Biżuteria Handmade

Consumed - intro

Consumed to gratka dla fanów pamiętających dobrze pierwsze odcinki The Walking Dead oraz zaprezentowane w nich postaci, znane nam dzisiaj z zupełnie innej perspektywy.  Sporo tu redukujących i tak nikłe napięcie retrospekcji. Z resztą cały odcinek przebiega w bardzo spokojnej atmosferze, okraszonej łagodną muzyką, podkreślającą przytłaczającą pustkę Atlanty do której dotarli bohaterowie. Epizod skupia się bowiem na postaci Carol Peletier, przy okazji wypełniając dziury z jej post apokaliptycznego życiorysu.

 

Jedynym wyłamującym się z melancholijnych schematów (muzyka, historia, rwane dialogi i retrospekcje) aspektem Consumed była miejscami mocno filmowa narracja kamery, śledzącej krok po kroku poczynania bohaterów. Momentami ujęcia wydawały się nawet z lekka hollywoodzkie, podobnie jak parę scenariuszowych zagrywek i tekstów (karetka spadająca z mostu, one-linery Daryla). Czułem się trochę jak oglądając thriller szpiegowski z lat 90, zamieniający się w wyciszony, kinowy dramat o kondycji moralnej człowieka. Ostatnie odcinki The Walking Dead wydają się wręcz polem do artystycznych eksperymentów. Tak jakby showrunner (przypomnijmy Scott McGimple) kompletnie nie dbał o spójność całego materiału. Z jednej strony to dobrze, że odcinek wyróżnia się w jakiś sposób, z drugiej – właśnie przez podobne wyskoki nie zawsze udaje się zachować odpowiedni poziom i klimat epizodów.

 

Noah i daryl

 

Przykładem takich autorskich zagrywek mogą być wszechobecne w odcinku retrospekcje. Co prawda zostały całkiem fajnie wkomponowane w całość historii, ale sprawiały wrażenie jakby twórcy nagle na siłę postanowili z powrotem uczłowieczyć postać Carol. W końcu przez ostatnie 1,5 sezonu widzieliśmy ją już jako twardo stąpającą po ziemi kobietę, nie bojącą się wyeliminować zagrożenia (pojawiały się co prawda takie kwiatki jak „Look at the flowers”, ale z obecnej perspektywy – wyszło to wtedy bardziej karykaturalnie niż wiarygodnie). Tymczasem serial znowu próbuje powrócić do kruchego wizerunku Peletier, niewytrzymującej presji i pukającego w szybę szwendacza (w każdym Flashbacku Carol starano pokazać z jak najbardziej ludzkiej strony). Ja tylko proszę o jakąś konsekwencję w budowie charakteru, nawet tak dziwnego i miejscami karykaturalnego. Szczególnie, że w Consumed mieliśmy okazję przypomnieć sobie losy bohaterki jeszcze z okresu, w którym była nieustannie poniewierania przez męża. 

Carol

Najgorsze jest jednak to, że temat Peletierki znowu upłynął nam pod znakiem wspomnianej już nowej moralności w świecie, który nie wybacza błędów i nie pozwala na litość. Jedynym krokiem do przodu w rozwoju postaci była nieoczekiwana zamiana miejsc w ratowaniu Noaha. Daryl zmienił się na chwilę w naburmuszonego chłopca, a Carol w miłosierną samarytankę. W sumie całkiem mi się to podobało ze względu na błyskotliwą przewrotność postaci i tarcia między nimi.  Szkoda tylko, że nie doprowadziły one do nieprzewidywalnego finału. Dotarliśmy po prostu, jak po sznurku, do końcówek epizodów trzeciego i czwartego, choć zrobiło się trochę bardziej intensywnie. Zawiedzeni byli zapewne wszyscy, którzy liczyli na jakąś zorganizowaną dywersję ze strony Carol i Daryla. Niestety, próby „resocjalizacji” Peletier są raczej jednoznacznym sygnałem, że więcej Rambo wyczynów w wykonaniu bohaterki nie zobaczymy. Ale, kto wie co jeszcze scenarzyści wymyślą. Sam wymieniony już Noah, zapunktował za to po tym jak w odcinku Slabtown jego postać kompletnie mnie rozczarowywała (właściwie była mi kompletnie obojętna). W końcu jednak okazał się w miarę cwanym młodzieniaszkiem o niejednoznacznym charakterze i trzeźwo spoglądającym na świat. Samą strukturę odcinka można opisać bardzo prostym schematem -> krok do przodu-> początek rozmowy->krok do przodu-> środek rozmowy-> krok do przodu-> koniec rozmowy i konkluzja/ratunek Noaha. W dodatku z ust bohaterów padła i tak już znikoma liczba słów, co jeszcze bardziej przysłużyło się sennej atmosferze Consumed.

 

Incepcja

 

Na koniec jeszcze słowo o scenografii. W końcu dawno w The Walking Dead nie dostaliśmy takiej różnorodności. Powrót do miasta uważam za udany, choć brakowało tu szerszych kadrów, dających poczucie jego ogromu i zniszczenia. Kamera ślizgała się raczej po korytarzowych ulicach, za bohaterami. Nie przeszkodziło to jednak w budowie klimatu pustki i zagrożenia czyhającego na nieostrożnych bohaterów. Odcinek uważam ostatecznie za niezły, ale z żadnej strony nie zaskakujący. Możemy być za to w 100% pewni, że szykuje się konfrontacja Szpitalników z Rickowcami. Jaki będzie jej wynik, przekonamy się prawdopodobnie już za tydzień.

 

Consumed - outro

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts