Biżuteria Handmade

Indifference

Po ostatnim niezbyt czarującym epizodzie, bałem się już już niedługo podśpiewywanie pod nosem „ale to już było” stanie się nieodłącznym elementem każdego, następnego seansu. Wreszcie przyszedł jednak czas na zmiany i nowy odcinek możemy potraktować jako względną poprawę jakości serialu. Główną osią „Indifference” są co prawda znane rozważania nad moralnością i egzystencją, ale wcześniej raczej rzadko zdarzało się by dotyczyły one tak niejednoznacznej kwestii. Oczywiście atrakcyjność tych refleksji podsycono jeszcze toczącą się w tle akcją, opartą na lubianym przeze mnie motywie „wycieczki”…

Porzucenie stałego miejsca akcji, po raz kolejny okazało się strzałem w dziesiątkę. W dodatku obydwie historie poprowadzone w odcinku były w stanie zaciekawić mnie na tyle, że ani się oglądnąłem, a Rick samotnie jechał już w drogę powrotną, w stronę końcowych napisów. Nie trudno się domyślić, że cała ta eskapada była jedynie pretekstem do rozmyślań nad słusznością postępowania Carol. Swoją drogą, bardzo spodobał mi się pomysł poprowadzenia jej historii. Banicja była jedynym słusznym wyjściem. Bardzo dobrze, że Rick zdobył się, by samemu zadecydować o losie bohaterki i nie dał się pochłonąć moralnej szarości (choć można było jakoś zrozumieć pobudki bohaterki, która najwyraźniej kierowała się intuicją przetrwania, nie zważając na moralność czynu).

Początkowa filmowość scen (mam tu na myśli rozmowę z Lizzy), podziałała na plus, a lecące w tle retrospekcje pozwoliły dostrzec lepiej wyrachowanie Carol i bezwzględność, którą tak bardzo starała się usprawiedliwić troską o dobro grupy. Szczerze, z punktu widzenia widza nie trudno było ocenić zachowanie Carol negatywnie, zważając jednak na „nowy porządek” w postapokaliptycznym świecie, nie powinno dziwić, że Rick zdawał się jakby szukać potwierdzenia słuszności swej decyzji. Przemiana Carol dobiegła do końca i pomimo, że pamiętamy ją jeszcze z drugiego sezonu, jako bitą przez męża, nieco spanikowaną matkę Sophii, to podobnie jak w przypadku Tyreesa jestem w stanie zaakceptować, a nawet pochwalić to jak udało się tą postać rozwinąć, wręcz stworzyć na nowo. Może jej surowe postrzeganie świata w kategoriach: słaby równa się zły, a silny dobry sprawiło, że sporo osób przestało, pisząc łagodnie darzyć ją sympatią (w tym po części ja), ale trzeba przyznać, że nie było chyba nikogo kto cieszyłby  się z jej odejścia. Bohaterka była z nami praktycznie od początku serialu… Ciekawy jestem jak Szeryf wytłumaczy reszcie jej zniknięcie, czy zaryzykuje i powie prawdę, narazi się Tyreese’owi?

Rick&Carol

Poprowadzona równolegle z wątkiem Carol, ekspedycja po leki, pozwoliła na skupienie się na konkretnych bohaterach – Darylu, Michonne, Tyresse’owi i Bobie.
Zacznę od postaci, której zachowanie było dla mnie nieco niezrozumiałe/przerysowane – Boba. Facet mówi najpierw z poczuciem winy, że czuje się winny śmierci Zacha, a chwilę po tym sięga po alkohol, choć wie jak zgubny ma wpływ na człowieka. Załóżmy, że pokusa była zbyt silna, choć lepiej nie powtarzać czegoś podobnego wpienionemu Darylowi (Bob mógł w końcu władować do torby jakieś leki).
Sam Dixon dość dobrze dogaduje się ostatnio z Michonne ( zrobiła się z niej towarzyska osóbka). Tworząca się między nimi relacja, przedstawiona została ciekawie, choćby dzięki temu, że bohaterowie jak najbardziej do siebie pasują i rozumieją nawzajem. Niestety praktycznie wszystkie pozostałe postacie, wydają się obecnie, zrezygnowane i przygniecione zwykłą codziennością, do której wszyscy zdążyli już przywyknąć.

Z początku zaczynało mnie też męczyć zachowanie Tyreese’a. Rozumiałem jego postawę w ostatnim odcinku oraz fakt, że w ramach pewnej konsekwencji powinna być ona kontynuowana, ale czy bohater nie powinien trochę ochłonąć? Dzięki Bogu, jego szał nie trwał za długo i dodatkowo, bohater znalazł najwyraźniej wspólny język z Michonne, która jak sama przyznała, nadal tłumi w sobie negatywne emocje i dała znać, że o gubernatorze nie zapomniała.

Odnośnie pozostałych „głosów przeszłości”. Dawno nie było już w TWD tylu odniesień do poprzednich serii i minionego czasu. Przede wszystkich w rozmowach Carol i Ricka, wzmianki na temat Shane’a, Sophii, męża Carol.  Aż zdałem sobie sprawę jak mało wiemy właściwie o bohaterach, o ich życiu sprzed epidemii, wspomnieniach takie jak te o kulinarnym antytalencie lori. To małe rzeczy, a jak cieszą. W dodatku wszystkie te odwołania nie zostały wstawione dla picu, a każde z nich spełniało ważną funkcję w budowie więzi i relacji między bohaterami (celem nie było jedynie wywołanie sentymentów widza).

TY&DARYL&BOB

Znów muszę też pogratulować twórcom budowy świata, w którym tak naprawdę niczego nie możemy być pewni. I nie, nie mówię tu o żywych trupach wyskakujących nagle z wnętrza żywopłotu, ale o spotkaniach z innymi ocalałymi. Uwielbiam to napięcie, kiedy pojawiają się jakiekolwiek nowe postacie. Nigdy nie wiadomo czy historia życia, którą opowiadają jest prawdziwa, a intencje dobre czy złe. Przyznam, że sam przyjąłem dość negatywny stosunek do (rzekomo) „zakochanej pary”, szczególnie do tego nieszczęsnego jegomościa. Dziewczyny oczywiście żal, bo wydawała się jakoś bardziej wiarygodna i szczera. Wydaje mi się, że cały ten wątek znajdzie jeszcze swoje rozwinięcie w dalszym toku historii (w końcu Rick powiedział, parce o więzieniu, więc możliwe, że pozostały przy życiu „obcy”, skorzysta  z tej informacji i narozrabia).

A wracając jeszcze do zombiaków-straszaków. Ileż można puszczać tego „mającego-budować-klimat-grozy” jazgotu w tle (może ktoś zarzuci mi czepialstwo, ale istnieje taka mądra zasada „co za dużo, to nie zdrowo” – odnośnie jazgotu w tle)?! Potrafię docenić takie „straaszne” sceny, ale nie kiedy pojawiają się w nadmiarze. Z takich klimatycznych drobnostek podam przykład fajnie zrealizowanej sceny – Daryl próbuje wyczyścić szybkę w oknie by zaglądnąć do środka i nagle od wewnętrznej strony wpada na nią szwendacz. Obyło się bez jazgotu.

Mam nadzieję, że Indifference nie było jedynie jednorazowym skokiem wzwyż, który zwiastuje kolejny spadek formy. Zamyka się pewien etap, miejmy nadzieję, że już niedługo domknie się w całości i bohaterowie opuszczą więzienne mury i dobiorą do skóry gubernatorowi.

indifference

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts