Biżuteria Handmade

static.srcdn_.comslirw1500-h562-q90-c1500562wp-contentuploadsFear-the-Walking-Dead-Season-2-poster-031ed138e646a1ddabd4d0badb098bf2b1c7c62d-1024x384

       Od dnia swojej premiery, „Fear The Walking Dead” było dla mnie niczym innym jak fajnym serialem oglądanym z doskoku. Cieszący, czasami zaskakujący oraz o dziwo wciągający. Choć prawdą jest, iż najnowszy tytuł ze stajni AMC to typowa produkcja, która nie sili się na wyjście poza sztywne ramy przeciętności, to jednak miała w sobie coś co przykuwało do ekranu. Ot, taka grzeszna przyjemność wśród całej gamy ambitniejszych tytułów pokroju „House of Cards” czy „Penny Dreadful„. Kiedy jeszcze w maju bieżącego roku Fear odchodziło na swój krótki urlop, nie sądziłem że cokolwiek będzie w stanie zakłócić jego stabilny poziom. Cóż…byłem w błędzie. Niedawno wyemitowane „Grotesque” oraz „Los Muertos„, które na nowo otworzyły podwoje sezonu drugiego, znacząco nadszarpnęły wizerunek FTWD, dostarczając materiału z którym było mi niestety nie po drodze. I to bardziej niż mi się w pierwszej chwili wydawało!

Los Muertos1

        „Grotesque” oraz „Los Muertos” to dwa pierwsze epizody, które miały wprowadzić nas w nowy kontekst sytuacyjny sezonu 2B; to również dwa pierwsze epizody które miały nakręcić akcję oraz podgrzać atmosferę. Czy wywiązały się z tego? Skądże znowu. Jedna wielka pustka oraz brak treści fabularnej, która zmusiła nas do kręcenia się zupełnie bez celu. Choć w zwyczaju mam poświęcać na dany odcinek indywidualną recenzję, tak tym razem byłem zmuszony do zastosowania chwytu „2 w 1” bo inaczej nic by z tego nie wyszło. No bo jak tu cokolwiek recenzować, kiedy bieda scenariuszowa i pustostan są tak wielkie, że z trudem przychodzi znalezienie choćby cienia materiału pod analizę?

fear-the-walking-dead-episode-208-nick-dillane-3-935

       Na pierwszy rzut oka, otwarcie półsezonu motywem drogi wydaje się posunięciem trafnym, szczególnie kiedy spojrzymy na to w kontekście ogólnej konwencji kirkmanowskiego uniwersum. Na świecie nie ma chyba ani jednego fana, którego nie nurtowałoby prawdziwe, namacalne, ostre oraz rachityczne przetrwanie w świecie ogarniętym epidemią zombie. Sytuacja wydawała się tym ciekawsza, że za głównego bohatera obrano Nicka- osobę, która ucieka się do najbardziej prymitywnej formy survivialu. Czy coś mogło się nie udać? Ależ oczywiście; to nie byłoby AMC, gdyby wszystko było idealne. Przyznam się szczerze, że jeszcze pierwsze chwile wędrówki Clarka były nader wciągające. Postać budzi się obok trupów, w rozmowach padają informacja odnośnie La Manas, w tle przewijające się otwarte przestrzenie potęgujące nieznane. Klimat był i to nawet namacalny. Szkoda jedynie, że już po 15 minutach uświadamiamy sobie, że ta wędrówka nie ma żadnego celu i jest niczym innym jak wyrazem starej jak świat twdeowskiej dewizy „walking, walking, more walking„. Coś co jeszcze początkowo jawiło się na ciekawą wiwisekcję psychologiczną jednej z najciekawszych person spin-offu, mogącą stylistycznie przypominać „Dziką Drogę„, z czasem przerodziło się w bezcelowy tasiemiec, pozbawiony końca. Tego typu materiały przeważnie stanowią punkt zwrotny w cyklu charakterologicznym, aczkolwiek tym razem trzeba było obejść się smakiem bo jak Nick dalej tkwił w dziwnej ambiwalencji w stosunku do epidemii, tak tkwi w tym nadal. Nawet zastosowane flashbacków, które stanowiły fajne uzupełnienie tematu, oraz wyrażanie dramaturgii poprzez obraz pozbawiony dialogu, nie potrafiło uratować stopniowo tonącej krupy.

Nick(2)

        Niestety, brak punktu zwrotnego w wędrówce Nicka spowodował zatoczenie koła i ponownie wplątanie go w nowy/stary tok ideowy, opierający się na wariacji na temat śmierci, gdzie zombie są jedynie stanem przejściowym między dwoma skrajnymi postaciami egzystencji. Pytanie tylko, czy to było potrzebne? Oczywiście, że nie. Wydarzenia jakie miały miejsce w rezydencji Abigailów wystarczająco wykorzystały problematykę i fatalizm percepcji Clarka, więc kolejne wpychanie go w to samo środowisko jest marnotrawieniem cennego czasu antenowego. Nawet chęć poruszenia kwestii immunologicznej nie rozgrzesza scenarzystów. Co zatem nimi kierowało? Chęć ukazania kolejnego substytutu uzależnienia? Potrzebę nowych bodźców czy figury matczynej/ojcowskiej? Nie potrafię złapać kontekstu całej idei, skutkiem czego dalsze rozwijanie wątku może okazać się katorgą scenariuszową.

Los Muertos2

      Pod względem fabularnym, sytuacje otwarcia sezonu 2B ratuje tylko i wyłącznie wątek Madison i jej grupy, choć też nie można powiedzieć że to idealny ciąg zdarzeń. Pierwszą wyczuwalną cechą jest mocne uderzenie w ckliwe schemaciki typowe dla serialowej konwencji „Żywych Trupów”, gdzie to bohaterowie pod wpływem tragicznych wydarzeń zaczynają prawić moralitety w najmniej odpowiednim momencie. Jest to zagranie tym bardziej wywołujące zgrzyt, ponieważ centralne postaci mają spore naleciałości antagonizmu, egoizmu oraz oportunizmu, więc fakt użalania się nad własnym losem w chwili plądrowania hotelu, który stoi otworem i kusi „bogactwem” jest co najwyżej śmieszny. Oczywiście producenci nie byliby sobą, gdyby nie wykorzystali tego momentu do stworzenia kolejnej kryzysowej sytuacji, gdzie to „pijackie burdy” zwołują w około pokaźną hordkę zagrażającą życiu pozostałych bohaterów. Czy naprawdę nie można było zagęścić akcji w bardziej sensowny sposób? Dla przykładu, „Seed” z sezonu trzeciego TWD idealnie pokazuje, że twórcy mają kompetencje do ciekawego prowadzenia dynamiki, więc dlaczego nie wykorzystali do tego celu niesamowitych możliwości jakie daje Rosarito BH? Tego nie wiem. Oczywiście nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. W całym tym niefortunnym zamieszaniu udało się przemycić kilka ciekawych punktów. Przede wszystkim wyniesiono Alicię na piedestał, nadając jej rolę przywódczą i dodając do jej osobowości poczucie odpowiedzialności za grupę. Po drugie, sporo zyskała Madison poprzez pokazanie jej osoby jako kobiety zupełnie nienadającej się na matczyną figurę, co w dalszej kolejności wyjaśnia destrukcyjne, dysfunkcyjne oraz lekko patologiczne relacje na drodze Ona-Alicia-Nick. Życie ze świadomością napiętnowania własnych dzieci i balansowaniem ich egzystencją na granicy życia i śmierci? Dość ciekawy obraz. Po trzecie, duet Madison-Strand zaczyna nabierać interesujących rumieńców i buchać chemią, dzięki czemu fajnie się ich ogląda.

Los Muertos3

       Sama sekwencja akcyjna w hotelu to zdecydowanie najlepszy punkt z otwarcia półsezonu. Może nie zabierał nam tchu swoim rozmachem, precyzją czy efektownością, ale był na tyle sprawnie zrealizowany że robił pozytywne wrażenie. Z minuty na minutę potęgowano nadchodzący katastrofizm, w tle puszczone dźwięki rozstrojonego fortepianu, zaś dopełnieniem wszystkiego wypadające z okien trupy oraz żywe przerażenie na twarzy Alicii. Mówiąc zupełnie szczerze, moment ten podobał mi się dużo bardziej niż niejedna rozbuchana dynamika w macierzystym serialu, co dowodzi temu że kirkmanowski świat jest na tyle elastyczny i bogaty w swojej strukturze, że nie trzeba bóg wie czego by osiągnąć coś. Pomijam w tym wszystkim to, że nie sposób było nie złapać podobieństw do takich tytułów jak „Shaun of the Dead” czy chociażby „Dead Island” rodzimego studia Techland, co było nawet przyjemnym, choć pewnie nieintencjonalnym, smaczkiem.

Los Muertos5

       To czym znacząco wyróżnia się Fear to duże przywiązanie do scenografii, jej detali oraz szczegółów.  Ekipa stawiając na realne lokacje kosztem minimalizacji CGI, ma możliwość ukazania apokalipsy w dużo szerszej perspektywie, nadając jednocześnie spin-offowi pewnej widowiskowości czy nawet filmowości, których w macierzystym serialu brakuje od czasów odejścia Franka Darabonta. Co by nie powiedzieć, Rosarito Beach Hotel robi fenomenalne wrażenie jak na standardy serialowego uniwersum, stanowiąc orzeźwiającą odskocznie od lasów, gąszczy i niekończących się kilometrów torów. Sekwencja, w której obserwujemy zamgloną fasadę budynku na tle przejmującej ciszy jest naprawdę miodnym ujęciem, których niewiele mogliśmy uświadczyć na przestrzeni lat poprzednich. Podkreśla to ogrom świata zewnętrznego oraz maluczkość naszych bohaterów w stosunku do tego z czym chcą się zmierzyć.

Grotesque1

       Fear jak dotąd dość rozsądnie dawkowało nam absurdy fabularne, które nawet jeżeli już się pojawiły, to były do przełknięcia. Wiadomo, ciężarówki spadającej na cztery koła lub Beci walącej idealne headshoty w zupełnych ciemnościach szpitalnych korytarzy nic nie przebije. Zatem tym bardziej doceniałem ekipę spin-offu, która jednak dba o względne i akceptowalne dopracowanie swojego produktu, oraz utrzymanie go na poziomie nierażącym aż nadto w inteligencję widza. To co jednak miało miejsce w otwarciu sezonu 2B jest kompletnym tego zaprzeczeniem. Mówiąc prosto, scenarzysta płakał jak pisał, a sam reżyser pił do upadłego gdy to kręcił. Facet, który daje się zeżreć grupie zombie, Nick kradnący durne ciastka kiedy może je na luzie wynieść, przetrwanie na pustkowiu na litrze wody, dwie smugi krwi na twarzy i pełen kamuflaż czy zombie ignorujące ludzi. Poważnie? Naprawdę, tego było za dużo. Mam wobec FTWD duży próg tolerancji ale to jednak ponad moje siły.

Los Muertos6

      Podsumowując tą jedną z najkrótszych recenzji w całej mojej „karierze„, otwarcie było rozczarowujące oraz złe. Choć nie mogę tego porównać do największego szamba jakie spłodziła w swojej karierze kirkmanowska banda, poziom obserwowany w epizodach „Grotesque” oraz „Los Muertos” był zupełnie nie do zaakceptowania. Drętwo, nudno, a w ogólnym rozrachunku nieciekawie. Powodem tego poślizgnięcia było zarezerwowanie 8 odcinka na fillerowaty motyw drogi, który niestety nie spełnił pokładanych w nim obietnic, a w efekcie podkopał dalszy materiał. Na całe szczęście, była to tylko jednorazowa wpadka gdyż niedawno wyemitowane „Do Not Disturb” zmyło blamaż wraz z pozostawionym uczuciem niesmaku. Kredyt zaufania jaki obdarzyłem Fear został zatem uzupełniony. Gdybym miał ocenić otwarcie 2B w skali punktowej, to zasługuje ono na 4.5/10. 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts