Biżuteria Handmade

Isolation(1)

Jak na razie sezon czwarty, niestety nie zmienia się na lepsze. Twórcy starają się wynagrodzić widzom brak konkretnego głównego wątku paroma pomniejszymi, 
w międzyczasie  zagęszczając atmosferę powolnym „dzianiem się rzeczy”.  Szczerze, nie  mam już większej ochoty na zombie telenowelę szczególnie, że spora część barwnych postaci mogących utrzymać na swych barkach taką formę serialu (pełną relacji międzyludzkich), dawno już nie żyje lub po prostu bardzo się zmieniła…

W wielu momentach nowego epizodu dane nam było dostrzec (niezbyt) subtelne znaki podpowiadające, że za scenariusz „Isolation” odpowiada nie kto inny niż sam Robert Kirkman. Szkoda tylko, że wkład twórcy komiksu niekoniecznie dobrze wpłynął na formułę odcinka, w którym pojawiło sporo przerysowanych, wręcz komiksowych momentów – czy to bójka z początku epizodu, klnący pod nosem Szeryf, biegnący na pomoc Carol czy rozmowa Carla z Hershelem i późniejsza „wyprawa” po zioła.  Podobnie z resztą  z samymi dialogami. Niektóre słowa dziwnie brzmiały w ustach bohaterów, może na papierze wyglądałoby to lepiej. Niestety nie mogę potraktować tego faktu na plus, głównie dlatego, że komiksowa nuta za bardzo przeważyła nad realistyczną stroną TWD (choć przykładowo sceny z Hershelem i Carlem przypadły mi do gustu).

Co by jednak nie marudzić na wstępie powiem o (wg mnie) sporym plusie nowego odcinka – mianowicie o udanej przemianie Tyreese’a (sporo dzisiaj będzie tego imienia).  Choć postać Karen była mi raczej obojętna, nie trudno zauważyć, że nasz duży bohater darzył ją czymś więcej niż przyjaźnią, dlatego jak najbardziej jestem w stanie przyjąć, że tak „niespodziewane” wydarzenie jak okrutna śmierć ukochanej mogła stanowić punkt zwrotny w jego życiu (szczególnie, że mordercą musiał okazać się ktoś z więzienia). O dawnym, przymilnym Tyreesie musimy już zapomnieć – w końcu nie każdy potrafi postawić się Szeryfowi, który choć nie wygląda już na tak zniszczonego psychicznie jak kiedyś, w miarę szybko dał wyprowadzić się z równowagi spuszczając oszołomionemu Tyreesowi otrzeźwiający łomot. Wracając jeszcze do  zachowania czarnego agresora, które mogło wydać się lekko przeszarżowane – śmierć Karen, zachorowanie Sashy to dość dużo jak na jeden raz, dlatego wybuch tłumionych wcześniej emocji i całościową przemianę uważam ogólnie za spory sukces. Życie w ułudzie nie wychodzi bohaterom na dobre szczególnie kiedy zapominają, jak blisko śmierci się znajdują.

Rick_talks_to_Ty

Hershel w roli doświadczonego, sypiącego pokrzepiającymi tekstami mentora nadal sprawdza się dobrze. Co cieszy bohater nie jest przy tym jedynie „niewzruszonym, mądrym dziadkiem” – potrafi podnieść głos, choć ten z emocji czasem mu się załamuje (znowu z jego zachowania biła pewna komiksowa symboliczność), wydaje się po prostu zwykłym, ale doświadczonym człowiekiem.

W dalszym ciągu postawiono na ludzkie dramaty, płacze i smutki – serial naprawdę zaczyna przypominać telenowele z litaniami rozpaczy. Może i  „SPOKOJNE WODY NIE KSZTAŁCĄ DOBRYCH ŻEGLARZY”, ale jak tak dalej pójdzie to wszyscy utoną w łzach/umrą w inny sposób „wypełniając swoje zadania”. Nie wiem, czy należy bać się o Glenna – twórcy od dawna budowali jego związek z Maggie, by zwiększyć dramatyzm w przypadku jego/jej śmierci. Szczerze wolałbym, by pozostawiono mu jeszcze trochę czasu – pomimo, że nie jest postacią której bardzo bym żałował, lepiej jeśli pozwolą mu jeszcze raz rozwinąć skrzydła i pokazał się od lepszej strony.  Choć epidemia może okazać się większym wrogiem niż żywe trupy czy ludzie podobni Gubernatorowi, to czuć, że potrzeba tu czegoś bardziej konkretnego – odkąd serial stracił swoje tempo narzucone przez sezon 3 akcja wydaje się być prowadzona nieco ślamazarnie, z etapu na etap.

ISOLATIO - DarylMichonne

Szybko dowiedzieliśmy się też, kto odpowiada za spalenie zwłok – nic nie ukryje się przed czujnym okiem Szeryfa i widza – Carol już wcześniej zachowywała się dość radykalnie, więc nie dziwota że postanowiła uciec się do wyeliminowania zagrożenia i spaliła chorych. Szeryf szybko poradził sobie z rozszyfrowaniem zagadki, najwyraźniej zrozumiał jednak pobudki  Carol (a przynajmniej się starał). Końcowa scena, w której bohaterka przyznaje się do zbrodni – nie powiem – bardzo dobra. Z jednej strony cieszę się, że postanowiono nie przedłużać motywu morderstwa, z drugiej boję się, że nowy Tyresse i jego szał nie zdołają wypełnić tej pustki. Myślę, że nadal możemy jednak liczyć na pozostającego w cieniu sabotażystę od dokarmiania szwendaczy – przyznanie się Carol miało zapewne uśpić naszą czujność.

Twórcy zdecydowali się także na stary i sprawdzony sposób na odświeżenie atmosfery, czyli dłuższą wycieczkę poza mury więzienia. Cała sytuacja z hordą zombie była w miarę emocjonująca, ale zachowanie Daryla… no cóż (możemy zaliczyć ten moment do „elementów komiksowych”) – uznajmy, że stracił na chwilę głowę (mam nadzieję, że twórcy rozwiną motyw komunikatu radiowego). Złość Tyresse’a – całkiem autentyczna, wystarczył młotek by stał się prawdziwym narzędziem zagłady. Podejrzewam, że wiele osób na to czekało.

Na dalszy rozwój wydarzeń musimy niestety poczekać – ciekaw jestem jak Tyreese zareaguje na informację o Carol, jeśli Rick zdecyduje się powiedzieć mu prawdę.

 

Isolation(2)

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts