Biżuteria Handmade

AMC-Releases-The-Walking-Dead-Key-Art-For-Season-4-Premiere

      Sezon czwarty „The Walking Dead” jest już niemalże na wyciągnięcie ręki przez co aż chcę się powiedzieć: „Ależ to szybko zleciało”, nieprawdaż? Ta sześciomiesięczna przerwa zapewne każdemu zombielubowi dała się w znaki, przy czym nie dość, że czas robił swoje, to jeszcze sami twórcy nas nie oszczędzali. Sukcesywnie wypuszczane do mediów informacje o tym jaki nadchodzący materiał ma być niesamowity z pełnym sukcesem pobudzało i tak niesłabnące zainteresowanie wśród widzów. Jednak jak to się mówi: nie ma tego złego co by na dobre nie wszyło. Liczne „kontrolowane przecieki” były powodem dla którego ludzie dość rzewnie zaczęli dyskutować między sobą omawiając takie tematy jak przyszłe wydarzenia, możliwe romanse, czy to co jest najważniejsze czyli możliwe zgony. Szkoda jednak, że nikt nie poruszył jednej z ważniejszych oraz zarazem zasadniczych kwestii dotyczącej tego jak ten sezon w ogóle będzie wyglądał. Czy dalej będziemy świadkami odcinków po brzegi napakowanych akcją, czy może scenarzyści tym razem postanowili wrócić do założeń S2? Z racji mającej miejsce 4 października oficjalnej premiery sezonu czwartego „Żywych Trupów” w Universal Studio w Los Angeles, Scott M.Gimple oraz Andrew Lincoln postanowili uchylić trochę rąbka niesamowicie ściśle skrywanej ostatnimi czasy tajemnicy.

 

Przyjrzyjmy się zatem co obydwaj mają w tej sprawie do powiedzenia:

 

„Wątkiem przewodnim czwartego sezonu będzie pytanie, czy nie oddaliliśmy się za bardzo od człowieczeństwa? Czy możemy być ponownie ludźmi, którymi byliśmy wcześniej? Czy możemy cieszyć się życiem, mieć zażyłe i pełne miłości związki, czy jesteśmy w stanie dalej kochać? Mimo, iż bohaterowie odnaleźli nieco stabilizacji czekają ich różne wyzwania” – Scott M.Gimple

 

Z tej wypowiedzi można jasno wywnioskować, w którą stronę celują twórcy i w jakim kierunku podąży przyszła fabuła. Scenarzyści postanowili w końcu zająć się tematem, który na nieszczęście został maksymalnie pominięty w sezonie trzecim. Ewidentnie widać, że sięgnięto do istnych podwalin samego wątku więziennego, w którym to mury kompleksu stały się w efekcie zagrożeniem, a nie wybawieniem od niebezpieczeństwa czyhającego na każdym kroku. W końcu znajdzie się czas na refleksję, wyrażenie własnych obaw czy strachu. Dobitnie czuć, iż showrunner ma na uwadze mocną eskalację portretów psychologicznych bohaterów. Pojawia się jednak pytanie (i tutaj czas na mały komentarz redakcji) czy realizacja tych założeń jest w ogóle możliwa, biorąc pod uwagę fakt usunięcia na dzień dzisiejszy praktycznie 17 bohaterów z 25 (i to jeszcze w większości głównych), których wprowadzono do serialu w S1 i S2? Należy pamiętać o tym, że budując tak mocno opartą na dramatyzmie przeżyć postaci historię powinno się mieć na kim ją oprzeć. Niezbędna jest tutaj zatem ciągłość zdarzeń, których określona grupa byłaby świadkiem i częścią. Ponadto wymagane są tutaj te postaci, które przez sporo przeszły i których ewolucję można sprawnie połączyć zarówno z przeszłymi jak i obecnymi oraz przyszłymi wydarzeniami po to by móc wyciągnąć intrygujące widza wnioski. Na dzień dzisiejszy, choć grupa Ricka rozrosła się do kolosalnych rozmiarów prawie 50 osób, niewiele jest tam „materiału” adekwatnego do obranych przez twórców założeń, przy czym mam tutaj na uwadze całość tego składu, a nie poszczególne indywidua. Widać, iż producenci mierzą wysoko, co się chwali, lecz czy wzięli pod uwagę ciągłość serialu jaki do tej pory zrobiono i czy w ogóle będzie to przyjęte przez widzów? Cóż, śmiem twierdzić, że nie i od razu przepraszam za mój sceptycyzm, ale ciągle mam przed oczami komiks który na nieszczęście AMC ma naprawdę mocną i niepodważalną bazę.

 

Temu stanowisku zawtórował również wspomniany wcześniej Andrew Lincoln:

 

„Nie jest

[sezon] napakowany akcją. Jest dużo spokojniejszy, skupiający się bardziej na rozwoju bohaterów. Nie zrozumcie mnie jednak źle. Wciąż mamy kilka niesamowitych sekwencji w zanadrzu”

 

„Mamy teraz niespełna 50 nowych bohaterów, którzy oczywiście wnieśli wraz z sobą nieporównywalnie wielkie napięcie. (…) Byliśmy dosłownie grupą 10 osobową na sam koniec sezonu trzeciego więc relacje pomiędzy postaciami oraz dynamika tejże grupy zmieniła się radykalnie i nie do poznania. Nikt nie powinien dziwić się faktem, że zawsze będą jakieś napięcia (…) znajdziecie nas w miejscu w którym ci ludzie będą starali się zmagać z różnymi problemami, w śród których mamy oczywiście presję zombie i przetrwania”.

 

       Jak widać twórcy pragną połączyć w sezonie czwartym praktycznie trzy równe kwestie, których niestety nie udało im się scalić dotychczas. Czy uda im się to tym razem po tak diametralnych zmianach jakie zaszły na przestrzeni ostatnich trzech sezonów? Czy w końcu można oczekiwać innowacyjności i tak szumnie zapowiadanej rewolucyjności treści? W końcu AMC opisuje najnowsze „The Walking Dead” jako „najlepszy dramat telewizyjny”. Niemniej jednak nie pozostaje nam póki co nic innego jak poczekać na odpowiedź do 13 października.