Biżuteria Handmade

inmaetes-intro

„Inmates” zaczyna się w biegu i kończy z przytupem. W tle akcji słychać jeszcze szlochy za utraconym więzieniem, a rozproszone grupki bohaterów lepiej lub gorzej radzą sobie z trudną sytuacją. Co ciekawe pierwszy raz od dłuższego czasu nad scenariuszem odcinka pracowały aż dwie osoby, szkoda tylko że ilość nie zawsze przekłada się na jakość.

Niestety poświęcenie 40 minut odcinka „Inmates” 4 różnym grupom o różnych celach i przygodach nie było najwyraźniej dobrym pomysłem. Spora część przedstawionych historii wydaje się potraktowana po łebkach, a co gorsza żadna nie rozkręca się na tyle by wciągnąć widza na dłużej. Nadal wyczuwalne jest czyhające na bohaterów niebezpieczeństwo, ale przytłaczający klimat poprzedniego odcinka gdzieś wyparował.  W dodatku mimo ilości przygód i tak można opisać je w jednym akapicie. O Beth i Darylu wystarczy powiedzieć, że po prostu się pojawili, odstawili parę ładnych scen walki i porozmawiali o nadziei na lepszą przyszłość – nic to do historii nie wniosło. Dalej Tyresse w roli papy i dzieciaki ze swoją nieco irytującą grą aktorską (przez którą częściowo cały ten wątek wydawał się jakiś odrealniony – o podduszaniu Judith wolę nie wspominać – dawno się tak nie udenerwowałem). Ty z powrotem zamienił się w średnio poradnego, poczciwego osiłka. Nawet powrót Carol nie zdołał obudzić we mnie jakichś większych emocji (wypadł wręcz trochę głupio, choć ciekaw jestem jak rozwiąże się wątek śmierci Karen). Żal było tylko biedaka przy torach – gdyby cała reszta ocalałych radziła sobie z zombiakami równie nieporadnie co tamta grupa, nie mielibyśmy już kogo na ekranie oglądać. Historia Maggie, Sashy i Boba podobnie jak wcześniejsze nie zrobiła większego wrażenia i choć moment z oczyszczaniem autobusu podniósł mi nawet adrenalinę to najciekawszą częścią odcinka były ostatnie chwile z Glennem i Tarą, którą z kolei polubiłem, szczególnie za jej ostatni wypowiedziany w odcinku tekst (co do Glenna – trochę przesadzili z jego szarżą na zombiaki – ale o tej efekciarskiej komiksowości później) . Zapowiada się, że pojawi się między nimi dosyć ciekawa relacja. Jak na mój gust fajnie wypadło też wprowadzenie nowych postaci przeniesionych na ekran prosto z komiksowej okładki.

Houston TrioPonownie pojawiło się sporo takich „stylowych”, nieco komiksowych scen wykorzystujących odpowiednie położenie kamery (przykładowo do stworzenia niezbyt udanego elementu zaskoczenia – patrz Carol, Judith). Z jednej strony udało się utrzymać survivalowy realizm z poprzedniego odcinka, a z drugiej, jeszcze bardziej pogłębiono komiksową efekciarskość, mającą wywołać u widzów efekt „wow” (zwolnione tempo czy ostatnia scena z paczką z jeepa). Nie szkodzi to serialowi w większym stopniu, w końcu opowiada o apokalipsie zombie, więc nie musi zachowywać sztywnego realizmu, ale troszkę zmieniło to jednak mój odbiór i samą stylistykę TWD (właściwie zaczęło się to od postaci Gubernatora).

640px-Inmates_Maggie_Bob_and_Sasha_SearchZaburzona chronologia wydarzeń wypadła w „Inmates” całkiem całkiem. Nie było problemów w odnalezieniu się w poszczególnych wątkach, co więcej dzięki paru wspólnym elementom  można było sobie je wszystkie w odpowiedniej kolejności poukładać.

Przyszłość serialu może jeszcze wyglądać ciekawie, szczególnie, że wreszcie pojawili się nowi bohaterowie oraz miejsce do którego cała ekipa będzie mogła się udać. Znów czekamy z niecierpliwością (niestety nieco mniejszą niż ostatnio) na pojawienie się kolejnego odcinka.

Inmates

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts