Biżuteria Handmade

Crossed - intro

Zastanawiam się na jakiej podstawie scenarzyści The Walking Dead dobierają materiały do odcinków 5 sezonu. Teoretycznie Crossed powinno zostać w całości poświęcone jednemu wątkowi, dotyczącemu konfrontacji obozów i kryzysu policyjnego fachu. Dlaczego jednak zdecydowano, by historię przeplatały niezbyt interesujące wstawki z innych równoległych opowieści? Pomijam już fakt, że scenki te można było wykorzystać we wcześniejszych, cierpiących na brak bardziej rześkich scen epizodach. Liczyłem też na to, że oszczędzi się nam kolejnych grupowych podziałów, ale nie. Twórcy znowu musieli namieszać. 

 

W tym przeglądzie będę zadawał trochę pytań, bo nie jestem w stanie znaleźć racjonalnych odpowiedzi na niektóre decyzje twórców (chyba, że najzwyczajniej były one podyktowane fuszerką i brakiem przemyślenia). Dynamikę odcinka Crossed świetnie oddaje scena ze skapującą z filtra (pomysłu Eugena) wodą. Naprawdę, rwania wątków było tutaj co nie miara. Już w samym wstępie, w głowie zamiast niepokojów związanych z przyszłymi efektami akcji ratunkowej Ricka, pojawiał mi się mały chaos. Gdzieś z lewej zaatakowało wspomnienie śmierci Boba, z prawej wątek przewinień ojca Gabriela, a z góry skoczył temat porwanej Beth. W dodatku znowu karmiono nas najprostszymi filmowymi kliszami, nie tylko w samej fabule, ale co gorsza w motywacjach i zachowaniach bohaterów. Rick nagle poczuł się nad wyraz zobowiązany wobec Carol, Sasha impulsywnie odreagowała śmierć Boba na kościelnej ławce, a Gabriel maniakalnie szorował zbezczeszczoną podłogę kościoła, by w końcu uciec od okrutnych ludzi w „bezpieczny” las. 

 

Michonne

 

Również Łowienie rybek, jojowanie i łopatologiczne próby pokazania, że nieużyteczny Eugen wcale taki nieużyteczny nie jest na dłuższą metę męczyły (na szczęście sytuację podratowała nieco zdecydowana postawa Maggie). Nawet Abraham cały odcinek przeklęczał na kolanach, co samo w sobie nie było złe. W końcu znalazł się w sytuacji co najmniej beznadziejnej, więc z psychologicznego punktu widzenia było to w miarę wiarygodne. Tyle dobrego, że na zdążył się z tej rezygnacji otrząsnąć, a Eugene obudzić/powstać z martwych (bo pewności co do jego stanu nadal nie mam). Myślę, że wiadro zimnej wody wylanej na Abrahama podziała na jego agresywny charakter. Pozwoliłoby to na zbudowanie konkretnego konfliktu między nim a nową wściekłą wersją Ricka. Szeryf z kolei znowu posługiwał się znaną już przez nas śpiewką o podrzynaniu gardeł. Zabawnie wyglądała za to scena, w której Ty odważył się podważyć sens planu Grimesa, proponując zgodną z własnym charakterem pacyfistyczną wersję odbicia Beth (mógł jeszcze ślinę przełknąć kiedy Rick mierzył go wzrokiem). Greenówna momentalnie zamieniła się w prawdziwą agentkę, jak gdyby nigdy nic podsłuchiwała ważne rozmowy, wykradała leki z szafki z konspiracyjną miną na twarzy. „Emocji” przy tym było co nie miara. Sama koncepcja szpitala jak dla mnie okazała się kompletnie bezsensowna. Jest niespójna, nudna i po prostu głupia. Dlaczego Policjanci podporządkowują się Dawn, dlaczego się jej boją, dlaczego nie przejmą władzy, dlaczego bawią się w szpital? Dlaczego nie wypuszczają pacjentów? Dlaczego Dawn udaje pozory dyktatury? Wygląda to na kompletnie papierową opowieść, w której w praktyce nic się nie klei. Kuriozalna było także oświadczenie Pani gliny, że zobaczyła w Beth silną osobowość i dlatego zdecydowała się jej pomóc(chyba, że rzeczywiście kryje się za tym jakiś ukryty spisek. Dawn zauważyła zapewne, że z jakiegoś powodu Carol nie jest Greenównie obojętna i chce utrzymać ją przy życiu na wszelki wypadek). Na chwilę obecną, zachowanie szpitalników wydaje się co najmniej głupie. Również przygotowania do akcji ratunkowej po drugiej stronie konfliktu nie wzbudziły żadnych emocji, a ciosy w pojedynku Daryl Vs Glina zadawano jak w wrestlingowym widowisku (Dixon przynajmniej wpłynął jako tako na przepchnięcie postulatu Tyreesa o pokojowym rozwiązaniu sprawy – to się chwali). 

 

RIck i glina

Po prostej zagrywce jaką Lamson wykorzystał na Sashy zrobiło mi się trochę smutno, bo jakże musiał upaść serial, który chwyta się tak wytartych schematów. No bo proszę, jak to na papierze – wystarczy ckliwa gadka i imię ukochanego, żeby wyczerpana emocjonalnie Sasha dała zrobić się w balona. Same Dialogi reprezentowały coś na poziomie tych, które mogliśmy usłyszeć w „konkurencyjnym” serialu stacji SciFi Universal. Końcowe już pytanie brzmi: skąd oni wytrzasnęli tą muzykę? Okej gitarowe przygrywki nie były złe, ale reszta brzmiała miejscami jak soundtrack do Sierpień w Hrabstwie Osage, a nie The Walking Dead.

Kolejny raz zawiodłem się na The Walking Dead. Po trzech dobrych odcinkach czekała na nas passa nudy. Przykro mi to pisać, ale za tydzień finał półsezonu i nie czuję żebym za The Walking Dead tęsknił przez czekającą na nas przerwę w nadawaniu.

 Consumed - outro11

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts