że ze sporym sukcesem zabiły we mnie wszelkie pozytywne odczucia względem „Żywych Trupów„. Naprawdę długo zastanawiałem się, czy stać mnie na zmarnowanie kolejnych czterdziestu minut, które mógłbym przecież spożytkować w bardziej efektywny sposób. No ale jak to się mówi, obowiązki względem Strefy wzywały więc zacisnąłem zęby i jakoś to poszło. Ku mojemu zdziwieniu, w cale nie było aż tak źle. Ba, pójdę dalej i powiem, że mi się NAWET PODOBAŁO! Aczkolwiek chcę powiedzieć, byście pod słowem podobało nie doszukiwali się wielkich zachwytów lub niekończącego się słodzenia.

Coda15

       Jak to zwykle bywa, swój wgryz w odcinek zacznę od omówienia fabuły. Ogólnie rzecz ujmując, była ona prosta jak budowa cepa, a tym samym przewidywalna. Jako osoba, która siedzi w temacie serialu już od przeszło czterech lat, bardzo łatwo było mi wychwycić główny schemat wątku Grady Memorial Hospital, dobudowując do tego potencjalny tok rozwojowy. Twórcy są tak mocno tendencyjni w swojej pracy, że przy którymś już razie z rzędu jest to na tyle widoczne, iż niweluje wszelkie zabarwienie szoku czy też zaskoczenia. Wydarzenia takie jak śmierć Beth, a już tym bardziej Dawn były rzeczą pewną i dziwię się, że wśród tak ogromnych zastępów widzów znajdują się jeszcze osoby, które mogły czuć faktyczny paraliż po seansie „Coda„. Tak na dobrą sprawę, dostaliśmy tutaj dokładnie to samo co w S4: 

  1. nasz protagonista zyskuje w oczach widzów dokonując heroicznych czynów
  2. antagonista otrzymuje ludzką twarz
  3. pomiędzy jednym a drugim dochodzi do lekkiej konfrontacji, mającej na celu zatrząść ich światami
  4. wszystko kończy się śmiercią obojga, przy czym antagonista zostaje uśmiercony w akcie zemsty przez innego protagonistę 

Czyż nie tak wyglądał koniec Hershela oraz Gubernatora? Kropka w kropkę to samo, z tą tylko różnicą, że tym razem nie doszło do aż tak wielkiej demolki i sam akt wybicia dwójki bohaterów nastąpił na skutek czystej głupoty oraz impulsywności każdej ze stron konfliktu(w domyślne Green-Lerner). Na niekorzyść samego wątku działa również kilka drugorzędnych kwestii, które omówię w dalszej części recenzji. W tym momencie chciałem przed wszystkim zwrócić uwagę na mocną schematyzację przedstawionych treści.

Coda17

        S05E08 przed kompletnym fiaskiem uratowały dwa inne wątki i naprawdę wielbię Boga pod niebiosy za to, że twórcy zdecydowali się je tutaj pociągnąć. Na pierwszy ogień weźmy bezwzględnego Ricka. Otwarcie odcinka w postaci pogoni Grimesa za Lamsonem była fenomenalna. Choć osobiście krytykuję naszego Clinta Eastwooda za nadmierną brutalność i bezwzględność, to muszę przyznać że na ekranie robi to powalające wrażenie. To nacechowanie skrajnie negatywnymi uczuciami, gra chwilą, ryzykanctwo oraz zbytnia pewność siebie, pochłaniają widza całkowicie, zabierając go w same odmęty namacalnego zezwierzęcenia. Choć oczywiście wiadomo, że pod tym wszystkim kryje się jakieś człowieczeństwo, to jednak przysłowiowa ciemna strona mocy gra tutaj pierwsze skrzypce. Najlepsza w tym wszystkim jest beznamiętność, z jaką Rick deklamuje wszystkie swoje kwestie, idealnie wskazując na swój stosunek do otaczającego świata: „Jestem tylko ja i nic poza tym„. Nawet zdawkowe „zamknij się” po zastrzeleniu Boba wyraża więcej niż tysiąc słów. Na koniec chcę dodać, że sam pomysł na ten wątek został zaczerpnięty prosto z komiksu. Scott M.Gimple ponownie zabawił się zasadami adaptacji, sprytnie ekranizując motyw morderstwa Martineza z zeszytu 36. Drugim wątkiem, który zrobił na mnie niemałe wrażenie, to tematyka kościoła. Choć miał on swoje negatywy w postaci irracjonalnego zachowania Gabriela, to jednak symbolika tej sceny jest dość ciekawa. Stokes, który tak chorobliwie chronił dom boży przed otaczającą dehumanizacją, sam tą dehumanizację do niego wpuścił, oddając go w ręce trupów i jednocześnie czyniąc z niego miejsce potencjalnej kaźni. Tak bardzo wierzył w wyższość religii i moralności, że sam doprowadził do upadku własnej wiary. Nie chciał dać schronienia ocalonym, jednocześnie nie potrafiąc ocalić tego co ma przed kompletnym upadkiem.

Coda13

       Dużym rozczarowaniem „Coda” jest brak ujednolicenia treści, a tym samym chwiejny dynamizm opowiadanej historii. Zaczęliśmy od niezwykle intensywnych scen otwierających, po czym już po niespełna kilkunastu minutach wszystko poleciało w dół, utrzymując się na pułapie znużenia i braku zaangażowania. Rozumiem chęć zrobienia huśtawki emocjonalnej, po to aby zbudować niejednoznaczną bazę uczuciową pod końcowe sceny, ale niestety w tym przypadku nie zdało to egzaminu. Cały środek w postaci dywagacji Beth, Dawn, Tyreesa czy też Sashy jest maksymalnie nieatrakcyjny z perspektywy zainteresowania widza, przy czym wprowadza niepotrzebne rozmycie. A przecież nie o to w tym chodzi, prawda? Na całe szczęście, sytuację podratowało dramatyczne spotkanie grupy z poruszającym tłem muzycznym, które dość sprawnie pogłębiło tragizm ostatniego zgonu.    

Coda1Coda2Coda3

Coda4Coda5Coda6

Coda7Coda8Coda9

 

        A skoro jesteśmy już przy głównym zgonie półsezonu…Po śmierci Andrei nie myślałem, iż w tym serialu mogłoby pojawić się coś jeszcze głupszego. W jakim ja byłem błędzie! Uśmiercenie Beth ląduje na samym szczycie absurdów „The Walking Dead” i choć cieszę się, że największy niewypał twórców w końcu kopnął w kalendarz, to jednak uważam że taki koniec nikomu się nie należy. Cóż mogę powiedzieć, Greenówna odeszła w asyście zażenowania oraz bezsensu, co jest chyba największym rozczarowaniem półfinału. Jej motywacje, działania czy cele są czymś niepojętym i naprawdę nie mogę znaleźć jakiegokolwiek sensownego umotywowania tego co wydarzyło się na ekranie. Mówiąc prosto, dziewczyna ogłupiała na zawołanie i tyle. Po kiego zaatakowała Dawn, skoro widać było iż pogodziła się z zostaniem Noah w szpitalu oraz sama wymiana przebiegła sprawnie? Że niby chciała się poświęcić? Ale dla kogo? Że niby nie chciała już żyć? Przecież kilka scen wcześniej deklarowała chęć ucieczkę. Coś niepojętego. Do tego jeszcze, zamiast wbić te nieszczęsne nożyczki w newralgiczne miejsce (np. oko, szyja) to ta wycelowała prosto w obojczyk. Śmiech na sali. Pomijam w tym wszystkim to, że atak na Lerner mógł wywołać krzyżowy ogień, który pociągnąłby za sobą śmierć ogromu niewinnych ludzi. Osobiście załamałem ręce, no ale tak to jest kiedy na siłę chce się wybić kolejną bohaterkę, po to tylko aby wywołać szoki i gorące dysputy między ludźmi, mające na calu utrzymanie serialu na językach w czasie dwumiesięcznej przerwy. Gimple, wstydź się! Po tobie spodziewałem się czegoś więcej!

Coda14

       Teraz czas na to, aby moje wielce krytyczne spojrzenie powędrowało w kierunku postaci Dawn, która również poniosła śmierć w S05E08. Zdaję sobie sprawę z tego, iż Lerner jest jakąś formą wariacji na temat „świat przedstawiony „The Walking Dead”, a antagonizm postaci”, niemniej ja kompletnie nie potrafię zrozumieć podstawy w kreowaniu jej rysu charakterologicznego. Według twórców, jest to główna zła 5A, tylko problem w tym, że tego nie czuć. W czym ona jest zła? Dlaczego szpital pod jej rządami to coś strasznego? Dlaczego jej osoba wprowadza tyle zamieszania? Że niby skrajne załamanie nerwowe ma być powodem takiego, a nie innego stanu rzeczy? Czy może rozchodzi się o zwykłe parcie na szkło i nadmierne ambicje związane ze stołkiem na którym siedzi? Brak jednoznacznego umotywowania jej działań to spore niedociągnięcie, bo choć postać jako taka jest ciekawa, to jednak bez tego nie można w pełni wyłapać zamysłu na nią. Początkowo sądziłem, że powodem jej zachowania są kompletnie zdemoralizowani policjanci i czysty strach przed nimi, ale w finale okazało się że grupka ta zawęża się do raptem trzech osób. Ponawiam zatem pytanie, o co w tym chodzi?

Coda16

       W swoim wgryzie w odcinek, parę słów chcę również poświęcić postaci Maggie. Tym razem jednak nie będzie krytyki, a obrona. Wiele osób zarzuca jej brak zainteresowania Beth przez ostatnie kilkanaście odcinków i inne tego typu sprawy. W mojej ocenie jest to zbytnie demonizowanie jej osoby, bo z perspektywy doświadczeń grupy, takie podejście jest dość dobrze umotywowane. Mag nie była kompletnie obojętna na sprawę siostry. Na przestrzeni odcinków „To Far Gone” oraz „Inmates” wyrażała spore zainteresowanie jej losem i była do żywego przejęta tym, czy udało jej się przeżyć. Szukała w tym czasie zarówno jej jak i męża. Punktem zwrotnym było znalezienie autobusu więziennego i później Glena. Brak Beth w otoczeniu grupy Rhee oznaczał jedno- dziewczyna się zgubiła i jej dogonienie graniczy z cudem. Po tym, Green postąpiła jak cała reszta, przyjęła rzeczywistość taką jaka jest i zajęła się dniem obecnym. Dla wielu może to trącić egoizmem, ale czy sprawa Beci była jedyną takową na przestrzeni ostatnich sezonów? Rozchodzi się o to, że nie. Wydaje mi się, że każdy z nas doskonale pamięta jak szybko grupa położyła kreskę na Andrei po ataku hordy na farmę lub na Carol po opanowaniu wiezienia przez trupy. Tutaj mamy dokładnie to samo. Niestety, intensywnie poszukiwanie zaginionych członków w sytuacjach patowych, skończyło się wraz ze znalezieniem Sophie. Od tego czasu już więcej się to nie powtórzyło. Więzy rodzinne czy emocjonalne trzeba odłożyć na bok, bo często mogą okazać się zgubne. Co za tym idzie, w mojej ocenie troszeczkę większa wyrozumiałość w stosunku do Maggie byłaby wskazana, aczkolwiek to już jest każdego indywidualna kwestia.

Coda10

       Na koniec jeszcze trochę o aktorstwie. Niestety, cudów nie ma. Obsada sprawia wrażenie jakby grała od niechcenia, w stylu „robię co mi każą ale kompletnie nie mam na to ochoty”. Wspominam o tym, ponieważ słaba gra aktorska w serialu dramatycznym, mocno rzutuje na sposobie urzeczywistnienia emocji zawartych w fabule. Odcinek „Coda” w pełni popiera tą tezę. Nie będę się rozpisywał kto i jakie grzeszki popełnił bo za dużo byłoby do pisania, niemniej spora część aktorów i aktorek podpada pod ten problem. Najgorzej z nich wypada Norman Reedus, który po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że tragiczny materiał jest poza jego możliwościami. Scena jego żalu po śmierci Beth wypadła sztucznie, nieprzekonywująco, by nie powiedzieć koszmarnie. Kolejna nieudana minka dołączona do portfolio. Kiedyś uważałem go za artystę wysokich lotów, ale teraz nie pozostaje mi nic innego jak ocenić go w kategoriach przeciętniactwa. Tak na dobrą sprawę, prawdziwym kunsztem w półfinale odznaczyli się jedynie Andrew Lincoln, Christine Woods oraz Seth Gilliam. W ich przypadku czuć, że nie tylko grają, ale są tymi postaciami. Rozumieją motywy, czują ich emocje, przekazują je, analizują, a w efekcie dają świetny występ. Szkoda jedynie, że z tego trio musiała wylecieć Woods, gdyż oceniam ją jako jeden z lepszych nabytków „The Walking Dead„, o sporym niewykorzystanym potencjale.  Lekką poprawę zaliczyła również Lauren Cohan w scenie rozpaczy po śmierci Beth, ale to nadal nie jest poziom do którego przyzwyczaiła nas w poprzednich sezonach.

Coda12

        Reasumując, po odcinku „Coda” widać, iż twórcy odrobinę przyłożyli się do swojej pracy. Pytanie tylko czy możemy przez to uznać najświeższy materiał za dobry? Rozchodzi się o to, że nie. Pomimo kilku naprawdę ciekawych rozwiązań, cała reszta pozostawia wiele do życzenia. Półfinał niestety borykał się z dokładnie takimi samymi bolączkami jak poprzednie cztery epizody, co uniemożliwia mi ocenienie go w kategorii satysfakcjonujący.

A teraz opinia wyrażona w formie punktowej. Biorąc pod uwagę wszystkie negatywy oraz pozytywy, S05E08 otrzymuje ode mnie notę 6/10. Wydaje mi się, iż jest to sprawiedliwie podsumowanie materiału wieńczącego 5A.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts