Biżuteria Handmade

 twd_401_gp_0513_0265a

     Kiedy w grudniu zeszłego roku do opinii publicznej podana została informacja o tym, że Glen Mazzara oficjalnie kończy swoją pracę nad „The Walking Dead”, wśród widzów rozpętała się burza. Wielu z nich zarzucało AMC, iż stacja podcina w ten oto sposób skrzydła serialowi niwelując przy tym możliwości na jego dalszy rozwój i poprawę poziomu. Głos w tej sprawie zabrali również inni showrunnerzy jak chociażby każdemu znany Kurt Sutter („Synowie Anarchii”) otwarcie mówiący o tym, że to zwolnienie obecnego na tamten czas producenta nie rokuje na dobrą przyszłość, ponieważ odsuwa się na bok czysty gwarant sukcesu. Pytanie teraz, czy po sześciu miesiącach sprawa wygląda tak samo? Otóż nie, ponieważ rzeczywistość ponownie pokazała swoje. Glen Mazzara – przez wielu okrzyknięty początkowo najlepszym scenarzystą TWD – okazał się skazą na „kartach historii” serialu. Po tym jak zakończyła się emisja trzeciego pod jego adresem poleciała krytyka, która trwa nieprzerwanie aż po dzień dzisiejszy. Wielu więc odetchnęło z ulgą, że w końcu nie będzie go w pobliżu „Żywych Trupów”. Nasuwało się też pytanie, kto go zastąpi? Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź. AMC w trybie natychmiastowym (jak na tą stację) poinformowało, że stołek nowego showrunnera ich projektu zajmie nie kto inny jak sam Scott M.Gimple, scenarzysta odpowiedzialny a takie odcinki jak „Pretty Much Dead Already”, „Clear” czy „This Sorrowful Life”.

Scott Gimple

      Scott M.Gimple okazał się odrobinę małomównym showrunnerem, a to wszystko przez to, iż jest dość mocno wyczulony na wszelkie spoilery. Co za tym idzie wszystkie dotychczasowe informacje otrzymywaliśmy wprost od Roberta Kirkmana oraz reszty obsady. Niemniej jednak jak powszechnie wiadomo, wiecznie uciekać przed wścibskimi widzami nie może. Z racji zorganizowanego 19 lipca największego zjazdu Comic Con w San Diego, serwisowi The Hollywood Reporter udało się uchwycić Gimple i przeprowadzić z nim dość obszerny wywiad w którym opowiada on o pracy producenta, procesie scenopisarstwa, wyglądzie nadchodzącego sezonu jak i nastawieniu względem uśmiercania kluczowych bohaterów (Lori, Andrea, Merle).

THR: Co pomyślałeś kiedy wstępnie zaoferowano Ci pracę showrunnera?

„Zgłupiałem kiedy zrobiłem pierwszy skrypt

[podczas sezonu drugiego]. Więc kiedy zaoferowali mi posadę showrunnera, miałem oczywiście odrobinę obaw. Ale po pierwsze, kocham ten serial, kocham tych aktorów, kocham tą obsadę. Praca z nimi wszystkimi jest niesamowita. Więc jakiekolwiek obawy by nie były, odpowiedzią byłoby ‚tak’. Moje obawy przy czymkolwiek, to wykonać dobrą robotę i uważam, że mogę tego dokonać. Moim zdaniem, to zdenerwowanie pokazuje, że byłem zdeterminowany do zrobienia czegoś niesamowitego.”

THR: Jesteś trzecim showrunnerem już przy czwartym sezonie. Masz jakieś obawy, iż może być to krótkoterminowy „wsytęp”?

„Niezupełnie. Nie mam żadnych obaw jeżeli o to chodzi. Praca z AMC jest świetna. Jedyna rzecz, która sprawia iż wariuję to sporej ilości wsparcie, które dostaję od wszystkich. Oni chcą oby serial był sukcesem, chcą abym ja osiągnął ten sukces.”

THR: Jak się przygotowywałeś?

„Pierwszy raz przygotowywałem się wiele lat temu, kiedy byłem czytelnikiem komiksu. Czytałem „The Walking Dead” od samego początku. Następnie trafiłem do serialu i miałem niewyobrażalne szczęście by pracować przy takich epizodach jak „Pretty Much Dead Already” i „Clear”. Pracowałem też przy odcinkach których nie pisałem. Tworzyłem również [przy innych projektach] poza Georgią i było to niesamowitą nauką. Przy show takim jak „Flash Forward”- gdzie pracowałem z Davidem Goyer’em – od samego początku załapałem ‚bakcyla’ bardzo szybko i zacząłem wykonywać dobrą robotę.”

THR: Jaki był dotychczasowo Twój najlepszy dzień jako showrunner?

„Tydzień w którym rozpoczęliśmy pracę nad pierwszym odcinkiem sezonu był szalony. Kończyliśmy właśnie kwestię pisania i przenieśliśmy się w sferę produkcji, więc do widzenia scenarzyści, po to by zobaczyć wszystkie te rzeczy, które tyczą się zdjęć. Następnie pojechanie do Georgii, bycie z obsadą, bycie z Gregiem Nicotero, który nakręcił pierwszy epizod i zagłębienie się prosto w temat. Jest coś niesamowitego w zmianie zapisywanych kolejno kartek w stanie na planie zdjęciowym razem z wspaniałą załogą oraz obsadą. Pierwszy tydzień zmiany na produkcję był szalony przez być zarówno „szefem” jak i fanem. Było po prostu niesamowicie.”

THR: Jak natomiast wygląda druga strona? Co było dotychczasowo najgorszą rzeczą w byciu showrunnerem? Jest jakaś rzecz z którą musiałeś się borykać?

„Bycie po drugiej stronie tego wszystkiego. W przypadku każdego show przy którym byłem, jest to tylko zarządzenia wszystkimi różnymi obowiązkami, czasem. „The Walking Dead” jest naprawdę dobrze naoliwioną maszyną i masz niesamowitą liczbę ludzi, którzy wykonują bardzo dobrze niesamowicie wielką liczbę rzeczy.”

THR: Pracowałeś zarówno z Darabontem jak i Mazzarą. Czego się od nich nauczyłeś, a co wniosłeś w prowadzenie serialu?

„Oboje wnieśli niesamowity wkład oraz dokonali niesamowitych rzeczy dla potrzeb serialu. Zarówno Frank jak i Glen są niewiarygodnie pełnymi pasji ludźmi. Oboje są fanami gatunku [film] i niewątpliwie wyniosłem wiele z oglądania ich pracy. Oboje wiedzą jak przestraszyć ludzi i chcę straszyć ich tak dobrze jak i oni.”

THR: Jest to Twój pierwszy czas jako showrunner. Jakie porady otrzymałeś od innych w tym biznesie?

„Dostałem świetne porady od showrunnerów pracujących w tej branży. Rozmawiałem odrobinę z Davidem Goyer’em, z którym się przyjaźnię. Dotyczyło to zarządzania czasem, honorowania materiału, dawania fanom tego co oczekują oraz bardzo ciężkiej pracy by nie ulec zdekoncentrowaniu.”

THR: Jak wyglądała Twoja rozmowa z obsadą?

„Dotyczyło to serialu. Było to rozpatrywanie wszystkich tych świetnych rzeczy, które zrobiliśmy dobrze. Był to bardzo bliski związek z obsadą, ponieważ chcę utrzymać ich w kręgu tematów, starając się przy tym być z dala od całkowitego spoilerowania. Jestem przewrażliwiony na punkcie spoilerów w każdy możliwy sposób i nie chcę by znali oni [obsada] wszystko to, co ma się wydarzyć. Niemniej jednak mieliśmy dość mocną konwersację dotyczącą tego, dokąd ich bohaterzy zmierzają. Rozmawiali ze mną bardzo długo co było niewątpliwie wspierające. Wielu ludzi mówiło – co było bardzo niezręczne – iż chcieliby widzieć jak odnoszę sukces. Andy [Andrew Lincoln] był ogromnie pomocny. Mocno zagłębił się w pracę którą wykonałem do tej pory. „Clear” był jednym z jego ulubionych epizodów i zapragnął więcej. Wszyscy członkowie obsady powiedzieli „Powiedz czego ode mnie oczekujesz i ja to zrobię””

THR: Czym Twoje podejście do prowadzenia serialu różni się od poprzedników?

„Jest to mój trzeci rok i byłem w stanie wynieść korzyści z lekcji, których się nauczyłem oraz staram się zaimplementować je. Czy to dochodziło do pisania, edytowania, rozmowy z załogą, pracy nad dużymi sekwencjami, miałem szczęście widzieć ludzi wykonujących to, zarówno przy zwycięstwach jak i problemach. Największą rzeczą, o której mam świadomość jest to, że chodzi w tym przede wszystkim o kooperację ze wszystkimi ludźmi w Georgi jak i Los Angeles. Jestem ciągle w kontakcie z resztą producentów wykonawczych, zasięgając ich porad, prosząc o pomoc oraz zbierając wszystko razem by mieć każdą rzecz zrobioną.” 

THR: Darabont opierał się na niuansach, kiedy to Mazzara wprowadził szybkie tempo. Jak Twoje prowadzenie serialu może być określane?

„Staram się […] opierać na obydwu i prowadzić serial w oparciu o nie. Jeśli chodzi o moje prywatne podejście, jest to więcej tego, czego dokonaliśmy do tej pory z historiami bohaterów wraz z zagłębieniem się w tych bohaterów mając odrobinę niesamowitych, potwornie strasznych i ekscytujących sekwencji, ale to wszystko dla budowy świetnego show. Frazą, którą używałem kilkakrotnie jest „cumulative storytelling”. Oznacza to zebranie wszystkiego, by miało sens i coś znaczyło. Kiedy „The Walking Dead” było samo w sobie najlepsze, wszystkie rzeczy miały miejsce w jednym czasie: emocje, akcja, horror, przerażenie. Jestem dumny z tego, iż byłem w stanie napisać epizod w którym mała zombie dziewczynka [Sophie] wyszła ze stodoły po przerażającej egzekucji zombie, gdzie to ludzie płakali. Jest to jedna z najlepszych rzeczy jakie kiedykolwiek zrobiłem.”

THR: Jako wielki fan komiksu, jakiego typu relacje masz z Robertem Kirkmanem kiedy dochodzi do adaptacji jego materiału pierwotnego?

„Kirkman jest bardziej za odejściami od komiksu, niż ja. Jego nastawienie jest podobne do: „Oh, to wszystko jest dobre, widzieliśmy to w komiksie. Możemy to zmienić”. Byłem bardziej zawzięty jeśli chodzi o trzymanie się głównej fabuły komiksu. Kirkman starał się mnie rozluźnić jeżeli o to chodzi, pokazując że różne rzeczy idą w różnym kierunku. Prawdę powiedziawszy, w tym punkcie gdzie historia jest, wszyscy ci którzy są wielkimi fanami komiksu zauważą, że musieliśmy [odejść od komiksu]. Śmiesznym jest to, że w pewnym sensie rzeczy, które przyjęły inny obrót tego roku, są w pewnym sensie aktualnie bliżej komiksowi. Będzie trochę krążenia wokół komiksu, ale i miksów. Tak właśnie zasadniczo na to patrzę. Jest to remiks komiksu.

THR: W czasie prowadzenia serialu przez Glena, serial uśmiercił kilku ważnych bohaterów. Jak wygląda twoje nastawienie?

„Podstawą jest jak ludzie umarli w komiksie, to zawsze służy opowiadaniu. Jeżeli opiera się to na szoku, jest to porażką. To musi coś znaczyć. Nie oznacza to jednak, iż nie może to być  gromem z jasnego nieba ponieważ to zdarza się czasami w życiu.”

THR: Co spędza ci sen z powiek?

„Mam wiele obaw; mogę być odrobinę zatroskany. Rzeczą, która spędzała mi sen z powiek jest aktualnie jedna ze scen, którą nakręciliśmy. To był moment i obwiniałem za to Nicotero. Zamknąłem oczy widząc to i nie było ono przyjemne. Nie będzie to przyjemne. Właściwie powiedziałbym, że było to tak nieprzyjemne, że ostatnie kilka minut musiało być wycięte ponieważ nie byłoby to miłe dla kogokolwiek. Nie jest to oczywiście ogromny moment ponieważ musieliśmy przyciąć odrobinę z tego. Ludzie, którzy będą oglądali dostrzegą to, o ile będą skupieni.”

THR: Robisz właśnie swój debiut jako showrunner na zjeździe Comic Con. W jaki sposób przygotowałeś się na pytania fanów?

„Jeżdżę na zjazdy Comic Con od 1994 i w Hali H byłem wielokrotnie, ale siedząc na krześle twarzą do sceny. Jestem bardzo podekscytowany, ponieważ czuję się tam swobodnie. Nie jestem zdenerwowany, a dodatkowo będę tam w towarzystwie 12 ludzi, których naprawdę lubię. Jedną rzeczą, którą się denerwuje jest to, że Norman Reedus (Daryl) będzie ciągle mówił, a ja będę siedział słuchając [go] i zapominając, że ja też powinienem coś powiedzieć [śmiech]. Podchodzę do tego nadal jako fan. I jest tam kilka innych paneli, które chcę zobaczyć więc muszę wykombinować jak to zrobić. Jestem bardzo zaintrygowany jakie pytania zadadzą fani, gdyż są one zwyczajowo najlepsze. Oczywiście nie umniejszając Chrisowi Hardwickowi, którego szczerze lubię.”

THR: Wielu ludzi było zdenerwowanych faktem takim, iż Gubernator uciekł, a Andrea zginęła. Czym sezon czwarty będzie się różnił?

„Na całe szczęście, wielu z tych ludzi będzie podekscytowanych na wieść o rzeczach, które nadchodzą wraz z sezonem czwartym. Możliwe, że niektóre z tych rzeczy [konflikt pomiędzy Michonne, Rickiem i Gubernatorem] nie zostały jeszcze pominięte. To ciągle jest część jeszcze lepszej opowieści, ponieważ opowieść ciągle jest kontynuowana. Wszystkie te rzeczy będą oddziaływać w przyszłości.”

THR: Jest tutaj wiele przełomowych momentów z komiksu, które są powiązane z Rickiem i Gubernatorem, włączając w to utratę ręki. Jak podejdziesz do tych elementów?

„Wracając do pomysłu remiksu, będzie tutaj wiele wielkich momentów z komiksu, które będą widziane w kompletnie innym kontekście, a które to fani rozpoznają, a które to nie będą tak różne by zakłócić ciągłość akcji komiksu. Jest tutaj wiele rzeczy, które są inne na tym etapie historii niż były one w książce. Gubernator w serialu jest innym bohaterem niż Gubernator z komiksu. Rozpoznacie niektóre z tych znacznych momentów w trakcie tego sezonu, ale zobaczycie również że nie są one dokładnie takie same, jak te które potoczyły się w komiksie i będziecie wiedzieć dlaczego, ze względu na zatrzymanie się fabuły. Daryl Dixon jest przeogromną częścią show i nie ma go w komiksie. Historie które miały miejsce wplotły go bardzo mocno i on, jako bohater, zmienił te historie. To zdarzyło się w bardzo różnoraki sposób podczas naszego opowiadania. Co jest najlepsze toto, że możemy zagłębić się w te momenty, w te motywy i w tą dynamikę, ale mają one miejsce w różnym czasie i czasami pomiędzy innymi bohaterami. Jest to niesamowite dla mnie jako fana, kiedy tego dokonujemy. Jest to sposób na wzięcie czegoś co fani komiksu znają i pokazanie im tego w inny sposób z innym kontekstem emocjonalnym, ale ciągle tak silnym jak w komiksie. Więc ciągle dostajecie coś nowego, jednakże pokazuje to historię, którą już znacie.”

 

 

    

      
 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts