Biżuteria Handmade

Crossed- wgryz w odcinek

       „Boże, co ja obejrzałem!?” – tak właśnie wyglądała moja reakcja po zapoznaniu się z odcinkiem „Crossed„, który jest niczym innym jak tanią amatorszczyzną, po brzegi wypełnioną najgorszymi chwytami serialowymi, papierowymi bohaterami oraz masą durnych zagrań, obok których ciężko przejść obojętnie. Na domiar wszystkiego, dołożono tutaj tonę nachalnej symboliki, która już po kilkuminutowym otwarciu zaczęła mi po prostu wychodzić bokiem. Po co to? Na co to? Nie ma zielonego pojęcia. W każdym razie, S05E07 jest jak dotąd chyba największym zawodem z jakim się spotkałem, bo o ile w przypadku poprzednich epizodów byłem przygotowany na niski poziom, o tyle tutaj liczyłem na naprawdę wiele. Zwarta struktura odcinka powinna być chyba kluczem do sukcesu, nieprawdaż? Szkoda tylko, że tak się nie stało…

Crossed6

       Pod względem fabularnym „Crossed” jest po prostu tragedią, by nie powiedzieć dnem. Osobiście nie widzę innej możliwości określenia tego, co nam tutaj zaserwowano. Lista niedociągnięć oraz widocznych negatywów, jakich dopuszczono się w trakcie konstruowania struktury epizodu jest przeogromna i to właśnie ona stała się czynnikiem determinującym moja opinie. By jednak nie pozostać gołosłownym, przywołam teraz kilka grzeszków jakich dopuścili się twórcy. Na pierwszy ogień weźmy starte klisze. Jeszcze nigdy, w trakcie mojego czteroletniego siedzenia w tematyce „The Walking Dead„, nie spotkałem aż tylu telenowelowych schematów w jednym odcinku. Widząc je, poczułem się jakby scenarzysta rzucił mi prosto w twarz- „masz inteligencję przedszkolaka, nic więcej nie ogarniesz„. Dostaliśmy: 

  • wróżka chrzestnego (Tyreese) oraz wujka „dobra rada” (Daryl), którzy wraz ze swoją moralnością odzywającą się w tedy kiedy nie potrzeba, musieli wejść niczym klin w plan Ricka, zapoczątkowując w ten sposób całą litanię pt. „wszystko musi iść źle„,
  • akcje szpiegowską o kryptonimie „słodka truskaweczka” w wykonaniu Beth
  • jednego dobrego, który okazał się oczywiście niedobrym jegomościem biorącym odwet na naszych protagonistach (Lamson)
  • jednego protagonistę (Sasha), który jak głupi zaufał zakładnikowi tylko dlatego, że tknęło go sumienie, w efekcie czego zaliczył bliskie spotkanie z pobliska szybką
  • nieoczekiwany” zwrot akcji w postaci ostrzelania naszej grupy przez kolejnego złego, tylko dlatego iż nikt nie pokwapił się by przypilnować tyły
  • przywódczynię (Dawn) kombinującą na wszelkie możliwe sposoby, którą nagle ruszyło sumienie i pomaga podopiecznej (Beth), mimo tego że odcinek wcześniej prała ją jak popadnie za okazaną niesubordynację

Takie zagrania są niezwykle irytujące, gdyż nie tylko obniżają jakość serialu, ale również pokazują jak niewielkimi środkami wyrazu dysponują twórcy. O braku innowacyjności czy jakiegokolwiek racjonalnego przemyślenia tworzonych wątków, nie chcę nawet wspominać. Nie wiem jak w Waszym przypadku, ale mnie to osobiście mierzi i choćbym nie wiem jak chciał, nie jestem w stanie takiej formuły zaakceptować.

Crossed3

        Kolejnym zarzutem pod względem struktury E05E07 jest przechodzenie pomiędzy rwanymi wątkami, umieszczonymi w czterech różnych miejscach, co z dużym sukcesem zabijało zabarwienie emocjonalne wypracowane w głównym toku odcinka. Wszystko zostało na maksa rozdrobnione, przez co widz nie czuje powagi wydarzeń dziejących się na ekranie. Choć mamy świadomość, że trzonem wszystkiego są pełne napięcia przygotowania do odbicia Beth, to jednak nie możemy się w to wbić bo co rusz nasza uwaga jest odciągana przez coś innego. Wprowadza to uczucie rozmycia oraz lekkiego rozmemłania fabuły. Niby jest wszystko, ale tak naprawdę nie ma niczego i nadal stoimy tam gdzie staliśmy. Kompletnie nie widać w tym zbliżania się do punktu kulminacyjnego jakim jest półfinał sezonu. Ponadto, odbija się to też na samej dynamice. W jednej chwili mamy szybką akcję, po czym przechodzimy do statycznej sekwencje, następnie znowu coś się dzieje i znowu spadek. Taka sinusoida, która niwelowała wszelkie zainteresowanie, wprowadzając na to miejsce znudzenie. 

Crossed4

       Jak wspomniałem wyżej, „Crossed” katowało nas nachalną symboliką ukazującą słabość religii względem postapokaliptycznych warunków. Zastanawiam się, po co skupiono na tym aż tak wielką uwagę, skoro raz a dobrze w odcinku „Four Walls and a Roof” zaznaczono nam te zależności. Po co znowu do tego wracać? Po co znowu nas tym męczyć i co najważniejsze nudzić? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest to jakaś forma realizacji założenia „skrzyżowanie„, ale takie bombardowanie widza wyciąganiem tego na pierwszy plan nie zdaje egzaminu. Nawet jeżeli założymy, iż twórcy umotywowali to chęcią rozwoju Gabriela, to i tak nie ma to żadnych podstaw, bo jak wiemy bohater ten swojego rozliczenia dokonał początkiem sezonu. Oglądanie jego przerażenia na widok brutalności jest w takim przypadku wtórne i pokazuje najzwyklejsze krążenie w okół wyeksploatowanych już tematów. Jednym słowem niepotrzebne. Co w tym najśmieszniejszego, takiego wrażenia można było uniknąć, gdyby zminimalizować symbolikę do wymaganego minimum czyli wplątać ją po prostu jako element kolorystyki. Gdzieś tam jest, czuć to, ale nie policzkuje widza mówiąc „masz na mnie paczeć!

Crossed5

        Spośród wszystkich czterech wątków jakie nam tym razem zaoferowano, najmniejsze obiekcje mam do grupy Abrahama, która względem poprzednich epizodów dokonała chyba największego progresu. Podobała mi się tutaj przede wszystkim atmosfera lekkiej sielankowości, przeplatanej z tragicznym położeniem bohaterów. Dostaliśmy dwa światy, które dość dobrze ze sobą kontrastowały. Z jednej strony czuć utratę czegoś ważnego, a z drugiej nadal mamy niezachwiany optymizm przejawiający się w zachowaniu Tary czy Rosity. To wszystko zostało nałożone na elementy survivalowe, dzięki czemu wróciliśmy tak na dobrą sprawę do korzeni „The Walking Dead„. W końcu obserwowaliśmy jak postaci radzą sobie z otaczającym ich światem, a nie zagrożeniem ze strony innej grupy. Do tego wszystkiego dołożono trochę humoru i zwykłych przyjacielskich zażyłości, co wprowadziło wrażenie obezwładniającego rozprężenia. Według mnie, coś niesamowitego. Uważam, że w przyszłym epizodach twórcy powinni pójść właśnie w tym kierunku. Dramat nie musi się wyrażać tylko i wyłącznie w ciągłym upadlaniu postaci. Ujęcie najzwyklejszego człowieczeństwa i normalności też mogą zdać egzamin. Ogólnie rzecz biorąc, w motywie tym kontynuowano atmosferę zapoczątkowaną w „Self Help„, co też jest sporym sukcesem biorąc pod uwagę to, jak trudno Scottowi M.Gimple utrzymać pewną ciągłość serialu.

Crossed7

      Spośród spraw czysto technicznych, na krytykę zasługują dwa elementy. Jeden tyczy się konsekwencji w kreowaniu świata przedstawionego, drugi wykonania scen akcji. Przede wszystkim, twórcy kompletnie zapominają o warunkach panujących w Atlancie. Miasto, które według ich opisów jest w pełni wypełnione zombie, sprawia wrażenie kompletnie opuszczonego. Swoboda w poruszaniu się jest po prostu nieograniczona. Bohaterowie mogą się ścigać samochodami lub urządzać rodeo na ulicach, ale żadna większa czy mniejsza horda nie zjawi się w okolicy. Podsumowując, warunki można  w każdej chwili naginać, jeżeli tylko przysłużą się realizacji sekwencji. Co do momentów bardziej dynamicznych, to w głównej mierze mam na myśli potyczkę Daryla z jednym z policjantów. Dixon po prostu do swojej listy może dopisać kolejny absurd i tyle. Wsadza paluchy prosto w buzę trupa, ale nieboszczyk raczej nie wykazuje chęci zatopienia ząbków w potencjalnej ofierze. A co tam… Przecież nasz postrach wiewiórek jest tak niesamowity, że szwendacze na jego widok zmieniają preferencje żywieniowe. Szczytem absurdalizacji było wyrwanie głowy wraz z kręgosłupem. Pomysł może i dobry dla serialu pokroju „Z Nation„, ale w „The Walking Dead” mocno kłuje to w oczy. W tym wszystkim jednak, najbardziej irytująca byłą praca kamery. To chybotanie czy trzęsienie wprowadzało niepotrzebny chaos.

Crossed2

       Jak wiadomo, bohaterowie pełnią w „The Walking Dead” rolę nadrzędną. Mają napędzać fabułę, skupiać na sobie uwagę i interesować. Co jednak zrobić, kiedy na większość postaci nie można patrzeć bo albo są mdli albo wkurzający? Taka właśnie sytuacja występuje w „Crossed„. Na cały, prawie 20 osobowy skład postaci, raptem piątkę można uznać za ciekawych. Do grupy tej należą:

  1. Tara – uwielbiam ją. Postać, która w nawet ułamku procenta nie jest skażona defetyzmem świata TWD. Pełna humoru, otwartości i szczerości. Najlepsze w nie jest to, iż potrafi cieszyć się małymi rzeczami, co na tle sfatygowanej przez życie reszty jest niczym powiew świeżości.
  2. Carl – postać od początku do końca poprowadzona z zachowaniem racjonalnego ciągu przyczynowo-skutkowego. Wnioski, które wyciągnął z poprzednich zdarzeń, są chyba najbardziej inteligentnymi słowami jakie kiedykolwiek padły w tym serialu. Obserwuje, analizuje, ocenia, jednoczenie nabierając umiejętności oraz doświadczenia. Widzi świat w o wiele bardziej czystym kolorycie niż Rick.
  3. Maggie –  w końcu odzyskała swoje cohones. Po kilkunastu epizodach zastoju, zrobiła krok do przodu i pokazała stanowczość własnego charakteru. Bardzo podobało mi się to, iż postawiła się nieobliczalnemu na ten czas Abrahamowi, wyrzucając mu przy tym, że każdy wiele stracił. Kolejne trafne spostrzeżenie tego odcinka.
  4. Glenn – powoli zaczyna odzyskiwać dawne i zabawne „ja„, co mnie cieszy. Jest jakiś lekki i akceptowalny. Po prostu normalny. Fajnie również wyglądała symboliczna scena z początku odcinka,  ukazująca go z bronią w ręku, co ma nam uzmysłowić, że Glenn ponownie wraca do gry i przejmuje stery.
  5. Rosita – nareszcie pokazała coś więcej niż tylko obraz dmuchanej lalki, mającej ładnie wyglądać. Ma poczucie własnej siły i jest w stanie sama za siebie decydować. Nie czuje się uwiązana do Abrahama więc można oczekiwać, iż w przyszłości podejmie więcej stanowczych akcji.

Całej reszty natomiast nie zamierzam komentować. Bo i po co? Byłoby to powtarzaniem tego, co już wielokrotnie padło w niektórych moich recenzjach. Powiem jedynie, że największym zawodem odcinka byli dla mnie Sasha oraz Rick. Jedna ogłupiała na zawołanie, tracąc poczucie racjonalizmu, a drugi mimo dobrego planu przystąpił jak idiota na warunki, które z góry skazane były na niepowodzenie (aczkolwiek chcę zaznaczyć, że jego pomysł na rozwiązanie konfliktu był, mimo brutalności, świetny). W przypadku Sashy można by jeszcze takie zachowanie zaakceptować, gdyby nie to że w sezonie czwartym po stracie brata i niewiadomej co do jego losu, zachowała ona swój pragmatyzm i nadal analizowała każdą sytuację.

Crossed1

       Reasumując, odcinek „Crossed” to jedno z największych rozczarowań obecnego półsezonu. Wraz z powrotem do bardziej zwartej formy opowiadania, liczyłem na poprawę jakości po tak rozlazłych poprzednich epizodach. Niestety, nie doczekałem się. Górę wzięły brak pomysłu i typowa amatorszczyzna, o której wspominałem wyżej. Powiem tylko tyle, twórcy kompletnie nie przemyśleli tego co chcą zrobić i jak chcieliby to zrobić. Idą po prostu na łapu capu, uważając że widzowie to kupią. No niestety, tak kolorowo nie jest, a kolejny spadek widowni do poziomu 13,3 miliona (aczkolwiek nadal jest to dobry wynik) jest tego idealnym potwierdzeniem.

Na koniec ocena w formie punktowej. E05E07 otrzymuje ode mnie tylko i wyłącznie 4.5/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts