Autor Wątek: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.  (Przeczytany 4510 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
« dnia: 23 Lipiec, 2017, 15:08:08 »
Wstęp.

Kraj Polan sięga daleko swymi granicami przez wieki zdobywanymi przez walecznych przodków. Jej ziemie sięgają od ujścia Dźwiny do morza Waręgów, wzdłuż tejże rzeki która wyznacza naturalną granicę, do jeziora Druksia, przez Mińsk, Dniestr, Karpaty, do Cisy i Dunaju które są granicami od południa by sięgnąć aż Bazylei, a od niej wzdłuż Renu od zachodu by biegnąc dalej na północ dotrzeć ponownie do morza Waręgów.

Flora i Fauna.
Bogata i bujna, typowa dla tych rejonów świata. Kraj Polan słynie na świecie z koni i białych jesiotrów, z których pozyskiwana jest jedyna w swoim rodzaju biała ikra.
W Europie znane i uprawiane są ziemniaki (zwane także kartoflami, pyrkami, perkami, grulami, bulwami, swapkami, parabolami, komperami) chociaż nie są tak popularne jak kasza i głównie robi się z nich placki i kluchy, oraz papryka, pomidory.
Ciekawostką są dwie rośliny. Pierwszą jest mydlany korzeń prawdopodobnie krewny mydlnicy. Korzenie owalnego kształtu wykopuje się jesienią, obiera z grubej skóry, odsłaniając dość miękki, żółtawy środek który po namoczeniu i pocieraniu w rękach zaczyna się pienić i ma właściwości myjące i czyszczące. Drugą jest roślina uważana niejako za chwast, ze względu na szybki i ekspansywny rozrost. Posiada duże, talerzowate, mięsiste liście. Roztłuczenie ich na pulpę, powoduje splątywanie się włókien, które po wyschnięciu tworzą miękki papier, który służy do… higieny po skorzystaniu z wychodka, czyli po prostu jako papier toaletowy.

W puszczach i borach prócz typowej zwierzyny grubej czy drobnej nie brak takich zwierząt jak tur, żubr pierwotny, jeleń olbrzymi. W górach natknąć się można na olbrzymie orły.

Państwo i ustrój.
Podobnie jak w większości innych państw istnieje monarchia feudalna. Na czele państwa stoi władca zwany suzerenem. Stanowi on szczyt drabiny feudalnej. Podlegającymi mu wasalami są możni, zarówno duchowni jak i świeccy. Oni z kolei są seniorami dla rycerzy i niższych duchownych, którym podlegają chłopi. W ten sposób wygląda układ stosunków społecznych w monarchiach feudalnych.
Władca feudalny jest równocześnie posiadaczem ziemi, która musi mu zapewnić dochody pozwalające na utrzymanie dworu i urzędników. Monarcha może oddawać ziemię w czasowe użytkowanie to tzw. beneficjum. Pan feudalny zwany seniorem najpierw odbiera od wasala homagium czyli hołd. Wasal klęcząc składa ręce w dłonie seniora, po czym ten podnosi go z klęczek. Następnie wasal składa przysięgę na wierność seniorowi i obiecuje należycie wywiązywać się z nałożonych na niego obowiązków. Ceremonię kończy akt inwestytury, którym senior oddaje ziemię w użytkowanie wasalowi. Hołd jest aktem dotyczącym ściśle określonych osób, w związku z czym, ulega on zerwaniu w wypadku śmierci którejś ze stron. Początkowo lenno było jedynie dożywotnie, z czasem stało się dziedziczne, ale można było je utracić dopuszczając się felonii czyli zdrady. Dziedziczenie lenna odbywa się na zasadzie primogenitury, a więc według starszeństwa synów, prawa do dziedziczenia nie posiadają córki (chyba że brak jest jakiegokolwiek męskiego potomka) ani bracia wasala. W ten sposób po władcy znajdują się wasale królewscy otrzymujący lenno od króla, następnie kolejni, drobniejsi wasale. Lenno otrzymują w użytkowanie także możni duchowni, stąd powstanie wielkich latyfundiów kościelnych.

Wasal zobowiązany jest do wypełniania określonych obowiązków. Musi więc służyć seniorowi pomocą, przez którą rozumiane jest głównie wsparcie w razie wyprawy wojennej oraz radą czyli udziałem w radzie seniora i sprawowanych przez niego sądach. Wasalowi zabronione jest szkodzenie w jakikolwiek sposób seniorowi.
Senior może mieć wielu wasali, wraz z którymi tworzy grupę lenną. Panuje jednak zasada, iż "wasal mego wasala nie jest moim wasalem".

Stosowane są immunitety sądownicze i ekonomiczne oznaczające przekazanie możnym uprawnień do sądzenia wasali oraz ściągania danin dla króla.

Pan feudalny administruje swymi włościami poprzez wybranego przez siebie włodarza zwanego merem. Bardzo trudne jest położenie chłopów, którzy nie posiadają ziemi a są jedynie jej użytkownikami. Z czasem doszło do ujednolicenia się grupy poddańczej. W rzeczywistości traktowana jest ona jak element włości należący do feudała i przekazywana wraz z ziemią w ręce nowego właściciela. Poddaństwo nabywano albo przez urodzenie albo przez małżeństwo z osobą niewolną bądź na drodze umowy. Jedni z poddanych są przypisani do ziemi i nie mogą opuszczać włości swego pana inni mają prawo swobodnego poruszania się, jednak wszędzie są zobowiązani do pełnienia roli poddanych. Poddani muszą świadczyć na rzecz feudała pogłówne pobierane w naturze lub pieniądzu, a także znacznie bardziej obciążającą daninę. Początkowo jej wysokość dowolnie określał pan feudalny, z czasem zaczęto ją wyznaczać z góry dla całej włości, a następnie była dzielona pomiędzy poszczególnych poddanych. Chłopi zobowiązani są także do odrabiania pańszczyzny czyli do darmowej pracy na rzecz pana, której wymiar wyznacza on w sposób dowolny. Na poddanych są też nałożone ograniczenia natury prawnej. W sytuacji, gdy poddany chce zawrzeć związek małżeński z poddaną z innej włości musi uzyskać zgodę panów - właścicieli obydwu włości a także zapłacić dość wysokie odszkodowanie. Poddany, który w świetle prawa może posiadać majątek w postaci ruchomości nie może dysponować nim na drodze testamentu, a jego rodzina traci do niego prawo w wypadku jego śmierci. Cały majątek przechodzi w takiej sytuacji na własność pana feudalnego. Jest to tzw. prawo martwej ręki, a w wypadku zgody feudała na przekazanie majątku spadkobiercom muszą oni zapłacić odszkodowanie. Poddaństwo zrzucane albo przez wyzwolenie albo przez przedawnienie polega na korzystaniu przez określony czas z uprawnień osoby wolnej oraz poprzez wstąpienie do stanu duchownego. Istnieje tez kategoria ludności zwana hospites czyli goście, którzy są ludźmi wolnymi i przenoszą się bez ograniczeń z miejsca na miejsce w poszukiwaniu pracy.

W państwach wysuniętych najdalej na północ panuje plemienny i klanowy system sprawowania władzy oparty na wodzostwach. Ważne sprawy w obrębie grupy rozstrzygane są przed obliczem wodza, oraz rady składającej się ze starszych i szanowanych członków klanu/plemienia. Sprawy naprawdę poważnej wagi, omawia się na wiecach klanowych, na które przybywali wszyscy wodzowie.
Społeczność klanową podzielić można zwykle na trzy grupy - ród naczelnika, członków klanu o tym samym nazwisku co naczelnik, zachowujących tradycje wspólnego, często legendarnego pochodzenia i tzw. "ludzi złączonych" - dawnych mieszkańców ziem zajętych przez klan, członków dawnych podbitych klanów, noszących różne nazwiska, ale uznawanych za współklanowców. Wodzów klanu można traktować jak posiadaczy ziemskich, drugą grupę jak dzierżawców, a trzecią jak poddzierżawców. Nie było to ścisłe odniesienie, ponieważ tradycyjnie wódz nie był właścicielem ziemi klanu, lecz tylko jej głównym zarządcą i dyspozytorem.


Tytuły i warstwy społeczne

  • król/królowa
  • królewicz/królewna
  • szlachta - (według pozycji) książę, margrabia, hrabia, komes, baron, baronet, kawaler
  • rycerstwo
  • duchowieństwo
  • mieszczaństwo
  • chłopi
  • hospites

Religia
Dominującą religią jest wiara w jednego boga. Jest to stosunkowo młoda religia, która wykiełkowała na południowym wschodzie i w ciągu kilku wieków rozpanoszyła się po świecie, początkowo głosząc słowo boże, a gdy potencjalni wyznawcy nie byli zbyt skorzy do porzucenia starych wierzeń, użyto broni i ognia.
Obecnie w większości miast stoi przynajmniej jedna świątynia, a niekiedy także klasztor. Niektóre klasztory, zwłaszcza kobiece znajdują się w miejscach odosobnionych, w okolicach wsi. Powstają także coraz to nowe kościoły i kaplice, co nie zawsze spotyka się z przychylnością.
Choć główną nauką kultu jest życie w ubóstwie, cnotliwości i pomaganie bliźnim, zdaje się to dotyczyć wyłącznie wiernych. Sami kapłani opływają w luksusy, wcale nie rzadko dają upust swoim chuciom, a pomaganie bliźnim odgraniczają do uwalniania ich sakiewek z datków i danin.

Mimo niemałych wpływów chrześcijaństwa, które zdają się oplatać niczym macki i wdzierać się w każdy aspekt ludzkiego życia, nadal praktykowane są stare wierzenia, nadal składa się ofiary dawnym bogom i bóstwom. Wiejskie Babki, Wiedzące nadal pomagają ludziom, wiejska magia ma się świetnie.
Jedną z ostatnich  oficjalnych dawnych wierzeń, mającą swoje świątynie i inne ośrodki głównie pomocy, jest Kult Potrójnej Bogini, z którą kościół jak do tej pory nie ma śmiałości oficjalnie zadzierać i wytępić ogniem i żelazem, choć próbują go dyskredytować.

Magia i to co nadnaturalne
Wydawać by się mogło, że magia dawno odeszła z tego świata, że zniknęło wszystko co mityczne i legendarne, pozostawiając jedynie marne jej strzępy, echo zaledwie niegdysiejszej mocy.
Mądre i Wiejskie Babki wykorzystują swoją moc by nieść pomoc temu co żywe, leczą, chronią od złego, pomagają. Niektóre dysponują naprawdę dużą mocą.
Niestety światło nie może istnieć bez ciemności, tak dobro nie może istnieć bez zła. Przeciwieństwem Mądrych i Wiejskich Babek, są Czarownice, kobiety które porzuciły pomoc wszelkiemu żyjącemu stworzeniu i swojej mocy używają by szkodzić ludziom na różne sposoby. Całkiem słusznie podejrzewa się je o przyzywanie demonów i obcowanie z siłami nieczystymi.
Nadal istnieją miejsca dosłownie emanujące starożytną mocą, wyczuwalną nawet przez największych sceptyków. Uroczyska, kamienne kręgi, cudowne źródła, niezwykłe jaskinie. Ten kto umie patrzeć i słuchać, dostrzec może lub usłyszeć właśnie niezwykłe istoty kryjące się przed coraz bardziej wrogimi im ludźmi. Kiedyś było ich więcej, niektóre żyły nawet blisko człowieka, jednak nowa wiara naznaczyła je jako mroczne i złe, wypędziła z serc i wiary ludzkiej.
Rośliny, woda, kamień czy metal z określonego miejsca, ogień rozpalony w odpowiednim miejscu i czasie, mogą mieć niezwykłe właściwości. Znaki wyryte lub namalowane chronią, leczą, przynoszą szczęście lub sprowadzają zło.

Pieniądze.
W kraju Polan posługują się monetami rzymskimi i arabskimi, a także używano po prostu handlu wymiennego. Obecny władca wprowadził do obiegu Denary Grube, które wybija się w krajowych mennicach. Podstawą systemu pieniężnego jest grzywna. Jedna grzywna to pół funta. Z jednej grzywny srebra bito 60 sztuk monet.
1 grzywna = 20 groszy = 60 szelągów

Ceny podstawowego uzbrojenia

topór   od 2 do 6 groszy
miecz   od 16 do 72 groszy
sztylet   od 6 do 8 groszy
kusza   od 40 do 60 groszy
koń bojowy   od 96 do 720 groszy
pełna zbroja płytowa   od 200 do 400 groszy


Ceny nieruchomości
wieś Klasztor w Henrykowie   700 grzywien
ziemi 1 łan   192 grosze
dom nabyty przez Collegium Maius UJ w Krakowie   28800 groszy
kram w Przemyślu   960 groszy
ogród w Warszawie   300 groszy
mennica z wyposażeniem w Świdnicy   96000 groszy

Ceny towarów
Biblia w Gnieźnie   1440 groszy
koń pod wierzch   406 groszy
owca na Śląsku   2 grosze
prosię w Poznaniu   8 groszy
słoniny połeć w Lubinie   8 groszy
trzewików para   6 groszy
pieprzu funt   16 groszy
węgorzy kamień (około 12 kg)   8 groszy
wykonanie 1 podkowy w Krakowie   2 grosze
krowa   24 grosze
100 jaj w Krakowie   3 grosze
60 garnków glinianych małych   5 groszy
śledzi beczka   72 grosze
piwa beczka (około 225 litrów)   60 groszy
pług   6 groszy
drewno opałowe - 1 wóz   4 grosze

Zarobki
robotnik sezonowy dziennie na Śląsku   3 denary
żniwiarz za dzień pracy w Czersku   1 grosz
sekretarz miejski rocznie w Krakowie   672 grosze
rzeźnik za zarżnięcie wieprza na Śląsku   4 denary
drwal dziennie, bez wyżywienia na Śląsku   1,5 grosza
« Ostatnia zmiana: 07 Wrzesień, 2017, 14:35:36 wysłana przez Narwaniec »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
« Odpowiedź #1 dnia: 23 Lipiec, 2017, 15:50:42 »
Populacja.
Polan jest nieco ponad milion dusz, żyjących głównie w niewielkich siołach, osadach, rzadziej w grodach.

Najważniejsze i najliczniejsze grody.

Gniezno - stolica i zarazem archidiecezja i metropolia gnieźnieńska. 15.000 dusz

Pruszcz Gdański - miasto kupieckie i portowe położone na wyspach między dwoma ujściami Martwej Wisły będącej odnogą Wisły. 21.000 dusz.

Wrocław, Toruń, Szczecin, Głogów, Kraków, Królewiec, Świdnica, Dźwina - każde posiadające około 20.000 dusz.

Ponadto liczne mniejsze grody mające od 1000 do 10.000 mieszkańców i wiele, wiele małych gródków, osad i wsi.
Niektóre wsie i osady otaczają grody czy zamki, inne porozsiewane są po kraju niczym rodzynki na cieście.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
« Odpowiedź #2 dnia: 24 Lipiec, 2017, 01:21:48 »
Rycerz bez konia jest jak bez ręki. Świat odkryty został dzięki końskiemu grzbietowi. Dzięki niemu wygrywano bitwy, przemieszczano się szybko na duże odległości.


Dziko żyjącym koniem na tych terenach jest Tarpan.
W wyniku krzyżowania go z innymi rasami koni, także tymi sprowadzanymi z ziem arabskich i tureckich, a także Hiszpanii i Bretanii powstały Konie Polońskie o kilku typach budowy pochodzących z różnych rejonów kraju, a z których Polonia zasłynęła poza swymi granicami. Konie te docenione zostały także na bliskim wschodzie, choć oczywiście przekładane są nad nie konie tamtejszych ras.


Koń Mazowski. Pochodzi z terenów Mazowii. Lekki typ. Mają szlachetną głowę z dużymi, inteligentnymi oczami, dość długimi, smukłymi uszami. Wszystkie elementy ich budowy są proporcjonalne, począwszy od długiej, umięśnionej szyi, a kończąc na prostych nogach o mocnych kościach i kształtnych kopytach. Konie te są podziwiane za płynne chody oraz gibkie ruchy. Są narowiste i odważne, ale też przyjazne i chętne do współpracy. Najczęściej mają umaszczenie gniade, ale występują także w umaszczeniu siwym, karym, kasztanowym oraz srokatym z wszelkimi możliwymi odmianami na głowach i nogach. Wzrost 15-17 dłoni (150-170cm)
Używane są najczęściej przez posłańców i kurierów a także do polowań, oraz tworzenia szlachetnych krzyżówek z innymi rasami.



Koń Pomorski. Cięższy typ jest koniem o masywnym kośćcu. Głowa jest długa, ale nie pozbawiona uroku, a uszy wyjątkowo ruchliwe. Grzywa i ogon bardzo bujne i piękne, a włosy faliste. Na kończynach występują obfite szczotki. Szyja jest wygięta, wysoko osadzona, łopatki mocne, kłąb wyraźnie zaznaczony, kłoda mocna, zad silny. Kończyny mocne o zdrowych stawach i silnych, ciemnych kopytach. Charakterystyczną cechą są wyniosłe chody. Wyróżnia je bardzo dobry charakter, chęć współpracy z człowiekiem, ufność i mała skłonność do narowów. Maść w zasadzie każda, chociaż najpopularniejsza jest kara. To samo tyczy się odmian. Wzrost 15-17 dłoni, chociaż zdarzają się sporo wyższe.
Używane jako konie paradne, dla kobiet, a także jako konie bojowe.


Koń Niemeński. Konie pociągowe bojowego typu. Widać w nich wyraźne wpływy koni z Bretanii i Alby Konie tej rasy mają budowę ciała harmonijną, są silnie umięśnione, długonogie, z krótkim tułowiem i szeroką piersią. Mają suche głowy o szerokim, często garbonosym profilu, na wysoko osadzonej szyi. Cechami charakterystycznymi tej rasy są ponadto obfite, jedwabiste szczotki, zaczynające się już od stawu skokowego. Są to konie uległe, cierpliwe, spokojne i przyjacielskie. Usposobienie łagodne. Maść każda, choć najpopularniejsze są siwa i dereszowata z wszelkimi odmianami na głowie i nogach Wzrost od 17 do 20 dłoni.
Używane jako konie pociągowe i bojowe.


Koń Śląski. Koń pociągowy. Mają dużą głowę o prostym profilu, duże, łagodne oczy i czujne uszy, szyja dość długa, muskularna i szeroka u podstawy, łopatki dobrze uformowane i skośnie ustawione, głęboka klatka piersiowa, wydatny kłąb, prosty grzbiet, opadający skośnie, muskularny zad oraz nogi mocne i twarde kopyta. Spokojne, łagodne i przyjacielskie. Wyróżnia je duża wytrzymałość i wielka siła. Maść właściwie tylko kasztanowa z lnianą grzywą i ogonem, oraz gniada. Obie maści zwane są mącznymi lub piaskowymi ze względu na jasną sierść wokół oczu, pyska, spodniej części ciała, które rozciągać się mogą aż na boki, klatkę piersiową, gardło, nogi i zad (maści te spotykane są we wszystkich typach). Na głowie i nogach spotkać można wszystkie odmiany. Wzrost ok. 16 dłoni, choć spotkać można osobniki zarówno wyższe jak i niższe.
Używane właściwie wyłącznie jako konie pociągowe.


Tarpan Prymitywny, dziko żyjący koń poloński. Mały wzrost, silna i krępa budowa, prymitywna, ciężka głowa, szyja krótka i nisko osadzona, prosta, mało wyraźny kłąb, głęboka klatka piersiowa, zad ścięty, obfita czarna grzywa i ogon z nielicznymi jasnymi włosami, umaszczenie myszate, czarna pręga grzbietowa, pręgi na kończynach, rzadko występuje pręga łopatkowa. Kopyta nieduże i mocne. Konik w typie kuca, późno dojrzewający, długowieczny, odporny na choroby i trudne warunki życia. Jest wytrwały, łagodny i pojętny, przez co chętnie udomowiany i krzyżowany z innymi rasami koni.
Wzrost 13-14 dłoni.
Oswojone używane jako konie wierzchowe, juczne i zaprzęgowe.


Konik górski Konie wszechstronnie użytkowe. Głowa koników górskich jest średniej wielkości, raczej szczupła z wyraźnymi rysami. Czoło jest dość szerokie, a kości żuchwy silne i mocno umięśnione. Szyja jest gruba, średniej długości, łagodnie kłębem przechodzi w kłodę. Tułów jest masywny, żebra są długie i wysklepione. Klatka piersiowa jest głęboka i pojemna, zad zaokrąglony, lekko ścięty. Kończyny są krótkie i kościste, ale stawy i kopyta są bardzo trwałe i odporne na urazy mechaniczne. Kopyta są małe i okrągłe, zbudowane z mocnego rogu kopytowego. Najczęściej mają umaszczenie ciemno-myszate, kare, srokate, gniade i kasztanowate. Charakterystyczne są często występujące czarne pręgowania na nogach, rzadziej pręga grzbietowa. Grzywa i ogon długie, gęste. Wzrost 13-14,5 dłoni, co zalicza je do kuców, chociaż mówi się o nich koniki.
Są to konie żywotne, silne i odporne.  Są żywiołowe, ale jednocześnie łagodne i przyjaźnie nastawione. Koni tych używano przez lata głównie jako konie juczne przez ludy żyjące w górach. Konie tej rasy bez problemów mogą przenosić ciężkie ładunki nawet po wymagających górskich ścieżkach. Obecnie są chętnie wykorzystywane pod wierzch albo do zaprzęgu. Cenione ze względu na doskonałe zdrowie, długowieczność, niewybredność jeśli idzie o jedzenie jak i odporność na niekorzystne warunki pogodowe.

Oczywiście mogą wystąpić pewne różnice odbiegające od wzorcowego wyglądu, oraz mieszańce będące wynikiem krzyżowania tych ras.

Odmiany


]






Maści końskie





W dalszej części wszystko to o czym posiadacz konia wiedzieć powinien...
« Ostatnia zmiana: 02 Sierpień, 2018, 00:07:08 wysłana przez Narwaniec »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
« Odpowiedź #3 dnia: 24 Lipiec, 2017, 17:40:44 »
    Rząd koński

    Ogłowie wędzidłowe składają się

    • Wędzidła – metalowego, występują różne typy wędzideł w zależności od siły działania i budowy – Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się, Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się, Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się, Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się, Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
    • pasków policzkowych – podtrzymujących wędzidło po bokach głowy konia
    • nagłówka/potylicy – paska za uszami konia
    • naczółka – paska na czole konia (nie zawsze)
    • nachrapnika (nie zawsze)
    • podgardla (nie zawsze)
    • pojedynczego paska lub różnych kombinacji pasków biegnących między oczami konia od naczółka do nachrapnika (nie zawsze). Często podtrzymują ozdobny herb rycerza lub inną ozdobę. Czasem gdy nie ma nachrapnika paski te mocowane są do pasków policzkowych.
    • wodzy pojedynczych lub podwójnych













    Ogłowie bezwędzidłowe - jak sama nazwa wskazuje ogłowie takie nie posiada wędzidła. Zamiast wędzidła występują metalowe czanki (długie lub krótkie) albo kółka podzielone "szprychami" na podobieństwo koła od wozu, czy z otworami na krawędziach, połączone kółka w kształt kwiatu (i wielu innych wzorów które ogranicza niemal wyłącznie wyobraźnia twórcy) po bokach pyska z przyczepionymi doń nachrapnikiem, paskami policzkowymi Ogłowia bezwędzidłowe działają na zasadzie nacisku na nos konia.

















    Kantar - rodzaj uproszczonej uzdy bez wędzidła (dla konia, osła, muła lub innych zwierząt hodowlanych). Do kantara nie dopina się wędzidła, jego częścią jest natomiast kółko do mocowania uwiązu. Kantar umożliwia czyszczenie, prowadzenie i wykonywanie innych prac przy zwierzęciu. Kantar zrobiony może być ze skóry albo sznurka.
    Przerobiony kantar może służyć jako ogłowie bezwędzidłowe.



    Na wschodzie używa się bogato zdobionych kantarów robionych ze skóry, złotych i srebrnych łańcuchów, taśm ozdabianych kamieniami szlachetnymi i paciorkami itd.





    Specyficzną "ozdobą" końskiej głowy może być naczółek czy może też nagłownik, rodzaj ochraniacza na głowę zrobionego ze skóry, często bogato zdobionego, albo wzmacnianego metalowymi lub kościanymi płytkami.



    Modne jest wyszukane zdobienie ogłowi i siodeł.

    Siodła

    • łęk przedni oraz tylny – najwyższe punkty w przedniej i tylnej części siodła
    • siedzisko – miejsce pomiędzy łękami
    • dwie tybinki – duże płaty skóry po bokach siodła, czasem z poduszkami kolanowymi (nie zawsze)
    • przystuły – paski, do których zapina się popręg
    • przystulica – kolejny płat grubszej i sztywniejszej skóry na spodniej stronie siodła przylegającego bezpośrednio do czapraka(nie zawsze)
    • popręg – pas zapinany pod brzuchem konia (niekiedy dwa cieńsze na obu końcach siodła)
    • puśliska – paski po obu stronach siodła, na których wiszą strzemiona
    • strzemiona – metalowe, drewniane lub drewniane obite skórą, półokrągłe "uchwyty" na stopy jeźdźca
    • czaprak – podkładka pod siodło z materiału, filcu, futerka zapobiegająca odparzeniom grzbietu konia oraz izolująca skórę siodła od końskiego potu
    • terlica – szkielet (stelaż) każdego siodła
    • napierśnika
    • podogonia lub Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

    Siodła rycerskie z wysokimi łękami, zapewniającymi pewny dosiad, jednak krępujące ruchy jeźdźca.




    Siodło paradne, zwane też szlacheckim


    Kulbaka


    Siodło podróżne


    Siodła damskie








    Prości ludzie, jeśli już posiadali konia, często jeździli po prostu na oklep, lub okrywając grzbiet konia skórą czy pledem.

    Derka - wełniany, futrzane okrycie grzbietu, zadu i klatki piersiowej

    Kropierz – okrycie z tkaniny na konia, zakrywające go z wyjątkiem pyska, ogona i dolnych partii kończyn. Bardzo często bogato zdobiony, oznaczony herbami rycerskimi.

    Przykładowy rząd koński ze skórzanym nazadnikiem
    [/list]
    « Ostatnia zmiana: 10 Lipiec, 2018, 15:30:31 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #4 dnia: 24 Sierpień, 2017, 17:44:36 »
    Uzbrojenie.

    Przeszywanica - Miała postać grubego, pikowanego kaftana, wykonanego z wielu warstw płótna (lnianego, lub jutowego) albo skóry zszytych ze sobą (stąd nazwa). Przeszywanicę zakładano pod kolczugę, jej zadaniem było pochłonięcie energii ciosu i ochrona ciała przed obrażeniami miażdżonymi. Wielu wojowników używało i używa przeszywanicy jako jedynej ochrony tułowia. Początkowo nie była zbyt dobrze dopasowana do sylwetki, jednak dość szybko sobie z tym poradzono. Niektóre modele wciągane są przez głowę, inne są wiązane lub zapinane na kołeczki lub klamry. W zależności od potrzeb użytkownika sięgać mogą do kolan, z rozcięciami z przodu i z tyłu by nie krępować ruchów, albo zaledwie nieco za pośladki.



    Skórznia - skórzana kamizela, z grubej, licowanej lub nie, garbowanej, bydlęcej skóry. Podobnie jak przeszywanica może być wciągana przez głowę lub zapinana. Preferowana głównie przez północne narody.





    Kolczuga - ma zazwyczaj postać koszulki z kółek z rękawami, czasem z kapturem, często długa, osłaniająca uda, a nawet kolana. Zbudowana jest z kilkunastu tysięcy małych kółek metalowych zazwyczaj o średnicy 5-15 mm, choć znajdowano nawet kółka o średnicy do 50 mm, które są splatane w taki sposób, aby łączyć się z kilkoma sąsiednimi. Kółka tworzono z drutu, nawijanego na pręt odpowiedniej średnicy, zaś końce rozpłaszczano i nitowano lub zgrzewano.




    Zbroja lamelkowa - zbudowana była z setek podłużnych płytek – zbrojników, niekiedy w górnej części zaokrąglonych. Płytki wykonywane były z żelaza, brązu, skóry lub rogu. Każda miała 8-12 niewielkich otworów u dołu, u góry, po bokach i na środku, między którymi przewlekano skórzane rzemienie, sznurki lub drut i w odpowiedni sposób (odmienny dla różnych kultur) łączono z sąsiednimi płytkami w rzędy. Długość owych rzędów zależała od tego, które miejsce miało być chronione. Rzędy te następnie łączono wertykalnie tak, że zachodziły na siebie górnymi krawędziami. To rozwiązanie konstrukcyjne i brak integralnego podkładu skórzanego czy tekstylnego różniło pancerz lamelkowy od łuskowego. Rozcięcie umożliwiające jego założenie znajdowało się z przodu lub po bokach. Pancerz miewał różną długość, mógł też posiadać rękawy.



    Zbroja łuskowa - rodzaj pancerza składającego się z dużej liczby łusek wykonanych z metalu, rogu lub kości, naszytych lub w inny sposób przytwierdzonych do podłoża skórzanego lub wykonanego z innego mocnego materiału.



    Karwasze - mają postać liściastej, wypukłej płyty, tzw. łyżki, chroniącej przedramię od łokcia do nadgarstka. Często wyposażane były w łapcie (łapawicę), czyli rękawicę chroniącą dłoń, czasem w drugą płytę chroniącą wnętrze przedramienia. Łapawice były z tkaniny, kryte z wierzchu kolczą plecionką.





    Karwasz skórzany - wykonany z garbowanej skóry bydlęcej, chronił przedramię od łokcia do nadgarstka, od wewnętrznej strony przedramienia wiązany rzemieniami. Często wzmacniany dodatkowymi naszywanymi skórzanymi, rogowymi lub metalowymi paskami lub blaszkami. Może być także nabijany ćwiekami. Może posiadać ochronę na dłoń.






    Broń.

    Łuk. - Łuk składa się ze sprężystego pręta lub listwy zwanego łęczyskiem oraz linki łączącej oba końce pręta zwanej cięciwą.
    Pociskiem jest strzała, czyli cienki i długi pręt, który jest wystrzeliwany z łuku.
    Łęczyska łuku muszą być wykonane z elastycznego materiału, który jest w stanie ulegać odwracalnemu odkształceniu poprzez ręczne naciągnięcie cięciwy.
    Cięciwa musi być stosunkowo cienką (ale nie przesadnie) nierozciągliwą linką, na tyle wytrzymałą, aby nie pękać w momencie prostowania łęczyska po strzale.
    Strzała musi być na tyle długa, aby wystawać choć trochę za łęczysko w momencie pełnego naciągnięcia cięciwy.
    Rodzaje łuków.
    Łuk prosty - składa się na niego proste łęczysko, które jest wstępnie lekko naciągane ręką. Wykonuje się go zwykle z gałęzi cisowych, jesionowych, leszczynowych lub wiązu. Przeciętny łuk prosty ma łęczysko długości około metra (ale mogą być dłuższe), strzelał strzałami o długości od 60 do 80 cm. Jego maksymalny zasięg wynosi około 200 metrów. Siła naciągu do 20kg.




    Łuk długi zwany też bojowym - wykonany najczęściej z drzewa cisowego, choć użyć można także jesionu lub wiązu. Osiąga długość do 2 metrów, strzały miały nieco poniżej metra. Maksymalny zasięg to około 400 metrów. Do jego używania potrzebowano dużej siły, gdyż potrzeba było nawet 70kg naciągu.



    Strzały z różnymi rodzajami grotów.


    Kusza - broń miotająca neurobalistyczna (wykorzystująca energię sprężystości), składająca się z krótkiego łuku przymocowanego do łoża, w którym umieszczony był mechanizm zwalniający cięciwę i miejsce na pocisk, zazwyczaj krótką strzałę zwaną bełtem[1]. Zasadnicza różnica w użyciu, w porównaniu z łukiem, polega na możliwości wstrzymania się ze strzałem przez dowolnie długi czas po naciągnięciu cięciwy. Cięciwę naciąga się ręcznie, korbą lub lewarem, a dopiero potem strzela, naciskając spust.




    Miecz - sieczna broń biała, charakteryzująca się prostą obosieczną głownią i otwartą rękojeścią.

    Miecz jednoręczny - Długość całego miecza jednoręcznego wynosi od około 85cm do ok. 106cm, przy czym najbardziej powszechna dla przeciętnego człowieka długość miecza jednoręcznego to ok. 94-98cm.

    Miecz długi, miecz bękarci , bastardowy, półtorak (pot.) półtoraręczny - Miał około 110–140 cm długości, a jego masa oscylowała w granicach 1,2-1,6 kg.)  Rękojeść jest znacznie dłuższa niż w mieczach jednoręcznych, a zarazem krótsza niż w mieczach prawdziwie dwuręcznych ("mieczach wielkich"). Umożliwia ona dołożenie drugiej ręki, ale w wielu egzemplarzach nie jest to chwyt pełny, dłoń opiera się częściowo na rękojeści, a częściowo na głowicy lub też tylko na głowicy).

    Miecz dwuręczny, miecz wielki - Od mieczy jedno- i półtoraręcznych, oprócz sposobu trzymania, różni się większymi rozmiarami i wagą, dochodzące do 170 - 180 cm długości o głowni ok. 150 cm i wadze 3 - 12 kg. Zwykle mierzyły około 140cm i ważyły 3kg. Często, zwłaszcza w późniejszych modelach, rozbudowywany był jelec, a na głowni tworzono czyli podkrzyże, tj. dodatkowe miejsce chwytu, tuż pod jelcem. Dawało ono możliwość walki na mniejszym dystansie, ale dłoń zostawała automatycznie o wiele bardziej narażona na obrażenia. W dodatku, przy chwycie za podkrzyże, miecz zyskiwał równocześnie w dużym stopniu na szybkości, lecz tracił na sile ciosu.






    « Ostatnia zmiana: 15 Listopad, 2017, 15:27:37 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #5 dnia: 24 Sierpień, 2017, 18:16:02 »
    Broń. Ciąg dalszy.

    Topór bojowy - broń obuchowo-sieczna. Ma przeróżne rozmiary zarówno ostrza jak i styliska, więc trudno określić standardowe rozmiary i wagę. Niektóre posiadać mogą dwa ostrza.




    Długi nóż, zwany także bojowym - jednosieczny nóż, przeznaczony głównie do rąbania, osiągający niekiedy rozmiary miecza, mogły mieć bowiem nawet metr długości.



    Młot bojowy - broń obuchowa. Składał się z jednego lub dwóch metalowych bijaków o różnym kształcie osadzonych na trzonie, zwykle drewnianym o długości 60 cm - 2 m.



    Włócznia - broń drzewcowa. Broń wszechstronna i używana zarówno przez myśliwych jak i pieszych oraz konnych wojowników/rycerzy. Zwykle mierzy 180-250cm, chociaż może występować zarówno dłuższa jak i dużo krótsza wersja. W odróżnieniu od dzidy, posiada doczepiany metalowy, kościany lub kamienny grot. Zdarzają się też groty z kawałków muszli.





    Kij bojowy - prosta broń drzewcowa osiągająca nawet 2,5 metra. Czasem ze specjalnie modyfikowanymi końcami, pogrubianymi, okuwanymi metalem, albo nabijane gwoździami.





    Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

    « Ostatnia zmiana: 25 Sierpień, 2017, 23:22:41 wysłana przez Narwaniec »

    Noctury

    • Online
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 28
    • -Otrzymane: 195
    • Age: 27
    • Wiadomości: 405
    • Płeć: Kobieta
      • Status GG
      • Zobacz profil
    • Komiks: Nie czytałam
    • Skąd: Mysłowice
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #6 dnia: 26 Sierpień, 2017, 15:31:26 »
    To ja dorzucę swoje trzy grosze o klasztorach, może na poczet przyszłej historii, a w każdym razie żeby się nie zgubiło :v

    Zakon mniszy/kontemplacyjny to katolicka/prawosławna forma życia zakonnego (w protestantyzmie nie występują). Początkowo wiązała się z pustelnictwem, całkowitym odcięciem od świata zewnętrznego, jedynie w samotności bądź niewielkiej wspólnocie, by oddawać się modlitwie i kontemplacji. Najstarsze powstały  w ramach Kościoła Koptyjskiego w Egipcie. Wraz z biegiem czasu zakony, zwłaszcza katolickie, stały się bardziej nastawione na działalność zewnętrzną.
    W X i XI wieku wszyscy mnisi Zachodu żyli według reguły świętego Benedykta, lecz widoczne były różnice pomiędzy poszczególnymi opactwami, reguła zakonna dostosowywana była do praw zwyczajowych, które decydowały o codziennym życiu mnichów, a także do istniejących warunków lokalnych. Główne jednak zasady reguły pozostawały niezmienianie. Podstawowymi regułami świętego Benedykta były potrójne śluby: stałości, zachowania obyczajów monastycznych (klasztornych) i posłuszeństwa. Reguły te, ustalone ok. roku 540 rozpowszechniły się stopniowo, w dużej mierze za sprawą mnichów anglosaskich, później dzięki staraniom św. Benedykta z Aniane. Jej szerokie przyjęcie w średniowiecznej Europie związane jest z poparciem, jakie jej używaniu udzielił Karol Wielki. Od VIII do XIII wieku była najczęściej używaną regułą zakonną, dopiero powstanie zakonów żebrzących zmieniło ten stan rzeczy (np. franciszkanów, stosowali korzystanie z datków jedynie na podstawowe potrzeby. Zakonnicy tacy łączyli życie zakonne z posługą kapłaństwa -prowadzili zewnętrzną działalność misyjną, kaznodziejstwo wędrowne jak i w swoich kościołach, apostolat liturgiczny, duszpasterstwo. Swoje konwenty zakładali zazwyczaj w miastach, zazwyczaj nieopodal murów miejskich (np. Erfurt, Wrocław, Kraków), jedynie karmelici zakładali klasztory tuż poza murami (np. w Poznaniu). W średniowieczu życie klasztorne utożsamiane było z tym, co dobre i podniosłe, a modlitwa za murami klasztoru miała bezpośrednio łączyć ze Stwórcą. Mnisi najbardziej pragnęli bliskości z Bogiem i ojczyzny niebieskiej, dlatego poprzez ascezę i pokorę starali się osiągnąć życie anielskie, dalekie od grzechu i pokus.
    Rodzaje zakonów (przykładowe):

    Benedyktyni –najstarszy katolicki zakon (od 529 r.) założony przez św. Benedykta z Nursji. Dzieli się na gałąź męską – mnichów, żeńską – mniszki i laikat – oblatów, wiernych świeckich obojga płci, zrzeszonych przy opactwach benedyktyńskich i żyjących według Reguły św. Benedykta w świecie. Słynne motto zakonu, przypisywane założycielowi, brzmi: Ora et labora (Módl się i pracuj), zaś hasłem przewodnim jest: Ordo et pax (Ład i pokój) oraz "Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony".

    Opactwa benedyktyńskie są niezależne jurysdykcyjnie od jakichkolwiek wyższych władz zakonnych, chociaż mogą łączyć się w kongregacje. Kongregacje i niezależne opactwa tworzą Konfederację Benedyktyńską. Istnieją także kongregacje i opactwa nie będące członkami Konfederacji. Mnisi ślubują: stałość (stabilitas), obyczaje monastyczne (conversatio morum) i posłuszeństwo (oboedientia) wobec Reguły. Benedyktyni przyczynili się do rozwoju kultury europejskiej, prowadzą słynne szkoły i zajmują się ogrodnictwem i zielarstwem. Zapoczątkowali zwyczaj mszy gregoriańskich, chorału gregoriańskiego, pielęgnują piękno liturgii jako Służby Bożej i najważniejszej czynności Kościoła. Przyczynili się do apostolstwa świeckich w Kościele poprzez instytucję oblatów benedyktyńskich, którzy stali się pierwowzorem dla późniejszych świeckich „trzecich zakonów”. Nadal produkują na bazie własnej recepty likier z 40 ziół, zwany benedyktynem. W Polsce benedyktyni są obecni od 1006 roku. Obecnie istnieją klasztory w Krakowie-Tyńcu, Biskupowie i Lubiniu. Dawne opactwa znajdują się między innymi w Mogilnie, Trzemesznie, Łęczycy oraz na Świętym Krzyżu (Łysej Górze) i w Opactwie. W średniowieczu prężny klasztor benedyktynów znajdował się w Płocku; w kręgu jego i katedry płockiej spisywano pieśni w języku polskim. Strój w większości klasztorów: Czarny habit przepasany czarnym skórzanym paskiem, czarny szkaplerz z kapturem. Stroju dopełnia czarny płaszcz chórowy - kukulla. Opat dodatkowo nosi na piersi krzyż.


    Cystersi - zakon monastyczny reformowany, posługujący się regułą benedyktyńską, założony w 1098 r. przez św. Roberta z Molesme. Do Polski cystersi przybyli w połowie XII w.


    Cystersi noszą biały habit z czarnym szkaplerzem przepasanym płóciennym pasem, przez co nazywani są czasem białymi mnichami. Cystersi powracali do ewangelicznej prostoty i praktyki ubóstwa, wszystko to miało prowadzić do naśladowania Chrystusa. Mnisi musieli wyrzec się wszelkiego bogactwa, duży nacisk był położony na surowość obyczajów. Cysters miał być pokutnikiem, który odsuwa się od świata doczesnego, żyje w samotności i ciszy. Mnisi osiedlali się przeważnie na pustkowiach, w lasach lub w bagnistych dolinach, w miejscach bardzo oddalonych od osad, dlatego też musieli być samowystarczalni. Prowadzili własne gospodarstwa, uprawiali ziemię. Reguły zostały jednak stopniowo złagodzone, a mnisi otrzymali prawo przyjmowania oblatów (zakonnik który nie składa ślubów zakonnych, prowadzi rekolekcje i misje. Dawniej określano tak dzieci wysyłane na naukę do zakonników, potem dzieci te opuszczały klasztor prowadząc życie świeckie.) i konwersów (bracia zakonni, najczęściej niepiśmienni bądź ogólnie niewykształceni zakonnie, których wykorzystywano do bardziej przyziemnych zadań. Nierzadko również należały tu osoby szlacheckie, które po śmierci małżonka przeznaczały majątek potomkom a same udawały się do klasztoru. Ze względu na raczej zaawansowany wiek takich osób nie podlegały już one nauce. Czasem określani jako tzw. Drugi chór, stali niżej w hierarchii od zwykłych zakonników.) W zakonach cysterskich przyjmowanie konwersów miało duże znaczenie, bo wcześniej zakonnicy mogli korzystać tylko z tego co sami wytworzyli. Aby zostać zakonnikiem chórowym (I Chóru), a potem opatem bądź przeorem należało być szlachcicem, co zwykle wiązało się z posiadaniem funduszy lub dóbr przekazywanych zakonowi w momencie wstępowania. Okazało się jednak, że potrzebne były także osoby do uprawiania ziemi, a szlachcice nie garnęli się do tego zadania, stąd zapotrzebowanie na konwersów pochodzenia chłopskiego, przyjmowanych bez dóbr. Mieli pracować w polu, przy transporcie, na budowach oraz wykonywać wszelkie prace związane z obsługą mnichów pełnoprawnych. U cystersów na 4-6 konwersów przypadał jeden pełnoprawny zakonnik. Konwersi nosili habity i składali śluby zakonne, lecz zwykle nie mieli dostępu do szlachty zakonnej. Nie uczestniczyli w kolegiach i innych zgromadzeniach. Osobno jedli i spali w dużych dormitoriach bez indywidualnych cel. W razie choroby osobno też byli leczeni. W oddalonych od klasztoru miejscach, tam gdzie były dobra zakonne, często powstawały dla nich miniatury klasztoru: kuchnia, dormitorium, refektarz. W późniejszym okresie w zakonach męskich podział na chóry zaczął zanikać, ponieważ z powodu utraty przez nie dóbr ziemskich nie byli już potrzebni chłopi do uprawy ziemi. W zakonach żeńskich natomiast podział ten w XIX w. nasilił się i przybrał formy podobne do cysterskich. Wynikało to z tego, że zakony żeńskie zaczęły prowadzić wtedy masowo takie instytucje, jak szkoły, sierocińce etc. – okazało się, że potrzeba było stosunkowo nielicznych wychowawczyń i nauczycielek oraz licznych osób obsługi (pranie, sprzątanie etc.). Dlatego też zakonnice I Chóru („chórowe”) zaczęły pełnić role nauczycielek (tym bardziej, że z racji pochodzenia były wykształcone), podczas gdy liczniejsze zakonnice II Chóru (konwerski) zaczęły zajmować się obsługą. Niektóre zakony męskie także prowadziły szkoły, ale w tym przypadku nie byli potrzebni zakonnicy do obsługi, ponieważ do tych szkół (w przeciwieństwie do instytucji prowadzonych przez zakony żeńskie) wstępowali chłopcy w starszym wieku (np. kilkanaście lat), którzy mogli zajmować się takimi pracami, jak również szkoły takie korzystały w razie potrzeby z pracy świeckich pracowników najemnych. Dużą rolę w życiu cystersów odgrywały ustalenia zapadające na zebraniach kapituły generalnej. Główną w niej rolę pełnili: archiopat i opaci 4 pierwszych filii. Corocznie, w dniu 14 września, w dzień Podwyższenia Krzyża Pańskiego wszyscy opaci cysterskich klasztorów mieli obowiązek stawić się w Citeaux przed kapitułą. Opat klasztoru filii musiał raz w roku odwiedzić klasztor macierzysty. Opat klasztoru matki naznaczał, a przynajmniej zatwierdzał opatów w podległych mu filiach. Dla przykładu, zgodnie z tą zasadą klasztor w Jędrzejowie był filią klasztoru w Morimondzie a jednocześnie matką dla klasztoru w Rudach Raciborskich, zaś ten był matką dla opactwa w Jemielnicy. Cystersi nie musieli się martwić o miejsca na założenie nowych filii, bowiem szlachta, książęta, nawet władcy sami zabiegali o ich tworzenie na swych terenach. Zakładanie filii opactwa cysterskiego było obwarowane szeregiem wymogów, stopniowo łagodzonych chociażby przez to, że w razie wystąpienia niezgodności ostateczną decyzję pozostawiano opatowi klasztoru macierzystego. Po prośbie o założenie klasztoru komisja złożona z opatów klasztorów położonych w sąsiedztwie udawała się na teren proponowanego nadania i oceniała sytuację. Wymagano aby grangie (dobra ziemskie klasztorów) oddalone były od siebie o dwie mile galijskie (1 mila ~ 5 km) a siedziby klasztorów o co najmniej 10 mil galijskich. Sprawdzano jakość gruntów, inne możliwości czerpania zysków i czy miejsce nie jest obciążone długami. Jeśli sytuacja była zadowalająca, podpisywano odpowiednie dokumenty. Wkrótce na miejscu przyszłego klasztoru rozpoczynano budowę podstawowych dla funkcjonowania zakonu pomieszczeń – dormitorium z pokojem gościnnym, pomieszczeń dla ksiąg zakonnych (Biblia, reguły, księgi mszalne), pomieszczeń dla furtiana i muru odgradzającego teren klasztorny od otoczenia. Księgi zakonne przygotowywano w skryptorium klasztoru macierzystego. Kiedy wszystko było gotowe, 12 mnichów oraz ich opat mogli udać się na miejsce i od samego początku funkcjonować w zgodzie z regułą zakonną.
    W Polsce tzw. Szlak cysterski:


    Klasztor:
    W klasycznym układzie zabudowań ich centralnym punktem był kościół, do którego od strony południowej przylegał otoczony krużgankami czworoboczny wirydarz, od wschodniej – kapitularz, a od zachodniej – cele zakonne lub dormitoria. Naprzeciwko kościoła usytuowany był refektarz, a różne inne budynki (szkoła, zabudowania gospodarcze) lokowano w dalszych częściach kompleksu, jednak w obrębie opasających go murów.
    Pomieszczenia klasztorne:
    armarium - pomieszczenie do przechowywania ksiąg.

    auditorium - sala do odczytu; służyła mnichom do omawiania spraw codziennych, rozdzielania prac na bieżący dzień
    cellarium - magazyn klasztorny

    dormitorium - sypialnia klasztorna


    fraternia - pomieszczenie służące zakonnikom do wspólnej pracy, czasem zastępowane skryptorium
    infirmeria - pomieszczenie przeznaczone dla chorych zakonników, także dla starszych

    kalifaktorium (calefactorium) - ogrzewalnia klasztorna

    kapitularz – sala zebrań

    klauzura - ściśle określona część budynków, do której wstęp mają tylko członkowie danego zgromadzenia zakonnego

    krużganek - okalająca dziedziniec galeria utworzona przez arkady wsparte na ciągu filarów bądź kolumn


    lawaterz, lawatorium - umywalnia klasztorna

    oratorium - kaplica klasztorna



    parlatorium - rozmównica; pomieszczenie przeznaczone do rozmów z osobami świeckimi.

    refektarz – jadalnia klasztorna


    skryptorium - pomieszczenie służące do przepisywania i iluminowania ksiąg

    wirydarz - wewnętrzny dziedziniec klasztorny z ogrodem, otoczony krużgankami skrzydeł klasztornych

    biblioteka

    ogród/zielnik


    Przykładowe plany opactwa:




    Noctury

    • Online
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 28
    • -Otrzymane: 195
    • Age: 27
    • Wiadomości: 405
    • Płeć: Kobieta
      • Status GG
      • Zobacz profil
    • Komiks: Nie czytałam
    • Skąd: Mysłowice
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #7 dnia: 26 Sierpień, 2017, 15:34:50 »
    Wstąpienie do zakonu:
    Aby wstąpić do zakonu należy odbyć nowicjat (reguła wprowadzona od ok. 1223 roku). Pierwszym etapem jest postulat (także zwany prenowicjatem), aby w ogóle być dopuszczonym do nowicjatu. Nie jest dokładnie określone ile ma trwać postulat, choć przyjmuje się że nie dłużej niż dwa lata. W jego trakcie odbywa się nauka przygotowująca do zostania zakonnikiem.
    (Nie znalazłam od ilu lat przyjmowano na postulat, choć w wypadku dziewcząt określono że „nie wcześniej niż w wieku piętnastu lat”, choć to dopiero w XV wieku… także wcześniej mogli uczyć dzieci, część z nich wróciła jako osoby świeckie a część pewnie została).
    Wychowawcą nowicjuszy jest mistrz nowicjatu, któremu podlegają. Mistrz nowicjatu kieruje nowicjuszami autonomicznie do swoich wyższych przełożonych. Wszystkie obowiązki i powierzone zajęcia nowicjusze mają zatem wypełniać pod kierunkiem i opieką mistrza nowicjatu. On również może dobrać sobie odpowiednich i kompetentnych pomocników. Szlachetnie urodzeni mogli wprowadzać do zakonu rodzaj „posagu”, zaś chłopstwo mogło być przyjmowane bez niego, aczkolwiek częściej kończyli oni jako zakonnicy drugiej kategorii, bez ślubów właściwych. Końcem nowicjatu była profesja, czyli śluby zakonne. W tamtych latach nie znano jeszcze ślubów czasowych, które zjawiły się w prawie kanonicznym dopiero w XX wieku. Składano więc od razu śluby wieczyste. Każdy zakon miał swoją ustaloną formułę, która niezmiennie obejmowała wyliczanie ślubów oraz powołanie się na założyciela zakonu i na regułę, według której będzie się tych ślubów przestrzegać. Każdy też zakon miał swój ceremoniał określający przebieg tej uroczystości. W przeciwieństwie jednak do obłóczyn, które obrosły w owych czasach mnóstwem teatralnych ceremonii, profesja w wielu zakonach odbywała się dosyć prosto. Najpierw następowała tzw. kapituła domowa - słuchano sprawozdania opiekuna nowicjatu o postępach i sprawowaniu. W niektórych zakonach był zwyczaj, że sam nowicjusz składał prośbę ubrany w „łataną odzież”. Wreszcie na kapitule odbywało się głosowanie, które ostatecznie rozstrzygało o losie nowicjusza. W następnej kolejności należało go przeegzaminować, sprawdzić stan wiedzy o życiu zakonnym. Powiadamiano potem biskupa, który osobiście lub częściej przez delegata, egzaminował raz jeszcze. Potem organizowano dla niego rekolekcje, tygodniowe lub dłuższe, które były raczej czasem duchowego przygotowania się aniżeli ostatecznej decyzji, w końcu ustalano termin ślubów. Same śluby składało się nie w kościele ani nawet w kaplicy, ale wewnątrz klasztoru, w kapitularzu. Profesję, w zależności od zakonu, przyjmował przeor, spowiednik bądź kapelan klasztoru. Dostojników kościelnych trudzono rzadko, chyba że mieli blisko lub z jakiejś przyczyny wypadało ich zaprosić. Profesja musiała przypaść w niedzielę lub święto jakiegoś apostoła. Sam tekst ślubów był wyjątkowo u benedyktynów i cystersów spisywany na karcie, z której należało go w kościele odczytać, po czym publicznie kartę podpisać i złożyć ją na ołtarzu, skąd później wędrowała do archiwum. W innych zakonach nie podpisywało się kart, a tylko ślubowało ustnie. Potem należało jeszcze poświęcić szaty. Zakończeniem obrzędu było wprowadzenie nowego zakonnika do wspólnoty, której odtąd stawał się członkiem i wyznaczenie mu miejsca w chórze, najniższego oczywiście, ponieważ hierarchia ważności w zgromadzeniu liczyła się prawie wszędzie według daty ślubów. Ceremonii tej mogły towarzyszyć również kwieciste przemowy co dostojniejszych świeckich gości, którzy "tym żarliwiej wychwalali życie zakonne, im mniejszą mieliby sami na nie ochotę" uważając "że skoro Bóg ma zwyczaj wzywać niektórych ludzi do zakonu, to cieszmy się, że nie nas i że od nas zadowoli się ustną pochwałą takiego powołania i ewentualnie garścią grosza." Tak naprawdę jednak ci wszyscy znamienici goście nie byli w stanie pojąć złożoności zakonnego życia.

    Życie w zakonie:
    Dzień zakonnika podzielony był na kilka mniejszych części.
    Godziny liturgiczne:
    Jutrznia – od 2.30 do 3 w nocy
    Lauda – od 5 do 6 rano, tak by kończyła się gdy zaczyna dnieć
    Pryma – ok 7.30, przed zorzą poranną
    Tercja – ok 9 rano
    Seksta – południe; w klasztorach w których nie pracowano w polu (przynajmniej nie sami mnisi) oraz zimą była to pora posiłku
    Nora – między 2 a 3 po południu
    Nieszpór – od ok 4.30 do zmierzchu; reguła nakazuje spożyć wieczerzę przed zapadnięciem ciemności
    Kompleta – ok 6 po południu, koło 7 mnisi chodzili spać.

    Dzień zaczynał się pół godziny po północy i kończył około siódmej wieczorem. Był to czas przeznaczony na modlitwy i pracę. Każdy zakonnik miał także przeznaczoną godzinę na odpoczynek. Do południa nie spożywano posiłków. W zimie, w ciągu dnia był tylko jeden posiłek o trzeciej po południu, natomiast w okresie Wielkiego Postu o szóstej wieczorem. W lecie zakonnicy otrzymywali dwa posiłki, w południe prendium, a potem między piątą a szóstą wieczorem posiłek nazywany cena. Rozkład dnia zakonników był cieśle ułożony, pozwalano na krótka drzemkę w okolicach południa. W życiu każdego zakonnika najważniejsza była modlitwa. Była to zarówno liturgia, ale i chóralne śpiewy, i modlitewne gesty w rodzaju leżenia krzyżem i głębokie pokłony. Plan dnia był ułożony tak, by na modlitwę było najwięcej czasu. Właściwie całe życie zakonników było nieustanną modlitwą. Aby uniknąć znużenia powtarzającym się schematem dnia, czasem zmieniano układ codziennych modlitw.
    Każdy z zakonników miał obowiązek publicznego wyznania grzechów przed współbraćmi. Dotyczyło to wykroczeń przeciwko zakonnej regule. Obyczaj ten nazywał się kapitułą win. Podczas jej trwania każdy zakonnik wyznawał swoje grzechy, jeśli jednak nie czuli skruchy, lub zatajali jakieś przewinienia pozostali mnisi donosili na nich. W klasztorze istniała specyficzna funkcja - brata investigatora, który miał obowiązek zapisywać na tabliczkach grzechy popełnione przez innych braci i potem ujawniać je przed kapitułą win. Przełożony klasztoru wymierzał karę za popełnione grzechy a także wygłaszał publiczną naganę. Do praktyk powszednich należało umartwianie się. Służyło to poskramianiu wszelkich niezdrowych namiętności. Zakonnicy poddawali swoje ciała różnym cierpieniom jak biczowanie, tarzanie się krzewach cierniowych, znane są także praktyki odmawiania całego psałterza z wyciągniętymi ramionami.
    Jeden z powszechnych mitów sugeruje że mnisi nie myli się. Nie jest to jednak prawda, gdyż w klasztorach kąpiele odbywały się 2 - 4 razy w roku, a zakonnicy chorzy mogli się kąpać częściej. W księdze opisującej zwyczaje panujące w zakonie kartuzów jest zapisane, że odkąd powstały pierwsze ich klasztory każda cela była wyposażona w bieżącą wodę. Od VII wieku klasztory posiadały łaźnie. Każdy z zakonników miał obowiązek myć ręce przed i po każdym posiłku, a także przed udaniem się na jutrznię, mszę, oraz przed obrzędem umywania nóg biedakom w trakcie liturgii Wielkiego Czwartku.
    Widomą oznaką stanu zakonnego była tonsura. Był to specyficzny sposób golenia włosów - wierzch głowy był wygolony, a pozostałe włosy tworzyły dookoła krąg. Były ściśle określone zasady wycinania tonsury. Wycinano ją nożycami i podczas pierwszej tonsury nowicjusza odmawiano siedem psalmów, pozostałe zaś wycinania odbywały się w milczeniu.

    Klasztor był podobny do małej organizacji. Pewnej grupie ludzi musiały zostać zapewnione podstawowe potrzeby materialne ale i duchowe. Na terenie klasztoru znajdował się kościół z zakrystia, wirydarz, czyli miejsce, w którym rozdzielano pracę. Sala zebrań kapituły była zwana kapitularzem, w klasztorze istniały także dormitoria, refektarz, miejsce spożywania posiłków, kuchnia, pralnia, łaźnia, ogrzewalnia, piekarnia. Wśród budynków klasztornych były także stajnie, obory, spichlerze, a także specjalne budynki przeznaczone dal odwiedzających klasztor gości. W obrębie klasztornych murów mieściły się również dwa cmentarze, na jednym z nich chowano mnichów i księży, a na drugim osoby świeckie. W przyklasztornych ogrodach uprawiano warzywa i owoce, znajdowały się tam także stawy rybne, pomieszczenia gospodarcze i szklarnie.
    Klasztor był złożonym organizmem, którym ktoś musiał zarządzać. Najwyższym w klasztornej hierarchii był opat, czyli przełożony. To w jego gestii leżało nadawanie pozostałych stanowisk. Niżej w hierarchii był przeor, który był pomocnikiem opata, a na wypadek jego choroby lub nieobecności przejmował jego obowiązki. Zarządcą klasztoru był szafarz. Do niego należały wszystkie te obowiązki, które nie należały do innych. Szafarz dbał o wyżywienie całej wspólnoty, dokonywał zakupów i sprzedaży gruntów, lasów, pobierał należne klasztorowi opłaty. Miał w swojej pieczy także folwarki, młyny, browary i stawy rybne. Funduszami klasztornymi rozporządzał skarbnik. W gestii kantora leżało intonowanie śpiewów w czasie liturgii i modlitw. Prowadzeniem rejestrów i spisów zajmował się kanclerz. O porządek w kościele, a także wszelkie potrzebne naprawy dbał zakrystian. Chorymi opiekował się infirmierz, natomiast przyjmowaniem i obsługą gości zajmował się hospitaliusz. Nad podziałem żywności, odzieży i jałmużny przeznaczonej dla ubogich czuwał jałmużnik. Braci, którzy dopiero wstąpili do zakonu w codzienne życie i obowiązki wprowadzał mistrz nowicjatu. Bardzo ważną funkcją klasztorną był także wizytator, który odwiedzał poszczególne klasztoru i zdawał raport z ich funkcjonowania centralnym władzom zakonnym.
    Przy klasztorach znajdowały się pola uprawne, ale często zdarzało się, ze mnisi zatrudniali do ich obróbki okolicznych chłopów. Kiedy polem zajmowali się zakonnicy miało to następujący przebieg. Wszyscy mający pracować gromadzili się na polu, przełożony rozdzielał pracę poszczególnym mnichom, odmawiano modlitwy a następnie przystępowano do pracy, wykonywanej w ciszy, albo z towarzyszeniem śpiewanych psalmów.
    Innym z zajęć zakonnych było przepisywanie manuskryptów. Z czasem zajęcie to stało się jednym z ważniejszych w klasztorach. Manuskrypty przepisywane w klasztorach były potem sprzedawane na dwory królewskie i magnackie. Każdy z kopistów przepisywał około czterdziestu ksiąg w ciągu całego swojego życia. Każde z klasztornych skryptoriów charakteryzowało się odmiennym stylem pisania.
    Ważnym zadaniem w każdym klasztorze była opieka nad ubogimi. Część dochodów była przeznaczana na ich rzecz. Biedacy otrzymywali także ubrania, pożywienie a czasem drobne datki pieniężne. Osoby nie mające pracy mogły szukać zajęcia w przyklasztornych dobrach.
    Zakonnicy odegrali też bardzo ważną rolę przy szerzeniu oświaty. Przy każdej katedrze lub opactwie powinna znajdować się szkoła. Prowadzeniem szkoły katedralnej zajmował się kanonik, kantor lub scholastyk. Nauczano tam katechizmu, umiejętności czytania i pisania, śpiewu, arytmetyki oraz łaciny, która wówczas była językiem powszechnie używanym. W każdej szkole obowiązywała ścisła dyscyplina, naruszenie jej zasad było zagrożone karami cielesnymi.


    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #8 dnia: 26 Sierpień, 2017, 16:35:10 »
    Wierzenia pogańskie

    Wierzenia i obrzędy starosłowiańskie

    Polowanie Większość dawnych wierzeń i obrzędów ludowych wywodzi się z kultury dawnych słowian. Mało jest jednak źródeł historycznych.  Słowianie pisali na nietrwałych drewnianych tabliczkach, nie budowali również świątyń, gdyż obrzędy religijne sprawowane były pod gołym niebem. Ponadto po przyjęciu chrześcijaństwa  to skutecznie zwalczało,  zarówno własnymi środkami jak i poprzez różne zakazy władców świeckich, wierzenia, obrzędy i pomniki dawnej kultury - jako pogańskie. Pozostałe włączono do obrzędów chrześcijańskich. Nasi przodkowie byli poganami, co nie było wyrażeniem pejoratywnym, gdyż pochodzi od greckiego "zwyczaj" i "etniczny". Dopiero chrześcijaństwo nadało temu słowu negatywny charakter. Pogaństwo to " wiara plemienna ludzi związanych wspólnym zwyczajem i wspólnotą pochodzenia".
    Religie etniczne tworzą się w sposób żywiołowy i naturalny i towarzyszy im mocne poczucie własnej tożsamości i odrębności; powstają z reguły na jednym obszarze etnicznym i nie wychodzą poza jego ramy.
    Podstawą wiary Słowian była harmonia z naturą, życie zgodne z jej rytmem i radowanie się. Przyroda była dla nich mądrością i magią i w niej widzieli boskość. Nie rozumieli wzorców ascezy i umęczania się, lansowanych przez wiarę chrześcijańską.
    Inny charakter mają takie religie jak Chrześcijaństwo czy Islam, które są religiami światowymi, kosmopolitycznymi i mają dużą siłę ekspansji o czym świadczy historia Chrześcijaństwa i Islamu.
    Pierwsze chrześcijaństwo rozwinęło się głównie w Azji Mniejszej i w Afryce. W pierwszych wiekach Rzym był daleką prowincją chrześcijańskiego świata. Jednak po podbojach Afryki przez Arabów, chrześcijaństwo wytępiono a wprowadzono islam. Podobnie czyniło chrześcijaństwo najpierw w Europie a później w czasie podbojów kolonialnych. Religie etniczne nie miały szans przetrwania.

    Słowiańskie święta i obrzędy
     Najważniejsze słowiańskie święta przypadały na okresy równonocy oraz przesilenia letniego i zimowego.
    Święto Jare (wielkiego dnia i wielkiej nocy)- poświęcone narodzinom nowego życia po mroźnej zimie - święto Matki Ziemi. Obchody święta związane były z różnymi obrzędami. Przepędzenie zimy symbolizowało topienie lub palenie słomianej kukły - Marzanny. W przygotowaniach do przyjęcia wiosny porządkowano izbę i obejście, pieczono placki, przynoszono witki wierzbowe z baziami (dzisiejsze palmy) oraz malowano jajka, które były symbolem życia i płodności. W pierwszy dzień święta organizowano barwny korowód i udawano się na święte wzgórze, gdzie ucztowano, tańczono i śpiewano. W drugi dzień święta obmywano się w świętej wodzie, potem przerodziło się w oblewanie wodą, co miało dodać sił witalnych, a  wieczorem udawano się na groby zmarłych zanosząc im jadło. Święto poświęcone było bogu Rodowi.
    Święto Kresu zwane także Nocą Świętojańską (ognia i wody) żywiołów oczyszczających - obchodzone w czasie przesilenia letniego 21-22 czerwiec - pierwszy dzień lata. Najstarsze święto obchodzone  przez plemiona słowiańskie, germańskie i celtyckie - święto Kupały, Sobótka. Obchody rozpoczynano od krzesania ognia i podpalania ognisk wokół których tańczono i przez nie skakano co miało oczyszczać, chronić przed złymi mocami i chorobą. To właśnie w tę noc  puszczano wianki na wodę, które chłopcy wyławiali i łączyli się w pary. W tę noc szukano kwiatu paproci. Święto poświęcone bogu Dadźbóg Swarożycowi.
    Święto plonów- poświęcone tegorocznym zbiorom zbóż 23 wrzesień -pierwszy dzień jesieni. W święto dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Wróżono przyszłość, składano ofiary Świętowidowi, a po modlitwach organizowano rytualne biesiady. Święto poświęcone bogom Perunowi i Dadźbóg Swarożycowi.
    Święto zmarłych (godowe) - poświęcone przodkom 21-22 Grudzień - pierwszy dzień zimy. W święto palono ogniska na cmentarzach by ogrzać zmarłych, organizowano obiaty (uczty ku czci zmarłych) by zmarli nie głodowali, na rozstajach dróg palono "grumadki" - drewniane polana. Święto poświęcone bogu Welesowi.
    Z innych obrzędów opisywane są miedzy innymi:
    Narodziny - kobiety tuż przed porodem wzywały Roda i jego pomocnice Rodzenice, prawdopodobnie duchy przodków, prosząc o pomyślny los dla swojego dziecka. Stare kobiety zaraz po narodzeniu dziecka szykowały posiłek rytualny, z którego część była przeznaczona dla Rodzenic i duchów domowych. Prawdopodobnie również czyniono różne wróżby, starając się odgadnąć przyszłość noworodka.
    Nadanie imienia - gdy rodziło się dziecko, najstarszy w rodzie (lub ojciec) brał je i jego główkę kłaniał na wszystkie cztery strony świata, błogosławił mu i nadawał imię.
    Postrzyżyny - obrzęd dotyczy tylko chłopców. Gdy rodzi się męski potomek, nie można było obcinać mu włosów. Gdy jednak osiągnął wiek 7-12 lat, jego ojciec w wielkim ceremoniale obcinał mu jego długie włosy.
    Pogrzeb - obrzęd polegał na paleniu zwłok na stosie następnie szczątki umieszczano w glinianych naczyniach zwanych popielnicami (pochówek popielnicowy), potem spalone szczątki sypano bezpośrednio  do wykopanego dołu (groby jamowe), również cały stos powstały po ciałopaleniu  zasypywano ziemią i powstawały wtedy kurhany. Ceremonię ciałopalenia zastąpiono grzebaniem dopiero po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Sądzono wówczas, iż nieboszczyk również potrzebuje pożywienia, więc całymi rodzinami chodzono na groby i tam urządzano obiad. Wtedy  również palono świece (ta tradycja utrzymała się do dziś w niezmienionej formie).

    Główni słowiańscy bogowie

    Perun i utożsamiane z nim bóstwa: Świętowid, Rujewit, Jarowit, Jaryło. Bóg gromu, grzmotu i błyskawicy. Słowianie uważali, że jest on panem całego świata. Czczony jako bóg wojny, męstwa i płodności a jego symbolem był dąb. Kult Peruna sprawowano zwykle w dębowym gaju, gdzie pod najstarszym dębem palił się święty ogień pilnowany przez kapłanów. Miejscu uderzenia pioruna przypisywano magiczną moc. Pierwsza wiosenna burza postrzegana była jako akt miłosny Peruna z ziemią.
    Swaróg i Swarożyc oraz utożsamiane - Radogost i Dadżbog. Swaróg to bóg słońca a swarożyc to jego syn - bóg ognia, któremu składano ofiary ze zmarłych. Obrażony mógł zesłać pożar.
    Weles i utożsamiane z nim Trzygłów oraz Trojan. Bóg zjawisk nadprzyrodzonych i zaświatów ale również opiekun zwierząt domowych. Zajmował się również wypasaniem dusz ludzkich na rajskich łąkach; strzegący prasłowiańskiej krainy szczęśliwości Nawi.
    Mokosz to jedyne kobiece bóstwo . Bogini płodności, patronka przędzenia i tkactwa, kojarzona z urodzajną ziemią i deszczem.
    Ponadto występował Strzybóg - góg wiatru i powietrza; Chors - bóg księżyca powiązany z demonami wodnymi i leśnymi oraz z rytmem wegetacji; Siem i Rgieł - pierwszy to opiekun gospodarstwa a drugi opiekun pól; Rod i Rodzanice - juz wspomniane istoty decydujące o losie człowieka tuż po jego urodzinach; Dola to opiekunka ogniska domowego, zapewniająca obfite plony i połowy, utożsamiana ze szczęściem, powodzeniem i dobrobytem. Syn mógł ją odziedziczyć po ojcu.

    Wierzenia w duchy i demony

    W mitach słowiańskich spotykamy wiele duchów i demonów, które  pojawiają się w życiu codziennym, gdzie pomagają lub utrudniają życie. Wyróżniamy kilka rodzajów takich istot:
    Zmory i mary - Mara to dusza człowieka, który zmarł nagłą śmiercią bez rozgrzeszenia. Jej specjalnością było bolesne duszenie śpiących, a szczególnie dziewek. Zmora zaś mogła być duszą zmarłej osoby, ale równie dobrze mogła to być złośliwa dusza żyjącej osoby, która korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile wlezie. Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Zmorami często bywała siódma córka danego małżeństwa. Na "zmorowatość" wskazywać też mogły zrośnięte nad oczyma brwi lub różnokolorowe oczy. Zmora lubiła się w nocy sadowić na piersiach śpiącej osoby i powoli pozbawiać ją tchu. Zmora miała możliwość transformacji w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz a także w przedmioty martwe, jak słomka czy igła. Jeśli zatem Słowianin budził się rankiem z uczuciem, że coś go całą noc gniotło w piersiach i znalazł tam np. śpiącego kota - no to wiadomo zmora! Skuteczną metodą zapobiegania była zmiana pozycji snu - tzn. należało położyć się w łóżku odwrotnie, tam gdzie nogi - głowa. Myliło to większość demonów. Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami.  Ogólnie był to demon dość naprzykrzający się ale łatwy do okpienia i zasadniczo nieszkodliwy.
    Inkub i sukkub, czyli demon objawiający się pod postacią mężczyzny lub kobiety i kochający się ze swą ofiarą, czasem za jej zgodą, czasem bez, czasem na jawie, czasem (częściej) we śnie. Jeśli jakaś dziewka w czasie snu stękała i miotała się po łóżku to niewątpliwie właśnieDyck -Jupiter jakiś demon się z nią zabawiał. Wskazane było ją szybko zbudzić, bo inaczej mogło się to skończyć ciążą i to wcale nie wyśnioną tylko jak najbardziej rzeczywistą. Zapewne niejedna Słowianka wyłgała się wyjaśnieniem, że ta ciąża to niewątpliwa robota demona.
    Południca - ( żytnia rżana baba, miawka) opiekunka zboża i polnych kwiatów. Był to nader złośliwy i morderczy demon polujący na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu. Zabijał dorosłych (np. kosiarzy czy oraczy pracujących w pełnym słońcu) oraz porywał dzieci bawiące się na skraju pola. Niekiedy zadowalał się tylko pozbawieniem ofiary na jakiś czas przytomności lub zesłaniem potężnego bólu głowy. Przedstawiano go pod postacią odzianej na biało kobiety o surowej bladej twarzy. Jeśli w bezwietrzny dzień łany zbożna nagle zaczynały falować to było jasne, że południca jest tuż tuż. Południce spotykano czasami tańczące w kręgach, kto się w taki krąg dostał nie było ratunku. Szczególnie lubiła przebywać wśród łanów żyta. Nie było przeciw niej obrony - należało po prostu w okolicy południa unikać Dziwożona lub mamuna przebywania na polu a już szczególnie drzemki na polu. Śpiący był bowiem szczególnie pożądaną ofiarą. Południca nie lubiła cienia, więc dobrze było  przesiedzieć południe w cieniu drzew - tam demon nie miał dostępu. Męską odmianą był Polewik przebywający głównie wśród łanów pszenicy.
    Mamuna, ( boginka, dziwożony). Demony te przedstawiano w postaci bardzo szpetnych kobiet, chudych, owłosionych na całym ciele, piersiami tak zwisającymi, że niekiedy dla wygody demon przerzucał je sobie przez ramię lub mógł prac nimi, zamiast kijanki, swoją bieliznę. Mamuny specjalizowały się w szkodzeniu położnicom i ich świeżo narodzonym dzieciom, zsyłając na nie nagłe gorączki i inne choroby.  Zamieniały również niemowlęta - w miejsce dziecka podkładają bliźniaczo podobne niemowlę, będące jednak dzieckiem czarownicy i demona. Niemowlę takie po wyrośnięciu stawało się zwykle złoczyńcą i czyniło wiele złego, zaś w dzieciństwie już charakteryzowało się wielką złośliwością i paskudnym charakterem. Np. wyjadło wszystko z garów, szczało do mleka by skwaśniało, itp. Mamuny szkodziły nawet przyszłym matkom, tzn. kobietom w ciąży, zsyłając im koszmarne sny oraz zmuszając do wymiotów, tudzież sprawiając, że puchną im nogi itp. Na szczęście można było przeciwdziałać ich zakusom. Należało mieć przy sobie coś metalowego i ostrego, np. szpilkę lub agrafkę. W czasie porodu należało zwiększyć kaliber amuletu i pod łóżko wkładało się duży nóż lub nawet pług. Dzieciom zaś należało przywiązać do ręki czerwoną wstążeczkę lub chociaż czerwoną nitkę. Skutecznie chroniło to przed podmianą. Mamuny potrafiły też zabrać dopiero co urodzonemu dziecku cień, co sprawiało że dziecko wyrastało na przygłupa lub szaleńca.
    Wilkołak Wilkołak - był to człowiek, który potrafił się w określonym czasie (np. pełnia księżyca) przekształcić w wilka. Był wtedy groźny dla innych ludzi i zwierząt domowych, gdyż atakował je w morderczym szale. Po powrocie do ludzkiej postaci nie pamiętał niczego, co czynił w wilczej skórze. Niekiedy nawet człowiek taki nie wiedział, że jest wilkołakiem. Skuteczną metodą obrony przed wilkołakiem było mieć przy sobie coś srebrnego, gdyż stwór ten nienawidził srebra. Wilkołaka, gdy zmienił się w wilka, nie można było zranić żadną klasyczną bronią. No chyba, że użyto np. srebrnej kuli czy takiego ostrza. Taka broń powodowała natychmiastowe przerwanie przemiany w wilka i powrót do ludzkiej postaci. Osobę, o której wiedziano, że jest wilkołakiem, dobrze było pętać przy pełni księżyca srebrnym lub ostatecznie metalowym łańcuchem. Uniemożliwiało mu to transformację w wilka. Wilkołakiem stawał się również człowiek ugryziony przez wilkołaka.
    Wampir, Wąpierz - to zmarły żywiący się krwią śmiertelnych. Mówiąc dokładniej jest to ciało ożywione przez demona. Wywodzi się z dusz samobójców, zmarłych na zarazę, mających dwa serca, znachorów, czarowników i czarownic. Nienawidzi światła słonecznego i dnia, ponieważ słońce jest dla niego zabójcze. Noce spędza w grobie lub w lochach, noce schodzą mu na polowaniach na ludzi. Wbrew potocznym opiniom jego jednorazowe ukąszenie nie zaraża ukąszonego wampiryzmem - inaczej szybko cała ludzkość przekształciłaby się w wampiry. Wampiry uwielbiają wysysać krew ze śpiących ludzi, którzy nawet nie są tego świadomi. Objawami działania wampira jest tylko coraz większe osłabienie, bladość i pot na czole po obudzeniu, oraz koszmarne sny i stałe uczucie wielkiego zmęczenia. Wampiry nie lubią czosnku i cebuli, stąd dobrze jest mieć w domu nieco tych warzyw. Wskazane jest ich spożywanie. Wampira można też skutecznie odstraszyć wbijając nóż w jego cień. Demony te mogą przybierać też postać nietoperzy. Wampiry w swym demonim wcieleniu są wrażliwe na srebro, które je odstrasza ale nie unicestwia. Można natomiast unicestwić ciało, w którym przebywa demon, przebijając spoczywające w grobie zwłoki drewnianym (najlepiej osikowy) kołkiem. Wskazane też jest odcięcie trupowi głowy i włożenie jej między nogi.
    Latawiec to duch powietrzny, który był widoczny w postaci spadającej gwiazdy. Latawiec, gdy wypatrzył sobie piękna kobietę czy dziewoje wiejską zrywał ogniwo złote, którym był przykuty do nieba i rzucał się w dół a w przelocie świecił jak gwiazda; im bliżej ziemi tracił blask, odpadały mu skrzydła i przybierał postać pięknego młodzieńca. Kobieta zakochana od pierwszej chwili, zrywała więzy z otoczeniem, usychała z miłości i tęsknoty i wkrótce umierała.
    Latawica, Latawica - to zwykle dusze wisielców i straconych złoczyńców. Demony te miały pieczę nad zjawiskami atmosferycznymi. Osobliwie gustowały w wirach i trąbach powietrznych. Naturalnie ze szkodą dla ludzi. Demony te były z gatunku złośliwych ale w sumie mało groźnych. Co więcej można je było "obłaskawiać" za pomocą specjalnych zaklęć czy modlitw albo obfitego poczęstunku i wtedy demon taki wręcz sprzyjał wybranym ludziom. Dość często bywał to młynarz, któremu latawica dmuchała odpowiednio w skrzydła wiatraka, jednocześnie zabierając wiatr konkurencji.
    Topielice ( utopce, wodniki, topce itp.) to ludzie, którzy popełnili samobójstwo poprzez utopienie się, lub też zostali utopieni (np. wyrodna matka topiła świeżo urodzone dziecko). Także płody kobiet, które utonęły będąc w ciąży stawały się wodnikami. Demony te zwykle zachowywały postać jaką miały w momencie śmierci ale można je było łatwo pozna po nienaturalnie dużej lub małej głowie, cienkich, wręcz pajęczych, nogach, takoż zielonych włosach.  A już na pewno zawsze miały wilgotne ubranie, z którego sączyły się strumyki wody. Utopiec jak sama nazwa wskazuje zajmował się głównie topieniem nieostrożnych pływaków. Bardzo nie lubił gdy ktoś przeszkadzał mu w tym zajęciu, więc często zdarzało się, że topił nie tylko tego, kogo chciał, ale i tego, który ruszył mu na pomoc. Zasadniczo przed utopcami nie było skutecznej obrony, więc najlepiej było nie wchodzić im w drogę.
    Wierzono również, że jeżeli utonęła matka, zostawiwszy niemowlę przy piersi, to gdy przyniesiono dziecię po zachodzie słońca na brzeg wody, wypływała i karmiła je.
    Rusałki były przeciwieństwem utopców. Rusałkami były zwykle piękne młode dziewczyny, które się utopiły z powodu nieodwzajemnionej miłości lub wskutek porzucenia ich przez niewiernych kochanków. Lubiły stroić się w wieńce z kwiatów i powłóczyste białe szaty, ale też często preferowały absolutną nagość. Rusałki bywały Nimfy wodne - H.Siemiradzki niebezpieczne dla mężczyzn, których to wabiły pięknym śpiewem (i ciałem). Mężczyzna zwabiony przez rusałki tonął w ich ramionach i wodzie.
    Lasowik - duch lasu, będący najczęściej duchem pustelnika lub człowieka nagle zmarłego w lesie, troszczący się o jelenie, wilki, niedźwiedzie i zające. Pasterze zawierali z nim umowę, przynosząc mu ofiary, by stado było bezpieczne od dzikiego zwierza. Lasowika można było poznać po tym, że nie miał cienia i lubił plątać człowiekowi drogę w lesie. Celem uniknięcia Lasowika należało założyć ubranie na lewą stronę lub tyłem na przód. Niekiedy uważano, że ma żonę lesowicę (Babę Jagę) i dzieci - leszanki.
    Strzyga wywodziła się głównie z dusz wcześnie zmarłych, nieślubnych dzieci, malców, którzy urodzili się z zębami, Którzy mieli dwa serca lub siódmy z kolei potomek tej samej płci danego małżeństwa. Był to demon o wielkich sowich skrzydłach i ostrych pazurach ale mógł przybrać postać zwykłej sowy. Nocami nachodziła ludzkie siedziby, by wypijać krew ludzi bądź domowych zwierząt. Aby pozbyć się strzygi należało odnalęźć ciało dziecka z którego się wylęgło , a następnie, jak w przypadku wampira, przebić serce osikowym kołkiem, obciąć głowę i ułożyć ją między nogami, najlepiej twarzą do ziemi.
    W niektórych wierzeniach strzyga nie szkodziła niczym innym ludziom jak tylko tym, że wróżyła niechybną śmierć, gdzie na dachu zakwiliła.
    Płanetnik (chmurnik, obłocznik) i gradownik, demony chmur deszczowych, burzowych i gradowych. Strzelali piorunami do dusz nie ochrzczonych dzieci, sterowali chmurami,  czerpali wodę z rzek za pomocą tęczy. Celem odpędzenia ulewy układano przed domami widły, pogrzebacze, miotły, bądź dzwoniono w blachę lub dzwony. Z kolei w celu przyspieszenia opadów, po polach dotkniętych suszą oprowadzano nagą dziewicę oblewając ją wodą i wabiąc w ten sposób chmurnika.
    Ogniki, Swietliki utożsamiano z duchami zmarłych pokutujących, które na moczarach wiodły ludzi na manowce ale niekiedy wskazywały im właściwą drogę.
    Licho – postać z wierzeń dawnych Słowian, zły demon personifikujący nieszczęście, zły los i choroby.
    Licho miało rzadko ukazywać się ludziom. Gdy już to czyniło, przybierało postać przeraźliwie wychudzonej kobiety z jednym okiem. Licho wędrowało po świecie w poszukiwaniu miejsc, w których ludzie żyją szczęśliwie. Zazwyczaj podpalało budynki, zsyłało głód, biedę i choroby, po czym odchodziło. Czasem zatrzymywało się jednak wśród ludzi na dłużej. Męczyło wówczas gospodarzy, m.in. nastając na ich życie, wyrywając szczeble z drabiny bądź obluzowując ostrza siekier. Szeptało też ludziom do ucha złe myśli, zsyłało zarazę na owoce i warzywa, nękało zwierzęta hodowlane, niszczyło dobytek. Przed lichem nie można było się uchronić, jedynym sposobem było cierpliwe znoszenie go i oczekiwanie aż odejdzie.
    W mowie potocznej do dnia dzisiejszego istnieją stwierdzenia związane z postacią licha, takie jak: licho nie śpi, pal licho, licho wzięło, gdzieś go licho niesie, do licha, licho wie,"licho przywiało."

    Ludki (łuż. ludki lub lutki, niem. Luttchen) – w wierzeniach Łużyczan utożsamiane z duszami przodków demony ziemne lub domowe, pokrewne krasnoludkom.
    Wyobrażano je sobie pod postacią malutkich istot z brodami, odzianych na czerwono lub biało[2]. Zamieszkiwały jaskinie pod górami i pagórkami, stąd często wzniesienia takie nazywano ludkowymi górami. Uciekały przed dźwiękiem dzwonów kościelnych[1]. Uważano je za istoty przyjazne ludziom, odwiedzające ludzkie domostwa celem pożyczenia naczyń, które zawsze oddawały zostawiając w podzięce jakiś mały podarek
    Uboże, ubożę, często uboża, ubożęta, bożęta – postać z wierzeń, zwana także Krasnoludkiem, podziomkiem, skrzatem, domownikiem. Opiekuńczy duch domowy, zapewniający dostatek, często wywodzony od dusz zmarłych przodków. Ubożęciu zostawiano resztki z obiadu, zwłaszcza w czwartek.
    Ubożę było traktowane przez mieszkańców domu jak członek rodziny, należało pamiętać o zostawieniu dla niego pożywienia. Podczas zmiany mieszkania proszono ubożę, by przeniosło się wraz z gospodarzami do nowego domu. Ubożę zaniedbane mogło mścić się na gospodarzach (np. tłukąc talerze, strasząc mieszkańców, bijąc dzieci) lub wyprowadzając się z chałupy. Mogło też zesłać złe moce, zmory i strzygi. Ubożę mieszkało za piecem, pod progiem lub też na strychu, w mysich norach czy zakamarkach kuźni lub stajni. Przybierało postać ubranego po chłopsku małego dziadka z długimi siwymi włosami i bujną brodą. Mogło też przybierać postaci kota, psa, węża lub szczura.
    Dydko, didko, ditko, dytko, dydo – nadprzyrodzona istota z polńskiego folkloru, pierwotnie demon z wierzeń słowiańskich, później zdegradowany do roli straszydła. Dydko był jednym z duchów opiekuńczych domu, po chrystianizacji zdegradowano go do roli diabła, zwłaszcza leśnego, ostatecznie zaś do roli nocnego straszydła, którym straszono dzieci.
    Dydka wyobrażano sobie jako niezgrabną postać z wielką głową, zazwyczaj na słomianych nogach podobnych do pajęczych odnóży. Według późniejszych wierzeń dydko miał się pokazywać w zwierciadle pannom spędzającym za dużo czasu przed lustrem.
    Psotniki - także duchy opiekuńcze, jednakże w odróżnieniu od ubożąt czasem psociły, plącząc wełnę, zaplatając koniom i grzywy, ludziom włosy, siusiając do mleka, prując zaczętą przez gospodynię robotę. Gdy rozrabiały na odsiecz ruszały właśnie ubożęta, tocząc małe bitwy. Uspokoić Psotniki można częstując je czymś słodkim, zwłaszcza miodem. Psotnik bywa mylony z Morą, końskim demonem, który zakradał się nocami do stajni, mierzwił koniom grzywy i ogony, straszył je, ujeżdżał po stajni, poddusza i ogólnie męczył zwierzęta.
    Psotniki przedstawiane są jako małe, człekopodobne istoty, tyle że z nieproporcjonalnie dużymi głowami, uszami i stopami.

     
    Słowiańskie czarownice

    Cioty mieszkały zwykle w lasach (unikały wścibskich oczu), ale jeśli im się chłop spodobał to przyjmowały postać piękną i uwiódłszy swego wybranka, mieszkały z nim we wsi i nikt ich od zwyczajnej dziewczyny odróżnić nie umiał. Głównym zajęciem Ciot było leczenie okolicznej ludności. Odbywało się to następująco:
    Ciota odurzała się mieszaniną wywarów z Bielunia (datury) i muchomora czerwonego, (obie rośliny są halucynogenne, ale dosyć toksyczne, więc pewnie znały jakąś odtrutkę). W tym transie mogły zobaczyć co dolega choremu i jakie są środki zaradcze na jego przypadłość. Ponadto wróżyły i za opłatą mogły przepowiadać przyszłość.
    Jednak poza leczeniem i wróżeniem były Cioty dość kapryśne, i z byle powodu mogły sprowadzić nieszczęście. Uroki czyniły na nabiale i drobiu, i zdrowych czyniły chorymi. więc lepiej było się im bez potrzeby nie naprzykrzać. Kiedy zaczarowały jedzenie, wtenczas zdradzały to ogień lub kipiąca woda.
    Aby się przed ich urokami uchronić, trzeba było na przykład odwrócić garnek uchem do ognia. Miało to taką siłę, że czarownica musiała przyjść do tegoż domu, gdzie chciała czynić zło. Wtedy pierwszą kobietę, która otworzyła tylko drzwi, uznawano za czarownicę. Aby odpędzić czarownice od domu, przybijano na progu podkowę; czarownice bały się ponadto ziół zbieranych podczas sobótkowej nocy.
    Moc czarownic wzrastała szczególnie podczas zaćmienia słońca i księżyca, a także w dniach przesileń słońca - latem i zimą.
    Wiła była opiekunką magii i czarownic. Zapewne dlatego, że zajmowała się białą magią, nie wyglądała staro, brzydko i szkaradnie jak najczęściej widziano czarownice. Wiła miała skrzydła i szybko przenosiła się z miejsca na miejsce. Nie miała litości dla karanych przez bogów, chociaż niekiedy zdradzała im wyroki piekieł. Adam Mickiewicz tak pisał o niej  :
    "Wila jest coś na kształt jeniuszów, gnomów sylfów. Łączy w sobie własności tych wszystkich tworów fantazji. Poeci wyobrażają sobie ją zawsze jako dziewicę cudnej piękności. Unosi się ona w powietrzu; ugania się za obłokami. Niebezpiecznie jest spotkać się z nią, a tym bardziej przerwać jej mitrygę (zabawę). Niekiedy udziela dobrych rad podróżnym; częściej jednak zwodzić ich zwykła."
    Inne wierzenia
    Bocian. Wróżba na podstawie obserwacji bociana jest nadal powszechna, nawet wśród mieszczuchów. Jeżeli pierwszego ptaka spostrzeżemy w powietrzu, to pewne, że tego roku w pracy będzie nam się wiodło i przyleci do nas szczęście; jeżeli będzie stał, na gnieździe lub na łące, wtedy i pomyślność gdzieś się zatrzyma i do nas nie dotrze. Analogicznie dotyczy to młodych ludzi, po zobaczeniu lecącego ptaka panna wyleci z domu w tym roku lub kawaler przyleci; jeżeli ptak stał, to kandydat na męża nie przyjdzie.
    Innym wierzeniem było przekonanie, że tam gdzie gnieździ się bocian przynosi szczęście oraz nigdy nie uderzają pioruny. Wróżby związane z wyrzucaniem jaja lub pisklęcia mówiły, że jeżeli bocian wyrzucał z gniazda jajo będzie urodzajny rok i odwrotnie w przypadku wyrzucenia pisklęcia. Gdy ptaki w czasie wychowywania piskląt znosiły materiał na wyściółkę zapowiadało nadchodzące deszcze.
    Bocian miał również zastosowanie w medycynie. Zielnik z 1534 r wymienia:
    - kto młodego bociana zje, temu oczy do roku ciec nie będą ani boleć,
    - pępek bociani (żołądek) przeciw każdemu jadowi  pomaga,
    - gnój bociani z wodą pijąc, na wielką niemoc pomaga.
    Z innych przekazów wynika, że smarowanie głowy bocianim sadłem pomagało leczyć kołtun; wnętrzności jego podane jako potrawa były lekarstwem na moczyska i zapalenie nerek; mięso miało być skuteczne w porażeniach i udarze.
    Najbardziej rozpowszechnionym wierzeniem było jednak przypisywanie bocianom przynoszenia dzieci.
    Zorza polarna zwiastowała krwawe bitwy i wojny, tak starsi ludzie na wsi interpretowali to zjawisko jeszcze po II wojnie światowej.
    Sowa, jej głos w nocy zwiastował śmierć. Nazwa sowa - zowa ptak zowiący , pójdźka. Podobne znaczenie przypisywano również wyciu nocami psów.

    Wierzenia nordyckie

    Powstanie świata

    Na początku była wielka pustka, zwana Ginungagap, czyli niezgłębiona przepaść. Na północ od niej znajdowała się zimna i ponura kraina zwana Niflheim, w której było źródło Hwergelmir, dające życie jedenastu rzekom o jednakowej nazwie: Eliwagar, woda tych rzek im dalej odpłynęła od źródła gromadziła trujące osady, twardniejące i zmieniające się w lód, który z czasem pokrył całą pustkę Ginungagap.

    W zaczątkach świata za czasów Ymira
    Ni piasku, ni morza, ni chłodnych bałwanów,
    Nie było ziemi i nie było niebios
    Ni traw nie było — lecz czeluść otchłani.



    Na południu zaś leżał Muspellheim, kraina diametralnie różna, gdzie panowały płomienie i żar oraz niezmiernie wysokie temperatury.

    Teraz zimno zakryło najbardziej na północ wysunięty kraniec Ginungagap, gdyż południe wciąż było ogrzewane żarem południa. Lód w zetknięciu z ciepłem począł się topić dając życie. Krople stopionego lodu utworzyły ciało olbrzyma Ymira (Imira), praojca olbrzymów lodu, pierwsza para wyrosła spod pach Ymira, kiedy ten spocił się we śnie. Dwie nogi olbrzyma spłodziły zaś syna.

    Inne krople utworzyły Audumlę, krowę, z której wymion płynęły cztery mleczne rzeki, odtąd żywiące Ymira. Sama krowa żywiła się szronem zlizanym z kamieni. Pierwszego dnia, gdy lizała taki kamień wyłoniły się włosy, drugiego dnia wyłoniła się głowa, a pod koniec trzeciego dnia powstał człowiek. Człowiek ów był wielkiej postury, silny i przystojny, a zwał się Buri. Miał syna, którego nazwał Borr, a ten z kolei poślubił Bestlę, córkę olbrzyma lodu Bolthorna. Z małżeństwa tego było trzech synów: Odyn, Wili i We, którzy to z biegiem czasu uknuli podstępny plan zabicia Ymira. Gdy ten padł, z jego ran wyciekła krew topiąc wszystkie olbrzymy, za wyjątkiem Bergelmira, który po swojej ucieczce dał początek nowej rasie gigantów.

    Odyn wraz z braćmi stworzyli świat z Ymira. Zanosząc go na środek Ginungagap, z jego ciała stworzyli ziemię, z jego kości powstały skały, a z zębów i innych potrzaskanych kości żwir i kamienie, z krwi zaś jego powstały rzeki, jeziora i morza. Czaszka olbrzyma stała się sklepieniem niebieskim, które trzymane było przez cztery karły o imionach Nodri, Sudri, Austri, Westri, postacie te symbolizowały kierunki świata, odpowiednio północ, południe, wschód, zachód. Z włosów Ymira powstała flora, zaś z jego mózgu bogowie utworzyli chmury.

    Bracia rozrzucili iskry zabrane z Muspellheimu po całym niebie otaczającym ziemie z góry i z dołu, gdyż ta była okrągła, tworząc tym samym stojące w miejscu lub poruszające się gwiazdy. W głębi lądu znajdował się Midgard, świat ludzi, został on odgrodzony od reszty płotem z rzęs Ymira. Bogowie obmyślili też cały kalendarz, ustalając cykl dnia i nocy, upływ dni, tygodni, miesięcy i pór roku. Pomogła im w tym pewna olbrzymka, której imię znaczyło noc, jeden z jej trzech mężów — Delling spłodził z nią syna zwanego Dniem, który wdał się swoim wyglądem w ojca, będąc świetlistym, jasnowłosym chłopcem. Dzień i Noc zostali umieszczeni przez Odyna w rydwanach sunących po niebie. Nocny rydwan ciągnął koń Hrimfaksi (Szronogrzywy), z którego pyska leciała piana opadająca w postaci rosy, wóz dnia natomiast ciągnął koń Skinfaksi (Lśniącogrzywy), którego grzywa rozświetlała niebo i ziemię.

    Przyszła również kolej na stworzenie ludzi. Pewnego dnia Odyn wraz z braćmi przechadzając się po wybrzeżu natknął się na dwa pnie drzew, z których wystrugali mężczyznę imieniem Ask („Jesion") oraz kobietę o imieniu Embla (prawdopodobnie „Winorośl"). Odyn tchnął w nich życie, Wili dał świadomość i ruch, a We twarz, słuch, mowę i wzrok. Dwoje ludzi stało się prarodzicami wszystkich ludzi zamieszkujących Midgard.

    Mundilfari, bardzo zarozumiały człowiek dał swoim dzieciom imiona Sol i Mani (Słońce i Księżyc) rozwścieczając tym samym bogów, którzy uczynili z dzieci jeźdźców prowadzących niebiańskie rydwany. Słońce i księżyc musiały prowadzić bardzo szybko, gdyż Sol ścigana była przez Skölla, Mani zaś przez Hatiego Hrodowitnissona — wilki, które według przepowiedni miały połknąć swoje ofiary w dniu Ragnarök.

    Najprawdopodobniej ówczesne wyobrażenie powstania świata powstało w wyniku obcowania Normanów z przyrodą Islandii, wyspy zimnej, a zarazem gorącej, bo pełnej tryskających gejzerów i potoków lawy dobywających się z licznych wulkanów.


    Yggdrasil - czyli dosłownie „koń Yggra", który należał do Odyna, a jednym z jego imion było „Yggr", czyli „Straszliwy". — pod tą nazwą kryje się drzewo, a konkretnie jesion będący osią świata w mitologii germańskiej. Znajdowało się na nim dziewięć różnych światów połączonych ze sobą przez konary.

    Wikingowie wierzyli, że wszystkie światy umiejscowione są na 3 głównych poziomach. Na niebie znajdował się Asgard, Wanaheim oraz Alfheim — krainy bogów oraz dobrych jasnowłosych Alfów. W środku znajdowały się Midgard — świat ludzi, oraz trzy krainy olbrzymów: Jötunnheim, Muspellheim, Hrimthursheim. Pod ziemią zaś był Svartalfheim — świat krasnoludów. Na najniższym poziomie znajdował się Niflheim, królestwo umarłych władane przez córkę Lokiego, Hel.
    IV. Panteon bogów skandynawskich

    W mitologii skandynawskiej pojawiają się dwa boskie rody, liczniejszy ród Asów, żyjący w Asgardzie oraz ród Wanów, zamieszkujący Wanaheim. Asowie byli bardzo podobni do ludzi, miłowali się w ucztowaniu i pijatykach, byli bogami wojny. Ich świat był również podobny do Midgardu, miejsca gdzie żyli ludzie. Asom przewodził Odyn oraz Thor. Wanowie to ród spokojniejszy, w jego skład wchodzą bogowie płodności i urodzaju.

    Asowie i pokrewni:

    Odyn - władca bogów i ludzi, zwany również ojcem wszechrzeczy (Alfödr, Alfadhir) oraz opiekunem poległych (Walfödr), bogiem wisielców (Hangagod), więźniów (Haptagod) i przewoźników (Farmagod), sam często określał się jako Harr (wysoki), Swipall (kapryśny), Hnikarr (ognisty), Grimr (w masce), Glapswidir (zręczny sztukmistrz), Sigfodr (ojciec zwycięstwa), Blindi (ślepy), Baleygr (fałszywo patrzący), Gondlir (ten z magiczną laską), Widurr (niszczyciel), Yggr (przerażający). Snorri Sturlusson wymienił łącznie 49 imion Odyna. Bóg ten to skandynawski odpowiednik zachodniogermańskiego Wodana (zwanego też Wotan, Wuotan) i anglosaskiego Wodena.

    Główny bóg Asów, ich władca, patron wojny, zwycięstwa, poległych w boju bohaterów, poezji, rolnictwa, zasiewów, mądrości, mag oraz mistrz czarów. Za cenę utraty oka wypił wodę ze źródła Mimira, co uczyniło go najmądrzejszym z bogów. Wyobrażany jako jednooki, potężny starzec przywdziany w błękitny płaszcz, kapelusz z szerokim rondem, który kładzie cień na część twarzy i oko, z kijem w ręku. Uważany jest za wynalazcę znaków runicznych i magii runicznej, co czyni go patronem poetów. Poezja nosiła miano daru, wynalazku, zdobyczy, napoju Odyna (miód poezji — czyli po prostu miód pitny, wierzono, że po jego wypiciu słowa same wchodziły w usta poety). Bóg ten zamieszkiwał Gladsheim, jego pałacem w Asgardzie była Walhalla. Odyn był synem Borra, bratem We i Wiliego, jego żoną była Frigg, a także Freja i Jord. Należały do niego dwa kruki — Huginn (Pamięć) Muninn (Myśl), które przynosiły mu wieści z ziemi, ośmionogi rumak Sleipnir (spłodzony przez Lokiego), wilki Geri i Freki. Własność Odyna stanowiły okręty Skidbladnir i Naglfar, niechybiająca włócznia Gungnir, pierścień Draupnir, tron Hlidskjalf (z którego to można było obserwować cały świat). W dniu ostatecznej walki bogów Odyn miał zostać pożarty przez Fenrira. Środa jest dniem Odyna w języku angielskim (Wednesday), a także w duńskim, norweskim i szwedzkim (onsdag).

    Thor - pierworodny syn Odyna, władca piorunów; zwany też Thórr. Jeden z ważniejszych bogów skandynawskich, jak również najbardziej poważany i lubiany przez ludzi — wnioskujemy to po występowaniu jego imienia jako członu w nazwach geograficznych np. Thorsnes, Thorshofn na Islandii, czy Thorsberg, Thorsey w Norwegii oraz imionach skandynawskich zarówno męskich jak i żeńskich: Thorkel, Thorir, Thorgrim, Thorbjorn — ty tylko jedne z wielu. Jego atrybuty to Młot Mjölnir, Pas i Żelazne Rękawice. Władał piorunami, patronował domowi, rodzinie, urodzajom, trzodzie. Jego żoną była wieśniaczka Sif, symbolizująca Ziemię. Przez plamiona germańskie czczony był jako Donar, a przez Sasów pod imieniem Thunera. Germanie nadali czwartkowi imię Thora - „donnerstag", podobnie uczynili Anglicy — „thursday" i Duńczycy, Norwegowie oraz Szwedzi — „torsdag". Młot Thora zasługuje na szczególną uwagę ze względu na jego znaczenie i magiczne atrybuty, był bronią, która siała postrach wśród wszystkich istot żywych, a zwłaszcza olbrzymów, których Thor jak i wszyscy bogowie nienawidzili i pragnęli za wszelką cenę zabić. Mjölnir noszony był przez Wikingów w postaci amuletu mającego charakter ochronny.

    Modi i Magni — dwaj synowie Thora i olbrzymki Jarnsaksy.

    Jord — bogini ziemi, matka Thora.

    Tyr - syn Odyna,; inaczej Tiu, Thingsus. Bóg wojny, prawa, ćwiczeń atletycznych, sprawiedliwości. Pozbawiony jednej ręki (odgryzł mu ją Fenrir — Tyr był jedynym z bogów, który nie bał się podejść do Fenrira). Przypuszcza się, iż składano mu ofiary z ludzi. Germanowie nadali wtorkowi imię Tyra: niemiecki „dienstag", angielski „tuesday", duński „tirsdag". Wierzono, że Tyr przynosi pomyślność w bitwie, to właśnie on decydował o rezultacie walki. Według Snorriego, często mówiono o mądrych „mądry jak Tyr". Wielu wojowników swój nowo-wykuty oręż zdobiło runami i dwukrotnie wzywało Tyra by poświęcić broń.

    Baldur — syn Odyna i Frigg; występuje również jako Baldr lub Balder. Potomek Odyna, patron słońca letniego i światła. Był skandynawskim odpowiednikiem Apolla, ulubieńcem zarówno bogów jak i ludzi — według Snorriego słońce świeciło dla niego. Jego życiu zagrażała śmierć, by go przed nią uchronić jego matka kazała przysiąc wszystkim rzeczom, iż nie uczynią mu krzywdy. W roztargnieniu zapomniała jednak o jemiole. Według jednej z legend Loki nakłonił ślepego Hödura, by ten cisnął w Baldura gałęzią tej rośliny, co spowodowało śmierć boga światła. Inna wersja mitu głosi, iż między Hödurem a Baldurem nawiązała się rywalizacja o przepiękną Nannę. Ślepy bóg zdobywa miecz Miming lub Misteleinn (co oznacza „jemioła"), któremu nikt nie mógł się oprzeć i zabija Baldura. Wydarzenie to wstrząsnęło bogami i zostało odczytane jako zapowiedź ich zmierzchu, czyli dnia Ragnarök.

    Nanna - małżonka Baldura; z rozpaczy po śmierci męża rzuciła się na stos pogrzebowy i spłonęła wraz z jego ciałem.

    Forseti — syn Nanny i Baldura, bóg sprawiedliwości.

    Bragi - bóg pieśni, poezji, wymowy. Potomek Odyna i Frigg, jego żoną była Iduna. Przedstawiany był jako starzec z długą i siwą brodą. Wspólnie z Hermoderem witali i przyjmowali w Walhalli poległych w boju wojowników. Z postacią Bragiego wiążą się dwa określenia: „Opowieść Bragiego" — długa, interesująca historia; oraz „Puchar Bragiego" — puchar, który musiał wypić każdy król, który obejmował tron po przodkach.

    Iduna - zwana także Idunn, Ithunn. Żona Bragiego, córka karła Svalda, uosabiała porę roku pomiędzy marcem a wrześniem. Posiadała magiczne, złote jabłka, które przechowywała w Asgardzie. Bogowie spożywali je, by zachować nieśmiertelność i wieczną młodość.

    Widar (Vidar) — patron milczenia, rzekomo dorównujący siłą samemu Thorowi;

    Hermod — syn Odyna, jego poseł;

    Loki — nie wiadomo czy należał do rodu Asów, był jednak początkowo ulubieńcem bogów, a wszystkie jego występki uchodziły mu na sucho, do czasu gdy nie doprowadził do śmierci Baldura. Stał się patronem kłótni i niezgody. Wraz z olbrzymką Angrbodą wydał na świat trzy potworne istoty: wilka Fenrira, węża Midgardu (Jörmunganda) oraz Hel. Nakłonił Hödura, by ten zabił Baldura. Jedna z wielu wiążących się z nim legend głosi, iż dał życie demonom, którym przewodził podczas walki bogów ze złem, czyli zmierzchu bogów. Loki był uosobieniem żywiołu ognia, sam zrodził się z iskry zapalającej poszycie leśne wyspy Laufey. Jego ojcem (wytwarzającym iskrę) był Farbauti.

    Siguna — małżonka Lokiego, znana również jako Sigyn — urodziła synów Narfiego i Waliego (nie mylić z Walim, synem Odyna);

    Wali (Vali) — syn Odyna, strażnik sprawiedliwości; najmłodszy potomek Odyna i olbrzymki Rind. Miał przeżyć zmierzch bogów. Podobnie jak o Widarze, nie wiemy o nim wiele.

    Frigg - żona Odyna, matka bogów. Bogini małżeństwa oraz rodziny.

    Heimdal — bóg światła, strażnik niebios na moście Bifrost (tęczy) — legenda głosi, że stworzył on klasy w społeczeństwie skandynawskim, Jarla — wojownika, Karla — wolnego chłopa i Thralla — niewolnika.

    Hermod — czasem jego imię występuje jako Hermodr. Syn Odyna, boski poseł. Wspólnie z Bragim witał i podejmował w Walhalli zmarłych na polu bitwy. Odbył bezskuteczną podróż do krainy umarłych — Niflheim — by wydobyć stamtąd Baldura. Został zabity przez swojego brata — ślepego Hödura.

    Hödur — zwany też Hedr, Hödr, Hodur, Hoder, Höthur. Władca ciemności, przedstawiany jako ślepy starzec. Przeciwieństwo Baldura, którego za namową Lokiego uśmiercił przy pomocy strzały z jemioły albo miecza. Za ten czyn został zgładzony przez strażnika sprawiedliwości — Waliego.

    Ull - bóg narciarstwa, myślistwa i łucznictwa. Obdarzony wielką urodą. Jest kolejną postacią w mitologii, o której prawie nic nie wiemy.

    Hel - (Hella, Hlle) – w mitologii nordyckiej władczyni krainy zmarłych śmiercią naturalną – Niflheimu (niekiedy utożsamianej z piekłem), personifikacja śmierci, córka boga imieniem Loki i przerażającej olbrzymki Angrbody. Jej braćmi byli wilk Fenrir i wąż Jormungand. Hel według mitów uległa jedynie częściowemu rozkładowi - zachowała twarz i ciało żywej kobiety, natomiast jej nogi były szkieletem. Hel bywa też przedstawiana jako osoba, której połowa ciała była ludzkiego koloru, druga przerażała trupią zgniłogranatową barwą. Siedzibą Hel jest Sleetcold, skąd rządzi duszami zmarłych. Na środku stał stół "głód", na nim spoczywał nóż "łaknienie", a wokół krzątały się sługi "leniuch" i "spóźnialska". Zasiadała na tronie zwanym "Łożem chorych". Była boginią bezlitosną – odmówiła uwolnienia ze swego królestwa zabitego na skutek intrygi Lokiego boga Baldura, mimo że jego brat Hermod osobiście udał się do piekieł, aby ją o to prosić. Hel miała kochanka, boga zimy Ulla, który spędzał z nią kilka miesięcy w roku. Gdy nadejdzie Ragnarok, dusze jej poddanych wyruszą do walki przeciw bogom.

    Hel to także pierwotna nazwa piekła w mitologii nordyckiej. Dostęp do tej krainy wiedzie przez jaskinię o nazwie Gnipahellir i jest strzeżony przez dwugłowego psa o imieniu Garm. Najgłębiej umieszczoną częścią tej krainy jest Nastrond, przedstawiany jako kraina poprzecinana rwącymi strumieniami i rozlanym wokół morzem kwasu i jadu, w którym brodzą najgorsi przestępcy, zdrajcy itp. Tam też mieści się siedziba Nidhogga, potwornego smoka, który zjada korzenie Yggdrasilu, Drzewa Świata.

    Hel ma swoje miejsce kultu także w Polonii. Wznosi się ona na końcu półwyspu zwanego od jej imienia Hel. Mało kto się tam zapuszcza, zaś rybacy i żeglarze wypływający z zatoki zaklinają się, że mijając to miejsce wielokrotnie miast zwyczajnych ogni palonych tam przez cały rok, widzieli zielone płomienie strzelające w niebo.

    Walkirie — były to dziewice, które uzbrojone jeździły po polach bitew na koniach lub wilkach, ewentualnie unosiły się nad nimi jako drapieżne ptaki. Ich obecność była zwiastunem śmierci wojowników. Walkirie wynajdowały wśród poległych bohaterów i przyprowadzały ich na uczty Odyna w Walhalli, gdzie podawały do stołów. Imiona najbardziej znanych Walkirii to: Brunhilda, Hildr, Gudr, Herfjöturr, Hlökk. Oznaczały one „walkę" i „okowy wojny". Słowo to oznacza „wybierająca poległych".

    Wannowie:

    Aegir — bóg oceanów i morskich głębi. Czczony przez żeglarzy. Wraz ze swoją żoną Ran trzymali się z dala od pozostałych bogów. Jego żona przyjmowała do swego domu tych, którzy utonęli w morzu.

    Njord (Njörd) — syn Aegira, władca wód przybrzeżnych oraz wiatrów i fal, bóg płodności. Prawdopodobnie jeden z najważniejszych bogów. Ojciec Freya i Freyi. Pod koniec okresu wikingów jego znaczenie zmalało na korzyść Freya. Mąż olbrzymki Skadi. Modlono się do niego prosząc o urodzaj i bogactwo, a także o dobry połów.

    Skadi — bogini gór, miała pomścić swego ojca Thjaziego, który to ukradł Asom złote jabłka. Asowie by zawrzeć pokój pozwolili jej wybrać męża spośród wszystkich bogów oglądając tylko ich stopy. Skadi chciała trafić na Baldura, jednak trafiła Njorda.

    Frey (Frej) — syn Njorda, główny bóg urodzaju rozdający deszcz i światło, ustalał wielkość plonów, a także czuwał nad liczebnością populacji. Symbolizował męską potencję. Składano mu ofiary z koni.

    Freya (Freja) — bliźniacza siostra Freja, złotowłosa bogini miłości i płodności, kierowała popędem seksualnym. Czasami jednak łączona również z wojną i śmiercią. Doskonale władała magią, mogła zmieniać się w ptaka. Była najpiękniejszą w całym boskim rodzie, budziła pożądanie wśród wszystkich stworzeń. To ona była przyczyną, dla której olbrzymy atakowały Asgard. [ 1 ]

    Ragnarök — Przeznaczenie Bogów

    W mitologii skandynawskiej panowało silne przeświadczenie predestynacji świata. Wszystko było już zaplanowane i nie można było zmienić przyszłości. Stąd też bardzo charakterystyczne podejście do życia wśród ówczesnych społeczności nordyckich. Śmierć była czymś pewnym i nie można było jej zapobiec, jedyne co dało się zrobić to umrzeć w chwale, dlatego najbardziej ceniono sobie wojowników odważnych i nie znających żadnego strachu — umierających z uśmiechem. Tylko o takich pamiętano. Śmierć dotyczyła również bogów, którzy znali swe przeznaczenie bardzo dobrze, ciągle przygotowując się do ostatecznej walki, która i tak miała być przegraną.

    Ragnarök składa się z dwóch członów, ragna, czyli rządzących, bogów oraz drugi rök oznaczający przeznaczenie, los. Początkowo błędnie tłumaczono drugi człon myląc ze skandynawskim rokkr, czyli zmierzch. Stąd też mamy Die Gotterdämmerung (Zmierzch Bogów) u Wagnera. W swoim tekście, używałem słowa zmierzch, ponieważ przeznaczenie w Ragnarök wiąże się z końcem.

    Na trzy lata przed końcem ziemię ogarnie wojna. Pojawią się trzęsienia ziemi, srogie nieustanne mrozy, śnieżyce i wichury powalając drzewa i góry. Jedynym drzewem pozostanie prastary jesion. Wilki połkną słońce i księżyc, zapanują ciemności. Oswobodzą się Fenrir oraz Loki by wziąć udział w ostatecznej walce. Jörmungand wypełznie z morza, świat zostanie zalany przez wody oceanów po wyjściu w morze statku Naglfar z olbrzymami na pokładzie, kapitanem będzie Hrym, sternikiem zaś Loki. Niebiosa się otworzą i wyjdą na świat synowie Muspellheimu, na czele tych jeźdźców stanie Surt. Armia będzie palić wszystko dokoła po drodze do Wigrid, olbrzymiej doliny gdzie rozegrana zostanie ostatnia bitwa. Na ten czas Heimdall zadmie w Gjallarhorn by przebudzić swych boskich towarzyszy i przywołać do ostatniej bitwy, wtedy też Yggdrasil zadrży. Odyn pojawi się u źródła Mimira. A następnie armia z Walhalli ruszy do doliny. Straszny pies Garm będzie walczył z Tyrem, Thor pokona węża świata jednak umrze zatruty jego jadem. Fenrir pożre Odyna, jednak Widar pomści ojca rozrywając wilka. W pojedynku między sobą zginą Loki i Heimdall. Po czym Surt zapali całą ziemię, gwiazdy pociemnieją przyduszone dymem, a morze wystąpi z brzegów i wszystko pochłonie. Kiedy pożoga ostygnie, życie narodzi się od nowa, a panami świata zostaną ocalali Modi, Magni, Baldur oraz Höd. Sol zdąży przed śmiercią narodzić swą następczynię, która będzie teraz rozświetlać świat. Ludzkość ocaleje, dzięki dwójce, która ukryje się w gałęziach prastarego drzewa, a będą to Lif i Lifthasir. Wszystko rozpocznie się od nowa.

    Święta i obrzędy

     JUL ( 21/22 grudnia )
    Jul jest najważniejszym ze świąt w kalendarzu wikingów. Jest to noc pożegnania zimowych ciemności. Kolejny dzień miał być dłuższy. Nadzieja miała wstąpić w serca. Był to czas ucztowania i dziękowania bogom za miniony rok. Czas składania ofiar i obietnic.

    ROK KSIĘŻYCOWY ( 20 – 31 grudnia )
    Rok księżycowy to jedenaście dni pomiędzy nocami – dniami poza czasem. Człowiek w czasie Roku Księżycowego powinien spędzić na rozważaniach nad samym sobą oraz nad mijającym rokiem. Hel, władczyni świata zmarłych, czuwała nad ludźmi dbając aby właściwie spędzili ten czas i zachowywali się godnie. W trakcie dwunastu nocy na niebie pojawiał się Dziki Gon. Był to zastęp dusz, którym przewodził Odyn grając na rogu i ciągnąc za sobą płomienną poświatę. Upominał w ten sposób ludzi by zastanowili się nad sobą. Nieposłusznych porywał do swojego orszaku.

    THURSEBLOT ( noc styczniowej pełni )
    Święto poświęcone Thorowi – bogowi burzy, dzierżącemu młot Mjollnirow. Thor przepędzał nim lodowych gigantów. Dzięki temu mogły nadejść cieplejsze dni, które niosła ze sobą wiosna.

    DISTING ( 2 lutego )
    Disting zwane też było Świętem Przedwiośnia. Był to dzień kiedy przygotowywano się do sezonu upraw. Wierzono, że kiedy w ten dzień urodzi się w gospodarstwie jagnię gospodarz będzie bogaty ( ilość posiadanego bydła świadczyła o zamożności lub ubóstwie ).

    VALISBLOT ( 14 lutego )
    Jest to święto poświęcone najmłodszemu synowi Odyna, zwane Dniem Valego. Pomścił on swojego brata Baldura zapisując się na zawsze w historii pogańskich bogów skandynawskich.

    OSTARA ( 20 – 21 marca )
    W tym dniu obchodzono początek lata, który był świętem Bogini Odrodzenia Wiosennego – Ostary. Reprezentowała ona płodność i urodzaj. Malowano jajka i dawano je sobie z życzeniami pomyślności. Królik, który był zwierzęciem płodności był nieodłącznym elementem święta.

    WALPURGIS ( 22 kwietnia – 1 maja )
    Jest to święto pełne magii. Upamiętnia dziewięć nocy jakie spędził Odyn na Yggdrassilu zwanym Drzewem Świata. Legenda mówi, że odkrył on na drzewie runy. By móc je studiował przykuł się do niego własnymi mieczami. W dziewiątką noc, przypadającą na 30 kwietnia, udało mu się posiąść runiczną wiedzę i umarł. W chwili jego śmierci zgasły wszystkie światła we wszystkich dziewięciu światach. O północy rozpalano ogniska i światło zwyciężało mrok. Noc Walpurgi jest wyjątkową magiczną nocą. W tym czasie umarli wracają na ziemię, czarownice zjeżdżają się na sabat.

    EINHERJAR ( 30 MAJA )
    Einherjar to święto poległych wojowników, którzy zmarli w chwale i ucztują teraz u boku Odyna w Valhalii. Oczekują oni na Ragnarok – dzień ostatecznej bitwy stanąć u boku Odyna i walczyć z siłami zła.

    SIGURDSBLOT ( 9 CZERWCA )
    Dzień poświęcony wielkiemu bohaterowi - Sigurdowi, pogromcy smoka Fafnira.

    MIDSUMMER ( 20 - 21 CZERWCA )
    Święto letniego przesilenia ( noc świętojańska ). Upamiętniało ono śmierć Baldura, który odradzał się dopiero w okresie Julu.

    LITHASBLOT ( 31 LIPCA - 1 SIERPNIA )
    Lithasblot było świętem plonów i bogini ziemi – Jord. W tym dniu dziękowano jej za urodzaj i dobre zbiory oraz dzielono się plonami z potrzebującymi.

    MABON ( 22 - 23 WRZEŚNIA )
    Mabon czyli dożynki. Kończyły się żniwa, a rozpoczynał okres produkcji wikińskiego miodu pitnego.


    WINTERNIGHTS ( 29 PAŹDZIERNIKA - 2 LISTOPADA )
    Rozpoczęcie sezonu zimowego, zwane Świętem Zimowych Nocy. W tym czasie wspominano zmarłych. Według wierzeń jeśli ktoś spędził noc z 30 października na 1 listopada na grobie zmarłych mógł wzmocnić swą moc magiczną lub poetycki talent. Był to czas pełen magii, mistycyzmu i wróżb.


    Obrzędy pogrzebowe. Przed kremacją następowała pijatyka. Pili wszyscy dniem i nocą, tak, że niektórzy na śmierć się upijali. Trunek ten został nazwany nibdh i nie wiadomo z czego był wytwarzany. Razem z wodzem zamierzano spalić jego niewolnicę (zdarzało się to raczej sporadycznie i tylko na wyraźne życzenie kobiety). Ona również piła i śpiewała, przygotowując się na śmierć. Była ona traktowana jak małżonka zmarłego, ale przed śmiercią odwiedziła jeszcze namioty kilku jego bliskich przyjaciół, którzy po odbyciu z nią stosunku wychodzili przed namiot i mówili do niej: "Powiedz twemu małżonkowi, że zrobiłem to z miłości do niego". Po tych obrzędach przyprowadzono ją do drewnianej konstrukcji (symbolu granicy między oboma światami). Dwaj mężczyźni trzymali ją za stopy i podnosili trzykrotnie w górę. Za każdym razem kobieta powtarzała, że po drugiej stronie zobaczyła swoich przodków i krewnych, a na koniec zobaczyła nieżyjącego pana, czekającego na jej przybycie w zielonych ogrodach. Mówiła: "Woła mnie. Weźcie mnie do niego". Na spełnienie się jej życzenia nie trzeba było czekać zbyt długo. Biesiadnicy zaprowadzili ją na statek, gdzie leżało ciało wodza. Po drodze spotkała się jeszcze ze starszą kobietą, nazywaną Wysłanniczką Śmierci, która podała jej ostatni w życiu kubek nabidhu. Wzięła ją za rękę i zaprowadziła do namiotu. Do namiotu razem z nią weszło sześciu mężczyzn. Położyli ją oni obok pana i trzymali. Dwóch za stopy, kolejni dwaj za ręce. Wysłanniczka Śmierci zacisnęła jej sznur na szyi, a jego końce podała pozostałym dwóm mężczyznom. Sama wzięła sztylet ofiarny i dwa razy wbiła go między żebra ofiary, a mężczyźni ze sznurem zacisnęli go i trzymali, dopóki ofiara nie skonała. Na dworze tymczasem pozostali żałobnicy walili mocno w tarczę, aby zagłuszyć hałasy dochodzące z namiotu. Kiedy na łodzi pozostały już tylko zwłoki, najbliższy męski krewny zmarłego podszedł do stosu nagi i podpalił go.


    Niewątpliwie na specjalne wyróżnienie zasługuje Kult Potrójnej Bogini. Bogini kwiatów, wiosny, płodu, natury i urodzaju, ale także zdrowia, chorób i śmierci. Znana jest pod trzema postaciami:

    Pięknej i młodej dziewczyny - reprezentującej nowe życie, wiosnę
    Dojrzałej, ciężarnej kobiety z dużymi piersiami i szerokimi biodrami - reprezentującej płodność, urodzaj, dojrzewanie plonów i zwierząt
    Starej, pomarszczonej kobiety bez zębów - ta zaś reprezentuje sobą nieuchronną śmierć, a także choroby

    Czczona głównie przez osoby związane z naturą, rolników i drwali, a także kobiety brzemienne, młode matki, osoby chore i stare. Jest ona najbardziej tolerancyjnym bóstwem przedstawianym przez swoich wyznawców jako matka, która kocha wszystkie swoje dzieci bez wyjątku. Kocha ludzi, którzy oddają jej cześć i tych, którzy według jej kultystów błądzą.
    Kapłanki Potrójnej Bogini zajmują się hodowlą leczniczych ziół, leczeniem chorych, opieką nad nimi, opieką nad brzemiennymi kobietami - między innymi są akuszerkami. Tworzą także domy w których schronienie znajdują osierocone dzieci, osoby samotne, niedołężne i porzucone.

    Kult Potrójnej Bogini jest jedynym pogańskim kultem, który jak do tej pory ani kapłani chrześcijańscy ani nawet sam papież nie śmie jak do tej pory zadzierać, choć oczywiście starają się boginię dyskredytować i nakłonić wiernych do odwrócenia się od niej. Czynią to między innymi tworząc kult maryjny, Matki Boskiej, Matki Jezusa, wynosząc ją na ołtarze, czyniąc z niej istotę niemalże boską.
    « Ostatnia zmiana: 26 Sierpień, 2017, 23:24:33 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #9 dnia: 07 Wrzesień, 2017, 14:32:45 »
    Najlepiej płatne zawody średniowiecza



    Tkaczki skarżyły się na swój los, a hafciarki opływały w luksusy. Kat… musiał dorabiać, choć i tak powodziło mu się lepiej niż wielu naukowcom. W których zawodach tysiąc lat temu naprawdę opłacało się pracować, a których należało zdecydowanie unikać?

    Średniowieczne miasto. Jest dzień targowy, wokół panuje gwar. Ludzie i zwierzęta tłoczą się i przepychają, kupcy zachwalają zamorskie towary, a rzemieślnicy swoje wyroby. Chciałbyś skorzystać z okazji i przywieźć z tej niezwykłej podróży prezenty dla rodziny i przyjaciół. Tylko jak zdobyć na nie pieniądze?

    Zarabianie na życie w średniowieczu nie było łatwym zadaniem. Niezależność finansowa leżała poza zasięgiem większości ludzi z niższych klas. Można było wzbogacić się na wiele sposobów, choćby poprzez handel czy wojaczkę, ale w tych dziedzinach już na wstępie trzeba było mieć jakieś „plecy”. Prawo podjęcia pracy w średniowiecznym mieście przysługiwało tylko jego wolnym obywatelom. Gdybyś zapragnął zostać kupcem, na przykład w średniowiecznym Londynie, musiałbyś więc mieć albo kupieckie pochodzenie, albo… pieniądze. Tylko to pozwoliłoby ci wstąpić do gildii.

    Fucha na budowie

    Może w takim razie dobrym rozwiązaniem byłoby najęcie się do sezonowej pracy fizycznej jako niewykwalifikowany pracownik? Brzmi być może mało zachęcająco, ale w gruncie rzeczy mógłbyś liczyć na nie najgorsze wynagrodzenie. Podobnie jak dziś, w średniowieczu „budowlanka” była dobrze prosperującym sektorem gospodarki. Na przykład kamieniarze pracujący przy budowie katedry w Exeter w 1306 roku mogli w skali roku zarobić około 7 funtów. Nie była to wcale niska suma.

    Sto lat później w Lyonie pomocnik murarza otrzymywał wynagrodzenie miesięczne w wysokości 20-25 solidów. Pozwalało to wcale nieźle uporać się z codziennymi potrzebami. Jeden solid tureński równał się 12 denarom, a funt chleba kosztował zaledwie trochę ponad jednego denara.
    W średniowieczu mogłeś zostać na przykład... łaziebnikiem.



    Jeszcze lepiej powodziło się mistrzowi kamieniarskiemu czy stolarskiemu. W średniowiecznej Anglii rocznie zarabiali oni kilkanaście funtów, co plasowało ich obok wykształconych na uniwersytetach prawników czy lekarzy. Dla porównania można wspomnieć, że prokurator miasta Lyonu dostawał pensję roczną jedynie około dwukrotnie wyższą, niż pomocnik murarza…

    Dla uzdolnionych manualnie

    Tym, którym nie w smak życie budowlańca, można polecić rzemiosło. Tu trzeba było jednak liczyć się z tym, że początki mogą być trudne. Czeladnicy, chcący terminować u mistrza musieli liczyć się z wydatkami, na przykład na opłatę wpisową. A zarabiali niewiele: na przełomie XIV i XV wieku w Krakowie mogli liczyć na dzienne wynagrodzenie w wysokości 1-3 groszy. Przy odrobinie szczęścia wystarczało to na zakup garnca masła czy kopy jaj.

    Wykształconym rzemieślnikom powodziło się już zdecydowanie lepiej. Dowodem na ich niezłą sytuację może być choćby liczba mistrzów, jakimi dysponowały XV-wieczne miasta. W średniowiecznym Wrocławiu funkcjonowało na przykład aż 92 kuśnierzy i 23 złotników! Gród zamieszkiwało też 93 krawców, 96 szewców i 30 kiełbaśników. A przecież oprócz nich swoje zakłady mieli także przedstawiciele innych rzemiosł, w tym kapelusznicy, garncarze, mydlarze, młynarze...

    Całkiem dobrze żyło się zwłaszcza aptekarzom, którzy poza wyrobem farmaceutyków przygotowywali także wina i słodycze. W XIV-wiecznym Krakowie niejaki Konrad zarobił tyle, że był w stanie nabyć w 1333 roku posiadłość miejską. Inny farmaceuta, Piotr, dzięki swoim zarobkom zdołał wraz z synami rozkręcić dochodowy interes w postaci handlu saletrą. Aptekarz Kazimierza Wielkiego miał własny dom na Grodzkiej, a jego kolega po fachu, Grzegorz, był właścicielem kilku nieruchomości w mieście.

    Tylko dla zdolnych...

    Zasada wynagradzania pracy w przypadku rzemiosła była prosta. Wysoko ceniono w średniowieczu zwłaszcza unikatowe umiejętności, na przykład mistrzów witrażystów. Ich wyroby były równie rzadkie i kosztowne, co kamienie szlachetne. Wykonanie witraża wymagało współpracy szklarza z malarzem, a nakład pracy był wysoki.

    Jakie były ceny? Za samo białe szkło do witraży w zamku w Ragnecie Krzyżacy zapłacili w początkach XV wieku półtora grzywny za cetnar (czyli około 50 kilogramów), a za kolorowe po 1 grzywnie i 5 skojców za cetnar. Niższy koszt wynikał w tym przypadku jedynie z tego, że zamawiano bezpośrednio od huty.



    Nadal jest to wysoka cena. Wystarczy wspomnieć, ze dobrze zarabiający krakowski aptekarz Andrzej rocznie mógł liczyć na 12 grzywien. A więc samo szkło na witraż kosztowało więcej, niż wynosiły jego miesięczne zarobki… Bohaterka powieści Wielki ogień autorstwa Jeanne Bourin, żona witrażysty, nie może zatem narzekać na swój los. Jej rozmówca tak komentuje jej położenie:

    Twoje ognisko domowe jest płodne, a w swoim fachu twój mąż wyrobił sobie solidną renomę. Ma dobry zawód. Ten, co się nim para, nie musi płacić podatku pogłównego ani dziesięciny, nie obowiązuje go prawo przymusu, cieszy się nawet takim przywilejem, że może ścinać drzewa i paprocie bez żadnej opłaty, i dobrze mu się wiedzie.

    ...i przede wszystkim dla mężczyzn

    Czy dla każdego rzemiosło było równie opłacalnych fachem? To zależy. W typowo kobiecych zawodach szanse na otrzymanie bajońskiej sumy za pracę były niewielkie. Przytoczmy wypowiedź tkaczek wyzwolonych przez Iwajna w romansie Chretiena de Troyes Rycerz z lwem, które skarżą się na swój los:

    Zawsze tkać będziemy jedwabie, lecz same nigdy nie będziemy lepiej przyodziane. Zawsze będziemy biedne i nagie, zawsze nas będzie dręczył głód i pragnienie. Nigdy nie będzie nas stać na lepszą strawę […]. Kto zarabia dwadzieścia su tygodniowo, nigdy się nie wydobędzie z nędzy […], a gdy my cierpimy niedostatek, ten, dla którego pracujemy, bogaci się naszym trudem […].
    Praca hafciarek wymagała cierpliwości i precyzji.




    Na szczęście zdarzały się wyjątki. Na swój los nie skarży się na przykład inna bohaterka powieści Wielki ogień, hafciarka Isambora. Mieszka ona i pracuje wraz z krewnymi swej pani, hrabiny Adeli i dwiema innymi służebnymi, Aweliną i Bazylią. Ich praca znaczyła dla hrabiny tak wiele, że kobiety nie mogły udać się do domu nawet na święta. Faktycznie, ich fach był w średniowiecznej Europie bardzo pożądany.

    Z mistrzowskich haftów słynęli zwłaszcza Anglicy. Ich dzieła, nazywane opus anglicanum, cechowały się precyzyjnymi ściegami i subtelnymi zestawieniami barw jedwabnych nici. Były poszukiwane w całej XIII- i XIV-wiecznej Europie. Słynęły przede wszystkim ze złotej nici i zdobień, które mieniły się przepięknie w blasku oświetlonych światłem świec kościołów.

    W 1246 roku papież Innocenty IV był tak zachwycony zdobionymi szatami duchownych angielskich, którzy pojawiali się na jego dworze, że zapytał, gdzie zostały wykonane. Gdy usłyszał, że w Anglii, miał określić kraj mianem „ogrodu rajskiego”. Słał też listy do zakonu cystersów, by ci przysłali mu haftowane tkaniny. Jedną z takich przepięknych szat, należących do papieża Klemensa V, z haftem przedstawiającym Mękę Pańską, można do dziś oglądać w katedrze Saint-Bernard de Comminges w Gaskonii.
    Hafty na szatach angielskich duchownych tak zachwyciły papieża Innocentego IV, że nakazał sprowadzić dla siebie ozdobione nimi tkaniny.



    Co ciekawe, było to też rzemiosło zdominowane przez kobiety. Do tego stopnia, że zachowały się źródła na temat ich umiejętności i zarobków. Jesienią 1239 utalentowana hafciarka imieniem Mabel ozdabiała na przykład na zlecenie Henryka III Plantageneta ornat i szaty ofiarne, za co otrzymała sumę 10 funtów. Gdy król zażyczył sobie więcej pereł i złota, musiał dodatkowo dopłacić. Same prace trwały aż dwa lata!

    Niedługo później Mabel otrzymała kolejne zlecenie, tym razem na ozdobienie jedwabnej tkaniny złotem i postaciami Matki Boskiej oraz św. Jana. Dzieło miało trafić do Opactwa Westminsterskiego. Artystka otrzymała ponownie 10 funtów, król pokrył także koszty zakupu materiałów. Henryk był zresztą niezwykle zadowolony z tej współpracy. Kilka lat później, podczas pobytu w Bury St Edmunds, gdzie Mabel mieszkała, podarował jej drogocenne tkaniny i płaszcz zdobiony króliczym futrem. Wszystko „w podzięce za długoletnią służbę królowi i królowej”.

    Ciepła posadka w urzędzie

    Jeśli nie masz zdolności manualnych, a celujesz raczej w pracy umysłowej, może zachęciłaby cię posada pisarza miejskiego? Miesięcznie w średniowiecznym Krakowie zarabiał on około 2,5 grzywny. Było go stać na zakup wołowiny czy wina. Podobnie płacił Wrocław – pierwszy pisarz miejski zarabiał 28 groszy tygodniowo, a więc trochę ponad pół grzywny (jedna grzywna to 48 groszy). Drugi pisarz mógł liczyć na 18 groszy. Co więcej, otrzymywali oni świadczenia w naturze. Obejmowały one odzież i artykuły żywnościowe, a prawdopodobnie także mieszkanie i opał.



    Dla porównania, wrocławski mistrz budowli miejskich zarabiał 9 groszy tygodniowo, wójt – jedynie 8 groszy, a strażnik na wałach i celnik na Odrze tylko po 3 grosze. Dwudziestu strażników miejskich w XIV wiecznym Krakowie, którzy pilnowali w mieście porządku i ścigali przestępców, otrzymywało zaś uposażenie w wysokości 12 groszy na tydzień.

    Gorzej od pisarza miejskiego wynagradzano też mistrzów szpitalnych. Opiekowali się oni chorymi lub ubogimi, odpowiadali za szpitalny porządek, prowadzenie rejestru chorych. Udzielali informacji rodzinom i dbali o zaopatrzenie w żywność. Przysługiwało im roczne uposażenie w wysokości od 4 do 6 grzywien. Tymczasem uchodzące za rarytas śląskie piwo ze Świdnicy kosztowało 8 grzywien za wóz!

    Na pocieszenie dodajmy jednak, że jako uzupełnienie zarobków wrocławscy szpitalnicy otrzymywali latem 5 funtów masła tygodniowo, na Wielkanoc i jesienią pół wołu, a na Boże Narodzenie 6 gęsi. Mieli też gwarantowaną roczną pensję na starość, a także dach nad głową i wyżywienie u swego następcy.
    Mistrzowie szpitalni zajmowali się między innymi opieką nad chorymi, prowadzeniem rejestru chorych i udzielaniem informacji rodzinom oraz zaopatrzeniem szpitala w żywność.



    Małodobry, ale za to nieźle sytuowany

    Profesja kata nie należała może do najprzyjemniejszych, niemniej jednak stanowił on nieodłączny element miejskiej społeczności. I całkiem dobrze opłacany. W Krakowie ten tak zwany „małodobry” mógł liczyć na tygodniowe uposażenie w wysokości kilkunastu groszy. Za swoją wypłatę mógł bez problemu kupić garniec wina, kwartę piwa czy krowę.

    Dochód ten powiększały jeszcze różne zajęcia dodatkowe. Kaci parali się torturami, naganiali świnie do zagród gospodarzy, wyłapywali i zabijali psy oraz wraz z żonami prowadzili lupanary, czyli domy publiczne. Handlowali także ciałami straceńców, czy raczej tymi ich częściami, których potrzebowali medycy lub alchemicy, oraz uznawaną za magiczną mandragorą.

    Przynajmniej na początku zdobycie tej szczególnej posady nie było też takie trudne. Wprawdzie z biegiem czasu profesja stała się dziedziczna, ale jeszcze w XIV wieku na tym stanowisku można było spotkać ławników, a nawet skazańców. Ci ostatni szybko wypadli jednak z łask ze względu na… brak doświadczenia.
    Profesja kata nie należała może do najprzyjemniejszych, niemniej jednak stanowił on nieodłączny element miejskiej społeczności.



    Profesora nie stać na… togę

    W  średniowieczu zarobki profesorów były przez lata nie tylko niskie, ale i nieregularne, więc wykładowcy utrzymywali się głównie z wpłat studentów. Tak przynajmniej wyglądała sytuacja w Krakowie. I to mimo tego, że król Kazimierz Wielki przeznaczył na pensje wybitnych profesorów ponad 300 grzywien, chcąc ich związać z uczelnią. Wygląda na to, że tylko on rozumiał potrzebę pozyskania dla nowo powstałej szkoły wyższej najlepszej kadry wykładowców.

    Pierwotne uposażenie naukowców wynosiło tylko 25 grzywien kwartalnie. Na lepsze warunki mogli liczyć co najwyżej uznani i wybitni uczeni, którzy bywali zapraszani na uniwersytety przez rajców miejskich i przybywali zachęceni wysokim wynagrodzeniem. Wybitny uczony epoki, Mateusz z Krakowa, został skuszony pensją w wysokości 40 grzywien rocznie.

    Jego koledzy zatrudnieni przez uczelnię nie mieli tyle szczęścia. W 1408 roku krakowscy profesorowie skarżyli się, że nie otrzymali nawet należnych 13 groszy na tydzień, a w 1449 roku byli na tyle biedni, że uczelnia musiała zakupić dla nich sukno na togi. Można jedynie mieć nadzieję, że nie obniżało to diametralnie poziomu ówczesnego nauczania...

    Wpis ten mógł się pojawić dzięki Nirvance, która informacje te mi podsunęła...

    *za stroną Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
    « Ostatnia zmiana: 09 Wrzesień, 2017, 00:02:30 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #10 dnia: 09 Wrzesień, 2017, 15:00:21 »
    Strój średniowieczny

    W naszych rozważaniach dotyczących stroju średniowiecznego przyjmiemy datowanie ograniczające się do XIV i początków XV stulecia. Ponieważ moda w średniowieczu nie zmieniała się tak szybko jak obecnie, wybrany przedział czasowy pozwoli nam poznać stylistykę i krój ubrań w czasach panowania Kazimierza Wielkiego.

    Tak jak w innych miejscach Europy, w Polsce również kobiety nosiły suknie składające się z dwóch warstw - spodniej i wierzchniej, przy czym szerokość rękawów była oznaką pozycji społecznej kobiety. Jeśli chodzi o rękawy w sukniach dworskich, to były one wydłużone na wzór XII wiecznej mody francuskiej - nawiązywało do niej również pionowe pofałdowanie tkanin. Jak we Francji, Hiszpanii, Włoszech, tak i w Polsce w tym czasie powtarza się stale ten sam krój sukni, której tkanina w górnej części przylega aż do bioder, a dalej luźno opada licznymi fałdami ku ziemi. Nakryciem głowy były lekkie chusty delikatnie upięte na głowie lub zaprasowane w drobne fałdy, które w XV w. przybrały formę modnych w tym czasie czepców o dużych rozmiarach. Polską odmianą płaszcza było korzno, obszyte na brzegach złotym elementem, a na zimę podszywane futrem. Było ono spinane na prawym ramieniu - oczywiście krój został zaczerpnięty z wzorów bizantyjskich. Tkanin jedwabnych używano by podkreślić stopień zamożności, jednak z racji tego, że były one bardzo kosztowne obszywano nimi np. dół sukni czy płaszcza, bądź wykańczano rękawy. Królowa Jadwiga, żona Władysława I Jagiełły, posiadała bardzo dobrze zorganizowaną pracownię krawiecką na potrzeby swoje i swoich dworek. Krój sukien nie zmienił się do XV w. natomiast z Francji przywędrowały do Polski okrycia wierzchnie typu houppelande z workowatymi rękawami. Standardowymi ubiorami, które nie poddawały się nowym nurtom mody, były długie tuniki i marszczone płaszcze.

    Części stroju kobiecego

    Strój kobiecy w interesującym nas okresie składał się z następujących części:
    koszula
    reformy
    pończochy
    suknia spodnia
    suknia wierzchnia
    pasek
    nakrycie głowy
    obuwie
    płaszcz

    Poszczególne części garderoby przybierały różną formę w zależności od mody, pozycji społecznej i zamożności właścicielki. Ze względu na trudności związane ze zdobyciem informacji dotyczących wszystkich części stroju , prezentujemy

    Koszule

    materiał: płótno lniane lub bawełniane (zaleca się len), może też być jedwab

    kolor: biały

    Koszule pełniły funkcję bielizny. Używane były na dzień pod suknię, nocą do spania (choć wiadomo, że sypiano również nago), do łaźni. Długie, (co najmniej do połowy łydki), z rękawami lub na ramiączkach. Fason koszul był różny, w zależności od kroju sukni, do której były one noszone. Koszule zasadniczo były takie same dla kobiet z różnych warstw społecznych. Różnicował je materiał - droższy i delikatniejszy dla osób zamożnych, tani dla uboższych.


    Obcisłe górą koszule na ramiączkach - noszone pod wydekoltowane suknie 2 połowy XIV w. Czasem miały rozporki w bocznych szwach, aby je łatwiej zakładać. Jak widać na zamieszczonych obok ilustracjach, koszule te były także wykorzystywane w łaźniach i do spania.


    W tym samym okresie (druga połowa i koniec XIV w.) używano prawdopodobnie, również koszul bez ramiączek. Może poświadczać to zamieszczona obok ilustracja, a także wizerunki przedstawiające kobiety w sukniach mocno odsłaniających ramiona, na których nie widać wystających ramiączek koszuli.


    Oprócz tego istniały koszule z długim rękawem i kołnierzem - noszone pod suknię houppelande, w latach dwudziestych XV wieku. Modne wówczas było wykładanie tych kołnierzy na wierzch, na płasko rozłożone kołnierze wzmiankowanych sukni. Umieszczony obok obraz Memlinga, pochodzący z ostatniego dziesięciolecia XV wieku, ukazuje Batszebę wychodzącą z kąpieli. Zakłada ona na siebie płócienną koszulę rozciętą przez środek. Trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy koszule z tego typu rozcięciem, funkcjonowały na zasadzie bielizny dziennej, czy też może były swego rodzaju szlafrokami.

    Pończochy (chausses)

    materiał: sukno, płótno lniane lub bawełniane, cienki materiał wełniany

    kolor: biały, prawdopodobnie także inne kolory

    fason: sięgające nieco powyżej kolan, krojone jak męskie nogawice z doszywaną stopą. Podtrzymywane tasiemką zapinaną na sprzączkę pod kolanem.

    Pończochy mają długość nieco za kolano, podtrzymywane są pod kolanem tekstylną podwiązką zapinaną na sprzączkę lub wiązaną. Pończochy takie powinny być noszone do każdego nie-roboczego stroju. W chłodniejszej porze, noszone z długimi tuż za kolano reformami, wspólnie dają dobre zabezpieczenie przed chłodem(?).


    Buty

    materiał: skóra, tkaniny

    kolor: różne

    Buty to niezwykle ważna część ubioru, jednocześnie dosyć słabo jeszcze rozpoznana. Zwłaszcza damskie buty, przeważnie nie zilustrowane przez współczesną im sztukę trudne są do scharakteryzowania. W tym opracowaniu postanowiono jednak przedstawić choćby zbliżone wzory, oparte na współczesnych dociekaniach i rekonstrukcjach. Do butów noszono patynki, czyli rodzaj drewniano-skórzanych "klapek" koturnowych, chroniących but i suknię przed większymi zanieczyszczeniami.


    Suknia spodnia (cotte simple)

    Ubiór noszony na koszuli, pod właściwą suknią wierzchnią. Strój stosowny raczej dla sytuacji mniej oficjalnych, do pracy itp. Elegancka pani poza sytuacjami prywatnymi albo niezobowiązującymi powinna nosić na niej suknię wierzchnią. Spodnią możemy traktować jako strój nieoficjalny, prywatny, czy nawet roboczy.

    materiał: cienki materiał wełniany, lekkie sukno, płótno lniane, jedwab. Podszewka - bawełna, len, jedwab,tkaniny wełniane

    kolor: zazwyczaj w kolorze kontrastowym do sukni wierzchniej. Charakterystyczne dla średniowiecza są żywe kolory, łączone często w drastyczny sposób np. zielony i czerwony, itp.

    Dostosowana krojem do sukni wierzchniej. Długa, wkładana przez głowę, sznurowana z przodu, z boków lub z tyłu. Z długimi rękawami. Górą obcisła, rozszerzana dołem, za pomocą klinów. Rękawy wąskie lub rozszerzane lejkowato od nadgarstka, częściowo lub całkowicie zasłaniające dłoń (tzw. bombardes, modne do ok. 1415 roku, ale pojawiające się i później).

    Na rysunku widać przykładowy wygląd sukni spodniej, dopasowanej do mody ostatniej ćwierci XIV wieku. Jest to powtórzenie fasonu modnej sukni wierzchniej.


    Sukienki robocze

    Można je uznać za uboższą wersję sukni spodniej, noszoną do pracy. Jest to rodzaj odzienia niezwykle stosowny dla osoby początkującej w dziedzinie odtwarzania ubiorów. Prosty i niezobowiązujący, zawsze przydatny.

    materiał: płótno lniane, cienki materiał wełniany

    kolor: kolory właściwe dla epoki i regionu


    Suknie wierzchnie

    Suknie drugiej połowy XIV i początku XV wieku

    Suknie wierzchnie, oficjalny ubiór kobiety, noszony na sukni spodniej, konieczny w sytuacjach oficjalnych, nawet codziennych - w miejscach publicznych, w towarzystwie.

    materiał: tkaniny wełniane. Podszewka - bawełna, len, jedwab, tkaniny wełniane

    kolor: kolory właściwe dla epoki i regionu


    Suknie obcisłe górą, poszerzone od bioder klinami, z dużym odsłaniającym ramiona dekoltem łódkowym i długimi, zakrywającymi połowę dłoni wąskimi rękawami. Modnym szczegółem był noszony nisko na biodrach szeroki pas, wzorowany na pasie rycerskim. Zrobiony był z metalowych ogniwek prostokątnych lub okrągłych umieszczonych na pasie skórzanym. Odpowiednie dla XIV wieku.

    Suknie w takim fasonie noszone były zarówno w środowisku dworskim, jak i mieszczańskim, różnica wynikała z doboru materiału. W stroju dworskim był on kosztowniejszy i w lepszym gatunku.


    Tzw. cottehardie

    Z krótkim, sięgającym powyżej łokcia rękawem, z którego zwiesza się pas futra lub materiału. Suknie te często posiadały charakterystyczne, obrębione futrem, pionowe rozcięcia z przodu sukni. Trudno jest jednoznacznie powiedzieć czy są to wyloty kieszeni czy też po prostu otwory umożliwiające swobodny dostęp do drobiazgów noszonych przy pasie, na sukni spodniej. Dół tej sukni często obszyty był futrem. Noszone w XIV wieku.

    Suknie w takim fasonie noszone były zarówno w środowisku dworskim, jak i mieszczańskim, różnica wynikała z doboru materiału. W stroju dworskim był on kosztowniejszy i w lepszym gatunku. Różne też mogły być nakrycia głowy.


    Strój męski z okresu pełnego średniowiecza

    Spodnie, nogawice

    W połowie XIV wieku, wraz z tendencją do skracania ubiorów, pojawiają się nogawice wydłużone w tyle do podwiązania do dubletu. Istniały w wersji nie zachodzących na pośladki (il.1), lub już z pełnym szwem na pośladku (il. 2), ale wciąż jeszcze nie łączone. Pod koniec XIV w. zaczęto je łączyć szwem na środku z tyłu, dodając z przodu saczek.(il.2-przód, i 3-tył).

    W XV w. noszone były przez różne warstwy nogawice o różnych krojach. Na dworze obowiązywał model najmodniejszy (łączony tyłem), lecz warstwy niższe wciąż mogły chodzić w nie łączonych nogawicach, a chłopi dla wygody używali XIII wiecznego wzoru nogawic, odczepiając je od stroju wierzchniego i rolując pod kolanem, wyciągając na wierzch dłuższą koszulę.

    Wykończenie nogawic przy stopie ograniczało się do dodania strzemienia na stopę, niezależnie od wykroju nogawic. Nogawki spodni można było wydłużyć, stopie nadając formę zbliżoną do trzewików. Posyłano je wtedy do szewca aby podszył ją skórzaną podeszwą. Aby nogawice przy kostce lepiej przylegały zostawiano rozporek przy stopie zapinany na haftki.

    Wszystkie nogawice miały podszewkę z białego sukna sięgającą połowy łydki i zakończoną wycinanką w zęby, by nie zaznaczała się poziomą pręgą przy naciąganiu na nogę, głównie jednak by płócienny materiał mógł odpowiednio pracować przy naprężeniach.


    Doublet (w Polsce znany jako jopula spodnia)

    Zwyczaj noszenia dubletu jako pokazywanego, podstawowego stroju spodniego ustalił się w drugiej połowie XIV w. po rewolucji na skracanie ubiorów w modzie. Wywodzi się od ubioru zakładanego pod kolczugi w XIV w., szytego z kilku warstw płótna przekładanego wełną lub bawełną i pikowanego gęstymi ściegami. Nie był on pokazywany publicznie, zakładano go wyłącznie pod kolczugę. Stąd pochodzi oburzenie moralistów na pojawienie się w poł. XIV w. w modzie kręgu rycerskiego dubletów jako strojów cywilnych obozowych. Zastępują one wtedy wierzchnie szaty, wcześniejsze tzw. "cotte". Dublety zawsze miały krój a quatres quartieres (korpus szyty z czterech podstawowych części), z czasem zmieniał się tylko wykrój rękawa. Doszywane tak by szew znajdował się na środku tyłu ręki, aby, jeśli ktoś ma fanaberię, móc zapinać go na guziki.

    Wczesne dublety nie miały kołnierzy, dopiero pod koniec XIV w. zaczęto wszywać kołnierze, wpuszczone w tyle wydłużonym klinem. Gdy rozpowszechniła się moda na houppelandy i wierzchnie okrycia z wysokimi kołnierzami, takie również zaczęły pojawiać się przy dubletach.


    Szaty Wierzchnie

    Pod koniec XIV wieku ustalił się zwyczaj noszenia na dubletach wierzchniego stroju zwanego jaquet, w miejsce dawnego surcot. Zaczęły rozrastać się ich rękawy z wydłużonych jeszcze w połowie XIV w. w coraz szersze, otwarte rękawy w początkach XV w. Wprowadzono wtedy również modę na długie stroje fałdziste nazywane houppelandes oraz noszenie robe. Jednak długie i pofałdowane robe były popularne w środowisku starszych i bardziej tradycyjnych mężczyzn. Po rewolucji w modzie pod koniec XIV w. kto chciał być modny nosił obcisłe i króciutkie (tuż za biodra, nie dłużej) jaquet których rękawy przybierały formy mocno wydłużone i rozszerzone.

    Zazwyczaj szaty wierzchnie w końcu XIV i początkach XV wieku były wciągane przez głowę, z małym rozcięciem u góry i wysokim kołnierzem, czasem sznurowane.

    Krótki opis materiałów z których szyte były stroje w średniowieczu

    Tkaniny lniane

    Tkaniny lniane przeciętnej jakości wyrabiano w średniowieczu we wszystkich krajach. Podczas wypraw krzyżowych poznano na Wschodzie przejrzyste cienkie lniane tkaniny, które miały być używane przez saracenów na całuny. Produkcja płótna rozpoczęta w XIV w. rozwinęła się w XV. Wyrobem tego płótna zajmowały się głównie wiejskie kobiety. W ciągu XV wieku produkowano dużo cienkiego, delikatnego płótna, które już w XIII w przeznaczano na bieliznę osobistą i pościelową. W XV w. używano na bieliznę nawet białego jedwabiu.

    Tkaniny bawełniane

    Tkaniny bawełniane grały w średniowieczu ważną rolę w odzieży najuboższej ludności ze względu na niska cenę surowca i produkcji. Najwcześniej poznano i wyrabiano bawełniane tkaniny w Hiszpanii (X w.).We Włoszech bawełna znana była już w XII w., handel zaś rozwinął się w XIII. We Francji bawełnę poznano w czasie wypraw krzyżowych i sprowadzano gotowe tkaniny oraz do watowania ubiorów. W ciągu XIV w. mnożyły się ośrodki przemysłu bawełnianego. W Niemczech nowe zespoły tkaczy cechowych wytwarzać zaczęły tkaninę "barchent"- z osnową lnianą i wątkiem bawełnianym. W poł. XIV w. przemysł bawełniany przeszczepił się do Ulm, gdzie średniej jakości tkaniny drukowane były wzorzyście, lub w całości barwione na czerwono i czarno. Najlepsze płótna, starannie bielone, przeznaczone były na eksport i używane na bieliznę pościelową. Wyroby bawełniane miały również zróżnicowaną fakturę tkacką. Oprócz splotu płóciennego wprowadzano splot czynowaty. Robiono tkaniny prążkowane wypukle przez wprowadzenie grubszej nitki, również tkaniny o wzorach geometrycznych. Oprócz tkanin gładkich wyrabiano również grubsze, zbliżone do flaneli, tkaniny kosmate, puszyste. Którymi podszywano ubiory.

    Wełniane tkaniny

    W średniowiecznych ubiorach aż do połowy XV wieku zaznacza się przewaga tkanin wełnianych. Występują w ubiorach barwione jednolicie, lub wzorzyście, wielobarwnie. Skala barw średniowiecznego sukna obejmowała intensywne barwy czyste: od jasnej czerwieni do wpadającej we fiolet, od jasnego błękitu do ciemnogranatowej. Oprócz barw czystych spotyka się również bogate zestawienie barw złamanych: rozbielonych (róże, żółte, szare, perłowe). Barwa szara występuje w zestawieniach z XV w. dość często w różnych odcieniach: perłowym, gołąbkowym, popielatym jasnym, i ciepłym.

    We wszystkich krajach średniowiecznej Europy istniała wytwórczość sukna na potrzeby miejscowe, z wełny średniej lub niskiej jakości. Sukno to zaspokajało potrzeby niezbyt zamożnych, a także ubogich nabywców. Ze względu na koszt farbowania w produkcji, tkaniny miały często naturalną barwię wełny czarnej, szarobrązowej, białej lub farbowano je farbnikami pochodzenia roślinnego. Przy końcu XIV stulecia wytwórcy dostosowali produkcję do poszukiwanych na rynkach światowych tkanin lżejszych i cienkiego sukna, które przyjęło się w ogólnej modzie w końcu XIV i pocz. XV w. Z krótkiego zarysu zaopatrzenia średniowiecznych rynków handlowych w sukno w XIV i początkach XV w., nasuwa się wniosek o wyrównanym wszędzie dopływie luksusowych wyrobów sukienniczych przeznaczonych dla zamożnej klienteli, panów feudalnych, wyższego duchowieństwa, i patrycjatu miejskiego. Na przełomie XIV i XV w. pojawiły się nowe, tańsze rodzaje sukna, dostępne w cenie, w jakiej mogło je kupić niezamożna część mieszczaństwa a nawet wiejscy odbiorcy, którzy dawniej nosili tylko sukno produkcji miejscowej.

    Tkaniny jedwabne

    Wyrób wzorzystych tkanin jedwabnych we włoskich miastach powstał dzięki handlowi bizantyńskimi i wschodnimi tkaninami jedwabnymi. Najwcześniej (XII w.) zorganizował się przemysł w Lukce, który uzyskał sławę największego do 1400 r. ośrodku jedwabnictwa. Istniejące w XIII w. poza Włochami ośrodki tkactwa artystycznego posiadały raczej zasięg lokalny. Znaczne wzbogacenie zasobu motywów w tkactwie włoskim przyniósł napływ kosztownych tkanin chińskich po 1300 r. Jednak szybko zaczęto odchodzić od układów i motywów chińskich, wprowadzając na ich miejsce motywy europejskich. Krajem który posiadał własny przemysł jedwabniczy była również południowa Hiszpania, gdzie w IX w. przemysł ten był wysoko rozwinięty przez Maurów. Miały one w ornamentacji styl geometryczny. Na początku XV w. nastąpiła zmiana w zakresie techniki tkackiej, wprowadzono aksamity przy równoczesnym zmniejszeniu produkcji ciężkich brokatów. Nazwa samit lub hexamition, była używana w XIII i XIV w. dla tkanin wzorzystych, jedwabnych, wielobarwnych, wieloosnowowych, z dodatkowymi wątkami ale o powierzchni gładkiej. Aksamit w obecnym znaczeniu pojawia się w Italii dopiero w 1400 r. Ponieważ nie było w średniowiecznym tkactwie wyraźnego podziału na tkaniny wyłącznie dekoracyjne i przeznaczone tylko na ubiory, liczne przykłady tych samych motywów można spotkać i na ubiorach i na tłach obrazów religijnych lub zapleckach tronów np. Madonny.

    Konstrukcja obuwia

    Obuwie składało się z przyszwy i podeszwy. Przyszwa jest to górna część opatulająca stopę. Wykonana była zazwyczaj z licowanej skóry cielęcej, rzadziej koźlej. Podeszwa wykonana była ze skóry podeszwowej, cielęcej. Skóry świńskiej nie używano, gdyż przepuszczała wodę. Przyszwa do podeszwy była przyszywana dratwą lnianą lub konopną. But szyto na lewą stronę, na kopycie. Po zakończeniu szycia but moczono i wywijano na prawą stronę.


    Podsumowanie - porównanie elementów stroju średniowiecznego

    Strój kobiecy
    długie, wąskie spódnice
    szeroki kaptur
    szata wierzchnia podbita futrem ( pelisson)
    siatka na włosach i płócienna wstęga okalająca twarz
    suknie ze sznurówkami na bokach
    spódnice ułożone w fałdy podkreślające brzuch
    hennin - stożkowate
    nakrycie głowy z welonem
    włosy zwinięte za pomocą wstążek

    Strój męski
    długie tuniki wycięte w ząbki, luźne rękawy
    suknie wierzchnie bez rękawów (doublet)
    tuniki bardzo obcisłe, długie do kolan poły, okrycie wierzchnie z rękawami
    pończochy i krótkie spodnie
    wywatowane rękawy i ramiona

    Elementy wspólne
    złota klamra z przywiązaną sakiewką
    buty z wycinanymi ozdobami, z noskami
    klamra ze złota, emalii i pereł; kobiety wpinają we włosy, mężczyźni w kapelusze
    trzewiki i na nie drewniane chodaki (patynki)

    *za stroną Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

    Tunika.
    Strój traktowany zarówno odzienie spodnie jak i wierzchnie. Mogła być z długim jak i z krótkim rękawem, sięgać lekko za biodra, albo niemalże do kostek. Nosiło się ją albo na gołe ciało, albo też na koszulę. Tunika mogła posiadać kaptur.





    Suknie.



    Suknia spodnia, zwana także giezłem...



    Spodnie.




    spodnie-nogawice





    Koszula.





    prosta koszula i spodnie

    Peleryna.
    Wierzchnie okrycie, bez rękawów, zarzucone na ramiona i spięte na piersiach albo na ramieniu, noszone od czasów antycznych przez obie płcie.



    Nakrycia głowy.


    czepek nosiły go kobiety i mężczyźni.








    Gacie.



    Obuwie.












    Ciekawostka.
    Stroje średniowiecznie nie posiadały kieszeni. Z tego co wiem pojawiły się one dopiero w XVI wieku. Wcześniej do przechowywania rzeczy używano sakiewek, kaletek, cholew butów, może wnętrza szerokich pasów ( o ile ktoś taki posiadał), ew. wnętrza czapek, płaszczy itd. jak coś się chowało i wszywało w ubranie.
    « Ostatnia zmiana: 11 Wrzesień, 2017, 15:59:57 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #11 dnia: 09 Wrzesień, 2017, 22:41:19 »
    Kuchnia średniowieczna, czyli co jadano w średniowieczu

    Od razu zaskoczy nas różnorodność. Kilka gatunków kasz, mąka pszenna i żytnia, groch, bób, olej konopny, grzyby suszone i kiszone, mięso wołowe i wieprzowe solone i wędzone, dziczyzna, słonina, sery, masło, jaja, miód zarówno do słodzenia, jak i pitny, drewniane beczułki pełne piwa, jarzynki takie jak ogórki świeże i kiszone, marchew, kapusta, świeża i kiszona, rzepa, czosnek, cebula, pietruszka, no i owoce - jabłka, wiśnie śliwki, czereśnie, gruszki... uff, ale rejestr i to bynajmniej nie wszystko, co tam mieli naskładane. Oczywiście oprócz tych rdzennie polońskich produktów pojawiały się też importy takie jak wino, sól czy cała gama przypraw korzennych. Zdarzały się także, zwłaszcza wśród możnowładców potrawy przyrządzone według przepisów pochodzących z dalekich krajów. Cudzoziemscy kupcy, sprzedając korzenne przyprawy na pewno demonstrowali ich zastosowanie. Wypieku chleba nauczyliśmy się od Gotów, ale szybko został on udoskonalony, i w XIII w. w Krakowie wypiekano kilkanaście jego rodzajów a oprócz tego ciasta nadziewane słodkim serem, przyprawiane makiem, miodem i korzeniami. W pieczeniu wykwintniejszych ciast przodowały liczne klasztory, wypiekając je masowo w dniu święta klasztornego patrona. Był to tzw. "chleb klasztorny". Chleb otaczany jest w Polonii od niepamiętnych czasów niemal religijną czcią. Odgrywał ważną rolę w słowiańskich obrzędach religijnych na długo przed chrześcijaństwem, które adoptowało wiele z pogańskich obrzędów pozwalając im zróść się z niektórymi chrześcijańskimi świętami, szczególnie Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. O popularności chleba w Polonii świadczą liczne dawne przysłowia jak np. "chleb najmocniej wiąże", "chleb płacze gdy go darmo jeść", "chleb pracą nabyty bywa smaczny i syty" lub nieco ostrzejsze w tonie "komu chleb zaszkodzi, temu kij pomoże". Polanie byli wielkimi amatorami i znawcami kasz. Gotowano z nich zawiesiste, pożywne zupy, jadano z mlekiem, wypiekano i prażono w piecu, kraszono słoniną, masłem, oliwą i serem, przyprawiano grzybami i śliwkami, podawano - jako że na ziemniaki trzeba było poczekać jeszcze parę wieków - do różnych mięsiw i obficie polewano sosami. Ponadto łatwe do zdobycia, a dodawane do wielu potraw lub traktowane jako danie główne, były grzyby. Skoro mowa o mięsie - niezwykle popularna, choć raczej na stołach możnych była dziczyzna. Myślistwo było od zarania historii polski rozrywką króla i szlachty. Był to sport prawdziwie rycerski, bowiem polowano przeważnie konno, Polanie zaś znani byli jako znakomici jeźdźcy. Polowanie na "wielką zwierzynę" (niedźwiedzie, dziki, żubry) nie było sportem bezpiecznym. Ranne zwierze nierzadko atakowało myśliwego, raniąc lub zabijając konia, na którym siedział. Trzeba więc było walczyć z rozjuszoną bestią bezpośrednio wręcz, co wymagało wielkiej sprawności fizycznej, siły i odwagi. Zachowało się wiele opisów polowań, których przebieg bywał niekiedy dramatyczny. Ale właśnie ten moment połączonego z polowaniem niebezpieczeństwa dodawał uroku i wyrabiał hart ducha, zręczność oraz przytomność umysłu, zalety, które w wysokim stopniu zdobiły polskie rycerstwo. Polowały również i szlachetnie urodzone panie, nie ustępując odwagą i zręcznością mężczyznom, a w puszczach i lasach polskich w średniowieczu roiło się od zwierzyny. Żubry, łosie, niedźwiedzie i dziki uchodziły za najszlachetniejsze, chociaż jelenie i sarny ceniono - zwłaszcza na stole - równie wysoko. Dużych emocji dostarczało polowanie na wilki i rysie, mniejszych znacznie na zające i rozliczne gatunki dzikiego ptactwa jak głuszce, cietrzewie, kaczki, słonki, jarząbki, bekasy, kuropatwy, przepiórki i inne. Polowano różnie, najczęściej z ogarami, nagonką, przy użyciu sieci (na niedźwiedzia) oraz - znacznie rzadziej - z sokołami. Polowanie z tymi ptakami uchodziło za najwykwintniejszy rodzaj myślistwa, ale też było bardzo kosztowne. W wielkiej cenie były odpowiednio wytresowane psy myśliwskie, tym bardziej, iż w czasie polowań na "wielką zwierzynę" wiele z nich ginęło, poszarpanych przez broniące się zwierzę. Do specjałów kuchni staropolskiej należały pieczone w całości dziki, żubry, niedźwiedzie łapy i chrapy łosi... Najbardziej popularnym w średniowiecznej Polsce napojem było piwo - lekkie, jasne, zielonkawe w kolorze i musujące. Pito je dla ugaszenia pragnienia i w czasie posiłków. Ważone było początkowo w każdym domu, dla własnego użytku. Na śniadanie podawano polewkę z piwa z kostkami twarogu lub grzankami z chleba. Do piwa weselnego dodawano chmielu któremu przypisywano pewne, do okoliczności stosowne właściwości. O tym, jak bardzo Polanie przywiązani byli do swego ulubionego trunku świadczy wydarzenie, o którym wspomina Jan Długosz. Książe sandomierski Leszek Biały zażądał od papieża zwolnienia ze ślubów odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej tłumacząc się tym, że tam piwa i miodu nie znają, a on nie pija innych napoi. Argument był tak poważny, że książę otrzymał upragnione zwolnienie. Opowiadano tez, że papież Klemens VIII, przebywający w Polonii jako legat Stolicy Apostolskiej, stał się wielkim entuzjastą znakomitego piwa wyrabianego w Warce. Gdy - już jako papież - ciężko w Rzymie zaniemógł, domagał się, majacząc w gorączce, piwa wareckiego, wołając: "piva di Varca!" Zgromadzeni przy łożu kardynałowie słysząc te słowa zgodnym chórem zaintonowali "Santa Piva di Varca, ora pro nobis". Rejestr piw wyrabianych w średniowieczu w różnych miastach obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Sławne piwo grodzickie eksportowano aż do Brandenburgii. Słynęły tez piwa klasztorne, oraz "szlacheckie" wyrabiane według zazdrośnie strzeżonych receptur. Piwowarstwo stało się bardzo wcześniej bardzo ważną i znakomicie opłacalną gałęzią przemysłu krajowego. I tak np. bogaty cech piwowarski istniał już w Krakowie w XIV wieku, posiadając własną basztę w murach miejskich, z której, w czasie oblężenia bronili miasta. W okresie późnego średniowiecza na polskich stołach pojawiło się więcej jarzyn, a pieczywo było bardzo urozmaicone, skoro wypiekano w Krakowie aż dziewięć gatunków chleba. Potrawy mączne, jak różnego rodzaju kluski i pierogi nadal należały do potraw popularnych, spożycie zaś mleka, jaj i serów było wielkie. Asortyment wędlin też znacznie się powiększył. Obok szynek, kiełbas, różnie nadziewanych kiszek, pojawiły się małe, smakowite kiełbaski zwane circineale, jak można przypuszczać będące prototypem dzisiejszych parówek. Jadano często ryby, do czego zmuszały liczne i surowo przestrzegane posty. Popijano piwem i miodem syconym, wino było bowiem jeszcze napojem drogim i rzadkim. Najwięcej zmian dokonało się w kuchni królewskiej oraz w kuchniach bogatych mieszczan. Dzięki licznym królewskim koligacjom, ożywionym kontaktom z zagranicą, a także wojnom, średniowieczna kuchnia polońska przyswoiła sobie wiele potraw zagranicznych, przystosowując je do własnych gustów i często zmieniając nie do poznania.. W nowościach kulinarnych przodował Kraków, który słynął w Europie z wielkiego bogactwa, wspaniałego zamku królewskiego, a kuchnia polońska została rozsławiona przez Kazimierza Wielkiego, który odznaczał się zarówno wielkim temperamentem, jak i zamiłowaniem do uciech stołu - o czym świadczy słynny zjazd na szczycie i połączona z nim uczta u Wierzynka.

    *za stroną Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

    Jako, że dopuściłem się pewnych zmian historycznych, na stołach Europy zawitały już ziemniaki, pomidory, papryka, buraki. Z ziemniaków robi się głównie placki i kluski (kopytka, kartacze, pyzy). Papryka, pomidory i buraki także znalazły w kuchni zastosowanie wespół z włoskimi i polońskimi warzywami.
    Prócz piwa w klasztorach produkuje się także cydr i perry. Perry to napój podobny do cydru tylko wytwarzany z gruszek. Przepis na produkcję przybył do Polonii z ziem północnych, przywieziony przez Normanów (Wikingów).

    Podstawowym składnikiem nadającym potrawom słodki smak był miód, pozyskiwany z hodowli i od dziko żyjących pszczół. Stosowano go nie tylko do ciast czy deserów, ale też do wielu innych potraw, także tych mocno solonych i przyprawianych – rozróżnienie na potrawy „słodkie” i „słone” pojawiło się dopiero w późnym średniowieczu. W miodzie konserwowano także owoce, w całości lub w postaci konfitur.

    Cukier, zwany w średniowieczu także „białą solą” lub „solą indyjską”, zaczął się rozpowszechniać w okresie wypraw krzyżowych, choć sprowadzany był już znacznie wcześniej. Znali go Grecy i Rzymianie, a Wenecja zaczęła nim handlować na większą skalę pod koniec pierwszego tysiąclecia. W tym też okresie Arabowie założyli na Krecie pierwsze plantacje trzciny cukrowej, następne powstały na Cyprze i Maderze. Początkowo bardzo drogi (pod koniec XIII wieku wart był swojej wagi w srebrze), sprzedawany głównie w głowach.
    Tu także pokusiłbym się o pewne zmiany i wprowadzenie buraka cukrowego jako dodatkowego źródła cukru.













    P.S. Naczynia stołowe i sztućce.

    Chłopstwo zwykle jadało z drewnianych i glinianych mis i talerzy, używając drewnianych łyżek i zwykłych noży, gdy zachodziła taka potrzeba.
    Mieszczaństwo w zależności od pozycji mogło sobie pozwolić na naczynia gliniane glazurowane, szklane albo cynowe.
    Szlachta jadała z talerzy i mis cynowych, posrebrzanych, pozłacanych, drewnianych ze srebrnymi lub złotymi okuciami.
    Używano metalowych sztućców. Widelec z dwoma ząbkami nie był zbyt popularny, wolano jeść palcami, albo używając jedynie łyżek i noży. W pewnym okresie uważano go za sztuciec heretycki, skandaliczny i niemoralny, a używanie go było wręcz zakazane przez Kościół.
    Do picia używano zwykle glinianych, drewnianych i cynowych kubków i kufli, w bogatszych domach pito ze srebrnych, szklanych i kryształowych kielichów.
    « Ostatnia zmiana: 15 Wrzesień, 2017, 19:26:48 wysłana przez Narwaniec »

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #12 dnia: 11 Wrzesień, 2017, 13:30:40 »
    Krótko o obyczajach... kto będzie chciał może uzupełnić jakimiś ciekawymi informacjami...

    Obyczaje i wierzenia

    1. Rycerskie

    • Ślubowanie rycerskie kobiecie:

    Większość rycerzy miało swą niewiastę. Był to zwyczaj zachodni, tak, że znali go tylko rycerze obyci ze światem oraz mieszkający w pobliżu zachodnich granic Korony. Tak opisuje ten obyczaj Sienkiewicz:
    „Ślubowano częstokroć niewiastom zamężnym, a w rodach znamienitych, wśród których zachodni obyczaj był znany, każda prawie miała swego rycerza. Jeśli zaś rycerz ślubował pannie, to nie stawał się przez to jej narzeczonym: owszem, najczęściej ona brała innego męża, a on, o ile posiadał cnotę stałości, nie przestawał jej być wprawdzie wiernym, ale żenił się z inną”.
    W „Krzyżakach” ślubuje Danusi Zbyszko słowami:
    „Ślubuję jej, iże stanąwszy w Krakowie powieszę pawęż na gospodzie, a na niej kart-kę, którą mi uczony w piśmie kleryk foremnie napisze: jako panna Danuta Jurandówna najurodziwsza jest i najcnotliwsza między pannami, które we wszystkich królestwach bydlą. A kto by temu się sprzeciwił, z tym będę się potykał póty, póki sam nie zginę albo on nie zginie – chybaby w niewolę radziej poszedł.
    - A potem – uznawszy od pana Mikołaja z Długolasu, jako mać panny Jurandówny za przyczyną Niemca z pawim grzebieniem na hełmie ostatni dech puściła, ślubuję kilka takich pawich czubów ze łbów niemieckich zedrzeć i pod nogi mojej pani położyć”.

    • Wysławianie i obrona czci damy serca

    Każdy rycerz, który ślubował kobiecie był zobowiązany wysławiać, chronić i walczyć o dobre imię pani swego serca:
    „(…) chciał bowiem wywiesić kartę przed gospodą z wyzwaniem na walkę «pieszą alibo konną» wszystkich rycerzy, którzy by zaprzeczyli, że panna Danuta Jurandówna jest najurodziwsza i najcnotliwszą dziewką w królestwie (…)”.

    • Cześć i szacunek oddawany kobiecie

    Kobiety są uważane za istoty bardzo delikatne, czułe, kruche. Rycerze, jako średnio-wieczni „gentlemani”, byli zobowiązani do tego, aby oddawali im należny szacunek i cześć:
    „(…) przyklęknął znów i chcąc pokazać, że zna rycerski obyczaj, ucałował z wielką czcią oba trzewiki siedzącej na poręczy krzesła Danusi (…)”.

    • Nienaruszalność posła

    W średniowieczu istniało prawo, obowiązujące również dziś, mówiące o nietykalności posła. Wszyscy rycerze z danego królestwa mieli nakaz chronić go i nikt nie miał prawa zaatakować delegata:
    „Szalony człecze, co czynisz? (…) w posła godzisz, króla znieważasz! (…) Na publicznym gościńcu, pod bokiem królewskim porwałeś się na posła”.

    • Sąd Boży

    Jest to rodzaj pojedynku, zawierającego odwołanie się do Boga. W średniowieczu istniało przekonanie, że Bóg w takiej walce ochroni niewinnego i przyczyni się do wykrycia winnego, wskazując na słuszność sprawy bronionej przez zwycięzcę. Sąd Boży w „Krzyżakach” odbył się między Zbyszkiem, a bratem Rotgierem:
    „Kto by tedy (…) śmiał Zakon o uczestnictwo w porwaniu onego córki posądzić – niechaj (…) zda się na sąd Boży! (…) – Wobec Boga (…) Krzyżaku, (…) pozywam cię w szranki na walkę pieszą alibo konną, na kopie, na topory, na krótkie alibo długie miecze – i nie na niewolę, jeno do ostatniego tchnienia, na śmierć!”.

    • Branie łupów po pokonanym

    Średniowieczny zwyczaj głosił, że po wygranym pojedynku zwycięzca zabiera wszystkie rzeczy, które pokonany posiadał przy sobie, czyli: zbroje, tarcze, oręż, ubrania, konie, wozy oraz wszystko, co się na nich znajdowało:
    „(…) kto zwycięży, ten i konie, i wozy, i sługi zwyciężonemu zabierze”.

    • Służba w obronie wiary, ojczyzny, króla, unikanie niesłusznej wojny

    Niepisany kodeks rycerski ukształtował wzór rycerza idealnego. Jest on pobożny, walczy z Saracenami, czyli poganami, walczy za wiarę, w jej imię, chroni swego władcę oraz ojczyznę, unika niesłusznej wojny:
    „Zbawicielowi naszemu jako się patrzy masz służyć, a ze starostą piekielnym wojować. Pomazańcowi ziemskiemu masz być wierny, wojny niesłusznej unikać i niewinności w ucisku bronić, w czym ci pomagaj Bóg i święta jego Męko”.

    • Zakaz opuszczania miejsca pojedynku bezpośrednio po walce

    Każdy rycerz po wygranym pojedynku miał nakaz zostać na miejscu walki. Ten obyczaj zawarty był w niepisanym kodeksie rycerskim:
    „Ówczesnemu rycerzowi (…) nie wolno było złamać obyczaju rycerskiego, który nakazywał, by zwycięzca w pojedynku spędził na miejscu walki cały dzień aż do następnej północy, a to dla okazania, że został panem pobojowiska, jak i dla okazania gotowości do nowej walki, gdyby ktokolwiek z krewnych lub przyjaciół zwyciężonego chciał go ponownie do niej wzywać. Obyczaj ten zachowywały nawet całe wojska tracąc nieraz korzyści, jakie by pośpiech po zwycięstwie mógł przynieść”.

    • Ochrona sierot i nienaruszalność ich mienia

    W kodeksie rycerskim znajduje się także zakaz atakowania sierot oraz ochrona ich, a także ich mienia:
    „Po dziewkę by sięgali – mówił sobie – bo to jest inna rzecz, ale na sieroty albo na ich mienie ręki nie podniosą, gdyż okryliby się hańbą okrutną i kto żyw, ruszyłby przeciw nim jakoby przeciw prawdziwym wilkom”.

    • Ochrona jeńca

    Rycerz, który wziął jeńca nie mógł podnieść na niego ręki. Mógł natomiast wyzwać go na pojedynek. Nie można było również zaatakować bezbronnego. Było to zawarte w kodeksie rycerskim:
    „Kunonie Lichtenstein, (…) miecza na bezbronnego nie wzniosę, ale ci to powiadam, że jeśli mi walki odmówisz, tedy cię każę jak psa na powrozie powiesić”.

    • Zwolnienie na rycerskie słowo

    Każdy rycerz posiadał swą cześć, której mu nie wolno było pohańbić. Mógł zostać zwolniony z uwolnienia lub sądu na rycerskie słowo. Jeśli nie stawił się na wyznaczony termin, tracił swą godność, cześć i przestawał być rycerzem:
    „ – Słuchaj – mówił mu po drodze Geldryjczyk. – Puścisz mnie na słowo i sam w całych Prusiech będę jej szukał, a gdy ją znajdę, wrócę do ciebie i wówczas mnie na nią wymienisz”.

    • Okup za uwolnienie z niewoli

    Jeśli się dostało do niewoli, można było zapłacić okup za wolność. Stawkę wyznaczała osoba, u której rycerz był w niewoli:
    „Ty okup von Badenom spłać, zaś za mnie zażądaj we dwoje alibo we troje tyle. Muszą zapłacić.”

    • Wjazd do miasta w pełnym rynsztunku bojowym

    W średniowieczu był obyczaj wjazdu do miasta w pełnym uzbrojeniu. Oznaczało to gotowość do walki. Z jakości i ilości ekwipunku można było ocenić zamożność rycerza.
    „Częstokroć ówcześni rycerze wjeżdżając do większych miast lub do zamków w odwiedziny do znakomitych osób przywdziewali się na pełny rynsztunek bojowy. Był wprawdzie zwyczaj zdejmować go zaraz po przebyciu bram, do czego wzywał sam gospodarz uświęconymi słowy: «Zdejmijcie zbroję, szlachetny panie, albowiem przybyliście do przyjaciół» - niemniej jednak wjazd „wojenny” uważał się za okazalszy i podnosił znaczenie rycerza”.

    2. Dworskie

    • Obdarowywanie ukochanego upominkiem

    Każda niewiasta, której ślubował rycerz, powinna mu dać jakiś upominek. Była to zazwyczaj część garderoby niewieściej. Obdarowany przypinał sobie upominek do części uzbrojenia, najczęściej do hełmu:
    „Danusia wyciągnęła rękawiczki i podała Zbyszkowi, który przyjął je z czcią wielką i przycisnąwszy do ust rzekł – Przypnę je do hełmu, a kto po nie sięgnie – gorze mu!”

    • Gościnność, specjalne prawa gościa

    W średniowieczu podstawą ogłady towarzyskiej była gościnność. Gości proszono do stołu jako pierwszych i gospodarz nie mógł usiąść do stołu przed gościem.
    „(…) zawrócili i poszli ku temu samemu ognisku, przy którym Maćko noc spędził, ale bądź to przez pychę bądź przez prostactwo dość między nimi powszechne, poszli przodem, dozwalając mu iść z tyłu, ale on jako wielki bywalec, rozumiejący, jaki ma być w każdym zdarzeniu zachowany obyczaj, zapytał: - Prosicie, panie, jako gościa czy jako jeńca? Dopieroż zawstydził się brat Arnoldów, bo zatrzymał się i rzekł: - Przejdźcie panie”.

    • Zachowanie przy stole

    Każdy dworzanin miał obowiązek usługiwać przy stole swej pani lub swemu panu:
    „Będziesz posługiwał przy śniadaniu mnie i Danusi jako mój dworzanin (…)”.

    • Wstawiennictwo możnych za swoimi poddanymi lub protegowanymi u panujących

    Możni panowie, tacy jak książęta, np. książę Janusz i księżna Anna Danuta Kiejstutówna Januszowa, mogli wstawiać się u króla za swoimi poddanymi, np. w wypadku Zbysz-ka.
    „Jesteście z dworu księżnej Janusowej, to proście jej, by się wstawiła za wami do króla”.

    • Łowy

    Bardzo popularną rozrywką w średniowiecznej Polsce były łowy. Brali w nich udział wszyscy. Najczęściej organizowali je możnowładcy i na ich potrzeby stawiano rezydencje w pobliżu miejsca występowania zwierzyny.
    „Książę Ziemowit począł też zaraz opowiadać dokąd pojadą i na jakiego zwierza będą polowali, a książę Janusz posłał jednego z dworzan, aby sprowadził z miasta jego dwóch «brońców», którzy żubry wywodzili z ostępów za rogi i łamali kości niedźwiedziom (…)”.

    3. Ludowe

    • Ratowanie skazańca przez dziewicę

    W średniowieczu istniał zwyczaj, że skazańca ratowała niezamężna kobieta, narzucając mu na głowę nałęczkę, czyli chustkę, którą panny młode mają na głowach podczas ślubu, i wypowiadając słowa „mój ci on”.
    „Był stary, polski i słowiański obyczaj, mocny jak prawo, znany na Podhalu, w Krakowskiem, a nawet i w innych krajach, że gdy na prowadzonego na śmierć chłopca rzuciła niewinna dziewka zasłonę na znak, że chce za niego wyjść za mąż, tym samym zbawiała go od śmierci i kary”.

    II. Wierzenia

    W średniowieczu prymitywne ludy Żmudzi oraz niedawno ochrzczonej Litwy wierzyły w dawne pogańskie demony. Ze strachu przed nimi wystawiano im na noc przed progiem domu coś do jedzenia, ulewano napoju, rzucano pożywienie w las:
    „(…) co mam starym pogańskim diabłom okruszyny twaroga żałować albo im pieczonej rzepy nie rzucić, albo piany z piwa nie ulać. Nie uczynię tego, to mi konie padną albo krowy sparszeją, albo mleko od nich krwią zajdzie – albo w żniwach będzie przeszkoda”.
    W Polsce za czasów króla Jagiełły wielką czcią otaczano królową Jadwigę. Uważano ją za świętą już za życia:
    „Jadwiga weszła przez drzwi od zakrystii. Ujrzawszy ją rycerze bliżsi stallów, (…) pokwękali natychmiast, mimo woli oddając jej cześć jak świętej. (…) w całym tym zgromadzeniu nikt nie wątpił, że ma przed sobą świętą, której obrazy będą zdobiły z czasem ołtarze kościelne. (…) Z ust do ust między panami i ludem chodziły głosy o cudach spełnionych przez królowę. Mówiono, iż dotknięcie jej dłoni leczyło chorych: ludzie pozbawieni władzy w rękach i nogach odzyskiwali ją po włożeniu starych szat królowej. (…) Czcili ją na klęczkach monarchowie zagraniczni, czcił i obawiał się ją obrazić nawet hardy Zakon krzyżacki. Papież Bonifacy IX nazywał ją świątobliwą i wybraną córką Kościoła. (…)”.
    Wśród prostych ludzi w Polsce, jakkolwiek znali go również duchowni, krążył mit o Walgierzu Wdałym:
    „Był za czasów pogańskich grabia możny, którego dla wielkiej urody zwano Walgierzem Wdałym. Cały ten kraj, jako okiem sięgnąć, należał do niego, a na wyprawy prócz pieszego ludu wodził po stu kopijników, wszyscy bowiem włodycy, na zachód aż po Opole, a na wschód po Sandomierz, wasalami jego byli. Trzód jego nikt nie mógł zliczyć, a w Tyńcu miał wieżę całą nasypaną pieniędzmi, jako teraz mają w Malborku Krzyżacy. (…) I był jak wielkolud i dęby z korzeniami wyrywał, a w piękności, w graniu na lutni i w śpiewaniu nikt w całym świecie sprostać mu nie mógł. A raz, gdy był na dworze króla francuskiego, rozmiłowała się w nim królewna Helgunda, którą ojciec na chwałę Bogu do zakonu chciał oddać, i uciekła z nim do Tyńca, gdzie w sprośności oboje żyli, gdy żaden ksiądz ślubu chrześcijańskiego dać im nie chciał. Był zaś w Wiślicy Wisław Piękny z rodu króla Popiela. Jen podczas niebytności Walgierza Wdałego grabstwo tynieckie pustoszył. Tego pokonał Walgierz i do Tyńca do niewoli przywiódł nie bacząc, że która tylko niewiasta ujrzała Wisława, gotowa była zaraz ojca, matki i męża odstąpić, byle swe żądze nasycić. Tak było i z Helgunda. Zaraz ona takowe więzy na Walgierza wymyśliła, że on wielkolud, choć dęby wyrywał, przerwać ich nie mógł – i Wisławowi go oddała, który do Wiślicy go powiózł. Lecz Rynga, siostra Wisława, usłyszawszy w podziemiu śpiewanie Walgierzowe, wnet rozmiłowana, uwolniła go z podziemia – a ów, Wisława i Helgundę mieczem posiekłszy, ciała ich krukom zostawił, a sam z Ryngą do Tyńca powrócił”.

    *za stroną Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

    I choć obyczaje te podparte są fragmentami Krzyżaków Henryka Sienkiewicza, a ja swą historię planowałem na wcześniejsze wieki, to nie zaszkodzi aby takie już i wtedy istniały i dobrze się miały...

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #13 dnia: 11 Wrzesień, 2017, 18:39:29 »
    Najważniejsze obrzędy pogańskie

    Rozpleciny, zwane też warkoczem – dawny obrzęd obchodzony przez narzeczoną i druhny w ostatni wieczór przed ślubem. Odpowiednikiem rozplecin w domu przyszłego pana młodego był wieczór kawalerski.

    Rozpleciny były symbolicznym pożegnaniem panieństwa.

    Druhny, śpiewając żałosną pieśń, przystrajały włosy panny młodej gałązkami, kwiatami, kokardkami. Bogato przystrojony warkocz skrywały pod chustą. Kiedy do domu przybywał orszak weselny złożony ze swatów i drużbów, ze starostą na czele, ale bez pana młodego, przy dźwiękach kapeli rozpoczynano obrzędowe pożegnanie panieństwa. Starosta, pierwszy drużba lub brat dziewczyny ściągał jej chustę z głowy i rozplatał warkocz, usuwając ozdoby. Jedna z druhen zbierała w tym czasie datki na grzebień.

    Obrzęd rozplecin, połączony z zabawą i poczęstunkiem, najczęściej trwał do rana. W tym czasie również w domu pana młodego żegnano wolny stan.

    Obie grupy spotykały się na krótko przed wyjazdem do kościoła. Pan młody musiał najpierw wykupić rózgę, którą poprzedniego dnia na rozpleciny przyniósł starosta weselny

    Swaćba
    Słowo ślub (wywodzące się od ps. *sl’ubъ) pierwotnie było zarezerwowane dla każdej uroczystej przysięgi i obietnicy i dopiero z czasem zawęziło swoje znaczenie do przysięgi małżeńskiej. Swaćba, jak sama nazwa wskazuje, miała za zadanie swoić ze sobą dwóch ludzi, a także dwa różne rody. Był to zatem nie tylko akt połączenia dwójki osób, ale też przede wszystkich ich rodzin, których zgoda była konieczna do zorganizowania całego przedsięwzięcia

    Akt zawarcia małżeństwa był w istocie kontraktem ślubnym, który zawierały ze sobą dwa rody decydujące się żyć ze sobą w przyjaźni. Kontrakt ten nie mógł odbyć się bez wymiany darów o równej wartości: posagu (majątek wnoszony przez żonę) i wiana (odwzajemnienie ze strony męża). Tak oto mężczyzna żenił się, kobieta zaś stawała się jego żenimą – postępującą za nim, przechodzącą pod jego opiekę. Z dniem swaćby rodziny zaprzyjaźniały się ze sobą, co należało uczcić w możliwie wystawny sposób. Za mąż wychodziły już bardzo młode panny (ok. 14 lat), o czym najlepiej świadczy fakt, że starymi pannami nazywano już dwudziestolatki.

    Najistotniejszą osobą w swaćbowych przygotowaniach nie byli młodzi ani ich rodziny, lecz swat – swój człowiek. Jego zadaniem było swacenie, przyswojenie ze sobą mężczyzny i kobiety, a także ich bliskich. Swatem musiała być osoba mocno poważana we wspólnocie, ciesząca się sporym autorytetem, gdyż w całym ślubnym dramacie to jego głos był zawsze najważniejszy. Wymiennie swata nazywano również dziewosnębem – tym, który snuje, przyswaja obcą dziewczynę do rodziny. Synowa była wówczas określana jako snecha, czyli ta, która jest przyswajana. Słowa swat oraz późniejsze swatać zdołały przetrwać w języku, lecz dziś osoba przyjmująca na siebie funkcję swata lub swatki ogranicza się raczej wyłącznie do skojarzenia i zapoznania ze sobą dwóch osób.

    Najważniejszym momentem swacenia były zaręczyny, zwane też zmówinami lub zrękowinami. To właśnie one wieńczyły zainaugurowane przez swata negocjacje. Cała reszta była wyłącznie dopełnieniem zawartego wówczas kontraktu, przez co bardzo źle odbierano zrywanie zaręczyn, które było już w istocie niedopełnieniem warunków umowy. Ze znacznie większą przychylnością patrzono na obustronne zerwanie zmówin, gdyż to nie urażało żadnej ze stron. Wraz z zakończeniem negocjacji swat oficjalnie obwieszczał wspólnocie o zaręczynach, a także wyznaczał termin wesela.

    Nie zawsze jednak młodym było po wizji swata. Czasem młodzi chcieli wziąć sprawy  w swoje ręce i skojarzyć się ze sobą wbrew woli rodzin. Na taką okoliczność młodzi przygotowywali komedię umyczki, tzn. upozorowanie porwania i zawarcie ślubu po kryjomu. Tego typu praktyka mogła jednak ściągnąć na młodych gniew ich rodzin, które niekoniecznie post factum musiały zaakceptować ten związek. Jeśli jednak rodziny pogodziły się z wolą młodych, wówczas było można urządzić dla wspólnoty spóźnione wesele, które jednak było znacznie szczuplejsze od tego wyprawianego na drodze tradycyjnej. Z tego też powodu czasem same rodziny były zaangażowane w upozorowaną umyczkę, chcąc w ten sposób oszczędzić na wyprawieniu kosztownego wesela. Należy jednak nadmienić, że przypadki pozorowanej umyczki były relatywnie rzadkie, a sami Słowianie byli mocno przywiązani do obrzędów weselnych związanych z osobą swata.

    Jeszcze rzadziej zdarzała się umyczka prawdziwa zwana na Rusi złodziejskim weselem. Zdarzało się, że poszczególne słowiańskie szczepy napadały na siebie, grabiąc wioski i porywając ze sobą zwierzynę, kobiety i dzieci. Tego typu proceder niewiele miał jednak wspólnego ze ślubem, gdyż taka kobieta stawała się wówczas niewolnicą mężczyzny, spółkującą z nim wyłącznie z obawy o własne bezpieczeństwo i życie. Za tak przeprowadzoną umyczkę było trzeba liczyć się z krwawym odwetem. Prawo karało za nią śmiercią, lecz znacznie częściej rodzina uprowadzonej, nie czekając na sąd, sama organizowała pościg i wymierzała sprawiedliwość.

    Umowę ślubną zawierano w gronie rodzinnym i dopiero później swat ogłaszał ją przed wspólnotą. Przy tej okazji obwieszczał też światu o wianie, który młody wnosił do związku, a także wyznaczał termin wesela. Przysięgę małżeńską młodzi składali przed swatem lub żercą, zazwyczaj w obliczu bogów pośród świętego gaju. Ważnym rytuałem swaćby było związane przez mistrza ceremonii dłoni pary młodej, co miało symbolizować zawarte połączenie dwóch rodów. Zaufanie Słowian do instytucji swata było na tyle duże, że jeszcze w XIV i XV w. Kościół gromił z ambony laików, którzy bez udziału chrześcijańskiego kapłana ważyli się łączyć małżeństwa. Swata należy zatem traktować jak współczesnego urzędnika stanu cywilnego, który uprawomocniał związek dwóch ludzi.

    Na dzień wesela przygotowywano wystawną ucztę, której najistotniejszym elementem było obrzędowe pieczywo – zachodniosłowiański kołacz lub wschodniosłowiański korowaj. Ucztowanie każdorazowo musiał poprzedzić jednak zwyczaj posagu, który polegał na tym, że pan młody prowadził za rękę pannę młodą, a następnie siadał wraz z nią na odwróconej kosmatą stroną skórze zwierzęcej. Wtedy rodzice kobiety uroczyście oznajmiali, co dadzą na wyrównanie małżeńskiego wiana, wyposażając pannę młodą na dalszą drogę życia. Podczas weselnej uczty młodzi spożywali pokarmy i napoje ze wspólnych naczyń, co miało jeszcze bardziej uwypuklić nierozerwalność ich więzów.

    Samo wesele w swym ogólnym przebiegu niewiele różniło się od współczesnej tradycji. Wystawnej uczcie towarzyszyły tańce i wesołe śpiewy. Funkcje muzyków i wodzirejów wesela przejmowali tzw. igrcy – ludowi poeci, muzykanci i trefnisie. Do zabawiania gości wykorzystywali wyrabiane z drzewa i kości piszczałki, gęśli, bębny, rogi tura lub woła oraz długie trąby. Dawne wesele rzadko mogło obyć się też bez sprośnych zabaw i żartów, które potęgowały się zwłaszcza w czasie praktykowanych czasem pokładzin, które były ostatecznym dopełnieniem kontraktu małżeńskiego. W momencie, gdy zgromadzeni goście mogli zobaczyć lub co najmniej usłyszeć obcowanie cielesne młodych, powszechnie uznawano małżeństwo za ważne. Goście w swej sprośności posuwali się czasem do "święcenia" weselnych napojów czosnkiem lub nawet prąciem. Nic zatem dziwnego, że po przyjęciu chrześcijaństwa Kościół czasami zabraniał kapłanom uczestnictwa w weselach. Słowiańskie wesela trwać mogły nawet do kilku dni.

    Oczepiny (zwane też przedbabinami, czepieniem, czepinami) to dawny obrzęd weselny znany u większości ludów słowiańskich, podczas którego panna młoda symbolicznie przechodziła ze stanu panieńskiego w zamężny. Nazwa oczepiny pochodzi od czepca, nakrycia głowy, jakie nosiły mężatki w miejsce panieńskiego wianka.

    Oczepiny odbywały się o północy, kiedy to pannę młodą prowadzono do bocznej izby, śpiewając przy tym pieśń Oj, chmielu, chmielu... Potem druhny zdejmowały z głowy panny młodej wianek, ścinano jej warkocz lub skracano włosy, a starsze zamężne kobiety nakładały czepiec. Czepiec weselny, z białego płótna, misternie haftowany, najczęściej był podarunkiem od matki chrzestnej. Brat panny młodej lub najstarszy drużba wręczał go starościnie (która często była wcześniej swatką). Umieszczony na głowie, naznaczony znakiem krzyża, stawał się atrybutem małżeństwa.

    Oczepinom towarzyszyły różne zwyczaje: panna młoda "na niby" zrzucała i deptała czepek, czasem któryś z drużbów zamiast czepka wkładał jej na głowę męski kapelusz, uciekała dookoła stołu przed mężatkami chcącymi ją oczepić, broniła się przed oczepinami sama lub "pomagali" jej żonaci mężczyźni.

    Pokładziny – wstąpienie do łoża i cielesne obcowanie małżonków w obecności świadków. Pokładziny były dopełnieniem umowy formalnej – jednego ze sposobów zawarcia małżeństwa w epoce feudalnej.

    Pokładziny stanowiły też zasadniczy rytuał obrzędów związanych z zawieraniem małżeństwa na wsi polskiej – polegały na dokonaniu stosunku płciowego podczas trwania przyjęcia weselnego mającego miejsce zazwyczaj w domu rodziców panny młodej, lub rzadziej pana młodego. Taki stosunek seksualny był nieomal publiczny: zwykle obserwowali go (lub tylko podsłuchiwali) goście weselni, w tym krewni młodej pary. W zwyczaju było pokazywanie białej odzieży panny młodej splamionej krwią jako dowodu jej dziewictwa – od tej chwili uznawano małżeństwo za zawarte. Jednak gdy pokazywana odzież nie nosiła śladów krwi wesele przerywano, a goście zazwyczaj demolowali dom weselny, wyrażając w ten sposób wielkie niezadowolenie z wyniku pokładzin.

    W społecznościach wiejskich niektórych rejonów Polski praktykowano pokładziny pary zaręczonej, a więc jeszcze przed ślubem. Był to stosunek płciowy dokonywany zwyczajowo, nie rytualnie, przy zgodnej aprobacie rodzin zaręczonej pary. Natomiast na użytek właściwych pokładzin wykorzystywano prawdopodobnie krwotoki wywoływane za pomocą ziół lub nawet wykorzystywano normalne krwawienie menstruacyjne.

    Pogrzeb
    Śmierć dla Słowian przeważnie nie była czymś smutnym, wręcz przeciwnie – oznaczała wszakże przejście zmarłego do lepszego świata, Nawii. Rozstanie z bliską osobą nie jest łatwe, jednak mimo to Słowianie starali się dostrzec w tym coś pozytywniejszego. Stąd też ich uroczystości pogrzebowe znacznie różniły się od tego, co możemy zaobserwować współcześnie.

    Wyprawiając zmarłemu pogrzeb, bliscy dbali o to, by wyposażyć go w jego dobra, które mogą być mu potrzebne w nowym świecie. Ubierano go w najlepsze szaty, czasem biżuterię, dawano mu też pieniądze i przedmioty codziennego użytku, np. broń. Praktyka ta miała swoje uzasadnienie w tym, że osoba należycie wyposażona na tamtym świecie, z pewnością nie wróci do wcześniejszego świata pod zmienioną postacią. Wiara w to doprowadziła w niektórych przypadkach do skrajnych praktyk, takich jak uposażanie zmarłego w wóz bądź nawet ludzi – najczęściej padało na sług, rzadziej na żonę zmarłego.

    Uposażanie zmarłego było rzecz jasna typowe dla grzebania możnych nieboszczyków – wiązało się to wszakże z posiadaniem dóbr materialnych. Bez względu na stan majątkowy, zmarłego układano na stosie i palono. Po całkowitym wypaleniu stosu, prochy zmarłego przesypywano do glinianego naczynia (tzw. popielnicy), a następnie zakopywano w grobie – mógł to być zwykły płaski grób bądź też okazały kurhan. Zdarzało się też, że prochy zmarłego były po prostu przysypywane ziemią po wypaleniu się stosu.

    Palenie zmarłych, poza symbolicznym oczyszczającym znaczeniem ognia, miało też aspekt pragmatyczny – definitywnie zabezpieczało przed powrotem duszy pod postacią demona. Strach przed tym był widoczny również przy innych, chronologicznie wcześniejszych praktykach pogrzebowych, takich jak: odcinanie głowy zmarłego, przebicie kołkiem bądź też po prostu zagrzebanie ciała za stawem bądź rzeką.

    Praktyki pogrzebowe Słowian nie były jednorodne, zmieniały się też one z czasem. Wśród Słowian wschodnich urny z prochami ustawiano na pagórkach, na których z kolei budowano drewniane domki lub szałasy. U innych plemion słowiańskich zaś – prochy umieszczano w popielnicach wiszących na słupach przy rozdrożach. Grobowce także wyglądały różnie – jedne były obudowanymi domkami na nóżkach, inne – jamami grobowymi obudowanymi kamieniem lub drewnem. Pojawiały się też kamienne skrzynie, czasem też dobudowywano mostek z kształtem ludzkiej stopy, gdyż wierzono, że Nawia znajduje się gdzieś za wodą…

    Narwaniec

    • Offline
    • *
    • Podziękowania
    • -Wystawione: 258
    • -Otrzymane: 216
    • Autor wątku
    • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
    • Wiadomości: 910
    • Płeć: Mężczyzna
      • Zobacz profil
    Odp: Kroniki - sprawy organizacyjne/techniczne itd.
    « Odpowiedź #14 dnia: 23 Styczeń, 2018, 23:48:56 »
    Znalazłem pewną ciekawostkę odnośnie jedzenia... Mianowicie w okresie średniowiecza było dużo dni postnych. Ludzie jak to ludzie, wiadomo, z dobrego nie chcą łatwo rezygnować, zwłaszcza z mięsa. Dlatego też mnisi wpadli na to, że wszelkie kaczki, gęsi, łabędzie i ptactwo wodne, które przecież większość czasu spędzają w wodzie zaliczyli do ryb (sic!). Ponadto niektóre średniowieczne zakony o łagodniejszej regule twierdziły, iż jeśli Bóg tego samego dnia powołał do bytu zarówno ryby jak i ptactwo, to można je spożywać nie łamiąc postnych zakazów. Podobnie rzecz się miała z bobrem, a zwłaszcza jego ogonem, oraz wydrą. Zwierzętami zaliczonymi do ryb, a więc mogącymi stanowić jadło postne były także raki, homary, kraby, wszelkie małże oraz żółwie wodne.