Ankieta

Które postacie najbardziej lubisz? (5 głosów z możliwością zmiany) NIE BĄDŹ PAJACEM, ZOSTAW KOMENTARZ :sully: : Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Kenny Hawkins
33 (18.6%)
Sullivan
25 (14.1%)
Lucy
19 (10.7%)
Morgan Smith
31 (17.5%)
Josh
12 (6.8%)
Seth
14 (7.9%)
Młody
21 (11.9%)
Henry
11 (6.2%)
Dakota
11 (6.2%)
Kevin
0 (0%)

Głosów w sumie: 57

Autor Wątek: Żywe Trupy - Apokalipsa  (Przeczytany 235741 razy)

0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 805
  • -Otrzymane: 550
  • Wiadomości: 3010
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1875 dnia: 13 Lipiec, 2018, 21:18:21 »


- Rozumiem wątpliwości, biorę pełną odpowiedzialność na siebie. - Logan ze spokojem zwrócił się w kierunku podenerwowanego, młodego, mężczyzny z którym nie miał jeszcze okazji zbytnio się zapoznać.
- A co on jakiś debil jest czy co? - prychnął Kenny na biadolenie lekarzyka - Poradzi sobie. Jakoś trzeba przegonić te zdechlaki na dole, a nie czekać z założonymi rękami.
Po prośbie o papierosa, spojrzał podejrzliwe na Szeryfka czy aby nie odezwie się w nim służbista. Ten jednak zajął się zorganizowaniem liny, więc wzrok Hawkinsa spoczął z powrotem na Młodym. Z pewną dozą opieszałości zanurkował ręką do tylnej kieszeni, wygrzebując z niej pogniecioną paczkę L&M-ów.
- Jednego. - podkreślił ojcowskim tonem. - Żebyś mi się nie rozkopcił.

Logan wróciwszy z liną, obwiązał ją wokół bioder Tylera.
- Jeśli uznam że robi się zbyt niebezpiecznie to wracasz, jasne? - poprawił węzeł upewniając się czy jest odpowiednio zrobiony po czym spojrzał chłopakowi w oczy z powagą jak i troską.

- Zluzuj majty, Doktorku, wszystko mamy pod kontrolą. - zwrócił się do stojącego obok z nietęgą miną chłopaka. Klepnął go przy tym beztrosko w plecy, jakby chcąc go upewnić co do swoich słów. Z pewnością sprawiło to, że okulary młodego doktora omal nie wylądowały na betonowym podłożu.
« Ostatnia zmiana: 13 Lipiec, 2018, 21:20:44 wysłana przez Tortuga »

Noctury

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 28
  • -Otrzymane: 195
  • Age: 27
  • Wiadomości: 405
  • Płeć: Kobieta
    • Status GG
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Skąd: Mysłowice
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1876 dnia: 15 Lipiec, 2018, 16:45:44 »



-Wiem że ciągle chodzisz w tym garniaku, żeby być przygotowanym na mój pogrzeb, ale jeszcze trochę poczekasz - Morgan zaczęła grzebać w rzeczach domorosłego egzorcysty, szukając czegoś przydatnego. Dużą część stanowiły jego wszelkiego rodzaju notatki, mapy i tym podobne wykresy, świadczące o tym że księżulek był zapewne wielbicielem wszystkich możliwych teorii spiskowych. Strach pomyśleć ile duchowny wygrzebał z otchłani internetu gdy jeszcze działał. Po chwili grzebania w kartonach Czerwona natknęła się na puszki z wystającymi z nich kabelkami. Czyżby jakieś zapalniki? Morgan delikatnie włożyła znaleziska do plecaka i rozejrzała się, ale panowie zdążyli już wziąć resztę nadających się do czegokolwiek rzeczy. W oczy rzucił jej się jednak jeszcze jeden zeszyt, ukryty w podwójnym dnie szuflady. Choćby z powodu takiego zakamuflowania postanowiła go zabrać. Kto wie, może to mapa do świętego Graala czy czegoś równie pierdolniętego.
-Dobra, jak mamy wszystko to spróbujemy zajść ich z drugiej strony, odciążymy trochę resztę na dachu. Tylko nie za blisko, lubię mieć niepoparzoną kwasem skórę - westchnęła. Ich dziwaczna drużyna wyłoniła się z bunkra i zaczęła się przemieszczać do drzwi na zapleczu. Po drodze zauważyła ich dwójka plujek, ale jedna szybko została zastrzelona, a wybuchając zniszczyła drugą. To przynajmniej nieco ułatwiało sprawę, choć z drugiej strony półki będące obok zarażonych dosłownie topiły się pod wpływem zielonej mazi... Jebane. Drzwi były zabezpieczone jedynie zasuwką od wewnątrz, więc Morgan ostrożnie otworzyła je, wyglądając na zewnątrz. Parchata grupa zbierała się przy ścianie, wyciągając łapska i plując w kierunku dachu. Kręcili się wokół niczym bączki. Wyjątkowo chore, durne, głodne bączki. Które wybuchały. Droga do samochodów była jednak czysta, więc mieli szansę przeżyć ten napad głupiej decyzji. Wyszli, poruszając się przy samej ścianie.
-Sully, zakładam ze masz przy sobie kluczyki do złotego wąsomobilu?


-Chwila, przecież ty masz astmę czy coś... - Josh z niedowierzaniem pokręcił głową. Henry miał absolutną rację. Tyler już i tak się narażał, ale niech jeszcze podczas tej karkołomnej wspinaczki nagle zabraknie mu oddechu..! I kto mu wtedy pomoże, spiderman?
-Jak to astmę?! - Jennie zupełnie nie podobał się pomysł wysyłania kogokolwiek żeby narażał się na niebezpieczeństwo, a jeszcze takiego dzieciaka... I jeszcze mu papierosy dają, na litość Boską..! Niby powiedział że jest pełnoletni, ale dla Jenny nie brzmiało to wiarygodnie.
-Znaczy... można od tego dostać astmy, to chciałem powiedzieć - Josh zdawał sobie sprawę, że jego matka gotowa jest przypiąć się do Tylera i nie puścić. Choć sam wolałby żeby chłopak nie robił niczego ryzykownego, to Tyler i reszta już zdecydowała i nie było sensu się szarpać, i tak nic to nie da a stracą czas.
-Takiś mądry, a sam palisz - fuknęła Jenna.
-Wiem, ale... - mechanik sam zapędził się w kozi róg. Mimo wszystko westchnął i zwrócił się do rudego chłopaka - Obaj wiemy, że nie powinieneś, ale mniejsza z tym. Możemy się umówić, że jak ja rzucę, to ty też? - Josh wyciągnął z kieszeni zaczętą paczkę papierosów i rzucił ją w dół, powodując poruszenie wśród potworów na dole, sądząc po wrzaskach. Kenny chyba też jęknął na to marnotrawstwo.
-Nie chciałbym przeszkadzać, ale jeśli mamy działać, to lepiej działać od razu - wtrącił się ksiądz, wciąż systematycznie odstrzeliwując demony, choć wciąż przybywały licznie. Dał już sobie spokój z przemawianiem do tych ludzi i patrzył co najwyżej przez celownik snajperki.
-Zwłaszcza że już widzę waszych berserkerów - wskazał lufą grupkę przemykającą się pod ścianą. Duchowny westchnął ciężko i przerwał na chwilę ostrzał by podejść do reszty.
-Święty Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen - wymamrotał, najpewniej dla dodania odwagi, ale nikt specjalnie nie zwrócił na to uwagi.

-Po prostu uważaj skarbie - Jenna przytuliła krótko dzieciaka.
-No to... możemy tym rzucać i ich zająć, wystarczy podpalić - Josh podniósł kawałki desek oblane olejem i rozdał reszcie. Gotowi czy nie, nie było już odwrotu.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 254
  • -Otrzymane: 213
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 902
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1877 dnia: 15 Lipiec, 2018, 19:08:33 »


- Nie rozkopcił, też mi coś - prychnął, ale posłusznie wziął jednego tylko papierosa z paczki. - Dzięki Mikołaju, masz u mnie piwo, albo kiełbasę. Zależy co znajdę na następnym postoju.
Josh, Mama Muminka i Doktorek, za nic na świecie nie mogli się pogodzić z jego misją, jak i tym, że był już dużym i popalającym chłopcem. Aż za bardzo nie mogli.
- Taką dobrą paczkę fajek zmarnować - pokręcił głową. - No po prostu genialne. Jeśli uda mi się je odzyskać, to na bank ci ich nie oddam. I możesz zapomnieć o buziakach - dźgnął go palcem w pierś. - Nie ma takiego marnowania dobrego towaru. W poprawczaku to dobre batony za to by były, telefon do przyjaciela, a nawet dodatkowy deser.
Pozwolił się przytulić Mamie Muminka, a potem wyrzucił ręce w górę, przeciągnął się na całą długość i wykonał salto w tył.
- To trzymaj dobrze tą linę Kowboju, żeby potem płaczów nie było - zapalił papierosa, wypuścił w niebo kłąb dymu i podszedł do krawędzi dachu. - No to Yolo - zrobił krok w przód, obrócił się w locie, złapał dłońmi krawędź dachu i zaparł się stopami o ścianę, po czym zeskoczył w dół. Daleko nie było, ale daszek i tak zatrzeszczał. Pobiegł do rogu budynku i zaczął uderzać stopą w blaszany dach i dłonią w baner, gdzieś na wysokości ceny za wodę mineralną. Jak można się było domyślić, muchy plujki skierowały się w jego kierunku.
- Kurwa jak tu umrę, to was wszystkich zapierdolę.
« Ostatnia zmiana: 15 Lipiec, 2018, 20:00:58 wysłana przez Narwaniec »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 805
  • -Otrzymane: 550
  • Wiadomości: 3010
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1878 dnia: 17 Lipiec, 2018, 20:23:38 »


- Słownictwo... – Logan z dezaprobatą  zareagował na rzucone bluzgi. Trzymając pewnie linę, obserwował Tylera, który zaczął hałasować na tyle głośno, że na reakcje chorych nie trzeba było długo czekać. Wkrótce pierwsze pojawiły się pod daszkiem na którym stał chłopak.

- Taki handel wymienny, to ja rozumiem. - skwitował Kenny, chowając paczkę papierosów z powrotem do kieszeni. - Ogień plus gangreniaki eksplodujące żrącym kwasem, pomnożyć przez dystrybutory z paliwem, da raczej chujowy wynik, synek... - zareagował na pomysł mechanika z sceptycyzmem.

Sullivan wychylił się ostrożnie zza rogu budynku, przyglądając się sytuacji. Ktoś ostro napierdalał w blaszany dach (z swojej pozycji nie mógł zobaczyć, kto), żeby zwrócić uwagę pojebańców, które zaczęły gromadzić się z boku budynku całą chmarą. Te kotłujące się wewnątrz marketu, przyciągane hałasem również zaczęły powoli wypełzać na zewnątrz. Przylgnął z powrotem plecami do ściany. Zaczął analizować. Pojebańce w skupisku. Reakcja łańcuchowa. Żrący kwas. Dystrybutory z paliwem. Prawdopodobieństwo bum dosyć wysokie.
- Jakoś kurwa mam średnią ochotę testować czy karoseria jest też odporna na jebany kwas, ale poza odciągnięciem ich stąd nie widzę innego bezpiecznego, nie wybuchowego wyjścia. - odpowiedział Czerwonej, odblokowując drzwi w SUV-ie poprzez naciśnięcie guzika przy kluczykach.
Wychylił się ponownie. Armia jezusikowych skurwysynów gromadziła się w powiększającym się tłumie na drugim końcu budynku jak wygłodniałe groupie przed swoim zaćpanym idolem. Na szczęście SUV-a zaparkował pod zadaszeniem przy środkowym dystrybutorze, kawałek od głównego wejścia. Raptem kilka kroków. Trzymając karabin w pogotowiu, ruszył w kierunku wozu. Obszedł go od tyłu i gdy miał już podejść do przednich drzwi, dojrzał sylwetkę wyłaniającą się z wnętrza budynku.
- Kurwa. - szybko wycofał się z powrotem na tył. Nie był jednak pewien czy na tyle szybko, żeby nie zostać zauważonym. Chowając się z za samochodem, spojrzał w kierunku drzwi marketu. Dwóch pojebusów stało przed wejściem. Z towarzyszącymi pojedynczymi warknięciami, poruszali głowami, usiłując zlokalizować źródło hałasu. Namierzywszy je pojeby truchtem pobiegły w lewo. Wpatrywał się przez dłuższą chwilę przez przeszklone ściany do wnętrza budynku. Nie dostrzegł żadnego ruchu. Wychylił się zza samochodu tym razem z prawej strony, dając sygnał dwójce pajaców, żeby ruszyli dupska. Czekając aż ci wtarabanią się do jego wozu, obserwował otoczenie. Usłyszał plaśnięcie. Poczuł uderzającą falę ciepła między nogami. Spojrzał w dół.
- Ja pierdolę! - Jeszcze kilka centymetrów dalej i został by pierdolonym Kenem. Spojrzał przed siebie. Z mgły wyłonił się pojebaniec wraz z kumplami. Zerwał się na równe nogi i wsiadł do wozu na miejsce kierowcy. Wycofał dosyć gwałtownie i przystanął skupiając swoją uwagę na radiu. Po chwili ruszył z  miejsca z piskiem opon. Zbliżywszy się do hordy pojebańców, Tony zatrzymał samochód.
- Jeszcze nikt nie oparł się mocy Disco Inferno. - podkręcił głośność na cały regulator. Z SUV-a zadudniła głośna muzyka.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 254
  • -Otrzymane: 213
  • Autor wątku
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 902
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Żywe Trupy - Apokalipsa
« Odpowiedź #1879 dnia: 01 Sierpień, 2018, 17:45:09 »


- Jebać słownictwo - mruknął podskakując na dachu, kopiąc w baner i wyrzucając z siebie soczyste wiązanki, pełne pięknych pań, krzaków, pozycji seksualnych, przodków plujących do pradziadka włącznie spółkujących z przeróżnymi zwierzątkami, tudzież przedmiotami i tym podobnych kwiatków, od których uszy mogły zwiędnąć. Muchy plujki podeszły pod daszek i patrzyły na niego z bardzo żywym jak na trupy zainteresowaniem. W pewnym momencie aż mu się zrobiło nieco nieswojo. Co jak jednak wlezą, albo daszek się zarwie, albo zaczną pluć dużo celniej niż obecnie? No ale trzeba było działać, zwłaszcza, że widział jak ekipa zbliżała się do samochodu i wkrótce zniknęła w jego wnętrzu.

Ruszył za Agencikiem, osłaniając mu plecy, jednocześnie starając się mieć oko i na Mambę, żeby móc ją powstrzymać, gdyby strzeliło jej do głowy coś równie inteligentnego jak pchanie się z nimi na dół. Jak nic nabawi się od tego jakiegoś oczopląsu, albo tików nerwowych, już czuł jak mu niebezpiecznie powieka zaczyna drgać. W duchu modlił się, żeby cała akcja przebiegła bezproblemowo. Stokroć bardziej wolał żywych, albo zdechłych inaczej, ale tych normalnych. Plujące i wybuchające towarzystwo wybitnie mu nie odpowiadało i przyprawiało o gęsią skórkę, której jako żywo od dawna nie doświadczał.
Po skradaniu się przez betony pod sklepem, odetchnął gdy w końcu schowali się za samochodem, po czym bezceremonialnie wepchnął Punkówę do wnętrza samochodu, a sam usiadł na przednim siedzeniu.
Gdy rozbrzmiała muzyka, włączona na cały regulator, jęknął i zasłonił twarz dłonią.
- Niech mnie ktoś dobije...


Poprzez wizgi plujących, przedarły się znajome dźwięki, które przybierały na sile z każdą chwilą.
- Burn baby burn - zaśpiewał wraz z wykonawcą, zrobił obrót, dotykając nieistniejącego kapelusza, po czym wykonał szpagat niczym James Brown i ponownie zaczął tłuc się po dachu jak potępiona dusza, cały czas śpiewając.
W pewnym momencie kilka plunięć uderzyło w baner, tuż koło niego, a potem kolejny trafił linę, która zaczęła pienić się, syczeć i w końcu pękła.
- Nie no, pierdolę, nie pracuję w takich warunkach - zaczął się wspinać w kierunku Kowboja.
« Ostatnia zmiana: 02 Sierpień, 2018, 22:02:51 wysłana przez Narwaniec »