Biżuteria Handmade

Dead Weight

„Wakacje z Gubernatorem” przedłużyły się na kolejny epizod, w którym wreszcie  nadgoniono wydarzenia, dzielące nas od rzeczywistej akcji serialu. Niestety mimo paru bardzo dobrych, trzymających w napięciu scen i motywów, nie udało się przeskoczyć poprzeczki postawionej przez dwa ostatnie odcinki. Zainteresowanie przyciągało głównie ponowne spotkanie z Martinezem, liczne aluzje oraz powrót do Gubernatorowej przeszłości…

 

Nie udało się, Philip Blake bohaterem dynamicznym nie zostanie. Trochę szkoda, bo biorąc pod uwagę na ile pozwolono sobie podczas tworzenia tej postaci i na taką przemianę można by się zgodzić. Przyznam szczerze, że po części dałem się nabrać na Brianowe „sztuczki” – Gubernator bardzo szybko ponownie wkroczył jednak na dobrze znaną sobie drogę „po trupach do celu”, by jeszcze raz objąć władzę.  Jak mówi, nie ma już miejsca na moralność, liczy się racjonalne myślenie i „przetrwanie” (gdzieś już to słyszałem – Carol?), ukrywa jednak swoje prawdziwe oblicze. Właśnie w obawie przed demaskacją Blake zabija ostatniego „powiernika swej tajemnicy” – naiwnego Martineza. Na pierwszym planie pojawia się także motyw silnego przywództwa bez skrupułów z czym wiąże się wyeliminowanie kolejnej „kuli u nogi” – litościwego Pet’a.

 Brothers

Nieźle wykorzystano napięcie związane z przeszłością Philipa Blake’a. Wszystkie sceny w których roztrząsano losy Gubernatora oraz pojawiające się analogie (w przypadku rodziny w domku) dawały odcinkowi mocne podstawy. Uwagę przyciągała także postać Martineza, który jako jedyny poznał Gubernatora od jego mrocznej strony.  Trochę dziwne, że bohater zachowywał się tak naiwnie i lekkomyślnie drażniąc Briana (propozycja podzielenia się koroną). Kto jak kto, ale to właśnie on powinien wiedzieć do czego może być zdolny były szef, a z pewnością nie powinien wypróbowywać jego cierpliwości (choć czuję, że tak czy siak – skończyłby tak samo).

Szybko okazało się,  że Blake nie zrezygnował z zasady cel uświęca środki, zmienił jedynie priorytet, którym stała się rodzina (choć można by się kłócić czy przewagi nie wzięła jego własna ambicja). Znów wróciliśmy po prostu do ciemnej strony Gubernatora, który prawi swoje kazania o przetrwaniu, morduje z zimną krwią i załatwił sobie nawet nowy zakątek dumania nad jeziorkiem. Groteskowy Blake w pełnej krasie, ale nadal chce się go oglądać, nawet po zamordowaniu Martineza.

Mord na swoim właściwie ostatnim „zwolenniku” był nie tyle nieprzewidywalny co po prostu wstrząsający. Wygląda też na to, że nasz groźny antagonista ma swego rodzaju rozdwojenie jaźni (można się pogubić przy tylu tożsamościach) i czasem kontrolę przejmuje właśnie wyrachowany Gubernator, kiedy indziej czuły tatuś – Brian. Z jednej strony chciałem bardzo uwierzyć w prawdziwą przemianę w Briana Heriota, z drugiej ciężko było nie zgodzić się ze słowami Martineza, że przeszłość zmienia człowieka na zawsze.

 Family

Na pewno „udane” były też sceny z „przejmowaniem władzy” – a szczególnie rozmowa z bratem Mitchem trzymanym na muszce nasuwająca na myśl gangsterskie kino. W paru momentach zrobiło się może trochę sztucznie, ale Philip tak już ma i lubi bawić się w pretensjonalne, symboliczne gesty (ostatnio szachy królują). W miarę klimatyczna była także wyprawa do chatki po zapasy (mniej podobała mi się ta akcja ze spalonym obozem – zbyt oczywista) – wywabianie szwendaczy, ciała z „zawieszkami” (ciekawe czy rozwiną ten wątek) i pogadanka przy piwie, trzymało to w napięciu (podobnie jak atak zombie na Meghan).

Co dziwne, do minusów odcinka zaliczyć muszę narrację – pierwszy raz od dłuższego czasu wydała mi się po prostu chaotyczna (jest to szczególnie dziwne, bo za reżyserię odcinka odpowiadał Jeremy Podeswa – zajmujący się między innymi Zakazanym Imperium). Nie było może problemu z przejrzystością akcji, ale pozostał pewien niesmak po dziwnie skrojonych scenach, które zaburzały pewną ciągłość oglądania.

 

Dead Weight

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts