Ankieta

Które postacie najbardziej lubisz? (5 głosów z możliwością zmiany) NIE BĄDŹ PAJACEM, ZOSTAW KOMENTARZ :sully: : Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Kenny Hawkins
33 (18.6%)
Sullivan
25 (14.1%)
Lucy
19 (10.7%)
Morgan Smith
31 (17.5%)
Josh
12 (6.8%)
Seth
14 (7.9%)
Młody
21 (11.9%)
Henry
11 (6.2%)
Dakota
11 (6.2%)
Kevin
0 (0%)

Głosów w sumie: 57

Autor Wątek: Żywe Trupy - Apokalipsa  (Przeczytany 233633 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 26
  • Wiadomości: 32
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1845 dnia: 24 Marzec, 2018, 21:17:45 »


Podczas spokojnej drogi, Kevin odprowadzał wzrokiem tuziny połamanych znaków, tabliczek. Z niemalże tęsknotą żegnał mijane obiekty – bardzo lubił jeździć, na dodatek w aucie czuł się o wiele bezpieczniej. Do rozmów się nie włączał, i raczej nikt nie chciał w nich jego uczestnictwa, był dostatecznie nowy, a jak wiadomo taki nie ma zbyt dużo do powiedzienia. Oprócz oczywistego żegnania przedmiotów nieożywionych, pomyślał też nad niedawnym odejściem kilku członków grupy, z których jeden zniknął bez ewidentnych śladów. Nie miał zamiaru się owych śladów doszukiwać, prędko odrzucił tę myśl, zignorował ją i bezproblemowo zaakceptował nieobecność jednookiego, i to raczej z oczywistych względów, bo pierwsze wrażenie wywarł na nim w sposób nieco dziwny: przesłał mu nie najsłabszego kopniaka, który nie przestał dawać się we znaki nawet teraz, w samochodzie. Kevin, choć niezadowolony z faktu, nie dziwił się towarzyszącemu mu nieustannemu bólowi – ze względu na niszczenie organizmu wszelkiego rodzaju używkami, jego reakcja na bodźce zewnętrzne została wyostrzona; niestety wiedział również, że nie chodzi o większą przyjemność z pieszczot, tylko o o wiele mniejszą "przyjemność" z tęgich ciosów.
Z myśli wyrwało go nagłe zatrzymanie pojazdu. Przechylił się, wsadził głowę między siedzenia i spojrzał przez przednią szybę. Pick-up, będący niedaleko przed nimi, stał, a spod maski wydobywała się widoczna para. Kevin nie był ekspertem w mechanice, lecz wiedział, że jeśli spod maski wydobywa się para, to jest to zły znak. Wszyscy, włącznie z Oehlerem, wysiedli z aut. Lakoniczne dysputy dotyczyły nowoodkrytego problemu z pick-upem oraz – po chwili – również nowoodkrytej stacji benzynowej, która szczęśliwym trafem zaopatrzona była w prawie wszystko, czego w tym momencie grupa potrzebowała.
Na świetny pomysł wpadł ten nietrudny do wkurwienia koleś, który spuszczał sromotny łomot drzwiom wejściowym. Kilka sekund pogawędził z nim mężczyzna przypominający kowboja. Kevin był mu wdzięczny za uwolnienie, lecz dotychczas tego nie okazał. Rudy szczyl zniknął gdzieś za budynkiem, chyba w poszukiwaniu prostszego wejścia.
Gdy Kevin zaczął powoli zbliżać się do grupy, usłyszał dźwięk tłuczonego szkła. Z miejsca domyślił się, co to było – i miał rację. Niedojebany plan pana szeryfa się powiódł. Wszyscy weszli do środka, Oehler za nimi. Zauważył umazanego we krwi młodego. Nie wyglądał zbyt dobrze. Przeczuwał, że może wyglądać jeszcze gorzej, biorąc pod uwagę poziom wkurwienia szeryfa. Jednakże do bójki nie doszło. Jeszcze.


Noctury

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 28
  • -Otrzymane: 195
  • Age: 26
  • Wiadomości: 405
  • Płeć: Kobieta
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Skąd: Mysłowice
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1846 dnia: 24 Marzec, 2018, 22:14:22 »


Josh dłubał pod maską, puszczając mimo uszu opowiastki Kenny'ego. Najgorsze co można zrobić, to stać nad kimś jak kat i komentować w trakcie pracy, mechanik jednak powstrzymał się od komentarza. Rozkręcając poszczególne elementy, widział głównie rdzę i ślady długiego, mało delikatnego użytkowania, dokładnie tak jak można się było spodziewać, ale przyczyny awarii nadal nie było. Może faktycznie jest gdzieś przeciek, po prostu na tyle mały, że go nie widać... Sprawdził olej, obawiając się że będzie miał brązowy odcień, wtedy na pewno byłaby to uszczelka pod głowicą: ale nie, czyli jeszcze była nadzieja. Zabierając ze sobą latarkę wpełznął w dół kanału i zaczął przyglądać się podwoziu. Tam także jak na złość wszystko wydawało się w porządku, więc wydobył się z dziury, przy okazji uderzając głową o metalową ramę podnośnika i klnąc cicho kontynuował poszukiwania pod maską. Sytuacja wyjaśniła się wreszcie, gdy spojrzał do zbiornika wyrównawczego, który okazał się przepełniony.
-A, tu cię mam - mruknął z zadowoleniem i dla pewności podważył lekko uszczelkę śrubokrętem: rozległ się cichy syk, świadczący o zapowietrzeniu układu chłodzącego. Wystarczyło nieco pokręcić by dać ujście powietrzu, a potem uzupełnić płyn w samej chłodnicy. Odetchnął z ulgą na myśl, że nie okazał się nieprzydatny przynajmniej w tym, na czym się znał.
-W porządku, da radę to łatwo naprawić, wystarczy mi płyn do chłodnicy - powiedział do zatroskanej mamy, która stałą w pobliżu.

-Bogu dzięki, zaraz powiem reszcie! - ucieszyła się Jenna i ochoczo udała się w okolice wejścia do sklepu, gdzie stała większość grupy.
-Dobre wieści, Josh mówi że potrzebuje tylko płynu do chłodnicy i auto będzie... Jezus Maria, co ci się stało?! - dopiero teraz kobieta ujrzała Tylera całego skąpanego we krwi. Wydała z siebie krótki okrzyk i podbiegła do chłopca, łapiąc go w objęcia znacznie silniejsze, niż można by się spodziewać po starszej pani.
-Nic ci nie jest?! Co ja gadam, oczywiście że jest..! Spokojnie skarbie, zaraz to opatrzymy... Położymy cię i będzie dobrze, obiecuję - zaczęła wycierać rudego chłopaka swoją chustką, by znaleźć źródło krwawienia - Powiedz, gdzie cię boli? Halo, mamy u nas lekarzy, prawda? - zwróciła się do reszty z ponagleniem w głosie.

-Co tu się wyprawia? - Morgan, która właśnie okrążała stację i zamierzała opierdolić Agencika za robienie rabanu, przybiegła na lament matki Josha, bo brzmiało to tak, jakby ogłaszała właśnie że anioły trąbią na otwieranie pieczęci.
-Był jakiś wypadek, no przecież jest cały we krwi! - Jenna przysunęła Tylera bliżej rozbitych drzwi wejściowych.
-No ładnie - Czerwona przekroczyła próg sklepu, a kawałki szkła trzeszczały jej pod glanami. Jak nic pierdolnięcie bejsbolem rozwaliło szybę w momencie gdy Młody kręcił się w pobliżu i pocięło go niczym nastoletnie emo. Tylko w filmach można bezkarnie wejść razem z szybą i ograniczyć się do strzepnięcia odłamków z ubrania.
-Pokażcie mi to... Ale proszę go może puścić, dobrze? - zasugerowała Morgan, bo pani Lee gotowa była pewnie zostać w tym żelaznym uścisku po wsze czasy. Coś tu jednak było nie tak i pachniało... cukrem, albo raczej syropem glukozowym? Punkówa bez większych skrupułów wzięła trochę czerwonej "krwi" z policzka młodego na palec, po czym ku przerażeniu matki Josha, spróbowała.
-Ble, wiśniowe... To już lepiej było się wytarzać w czymś malinowym - rzekła, powstrzymując się ledwo od śmiechu. Miny Tylera i Jenny były nie do podrobienia.

-Matko Boska, nie straszcie mnie tak..! - kobieta odetchnęła z ulgą i wreszcie uwolniła chłopca - Przepraszam skarbie, spanikowałam - dodała z lekkim rumieńcem wstydu.
-To jak wejście na pełnej piździe mamy za sobą... może się rozejrzymy, skoro cała okolica o nas wie?
« Ostatnia zmiana: 24 Marzec, 2018, 22:16:55 wysłana przez Noctury »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 252
  • -Otrzymane: 212
  • Autor wątku
  • Nicość jest okej, jeśli się przyzwyczaisz
  • Wiadomości: 898
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1847 dnia: 29 Marzec, 2018, 19:01:37 »


- Ja jestem żywy, tamta pani definitywnie martwa - wskazał kciukiem w kierunku jednej z alejek, gdzie zostawił zwłoki - w łazience panuje na tronie kiblowy truposz, w szatni może ich kilka być, nie widziałem, przelazłem po omacku, a tylko ona się do mnie... - w tym momencie matka Josha porwała go w ramiona i najwyraźniej w swoim przejęciu jego stanem używalności, postanowiła wydusić z niego wnętrzności od płuc zaczynając. Nie żeby jej troska nie była miła. Zrobiło mu się nawet miło i ciepło, że komuś może na nim zależeć i że rzeczywiście się nim przejmuje. Z drugiej strony ta kobieta reagowała tak na wszystkie biedne zwierzątka i sierotki, obóz małolatów był tego najlepszym dowodem. Wszystkich chciała adoptować. Drużynę Pierścienia też już adoptowała. Więc nie był jakiś wyjątkowy. Ten typ po prostu tak ma i już. Bez szemrania pozwolił się przestawiać i oglądać, nawet specjalnie przy tym nie protestując, chociaż kilka razy usiłował tłumaczyć, że absolutnie nic mu nie jest, nie krwawi, nic go nie zjadło i naprawdę jest w jednym, w miarę mało sfatygowanym kawałku.
Potem do akcji wkroczyła Malinowa. Ta z kolei otaksowała go wzrokiem, po czym organoleptycznie sprawdziła, czy to czym jest ubrudzony to rzeczywiście krew.
- Jaj, jestem taki seksi, że chcą mnie oblizywać - mruknął, krzywiąc się zabawnie. - Czy teraz jak już sprawdziłyście obie, że nic mi nie jest, to możemy zabrać się za ciekawsze rzeczy, czy też będziecie wylizywać do czysta? Nie żeby coś, ale z całym szacunkiem nie mój typ, nie moje preferencje. Niestety nie ma tu nikogo... - pokiwał z udawanym smutkiem głową. - Jestem taki sam, jak palec albo coś tam... problemów rośnie stos , samotność ciężki los... - zanucił, wycofując się rakiem, żeby przypadkiem znowu komuś nie wpadło do głowy go przytulać i obmacywać. Na pewno też skombinuje sobie jakąś broń i na tego typu akcje nie pójdzie więcej z gołymi rękami. Istniała szansa, że wyszedłby ze starcia znacznie czystszym, a tak znowu będzie musiał kombinować jakieś cholerne ciuchy.


Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 803
  • -Otrzymane: 549
  • Wiadomości: 3008
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1848 dnia: 02 Kwiecień, 2018, 18:28:35 »


- To ja skoczę po ten płyn…i przy okazji zatankuję, bo mi w gębie zaschło. – Hawkins uznał, choć nie do końca chętnie, że mechanik zna się na swojej robocie i można go zostawić bez nadzoru. Zwłaszcza że w gębie faktycznie mu zaschło, a wolał nie ryzykować że ktoś go ubiegnie. Mimo że Snake postanowił zabrać się w cholerę, to konkurencja nadal była.
Wszedł do środka sklepu, gdzie u wejścia napotkał kilka członków ekipy.
- Dział z alkoholem, to w którą stronę? – zwrócił się do zgromadzonych.
-  I mam nadzieje że to nie było wino. – wskazał w kierunku Młodego.


Logan pokiwał w głową na „raport” Młodego, który szybko się ulotnił, najwyraźniej zakłopotany „atakiem” Pani Lee. Sullivan mruknął coś niezrozumiałego, co brzmiało jak warknięcie wściekłego niedźwiedzia i udał się w głąb sklepu. Za to na miejscu pojawił się harleyowiec jowialnie wypytując o alkohol.
- W porządku, uzupełnijmy zapasy, choć wolałabym żeby nie był to głównie alkohol. – spojrzał nieznacznie na Hawkinsa, poprawiwszy kapelusz.

- A niedawno sam pod stołem leżał… – skomentował pod nosem, nie zadowolony z przytyku. Tak jak się spodziewał, Szeryfek jak typowy Pan Władza zaczynał się panoszyć. Pies zawsze będzie psem.

Zabrał koszyk i udał się w głąb marketu, póki jeszcze festiwal spierdolenia trwał w najlepsze i pajace nie rozbiegły się po całym obiekcie, uniemożliwiając spokojne „zakupy”.
Od patrzenia na zajebane żarciem po sam sufit półki, stawał się co raz bardziej głodny. Mimowolnie jego myśli powędrowały do pewnej włoskiej knajpki i najbardziej zajebistego calzone jakie serwowali na zachodnim wybrzeżu. Nic dziwnego że Stary i reszta prosiaków, głównie przesiadywała właśnie w tym przybytku. Ci ludzie poza szeroko pojmowanym ubijaniem interesów, żarli. I to na potęgę, co dla niego bywało kłopotliwe, bo żeby zachować formę, nie mógł się bez karnie obżerać.
Z zamyślenia wyrwał go widok Cośka na którego się nieszczęśliwie natknął, wchodząc w kolejną alejkę. Cosiek szedł z naprzeciwka ściskając w jeden łapce zapierdolone gdzieś z lady, całe pudełko kolorowych lizaków. W drugiej nieporadnie, wlókł za sobą wór z kocią karmą.


Lucy uśmiechnęła się szeroko w kierunku Sully’ego na co ten odwrócił się na pięcie i odszedł w przeciwnym kierunku, znikając gdzieś za półkami. Przystanęła w miejscu przygryzając lekko wargę, co zwykła robić w chwilach zmartwienia i konsternacji. Odkąd wyjechali nie odezwał się do niej ani słowem. Wszelkie próby rozmowy wychodzące z jej inicjatywy napotykały na mur ciszy. Spojrzała w dół na łaszącego się u jej nóg kocura, który jej towarzyszył. Kot zadarł puchaty łepek do góry i zamiauczał głośno.
- Uh, zaraz dostaniesz. – powiedziała jakby w odpowiedzi.


Noctury

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 28
  • -Otrzymane: 195
  • Age: 26
  • Wiadomości: 405
  • Płeć: Kobieta
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Skąd: Mysłowice
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1849 dnia: 12 Kwiecień, 2018, 19:39:42 »


-Jeszcze raz przepraszam, narobiłam ci wstydu... Chyba mam tendencję do panikowania, z Joshem też tak miałam. W ramach rekompensaty pozwól że dam ci coś na przebranie, bo to się lepi... na szczęście od syropu - roztrajkotała się Jenna z wyraźnym poczuciem wstydu. Ona się absolutnie nie nadawała do rzeczywistości gdzie bycie zakrwawionym od stóp do głów było bardziej prawdopodobne niż wymazanie się czymś słodkim. Wróciła do zaparkowanych samochodów, zachęcając gestem Tylera by poszedł za nią. Na szczęście wciąż jeszcze miała mały zapas ubrań w torbie.
-Co to był za raban? - spytał mechanik spod maski, prowadząc dalsze oględziny wozu. W końcu kto wie czy leciwy samochód nie miał jeszcze jakiś problemów.
-A... to moja wina, ale na szczęście nic się nie stało - odpowiedziała wymijająco, grzebiąc w torbie. Wreszcie natrafiła na coś, co było pewnie za duże na chudego chłopaczka (właściwie wszystkie ubrania byłyby za duże) ale nie aż tak bardzo : białą koszulę i brązowe spodnie, pamiętające czasy Josha a może i jego brata Matta. Z przepraszającym uśmiechem wyciągnęła ubrania jako oznakę zawarcia pokoju.
-Proszę, jak się podwinie rękawy i nogawki to powinno być w porządku. Przeszły już moich chłopaków, więc przetrwają jeszcze jednego.

-Mamo, nie musisz wszystkich ubierać, jeśli nie ma potrzeby i... - Josh podniósł głowę spod maski, pewien że mama postanowiła zagłaskać Tylera na śmierć, ale rzut oka wystarczył żeby stwierdzić że zmiana garderoby jest wskazana.
-Co się stało? - spytał niepewnie.

-Wypadek przy pracy - skwitowała krótko Jenna. Syn patrzył przez chwilę to na jedno, to na drugie, ale najwyraźniej stwierdził że chyba lepiej nie pytać.
-Gdzieś z boku widziałem myjkę ciśnieniową... znaczy pewnie będzie tam jakiś kran albo pompka - wskazał, wracając do przeglądu.
***
Morgan błąkała się po sklepie, oglądając co ma do zaoferowania. Po prawdzie to niewiele, ale nawet to mogło im się przydać. Żarcie i tak szybko się zepsuje, choć patrząc jaki przerób ma ich kompania, nigdy nie będzie za dużo. Wszystko co puszkowane i zamknięte miało swoją wartość, nawet trafiła się alejka z drobnymi opatrunkami czy pigułkami bez recepty. Po chwili zastanowienia Czerwona wzięła z półki także nożyczki które wyglądały na porządne. Kenny już zdążył przykleić się do działu z piwem, reszta łaziłe w tę i nazad podobnie jak Morgan. Punkówa podeszła do Lucy, bo ta właśnie karmiła kocura, który uczepił się ich na dobre. Cóż, jeść dają, to na cholerę nie korzystać...
-Myszy byś łowił, dobrze by ci to zrobiło - powiedziała żartobliwie, głaszcząc lekko grzbiet zwierza. Kot wydawał się jednak całkowicie zainteresowany obietnicą posiłku. Nagle jednak zjeżył się i prychnął, zadzierając pyszczek ku górze. Wybredny czy ki czort? Morgan podążyła wzrokiem za kocurem, ale nic nie dostrzegła. Dopiero po chwili zauważyła że z zaplecza wolno sunie jakaś postać. Przygarbiona, drobna osoba pchała przed sobą jakiś obiekt, szurając cicho. Wózek sklepowy..? Nie bardziej jakby... balkonik do chodzenia. Jakim cudem ostał się tu jakikolwiek emeryt?
-Halo? Psze pana? Albo pani..? - zdążyła zapytać, domyślając się po plisowanej kiecce i chustce na głowie. Starowinka słysząc jej głos momentalnie zatrzymała się, wydała z siebie okrzyk godny króla rykowiska i nagle odwaliła istny parkour, skacząc na najbliższą ścianę. Po ścianie przetuptała niczym pająk i błyskawicznie znalazła się na suficie. Kontrast między babcią poruszającą się jakby wszystkie stawy miały zaraz się rozlecieć a obecną spajderbabcią był na tyle duży, że Morgan mogła tylko się przyglądać jak zapiernicza po suficie w ich stronę. Kocur zdążył już czmychnąć, brawo instynkt.
-Ja pierdolę, chodu! - jęknęła wreszcie, gdy staruszka (z imponującym garniturem zębów) znalazła się tuż nad nimi. Morgan próbowała odskoczyć, ale w tym samym momencie rozległ się głośny strzał i babcia spadła na ziemię z głośnym plaśnięciem. Chwilę jeszcze machała kończynami, jak pająk przewrócony na plecy, ale padł drugi strzał. W jebaną dziesiątkę - głowa pękła i została po niej jedynie sztuczna szczęka. Jakieś pięć metrów dalej.



-Zaprawdę powiadam wam... musicie uważać. Robicie zdecydowanie za dużo hałasu - rozległ się głos. Z zaplecza wyłoniła się wysoka postać odziana w czarną sutannę. Z jego strzelby wciąż jeszcze unosił się dym. Mężczyzna był wygolony niemal na łyso, a na jego czole widniał krzyż. Mimo takie aparycji, to on patrzył na grupkę jak na wariatów. Poruszał się ostrożnie, jakby nie był pewien czego oczekiwać, ale puścił broń.
-O żesz... Dziękujemy - Morgan, wciąż lekko się trzęsąc, rozłożyła ręce na znak dobrych intencji. Tego im było trzeba, kolejnego wariata... o ile nie ma ich więcej. Trzeba było rozegrać to na spokojnie, albo skończą rozpłaszczeni jak babcia.
-Nie wiedzieliśmy że to miejsce jest zamieszkane przez kogoś... normalnego znaczy - powiedziała, choć koleś był lata światlne od bycia normalnym - Chcieliśmy tylko uzupełnić zapasy, ale nie zamierzamy kraść jeśli to pańskie... możemy ewentualnie pohandlować - wyjaśniła spokojnie, woląc przemilczeć fakt że jeden wóz mają niesprawny.

-Bierzcie co chcecie, jestem tu tylko przejściowo - ksiądz nadal nie wydawał się być zaniepokojony lokatorami, wręcz wyglądał na znudzonego - Od czasu mojej ostatniej wizyty minęło trochę czasu i plugastwo już zdążyło się tu rozplenić - dodał z westchnieniem, po czym odwrócił się na pięcie, jakby nigdy nic. Najwyraźniej czuł się w obowiązku "posprzątać" przed gośćmi.
-Spokojnie, poluję tylko na nie. Dopóki nie jedliście ani nie piliście ciała Szatana, dopóty jesteście bezpieczni - rzucił jeszcze, odchodząc wgłąb sklepu. Przeładował strzelbę z głośnym szczęknięciem zamka.

-Dobrze wiedzieć, ale... chwila, jest pan tu sam? Halo? Panie księdzu? - zawołała za nim Morgan, ale ten już zarzucił kiecką i poszedł. Co do chuja pana miało znaczyć to spotkanie?
-Ktoś coś z tego rozumie..? - spytała reszty, całkiem zbita z tropu. Z zaplecza rozległ się strzał. -Przyszła apokalipsa to i krucjaty wracają czy co? W sumie kiedy, jak nie w takich okolicznościach...


Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 803
  • -Otrzymane: 549
  • Wiadomości: 3008
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1850 dnia: 14 Kwiecień, 2018, 20:03:24 »


Hawkins czuł się w pewnym stopniu zniesmaczony z faktu że piwo miało temperaturę pokojową, ale jak to kiedyś zasłyszał pewną mądrość: Lepszy ciepły browar, niż żaden. Stojąc przy nieczynnych lodówkach, gasił pragnienie. Zakrztusił się gdy nagle do jego uszu doszły krzyki i piski. W naturalnym odruchu zaczął bacznie wypatrywać źródła zamieszania. Harleyowiec zaobserwował kilka alejek dalej, jakąś postać uczepioną sufitu. Zmarszczył brwi i wytężając wzrok spróbował przyjrzeć się kształtowi, który zaraz jednak zniknął z pola widzenia po odgłosie wystrzału. Przez chwilę Hawkins stał w miejscu, próbując zrozumieć co przed chwilą zobaczył.
- Ki chuj...? - mruknął do siebie. Usłyszał kolejną serie cienkich, wysokich, pisków. Dopił jednym duszkiem napój i cisnął pustą puszkę, która z brzdęknięciem, spadła na podłogę. Podciągnął jeszcze nieco spadające mu spodnie i zaszarżował w kierunku działu, gdzie rozgrywało się to całe przedziwne zdarzenie. Z poślizgiem wyszedł zza zakrętu, omal nie wpadając na przechodzącego obok...księdza. Kenny zdziwił się widokiem mężczyzny, który wyminął go bez słowa. Zmieszany Hawkins podszedł do pozostałych, którzy byli zgromadzeni przy zmasakrowanym truchle.


- Hę...? - Lucy z nie mniejszym zdziwieniem niż Morgan, przyglądała się staruszce, która zjawiła się nie wiadomo skąd. W szok wprawiło ją że owa babcia okazała się być jakimś potworem rodem z horroru. W osłupieniu stała z głową zadartą do góry, przyglądając się wiszącej na suficie postaci. Z szoku wyrwało ją dopiero mocne szarpnięcie do tyłu i wystrzał. Dopiero wtedy oprzytomniła się na tyle, by zacząć piszczeć ile sił w płucach.

Odciągnąwszy Lucy do tyłu, oddał kolejny strzał w zarażonego. Równocześnie rozległ się inny, o wiele głośniejszy. Głowa chorego eksplodowała, rozbryzgując się na wszystkie strony. Martwe ciało łupnęło o podłogę. W milczeniu obserwował nieznajomego, który tak samo jak niespodziewanie się pojawił, tak i niespodziewanie się oddalił. Nieznacznie rozejrzał się po pozostałych.
- Uh, Fuj...fuj... - Lucy będąc na granicy płaczu, nerwowo ścierała z twarzy juchę zarażonego.
- Ktoś coś z tego rozumie..? Przyszła apokalipsa to i krucjaty wracają czy co? W sumie kiedy, jak nie w takich okolicznościach...
- Nie wiele. – mruknął Logan, który strzepał z kapelusza pozostałości po zarażonym i założył go z powrotem na głowę. Podszedł powoli do ciała i przykucnął przy nim, przyglądając mu się badawczo. Na pierwszy rzut oka nie odchodziły od normy.
- Zjadłbym drożdżówkę. – Sullivan zjawił się tuż obok Logana (który nie omieszkał rzucić mu spojrzenie mówiące: "Jak możesz myśleć teraz o jedzeniu?"), również przyglądając się zmasakrowanemu trupowi. Tony właśnie był przy kasie w trakcie uzupełniania zapasów papierosów, gdy usłyszał darcie mord. Pajace. Pomyślał w pierwszej chwili z dezaprobatą i kontynuował "zakupy". Jego uwagę przykuł dopiero charakterystyczny pisk przypominający syrenę strażacką. Wiedział do kogo należał. Dodatkowy wystrzał z broni i rzucił plądrowanie marketu w pizdu, zjawiając się na miejscu.
- Nie wiem co jest bardziej popierdolone: sufitowy gangreniak czy kolejny ojczulek ze strzelbą. - Kenny wskazał kciukiem za siebie.
- Myślę że sam „ojczulek” może wiele nam w tej kwestii wyjaśnić. – stwierdził Logan.
« Ostatnia zmiana: 15 Kwiecień, 2018, 15:47:13 wysłana przez Tortuga »

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 26
  • Wiadomości: 32
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1851 dnia: 14 Kwiecień, 2018, 22:21:53 »



Zapasów w sklepie nie było najmniej. Kevin wprawdzie nie był głodny, ale pomyślał, że może sobie pozwolić na małą przekąskę w postaci batona... Jednak w momencie, gdy odprowadzał wzrokiem Kenny'ego, dostrzegł alejkę z napojami alkoholowymi. Siwy zaczął przeglądać piwo w lodówkach, lecz Kevin w ogóle nie był zainteresowany tym rodzajem trunku. Rozejrzał się również szybko po sklepie, upewniejąc się, czy nikt nie zwraca na niego większej uwagi. Wątpił, że pozwolą mu się upić. A jak wypije tylko trochę, to może nikt nie zauważy. W końcu jest w tym doświadczony. Za ladą zauważył również niemałą ilość paczek papierosów. To później, pomyślał. Najpierw obowiązki, później przyjemności. I udał się w kierunku alejki z alkoholami.
Serce zaczęło bić mu szybciej, a euforia opanowała całe ciało. Ręcę powoli zaczynają się trząść... Okrzyk zza pleców. Kevin odwrócił się i od razu zauważył. Od razu. Trudno było nie dostrzec tego czegoś. Serce wciąż szybko biło, ręcę wciąż powoli się trzęsły, ale tym razem brak było euforii. Nie. Tym razem euforię zastąpiła trwoga i przerażenie. Zaczął cofać się po cichu, starając się nie przykuć uwagi bestii. Cofał się, aż trafił na ścianę. Przylgnął do niej i wyczekał zalewie kilkanaście sekund, zanim padł strzał. A po nim kolejny. Dostrzegł leżącego potwora i domyślił się, że raczej już nie wstanie. To było dziwne, pomyślał. Nie wiedział jednak, że dziwnych sytuacji nie koniec. Gdy podniósł głowę, tuz obok ekipy stał ksiądz. Coś mówił, ale Kevin nie słuchał go. Nawet się nie starał słuchać. Dopiero potem do jego uszu doszły kolejne wystrzały. I komentarze na temat księdza oraz nietypowości niedawnego wydarzenia.
Korzystając z zamieszania, Kevin podszedł do alejki, do której chciał już się udać od jakiegoś czasu. Nikt nie był nim bardzo zainteresowany, więc korzystając z zakrycia, jakie daje jedna z półek, zapakował pół litra byle jakiej wódki za pasek. Spojrzał w dół, upewniając się, czy niezbyt widać. Nie najgorzej, pomyślał. Wyszedł z alejki i podszedł do lady, od której niedawno odszedł Sully. Był na widoku i nie za bardzo mu się to podobało. Wziął prędko paczkę fajek oraz zapalniczkę i schował do tylnej kieszeni. Ze sklepu wyszedł odwrócony plecami, więc o spostrzeżenie nie martwił się już tak bardzo.
Kierując się na tyły stacji zaczął obawiać się, czy nikt może go nie przyuważył. Postanowił jednak szybko wyrzucić tę myśl, żeby nie trapić się niepotrzebnymi rzeczami podczas chwili relaksu. Na tyłach był sam. Sięgnął za pasek, wydobywając zeń wódkę. Otworzył bez problemu – wiedział dokładnie gdzie i jak złapać, co i kiedy odkręcić. Był w tym nieźle doświadczony. Powąchął, wciągając tym samym dosyć dużo powietrza.
Pierwszy łyk nie był najgorszy. Jego twarz nawet nie drgnęła. Kolejny – nic, ale smak zaczął coraz bardziej dawać się we znaki. Po dwóch mniejszych łykach, postanowił od razu przejść do akcji. Grubo ponad połowa zawartości butelki zniknęła w około 30 sekund. Kevin czuł już ciepło ogarniające jego ciało.
Starczy, pomyślał, powoli przygotowywując się do wylania reszty trunku. Gdy kilka kropel wyleciało z butelki, alkohol powoli uderzył mu do głowy.
- A w sumie, co mi szkodzi jeszcze łyk...
Łapczywie dokończył pić. Odpalił powolnymi i niestarannymi ruchami papierosa. Nawet poparzył się w palec zapalniczką, ale nie zainteresował się tym.
Poszedł na przód stacji i stanął niedaleko wejścia.
Paląc papierosa patrzył, jak świat pięknieje w jego oczach.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 252
  • -Otrzymane: 212
  • Autor wątku
  • Nicość jest okej, jeśli się przyzwyczaisz
  • Wiadomości: 898
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1852 dnia: 15 Kwiecień, 2018, 15:16:43 »


Pokazał środkowy palec plecom Kennego. Głupi pijus. Coraz mniej go lubił. Początkowo mężczyzna wydawał sie być nawet w porządku, ale gdy tylko na horyzoncie pojawiał się alkohol, facet dostawał kota. A potem tylko bełkotał, zataczał się i zabijał muchy w locie pijackim smrodem. Było to fajnie tylko na krótką metę.
- A zachlej się - mruknął tylko, widząc jak przysysa się do puszek. W tej chwili pewnie tylko ciągnikiem by go od nieczynnych lodówek odciągnęli. Zniesmaczony ruszył za kobietą i jej zachęcającymi gestami. Normalnie jak w jakiej bajce, szumnie nazywanej horrorem. Normalnie zaraz pewnie wyciągnie znikąd siekierę i go zarąbie.
Zamiast tego wylądowali koło samochodu w którym grzebał Josh i został obdarowany ubraniem, które pewnie swoje przeszło, ale i tak wyglądało o niebo lepiej niż jego ubranie w którym trafił do marketu. Jak dawno temu to się wydawało, a przecież nie minęły nawet dwa miesiące. Podszedł do kranu i na próbę go odkręcił. Niestety kran tylko zasyczał na niego, a potem dostał czkawki i zamilkł.
- Dupa. Nie ma prądu, nie ma wody. Chyba, że masz jakiś pomysł jak ją zassać w inny sposób. Trudno - wzruszył ramionami - przebieramy się bez kąpieli. Potem skombinuje wodę, jak oszołomy skończą demolować sklep - wrócił do samochodu i zaczął się rozbierać. - Ty się mechanik patrz co robisz, a nie na mnie. Ja wiem, że mnie już bez niczego widziałeś, ale to nie upoważnia cię do oblizywania wzrokiem. Już wystarczy, że mnie jakaś kobita usiłowała skonsumować, potem Różowa mnie oblizała, teraz ty. No ja wiem, że jestem seksi, ale nie aż tak - cisnął brudne rzeczy na beton i szybko wciągnął spodnie i koszulę. Obie rzeczy były za luźne, więc podwinął nogawki i musiał użyć paska żeby mu spodnie nie spadły. Ale przynajmniej znowu wyglądał jak człowiek, a nie ofiara bliskiego spotkania trzeciego stopnia u rzeźnika.


Zsiadł z motocykla przed budynkiem stacji benzynowej i zlustrował okolicę. Na horyzoncie nie było widać żadnej żywej czy nieżywej duszy, więc może nie zeżre ich nic na dzień dobry. Oczywiście agencik nie byłby sobą, gdyby nie usiłował dostać się do środka zwyczajnym, chamskim rozpierdolem. Jeśli w środku było cokolwiek, to już zostało zaalarmowane ich przybyciem. Ten facet, kompletnie nie ma w sobie instynktu samozachowawczego, ani podstawowej wiedzy o poruszaniu się w nieznanym terenie. Przelotnie zastanowił się jak koleś w ogóle dostał się do FBI. Albo dał niezłą łapówkę, albo schlał tam wszystkich, albo musiał nieźle obciągać. W tym momencie był tak wystawiony na strzał czy nawet głupi atak, że aż się prosiło o jakiegoś psychola z karabinem czy nożem, albo po prostu zębami, który by go ze środka załatwił. Ale nie jego cyrk, nie jego małpy. Skoro agencik uważa się za takiego kozaka, to niech w razie problemów sam sobie radzi.
Gdy szyba w końcu puściła, wzruszył jedynie ramionami i ruszył za resztą, zdejmując po drodze karabin przewieszony przez pierś. Dodatkowa broń w postaci wiernego kołczanu i łuku, obijającego mu się o biodra, tylko dodawała bezpieczeństwa.
Stacja musiała być naprawdę zapomniana, skoro okoliczni mieszkańcy, a nawet zwyczajni przejezdni nie oszabrowali jej do gołych półek. W środku szczerząc zęby niczym karykatura reklamy pasty do zębów, stał sfatygowany i brudny jak nieboskie stworzenie Młody. Widocznie jak szczur, dostał się do środka jakimiś kanałami, albo zwyczajnie przez okno czy system wentylacyjny. Nie zdziwiłoby go to. I gdy zaczął jak zwykle trajkotać, okazało się, że jednak w środku są żywi zdechli. To również go nie zdziwiło. Co najwyżej mógłby się spodziewać ich większej ilości, niż jakiś trup w kiblu i pracownik w szatni. Za mało. Samych pracowników powinno być zdecydowanie więcej. Czuł przez skórę, że to nie wszystko, że coś jest nie tak, jednak nie potrafił tego uczucia sprecyzować.
Przewiesił karabin przez ramię i zaczął chodzić między półkami, wybierając mięsne i rybne konserwy, jako, że tylko one nadawały się jeszcze do spożycia. Reszta rozeszła się w swoich sprawach. Nowy w grupie, polazł do alkoholu i myślał, że nikt go przy tym nie widział. Naiwniak.
Potem jak zwykle w takich sytuacjach wszystko potoczyło się dość szybko. W sklepie był nie tylko żywy oszołom, któremu się ubzdurało, że robi za jakiegoś anioła zagłady w imię Chrystusa i z Bogami wszelkimi, amen. Nawiedzeni księża najwyraźniej zaczynali się mnożyć jak grzyby po deszczu. Poza nim, objawiła się milusia staruszka popierdalająca po ścianach i suficie jak karaluch. I szybko została zneutralizowana przez księżulka. Szkoda, że Młody się wyniósł, bo pewnie by znalazł jakąś ciekawą nazwę na tego nowego szwenda. Może Spider-babcia? Wydarzenia jak szybko się zaczęły, tak szybko się zakończyły i w sklepie zapanowała błoga cisza, spokojnego zbierania zapasów i fantów.
« Ostatnia zmiana: 29 Maj, 2018, 15:18:28 wysłana przez Narwaniec »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 252
  • -Otrzymane: 212
  • Autor wątku
  • Nicość jest okej, jeśli się przyzwyczaisz
  • Wiadomości: 898
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1853 dnia: 15 Kwiecień, 2018, 16:43:32 »


Wszedł za wszystkimi do środka sklepu. Mimo ciepła na zewnątrz, panował tu chłód i niestety nie było zbyt widno. Może dlatego przegapił Młodego, gdy ten wynurzył się zza regałów zbryzgany czymś co wyglądało na krew. Chciał do niego podejść, sprawdzić obrażenia, ale zakręciły się koło niego panie, więc uznał, że jest tam równie potrzebny co piąte koło u wozu. Jak zwykle ostatnimi czasy. Powędrował więc między półkami, mijając Lucy karmiącą kotka, Dakotę z Sullivanem zajętych swoimi sprawami, Morgan sensownie zaopatrującą się w opatrunki i lekarstwa czy Pana Mikołaja opróżniającego puszki z piwem. Chciał coś powiedzieć o piciu piwa na pusty żołądek, ale machnął ręką. Mężczyzna i tak by go nie posłuchał, poza tym przynajmniej nerki przefiltruje. Jakiś plus.
Akurat sprawdzał datę przydatności ryżu, gdy gdzieś pod ścianami zrobiło się małe zamieszanie. Aż musiał zdjąć okulary, przetrzeć je i założyć ponownie, bo jakoś nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jeden z ożywieńców zasuwał po suficie, skąd został zestrzelony przez mężczyznę żywcem wyjętego z historii o Van Helsingu, czy innej kosmicznej inkwizycji. Gdy ten zaczął coś mówić o spożywaniu Szatana, Henry po prostu wymiękł. To naprawdę zakrawało na jakąś inscenizację.
- Co to? Mamy cię? - powtórzył, zasłyszane kiedyś słowa. Na szczęście, Krzyżacki Mściciel zniknął gdzieś w czeluściach zaplecza z metalicznym szczęknięciem. Wzdrygnął się z lekka i wrócił do kontemplowania półek z suchą żywnością. Makarony i ryż, na pewno im się przydadzą, sycące, odżywcze, a oni powinni dobrze jeść, by mieć siły do podróży i walki z przeciwnościami losu.
Księdza dostrzegł kątem oka, gdy ten na podobieństwo przerośniętego nietoperza opuścił zaplecza i przemieszczał się wzdłuż regałów z gazetami ustawionych pod ścianą. I wtedy do sklepu wszedł Młody z mamą Josha i mechanikiem we własnej osobie. O ile tamta dwójka się zatrzymała, o tyle Młody nie poprzestał na przystopowaniu i rozdziawieniu ust, tylko skierował się prosto w kierunku mężczyzny z każdym krokiem nabierając prędkości, a cholera wie co tamtemu do ogolonego łba strzeli.
- Młody!


Josh w końcu skończył z samochodem, albo samochód skończył z nim i mogli spokojnie wrócić do sklepu. Na progu okazało się, że mają towarzystwo, wielkie i ogolone towarzystwo, które w dodatku wyglądało bardzo znajomo. Zanim by go powstrzymali przed zapoznaniem się z nowym, podbiegł do niego, co skutkowało zatrzymaniem się mężczyzny i zaczął go dokładnie oglądać.
- Wygląda jak Bettany - tyknął go palcem. - Jest żywy i prawdziwy, pachnie jak Bettany, odezwij się - pociągnął go za rękaw. - Możemy go sobie zatrzymać? Będę się nim opiekował, karmił, sprzątał po nim, wyprowadzał na spacery. Mooożeeemy? - objął mężczyznę obiema rękami w pasie, nie zważając na to, że tamten ma broń i usiłuje go zamordować wzrokiem.


Ten dzieciak nie umrze śmiercią naturalną - stwierdził z całym przekonaniem, idąc w kierunku Młodego, który postanowił przykleić się do Nawiedzonego. Z trudem oderwał go od mężczyzny i złapał w pasie, unosząc ponad ziemię.
- Nie nie możemy go zatrzymać. Ty już masz swoje zwierzątko, które znalazłeś w dołku i miałeś się nim opiekować.

- A nie opiekuje się? Jest najedzony, ma lśniące futerko, nawet kuwetę sprzątałem ostatnim razem. Ja chcę Bettanego w habicie.
-A nie możemy pojechać do Hollywood i weźmiesz sobie oryginał?
- Za daleko. Poza tym oryginał może dawno człapać i charczeć, albo wąchać kwiatki w żołączku jakiegoś człapiącego i charczącego.

Noctury

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 28
  • -Otrzymane: 195
  • Age: 26
  • Wiadomości: 405
  • Płeć: Kobieta
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Skąd: Mysłowice
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1854 dnia: 15 Kwiecień, 2018, 20:18:00 »


-Ojczulek zdecydowanie wie więcej niż my - Morgan przyznała rację kowbojowi i pochyliła się nad zwłokami. Przemienieni zawsze wydawali się być niestrudzeni i agresywni, ale jak na razie żaden nie wywijał takiego wypierdolonego w kosmos tańca na suficie. Na szczęście. Czy to znaczyło, że to działało inaczej na różne osoby? A jeśli tak, to czemu akurat na tę emerytkę? Życie ze skromnej emerytury powodowało że stała się najtwardszą z twardych nawet po śmierci?
-Henry, zobacz no tę klientkę - zaprosiła doktorka. Sama dźgnęła kilka razy ciało porzuconą gazetką z promocjami. Po chwili wyjęła parę jednorazowych rękawiczek i obejrzała kończyny zarażonej. Głowę też chętnie by zobaczyła, ale niewiele z niej zostało poza rozsmarowanymi resztkami na podłodze. Nic jednak nie wyglądało inaczej, ot truposz jak truposz.
-Trzeba przywdziać pokutne wory i dać mu poczucie że posłuchamy jego kazań, gość wyglądał jakby widywał takie babcie co wtorek, i to nie na kółku różańcowym - zwróciła się głównie do Henry'ego i Dakoty, bo nie była pewna czy reszta będzie zainteresowana pomysłem.
-Spróbujmy przynajmniej nie wyglądać na wariatów i... - przerwała w pół zdania, bo Młody już zdążył porwać duchownego w objęcia, jakby znalazł się w sklepie z cukierkami, a najpyszniejszym by ten w sutannie. Udzieliło mu się po matce Josha czy co? To tyle z udawania normalności...

-Dziecko drogie, spokojnie, nic z tego nie rozumiem - ksiądz ledwo zorientował się, co właśnie się do niego przyczepiło. Chłopak gadał od rzeczy, w dodatku nie zważając na nic rzucił się do obejmowania duchownego. Ksiądz spojrzał na dzieciaka surowo, bo przy takim zaskoczeniu mógł go równie łatwo uznać za kolejnego demona, ale nie wywołało to żadnego wrażenia. Klecha nawet położył mu rękę na czole, by sprawdzić czy ten nie ma czasem gorączki, ale nie; najwyraźniej nie zmieniał si w demona, choć oczy płonęły mu żywo. Szybko zjawił się jednak drugi osobnik i uwolnił księdza, za co ten był mu wdzięczny. Poprawił lekko przekrzywioną koloratkę i zwrócił się do nich spokojnie, choć nieco karcąco:
-Nie wiem o czym mowa, ale nie skacze się tak na ludzi. Skoro przeżyliście do tej pory, powinniście to wiedzieć.

-Ojciec się nie denerwuje, to z czystej przyjaźni - zapewniła Morgan, chcąc ratować sytuację. Jednak szybko znalazła się kolejna fanka Krzyżowca.
-Och, Bogu dzięki, ksiądz! Josh widziałeś coś takiego? - Jenna także wystartowała do duchownego, składając pobożnie ręce. Cóż za szczęście, że w tym chaosie natrafili na kogoś takiego! Od razu poczuła się raźniej, jakby sam uniform instytucji dawał jej nadzieję na to, że wszyscy wyjdą z tego cali. Josh tymczasem wycofał się rakiem jak najdalej, choć Jenna zdawała się tego nie zauważać.
-Nawet ojciec nie wie, jak się cieszę, zwłaszcza w te trudne czasy... Mój syn też jest księdzem, modlę się żeby był bezpieczny, ale wiadomo jak to teraz wygląda... - delikatnie ujęła wolną rękę duchownego w swoje dłonie, zupełnie nie przejmując się że w drugiej trzymał broń - Ojciec jest może stąd? Bo znam sporo parafii w okolicy...

-Bardzo proszę siostro - ksiądz stanowczo odsunął się od kolejnego niespodziewanego wielbiciela. Czy ci ludzie żyli w zupełnie innym świecie? - Ja także rad jestem widzieć was, ale ni czas to ni miejsce na takie radości. Wybaczcie, ale dla bezpieczeństwa wszystkich winienem najpierw oczyścić ten przybytek - powiedział nieco chłodniej niż zamierzał.
-No tak, proszę mi wybaczyć... Nie chciałam robić kłopotu.- Jenna opuściła głowę ze wstydem. Znowu dała się ponieść emocjom.
-Po prostu nie chcę, żeby te plugastwa wyrządziły wam więcej krzywd - dodał nieco łagodniej, całkiem opuszczając broń wzdłuż nogi, wciąż jednak wydawał się zaniepokojony - A te azazele nie powinny wychodzić tak wcześnie - spojrzał z nienawiścią na leżące zwłoki.
-Aza... co? Tak się nazywają? Widywaliśmy przemienionych o każdej porze, co prawda nie takich szybkich, ale... - wtrąciła się Morgan, licząc na jakieś konkrety.
-No właśnie. Te szybsze i sprawniejsze nazywam azazelami, bo są hetmanami sił piekielnych. Lecz zwykle boją się wychodzić za dnia, to mrok nocy je przywołuje. A moim zadaniem jest udzielić im rozgrzeszenia - ksiądz ponownie podniósł broń, najwyraźniej uznając że i tak powiedział już za dużo - A zatem wybaczcie - dość żwawo odwrócił się i zniknął na zapleczu, zapewne zanim jeszcze ktoś postanowi go zaczepiać.
-No świetnie, tego jeszcze nie grali... Skoro tacy sprinterzy wychodzą tutaj w nocy, to lepiej się stąd ewakuować... jak tylko wypytamy jeszcze ojczulka o te jego belzebuby - skwitowała Czerwona, po czym rozejrzała się za mechanikiem i ledwo dostrzegła go, chowającego się z jakiegoś powodu za półką z napojami.
-Josh, jak tam stoimy z samochodem?

-No... całkiem w porządku, będzie jeździć - Josh niemal podskoczył, słysząc swoje imię. Naprawdę, kolejny ksiądz na drodze? Niech jeszcze będzie równie zwariowany jak poprzedni... Nie, właściwie wszystko wskazywało na to, że ten ma jeszcze bardziej nierówno pod sufitem.
-Generalnie wystarczy uzupełnić płyn chłodniczy, tylko że... no cały układ jest teraz przegrzany i najlepiej byłoby jakby całkiem przestygnął... bo jakby wlać od razu to duże prawdopodobieństwo że coś pęknie i już tego nie odratuję - wzruszył ramionami, jakby przepraszając za samochód. Jakby na potwierdzenie diagnozy, rozległ się głuchy strzał z zaplecza. Klecha nie próżnował...

-A ile to potrwa?
-Żeby być zupełnie bezpiecznym to przynajmniej... jakieś pięć godzin, bo tam jest stop z niklu i z...
-Kurwa - Morgan nawet nie słuchała już dalszego wywodu. Dawało im to czas, żeby przefiltrować kaznodzieję, ale to wie co mu do łba strzeli i czy nie przyjdą jeszcze jakieś dodatkowe rodzaje zastępów piekielnych... A potem i tak przyjdzie noc, gdzie może być więcej takich olimpijskich skoczków, zakładając że to ksiądz nie ubzdurał sobie tego po mszalnym winie. Tak żeby wesoło i radośnie było na całą mszę.
-Ten miły ksiądz na pewno pozwoli nam tu zostać przez ten czas - Jenna nie traciła entuzjazmu, choć reszta z jakiegoś powodu nie wydawała się do końca przekonana -Josh, nie rób takiej miny, powinniśmy się cieszyć...
« Ostatnia zmiana: 15 Kwiecień, 2018, 20:25:17 wysłana przez Noctury »

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 252
  • -Otrzymane: 212
  • Autor wątku
  • Nicość jest okej, jeśli się przyzwyczaisz
  • Wiadomości: 898
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1855 dnia: 15 Kwiecień, 2018, 21:05:38 »


- Możesz mnie już puścić Bliznowaty - syknął wyswobadzając się z rąk Setha. - Wygłupiałem się tylko. Kto by chciał takiego nawiedzonego kaznodzieję, nawet jeśli wygląda jak wygląda - to mimo wszystko było rozczarowujące. Nowa osoba, nowe, może ciekawe towarzystwo, a okazuje się być jeszcze bardziej popierdolona niż Szalony Kapelusznik na grzybkach. Ocipiałby gdyby musiał wysłuchiwać kazań i nawiedzonego pieprzenia przez resztę drogi. A pewnie by musiał. Księżulek nie wyglądał na takiego, który by łatwo zszedł z obranej, nawiedzonej ścieżki. Miał więc nadzieję, że dość szybko się stąd wydostaną. Niestety. Według Josha miało minąć jeszcze przynajmniej pięć godzin na tym zadupiu zanim będą mogli wyruszyć w dalszą drogę. Spoko. Wobec tego, powinien się zatroszczyć o coś do jedzenia. Zostawił więc gadające towarzystwo i zaczął zbierać do fartucha który znalazł w części restauracyjnej, ocalałe jeszcze konserwy, oraz cztery chyba przegapione pudełka z ryżem, plus kilka małych butelek z wodą. Zawiązał to w porządny węzełek, zostawiając jedną puszkę tuńczyka na wierzchu i zasiadł przy stoliku w rogu pomieszczenia, twarzą do okien by mieć widok na to co się dzieje na zewnątrz. Otworzył puszkę, wygrzebał ze stojącego na stoliku pojemniczka plastikowy widelec i zaczął powoli jeść.

To co mówił ksiądz było nawet ciekawe. Miejscami. Informacja o nowym rodzaju szendaczy była dużo warta. Kto wie ile takich mutacji jeszcze mogą spotkać po drodze, z iloma nieprzewidzianymi ożywieńcami przyjdzie im się jeszcze zmierzyć. Jeśli jednak było więcej mutacji, niż te które spotkali do tej pory, to walka z nimi mogła okazać się z góry skazana na porażkę. Jedna szczepionka mogła działać tylko na określony rodzaj truposzy, a skoro nie dało się przewidzieć liczby odchyleń od tej "normy" to wyprodukowanie szczepionek na każdą odmianę albo uniwersalnego remedium działającego na wszystko było właściwie niemożliwe... Przejebane.
Wypluł wykałaczkę na podłogę, zamiast niej włożył do ust papierosa i zapalił. Wszystko wskazywało na to, że byli w przysłowiowej czarnej dupie.
« Ostatnia zmiana: 15 Kwiecień, 2018, 21:49:04 wysłana przez Narwaniec »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 803
  • -Otrzymane: 549
  • Wiadomości: 3008
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1856 dnia: 16 Kwiecień, 2018, 20:13:35 »


- Trzeba przywdziać pokutne wory i dać mu poczucie że posłuchamy jego kazań, gość wyglądał jakby widywał takie babcie co wtorek, i to nie na kółku różańcowym.
- Nie myślałaś o karierze w policji? - skomentował żartobliwie, gdy Czerwonowłosa przejęła pałeczkę nad "śledztwem". Popatrzył przy tym na federalnego, który skrzywił się lekko.
Razem z Dakotą przystanęli nieopodal Jezusika i pajaców, którzy go oblegli. Strategicznie na tyle blisko żeby usłyszeć co Jezusik ma do powiedzenia, ale jednocześnie zachować dystans w stosunku do pajaców, którzy akuratnie postanowili sobie teraz urządzić zawody na największego kretyna dnia.
Wysłuchał z uwagą informacji udzielonych przez Księdza, który na koniec ponownie się oddalił. Najwyraźniej nie był zbyt towarzyski. Bardziej jednak interesowało go to na ile można się obawiać kłopotów z jego strony. Spojrzał w stronę Sullivana.
- Zdecydowanie, jebnięty. - skwitował pierdolącego od rzeczy Jezusika.
- To chodziło po suficie... - wtrąciła cicho Lucy, stanąwszy między dwójką równie rozmawiających zniżonymi głosami, mundurowych.
Dakota skomentował wtręt dziewczyny miną: "Tak było".
- Jest specyficzny, ale mimo wszystko nie wydaje się być oderwany od rzeczywistości na tyle, by uznać go za całkowicie niepoczytalnego. -  mruknął, jednocześnie rejestrując rozmowę Punkówy z Mechanikiem. Wychwycił z niej, że pojawił się jakiś problem.

- Czyli odkryliśmy nowy gatunek popierdolców, zajebiście. - stwierdził bezwiednie Tony.
- Wiesz co to oznacza? - zapytał retorycznie.
- Że lepiej stąd wypierdalać nim zrobi się ciemno, według tego co powiedział Padre. 
- Takich mutacji może być więcej, a to znacznie komplikuje kwestie szczepionki.
- Naprawdę uwierzyłeś w te bzdury o leku na Florydzie? – Tony parsknął z kpiną, nie kryjąc zdziwienia.
Logan odwrócił się przodem do Sullivana.
- Biorę pod uwagę każdą opcje, która daje szanse na odkręcenie tego gówna. – stwierdził poważnym tonem.
- Musimy dowiedzieć się więcej. – dodał, spojrzawszy w stronę zaplecza, gdzie udał się Ksiądz. Chwilowo jednak skoncentrował swoją uwagę na stojących nieopodal. Podszedł do Josha z którym rozmawiała Morgan.
- Coś nie tak? – zapytał.


Noctury

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 28
  • -Otrzymane: 195
  • Age: 26
  • Wiadomości: 405
  • Płeć: Kobieta
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Skąd: Mysłowice
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1857 dnia: 19 Kwiecień, 2018, 19:43:20 »


-Dzięki, wystarczy że mój ociec był w policji - wzruszyła ramionami ze śmiechem. Dakota miał jednak rację: jeśli istniały różne rodzaje chorych, to równie dobrze mogły to być różne mutacje czy szczepy czegokolwiek, przeciwko czemu ponoć mieli szczepionkę na Florydzie. Mieli albo nie mieli. Jeśli szli logiką szczepień na grypę, czyli po prostu dawali szczepionkę na zeszłoroczny szczep, licząc na to że obecny będzie w miarę podobny do swego "przodka", to wcale nie musiało się to sprawdzić.
-Lekiem możemy martwić się, jeśli uda nam się przeżyć spotkanie z większą ilością takich odmian uberkommando. A jakieś wskazówki zawsze są w cenie -stwierdziła, patrząc jeszcze raz na powyginane zwłoki. Nie był to ładny widok. Lucy także spoglądała niepewnie na ciało, jakby przetrawiając co się tu właściwie odwaliło.
-Nie patrz, i tak więcej o tym dowiemy się pewnie od księdza - delikatnie złapała dziewczynę za ramię i odsunęła. Nie wiadomo skąd pojawił się znowu kocur, miaucząc cicho o zaległe jedzenie. W końcu miał obiecaną wyżerkę i żadne dzikie stwory nie mogły mu przeszkodzić.

-Coś nie tak?-Logan najwyraźniej usłyszał rozmowę mechanika z Morgan i wyglądał na zaniepokojonego.
-Po prostu powinniśmy poczekać parę godzin aż przegrzany układ w samochodzie się ochłodzi - wyjaśnił krótko - Chyba że chcemy wszystko przerzucać z tego auta i pakować do reszty, ale obawiam się że możemy się nie zmieścić.

-Myślę że lepiej wykorzystać ten czas na rozeznanie w temacie z ojczulkiem, a przed wieczorem wyjedziemy stąd w pizdu - zaproponowała Czerwona, podsuwając kotu miskę.
-Nie chciałbym być pesymistą, ale jak dokładnie chcemy się dowiedzieć czegoś od tego... niech będzie że księdza? Wygląda na wariata, tak jak ten poprzedni - zaoponował Josh. Może to kwestia zawodu, a może tego że gość sprawiał wrażenie jakby brakowało mu co najmniej kilku klepek, ale mechanik wolał być bardzo ostrożny - Nie ustrzeli nas tak jak tego... tej... no cokolwiek to było - skinął głową na zwłoki.
-Josh, jak możesz tak mówić? Wydaje się miły i przecież ostatecznie uratował nas przed tym... no właśnie tym. Wstydziłbyś się - wtrąciła się oburzona Jenna.
-Nie widziałaś poprzedniego księdza którego spotkaliśmy... No i to że jest duchownym nie czyni go jeszcze świętym, naprawdę - Josh starał się nie brzmieć zgorzkniale, ale przychodziło mu to z największym trudem.
-Spokojnie, gwarancji żadnej nie mamy, ale myślę że póki co pogramy przykładnych parafian. Jeśli będziemy trzymać się razem i w gotowości, to damy radę. Warto spróbować, bo ja powiem szczerze widziałam takiego skoczka pierwszy raz na oczy, kto wie czy nie ma innych odmian.
-Skoro i tak musimy tu czekać, a ten człowiek nam pomógł, to uważam że warto - Jenna wydawała się być pewna swego.
-Niech będzie, ale czy ktoś widział dokąd on w ogóle poszedł? - zrezygnował Josh. Reszta spojrzała w stronę gdzie zniknął klecha, ale były tam tylko drzwi dla personelu.
-Gdzieś na tyły, ale gdzie konkretnie... - Morgan podeszła do drzwi z tabliczką sugerującą uprzejmie, żeby zwykli klienci tam nie włazili. Powoli otworzyła drzwi, ale jej oczom ukazał się tylko mały magazyn z typową graciarnią i mnóstwem nierozpakowanego towaru. Po krzyżowcu ani śladu. Chwilowo nie słychać było żadnych wystrzałów, co znacznie ułatwiłoby poszukiwania. Noż w dupę jeża.
-Spróbuję go poszukać, ale i tak dobrze się tu jeszcze rozejrzeć, byle ostrożnie, wciąż mogą tu być "normalni" chorzy. O właśnie, to jest myśl - pstryknęła palcami i podeszła do stolika w części restauracyjnej, gdzie siedział Młody. Skoro ksiądz miał oczyszczać stację z demonicznych pomiotów, to należało go szukać tam gdzie był pomiot. A Tyler wspominał że natknął się na takich klientów gdy wchodził "od zaplecza".
-Jest zadanie bojowe. Ksiądz nam czmychnął żeby głosić swoją dobrą nowinę strzelbą, więc podejrzewam że będzie tam gdzie widziałeś naszych ulubionych chorych - zwróciła się do rudzielca - Pomożesz nam szukać? Znienacka może się jeszcze da przytulić, kto wie - trąciła go lekko łokciem. Nie bardzo wiedziała kogo Młody niby rozpoznał w duchownym, ale w sumie nie zdziwiłoby to jej specjalnie, gdyby ksiądz był jakąś gwiazdą której pod wpływem szoku wydawało się że naprawdę jest graną przezeń postacią. Teraz wszystko było możliwe...
« Ostatnia zmiana: 19 Kwiecień, 2018, 20:04:10 wysłana przez Noctury »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 803
  • -Otrzymane: 549
  • Wiadomości: 3008
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1858 dnia: 20 Kwiecień, 2018, 18:31:47 »


Konieczność odczekania kilku godzin, nie była zbyt optymistyczna, ale przynajmniej jak słusznie zauważyła Morgan, da im czas na wyciągnięcie od Księdza większej ilości informacji. Kto wie co jeszcze wiedział.
- Spokojnie, mamy przewagę liczebną. – skomentował, sceptyczne podejście mechanika, wspominającego innego duchownego. Logan postanowił na razie się w to nie wgłębiać.
- Jeżeli nie damy mu powodów, to nie powinien stanowić zagrożenia. – dodał, popierając podejście Punkówy. W czasie gdy Morgan podeszła do Tylera, Logan odwrócił się w kierunku Sullivana:
- Idziesz? – mruknął.
Wspólnie udali się w kierunku zaplecza, znikając za drzwiami.


Towarzystwo powoli się rozeszło, więc i Lucy, postanowiła się oddalić, nie chcąc przebywać w bliskim sąsiedztwie spacyfikowanego chorego. Zabrała miskę z jedzeniem z przed nosa kotu i przeniosła się wraz z podążającym za nią czy też bardziej za zabraną karmą, zwierzakiem w stronę punktu gastronomicznego, który znajdował się w centralnej części, blisko wejścia. Wybierając stolik pod oknem, postawiła na posadzce miskę z jedzeniem. Usiadła przy stoliku spoglądając na kocura, który łapczywie kontynuował przerwany posiłek.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 252
  • -Otrzymane: 212
  • Autor wątku
  • Nicość jest okej, jeśli się przyzwyczaisz
  • Wiadomości: 898
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1859 dnia: 26 Kwiecień, 2018, 15:24:09 »


Kończył właśnie puszkę, gdy podeszła do niego Czerwona i zaczęła namawiać na wycieczkę na zaplecze w poszukiwaniu skarbu jakim okazał się być Nawiedzony Sukienkowy.
- Pieska twoja niebieska, bo od dżinsów zafarbowała. A jak ja go chciałem przygarnąć, to mi zabroniliście. Tak byłby na miejscu i nie trzeba by było go teraz szukać po jakiś mrocznych zakamarkach, ale nieeeeeee, pomysły Tylera są głupie i do dupy, a potem tego samego Tylera się wysyła na poszukiwania, bo okazuje się, że te pomysły nie są całkiem od czapy - wstał z krzesła, a swój pakunek wcisnął w kąt pomieszczenia za krzesłami.
- Możemy go poszukać, ale jak będzie mnie usiłował nawracać, albo co gorsza macać w jakim ciemnym kącie, to zobaczysz, ugryzę cię w ucho. - ruszył w kierunku zaplecza, z którego dopiero co wypadał, ścigany przez jednego z ożywionych. Jak się okazało, do jego zatłuczonej sklepowej, dołączyła jakaś powykręcana babcia z zębami jak u rekina. Zatrzymał się przed drzwiami na zaplecze.
- Ale mamy jakieś światło? Bez światła to sobie niech nasze kozaki tam lezą, albo Księżulek. Ja tam po ciemaku nie wlezę. Ja mam tylko jakąś zapalniczkę Setha, a głupio by było ginąć, bo się niedostatecznie wszystko oświetliło - cofnął się spod drzwi, poszedł między półki i zaczął przeglądać taką z jakimiś pierdołami na grilla. W sumie rozpałkę mogliby zabrać, zawsze łatwiej rozpalić ognisko z czymś takim, a wątpił by mieli wiele okazji korzystać z kuchenek gazowych. Wiedział, że wychodzi na tchórza, ale naprawdę nie miał ochoty, by jakiś sztywny napadł go w ciemności. Wystarczyła mu tamta babka i kilku innych nieboszczyków, jakie miał okazję do tej pory spotkać. Podziękował za takie wątpliwe atrakcje. 
- Świeczek brak, z czego możemy zrobić pochodnie, co nie jest srajtaśmą? A może jakieś latarki?