Biżuteria Handmade

izombie

Z racji, że do końca 5 sezonu The Walking Dead pozostało już niewiele czasu, postanowiłem sprawdzić wypuszczony niedawno pilotażowy epizod, nowego serialu z zombiakami od stacji CW – IZombie. Z góry uprzedzam, że w produkcji nie uświadczymy „walki o przetrwanie w świecie opanowanym przez żywe trupy”. Jedynym zombie z jakim spotykamy się w pierwszym odcinku na dłużej niż parę sekund jest… główna bohaterka serialu – Olivia „Liv” Moore, odgrywana przez Rose McIver

 

IZombie (nie ma nic wspólnego z firmą Apple ;) łączy w sobie niepoważną komiksową otoczkę (produkcja oparta jest na powieści graficznej o tym samym tytule) z serialem proceduralnym. Pierwszy epizod zaczyna się w prawdziwym biegu – bardzo szybko przedstawiona zostaje nam główna bohaterka Olivia i ogólny zarys sytuacji. Z początku wydaje się to wszystko nieskładne, chaotyczne, ale z drugiej strony prawie natychmiastowo dostajemy na tacy wszystkie składniki z których serial się składa: humor, kryminał i trochę horroru oraz ZOMBIE. „Gatunek” ten jak na razie reprezentowany jest przede wszystkim przez główną zombie-bohaterkę serialu Olivię. Tyle że Olivia, takim zwyczajnym umarlakiem nie jest – mianowicie czuje i myśli. Właściwie jedynym jej problemem związanym z zombiaczą egzystencją są: blada cera i apetyt na ludzkie mózgi, których brak powoduje stopniowe przemienianie się w prawdziwego żywego trupa. Taka konwencja pozwala twórcom na zabawne wykorzystanie typowo zombiaczych właściwości (jak w mającym niedawno premierę filmie – Co robimy w ukryciu – traktującym o wampirach). Widza traktuje się jako osobę zaznajomioną z tematem nieumarłych, co widać z resztą na prawie każdym kroku. Choćby we wtórujących niezłemu humorowi odniesieniach do popkultury (Romero, 28 Dni później czy nawet nasze polskie Dying Light, w które w jednej scenie zagrywają się bohaterowie). Biorąc  pod uwagę, że temat przemiany Olivii specjalnie został owiany tajemnicą i zapewne wyjaśni się szerzej w dalszych epizodach nie było sensu poświęcać więcej czasu na pokazanie jak główna bohaterka dołączyła do zastępów truposzy.  O jej „transformacji” w nieumarłego dowiadujemy się już w pierwszych minutach pilota. Od razu zauważyłem też szybki montaż i wartkie tempo, które niestety wcale nie miało zamiaru trochę przystopować w dalszej części epizodu, co w połączeniu z ostrym miejscami (takie przejścia jak na slajdach) montażem nieco męczyło i odrywało trochę moją uwagę od toczącej się w tle sprawy kryminalnej odcinka  (bohaterowie nawet mówią bardzo szybko). Nie zrozumcie mnie źle – fajnie, że serial nie daje się nam nudzić, ale lepiej byłoby gdyby dawał też chwilę wytchnienia.

izombie1

Jak pisałem wcześniej serial oprócz głównego wątku fabularnego, skupiającego się na zzombiaczałej Olivii Moore w każdym odcinku prezentować będzie osobną sprawę proceduralną/kryminalną. Wiemy już, że główna bohaterka, niegdyś mająca narzeczonego i dobrą pracę w szpitalu lekarka, w wyniku tajemniczego i z pewnego punktu widzenia komicznego splotu wydarzeń stała się żywym trupem. Po przemianie Liv musi wyrzec się dawnego życia na rzecz nieżycia. Zrywa z chłopakiem, bo boi się jak zareagowałby na jej „nową wersję” i rozpoczyna pracę w kostnicy policyjnej. Stąd też biorą się sprawy kryminalne, w których rozwiązaniu stara się pomagać. Jak się okazuje, kiedy bohaterka konsumuje mózg zmarłej osoby, przejmuje także jej wspomnienia, co pozwala łatwiej rozwiązać zagadkę śmierci i odkryć tożsamość mordercy. Pomysł wydaje się jakby znajomy (choćby z baśniowego Gdzie Pachną stokrotki, którego bohater posiadający moc przywracania i zabierania życia zbierał od zmarłych osób informacje o ich ostatnich chwilach i pomagał w policyjnych śledztwach), ale w temacie zombiaków wykorzystany nawet dobrze. Twórcy nie próbują też zgrywać głupich, nie pozwalają sobie na większe nieścisłości i pytania widzów: jak to możliwe, że nikt z pracy bohaterki nie zauważa znikających fragmentów mózgów (inne głupoty niwelowane są przez komiksową, luźną konwencję serialu). Na pierwszy plan obok Olivii, wysuwa się postać wyluzowanego przełożonego z kostnicy – Doktora Ravi Chakrabartiego (Malcolm Goodwin) i pnącego się na szczyt gliny Clive’a Babinauxa (Rahul Kohli). Pojawia się tu kolejny problem pilotów, związany także  z niesłabnącą w wartkości narracją. Mianowicie postacie te (podobnie jak pozostałe) zarysowane zostały raczej szczątkowo. Na tyle jednak by zorientować się, że obydwaj współpracownicy Liv to zgrywający się, nieco zwariowani żartownisie (jak na razie obyło się bez aktorskich popisów, ale obydwaj aktorzy wydają się posiadać komediowy potencjał, a Rose McIver świetnie wygląda i odgrywa swoją zombie rolę). 

izombie2
Wartkie tempo sprzyjało co prawda sprawnej ekspozycji, w trakcie której z kontekstu dowiadujemy się kim i jaka była główna bohaterka przed transformacją w szwendacza. Wychodzi to producentom całkiem nieźle, pomijając parę wpadek jak na przykład baaardzo wyraźną sugestię Doktora Raviego ile czasu minęło od tragicznego dla Olivii wydarzenia (5 miesięcy – dziewczyna jest już trochę pogodzona ze swoim stanem. Została uznana za jedyną osobę, która przeżyła imprezę, po której obudziła się już jako świadomy żywy trup). W dalszych odcinkach zapewne kontynuowany będzie wątek pojawienia się zombiaków i możliwego odczynienia przemiany bohaterki (znów problem szybkiej narracji, przez którą ciężko to wszystko wychwycić czy uznać za ważne). Pozostaje także pytanie: jak to się stało, że Liv, pozostaje funkcjonującym w miarę normalnie zombie-człowiekiem? Wiąże się z tym pewien „tragizm” postaci (wspomniane porzucenie narzeczonego), na szczęście potraktowany bardzo lekko. Nie chcielibyśmy w końcu zapłakiwać się nad losami głównej bohaterki – od takich spraw mamy The Walking Dead. Gdybym miał szukać jeszcze jakichś porównań, to IZombie wydaje się nieco podobne komediowo-romantycznego Warm Bodies (w obydwu produkcjach zombiaki to coś więcej niż krwiożercze bestie). Bohaterka od czasu do czasu wygłasza także monologi ala Dexter (podobnie jak dialogi, napisane są zadowalająco), mające ostudzić trochę biegnącą do przodu akcję. Niestety po paro sekundowym wyciszeniu serial dalej pędzi swoją drogą. Więcej niż „dramatu” jest tu oczywiście humoru sytuacyjnego i słownego (także tego czarnego). Przykładowo wraz ze wspomnieniami „zjadanych” mózgów, bohaterka przejmuje także cechy ich byłych właścicieli, co często doprowadza do dziwnych, ale też zabawnych sytuacji.

izombie3

 

Nie jestem pilotem jakoś oczarowany, ale muszę przyznać, że zrobił dobrą robotę. Moim głównym problemem z pierwszym epizodem jest chyba niezatrzymujące się, szybkie prowadzenie fabuły, podyktowane chęcią schwycenia zbyt wielu srok za ogon – ekspozycja plus osobna sprawa kryminalna (to pewnie tylko przypadłość pierwszego odcinka). Pomijając to nieco męczące mnie tempo, serial dobrze robi to co ma robić. Stanowi całkiem zabawną rozrywkę, dobrze zrealizowaną od strony technicznej i aktorskiej. Mimo, że sam pomysł na Izombie wydaje się zlepkiem paru innych seriali (monologi z Dextera, fabuła trochę jak w Gdzie Pachną stokrotki, humor nieco zombielandowy, a komiksowy montaż miejscami jak z Kick Assa) to produkcja dodaje też coś od siebie już przy pierwszym kontakcie. Jak na razie było to spotkanie raczej powierzchowne, ale prezentujące rdzeń tego czym Izombie jest. Poza tym w serial wchodzi się gładko dzięki bardzo dobrej realizacji.

 

Jeśli szukacie show z (nie za wieloma) zombiakami, sprawami kryminalnymi, dawką całkiem niezłego humoru sytuacyjnego/słownego i odniesień do popkultury, być może przekonacie się do IZombie. Robi całkiem dobre wrażenie (zaplanowano 13 epizodów pierwszego sezonu).

 

izombie - outro

 

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts