Biżuteria Handmade

Po przeszło tygodniu zmagań konkursowych z przyjemnością ogłaszamy wyniki konkursu Zombie z PRL, w którym do wygrania było 20 nagród książkowych w postaci różnych wydań Szczurów Wrocławia. Chaos, autorstwa Roberta J. Szmidta.

 Szczury Wrocławia; Robert J. Szmidt; Wydawnictwo Insignis; konkurs Zombie z PRL

 

Przypomnienie o zasadach konkursu i nagrodach

Waszym zadaniem było odpowiedzieć w dowolnej formie na pytanie Jak walczyłbyś/walczyłabyś z atakiem zombie w Polsce? Więcej o zasadach konkursu przeczytacie tutaj.

Do zdobycia w naszej zabawie było 20 egzemplarzy Szczurów Wrocławia. Chaos (pierwsza część powieści o zombie w realiach PRL, którą napisał Robert J. Szmidt) ufundowanych przez Wydawnictwo Insignis.

Nagrody były podzielone na 4 kategorie:

  • nagroda główna – I stopnia (5 egzemplarzy) – limitowane wydanie kolekcjonerskie książki Szczury Wrocławia. Chaos. Każdy zestaw to: książka w twardej oprawie z autografem autora, e-book, plan Wrocławia z 1963/plakat, koszulka ze Szczurami Wrocławia. Chaos oraz eleganckie pudełko na zestaw. Szczegółowy wygląd nagrody w filmie poniżej:

 

  • nagroda II stopnia (5 egzemplarzy) – książka Szczury Wrocławia. Chaos, autorstwa Roberta J. Szmidta w twardej oprawie,
  • nagroda III stopnia (5 egzemplarzy) – książka Szczury Wrocławia. Chaos w miękkiej oprawie,
  • nagroda IV stopnia (5 egzemplarzy) – e-book Szczury Wrocławia. Chaos

 

Lista nagrodzonych

Czas na to, na co czekacie najbardziej – lista laureatów konkursu Zombie z PRL. Wpłynęło do nas mnóstwo fantastycznych prac, z których Komisja Konkursowa wyłoniła 20 najciekawszych.

Nagroda I stopnia:

  • Maja Dudek,
  • Patrycja Kowalczyk,
  • Malwina Mieczkowska,
  • Marcin Wachnik,
  • Sylwia Zimowska

Nagroda II stopnia:

  • Ewa Borowa,
  • Rafał Dulski,
  • Magdalena Jarmużewska,
  • Agnieszka Kowalska,
  • Edyta Martyniuk

Nagroda III stopnia:

  • Michał Ferenc,
  • Oliwia Gumowska,
  • Anna Kowalik,
  • Marcin Smolak,
  • Piotr Wołek

Nagroda IV stopnia:

  • Artur Karwala,
  • Wojciech Kowalski,
  • Kacper Paś,
  • Grzegorz Pietrzak,
  • Aleksandra Szepiczak

Laureatom gratulujemy wygranej! A wszystkim uczestnikom dziękujemy za wspólną zabawę i nadesłane prace.

 

Więcej informacji o Szczurach Wrocławia

Jeśli macie ochotę dowiedzieć się więcej o powieści opowiadającej o ZOMO walczącym z zombie, której autorem jest Robert J. Szmidt, to zapraszamy do odwiedzania:

 

Zwycięskie prace

Maja Dudek (nagroda I st.)028-01 028-02

 

Patrycja Kowalczyk (nagroda I st.)

009

Malwina Mieczkowska (nagroda I st.)

Tupią zombie, maszerują,
w stronę Polski się kierują.
Padły Niemcy, Francja legła,
Merkel do Warszawy zbiegła.
Już nadciąga martwych  fala,
jęki niosą się z oddala.
Nadszedł czas na tajny plan,
opowiedzieć o nim wam?

Idąc zombie autostradą,
jeden, grupa czy też stado,
opłat całą masę zgarnie,
sprzeda biedak co popadnie,
byle tylko komornika,
trzymać precz od nieboszczyka.

Jeśli zombie cwany będzie
i popędzi w martwym pędzie
boczną drogą, co przed lasem,
miga czasem białym pasem,
wprawdzie nie zapłaci myta,
lecz wyciągnie swe kopyta
w licznych dziurach i wądołach.

Gdy po trudach dróg tych krwawych
dojdą zombie do Warszawy,
śniąc o uczcie z ludzkiej tuszy,
istna armia na nich ruszy.
W pierwszej linii politycy,
co ściągnięci wprost z mównicy,
za armatnie mięso robiąc,
drogą wolno biegnąc, drobiąc
pomalutku w drogich butach
pierwsi skończą w martwych brzuchach.

Gdy już martwiak ociężały,
ruszą inni w imię chwały:
wierna armia, co zebrana
pod wezwaniem radia Pana,
tuż przed drugą  falą armii,
co kiboli z trybun zgarnie.
I tak będą się naparzać,
jak w kolejce do lekarza
lub w obronie swoich drużyn.

Biedne stado, wystraszone,
tłumnie ruszy w drugą stronę.
Chcąc ratować swoją skórę,
krzyknie nawet głośnym chórem:
Daruj ludu, nie krzywdź więcej!
I do Rosji wnet popędzi,
woląc czołgi i niedźwiedzie
od szalonej tej gawiedzi.

Jednak nie odpuści armia,
i każdego zombie zgarnia
tak jak leci, aby w końcu
zebrać całe stado w kojcu.
Zapakują martwych zgrabnie,
owijając w co popadnie.
Później w wielkie skrzynie wsadzą,
dokąd wysłać? Myślą, radzą,
aż do myśli pomysł wnika:
zemścić się na sojusznikach,
co nas stonką wymęczyli,
potem wizy nałożyli.
Napisali więc raz-dwa:
wysłać to do USA.

 

 Marcin Wachnik (nagroda I st.)

014-01 014-02

 

Sylwia Zimowska (nagroda I st.)

W Szczebrzeszynie zombie w trzcinie
atakuje nas znienacka.
Tu najlepsza jest maczeta
i na muchy dobra packa.

Gdy w Krakowie bladym świtem
żywy trup pcha się do oka,
dźgnij go nożem, leć na Wawel,
a najlepiej dosiądź smoka.

W Zakopanym gdy przez śniegi
horda snujów wolno kroczy,
rozpruj kozę na przynętę,
rzuć ciupagą między oczy.

Gdy w Poznaniu zombie będą
chciały szybko zjeść ci głowę
– nie bój żaby! – przybij piątkę,
bo to świry Pyrkonowe.

Nóż na pasku, zapalniczka
kusza, z maratonu medal?
Broń nieważna – bierz za przykład
bohaterów z Walking Dead’a.

 

Ewa Borowa (nagroda II st.)

Rok 2015

Po całej Polsce rozproszone
Wiecznie głodne, podgniłe, zniszczone
Z człowieka mało zostało
Niby to ludzie ale tylko ciało.
Bez duszy, sumienia, litości
Obgryzą ze smakiem do kości
Każdego- kim zawładnie strach.

Część Polaków na Zachód się udaje.
Jestem gotowa- ja tu zostaję!
Barykadę zrobię i broń zgromadzę.
Z ohydnymi trupami sobie poradzę.
Jest problem: sama nie dam rady,
Trzeba z sąsiadami zawrzeć układy.
Razem radę hordom damy.
Zgniłe ciała pokonamy!

Niech idą w ruch broń i noże,
W obronie tylko to pomoże.
Zombie z nami szans nie mają,
Gdy od kul się przewracają.
Dyscyplina i współpraca
-to naprawdę się opłaca!

My- Polacy się nie boimy!
Przed nędznym truchłem obronimy.
Chcesz przeżyć? Nic prostszego!
Posłuchaj tego kolego:

1. Życie w grupie jest potęgą a jednostka jest udręką.
2 Do drugiego nie żyw agresji, być może kiedyś wyciągnie cię z opresji.
3. Duże zapasy i mocne barykady- bez nich z zombie nie dasz rady.
4. I ostatnie- najważniejsze. Nie ignoruj zombie, mimo że są głupie. Pamiętaj:

                                            SIŁA JEST W GRUPIE!

                                                ***APOKALIPSA***

022

Rafał Dulski (nagroda II st.)

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta, a pytań nasuwa się wiele. Czy atak zombie w Polsce jest możliwy? Jaki byłby ten atak? Jakiego typu zombie należy się spodziewać? Czym się najlepiej bronić? Jakiego środka transportu używać? Co z pożywieniem i schronieniem? Lepiej w grupie czy w pojedynkę? Ile to będzie trwać?

Dlatego, aby dobrze zaplanować obronę przed hordą zombie trzeba ułożyć dobry plan.

Oczywiście atak zombie w naszym kraju jest jak najbardziej możliwy. Wirus Z nie wybiera lepszych i gorszych państw. Po prostu atakuje. Dla niego nie ma różnicy, czy jest to Polska, Rosja, Chiny czy Stany Zjednoczone. On po prostu atakuje.

Należy założyć, że atak zombie byłby nagły i niespodziewany, dlatego zawsze trzeba być na niego przygotowanym. Nie wiemy, czy te zombie byłyby bardzo szybkie i sprytne, czy raczej głupie i powolne. Oczywiście lepiej, aby zombiaki były powolne, jednak lepiej dmuchać na zimne i zakładać, że są szybkie. Wtedy będziemy lepiej przygotowani.

A czym w takim razie się bronić? Musimy pamiętać, że mieszkamy w Polsce. Jest nas tu około 38 mln ludzi, a jak wiadomo dostęp do broni palnej jest znikomy. Dlatego jedną z gorszych opcji, patrząc długoterminowo jest korzystanie właśnie z broni palnej. Pierwszym minusem jest hałas jaki wytwarza przy wystrzale, przez co może zwabić jeszcze więcej zombiaków. Drugi minus to skończona ilość amunicji. Z każdym wystrzałem będzie jej coraz mniej. Trzeci minus to brak wyszkolenia zwykłego obywatela w obsłudze broni palnej. Jednym z lepszych rozwiązań jest używanie noży, siekier i innych ostrych narzędzi. Broń taka nie emituje hałasu, jest w zasadzie bronią, która nigdy się nie skończy, a każdy lepiej czy gorzej umie się ostrzem posługiwać.

No dobra, ale przecież nie będziemy stać w miejscu, trzeba się jakoś poruszać. I to jest właśnie problem. Rower chociaż nie potrzebuje paliwa, na dłuższą metę może być dla nas udręką. No bo jak mamy przemierzać wiele kilometrów pojazdem, który nie chroni nas ani od warunków atmosferycznych, ani od ataków zombie. Póki się da, najlepiej korzystać z samochodów. Potem można się przesiąść na obiekty pływające po wodach (łódki, pontony, żaglówki). W ten sposób możemy uniknąć zombie, no bo raczej nie potrafią one pływać.

Skąd wziąć pożywienie… Im szybciej o to zadbamy, tym lepiej dla nas. Z każdą minutą będzie przybywać coraz więcej zombie, a ubywać czasu i zapasów. Konserwy, suszone owoce i warzywa, a także duuuża ilość wody. Tego potrzebujemy. Należy pamiętać również o schronieniu. Im dalej od zombie tym lepiej. No, ale one mogą być wszędzie. Niekoniecznie. Wyspy to jedne z miejsce, gdzie raczej się nie dostaną, jeśli nie ma nigdzie wysp, to chociaż łódka na środku jeziora. Wysokie partie gór również mogą być dla nich problemem. Domek na drzewie to kolejny pomysł. Na pewno odradzałbym spania w wielkich miastach. Już lepsze byłyby oddalone wsie.

W pojedynkę może być nam trudno, ale duże grupy też nie są dobre. Według mnie grupa 5-10 osoba to idealna sytuacja. Zawsze jest ktoś kto wyciągnie nas z opresji, ale nie musimy podróżować autobusem, żeby się gdzieś przedostać. Wystarczą dwa samochody.

Ile to będzie trwać? Tego nie wie nikt…

Tak więc jeśli miałbym odpowiedzieć jak walczyłbym z atakiem zombie w Polsce odpowiem:

  1. Dobrym ostrym nożem, plus dodatkowo siekiera. Jako dodatek potraktowałbym broń palną, o ile udałoby mi się ją zdobyć.
  2. Byłbym ciągle w ruchu. Przerwy tylko gdy trzeba. Samochód lub łódka jako środek transportu.
  3. Woda, woda i jeszcze raz woda. Gdy tylko jest okazja, piję i uzupełniam wodę. Z pożywieniem to samo.
  4. Nocleg tylko w bezpiecznym miejscu. Wyspy, góry, domki na drzewie, ewentualnie wsie położone daleko od miasta.
  5. Z grupą 5-10 osobową, nie więcej i nie samemu.
  6. Do upadłego. Albo oni, albo ja…

015

 

Magdalena Jarmużewska (nagroda II st.)

Osobiście uważam zombie za lekką fikcję, jeśliby się pojawiły to raczej w mojej wyobraźni ale jakby nie patrzeć to w Polsce. Dałabym się tu ponieść wyobraźni i starałabym się być jak bohaterowie z gier w które grałam a wręcz byłabym esencją tych bohaterów:
– Poruszałabym się w ciemności niczym sam Batman,
– Balansowałabym niczym Ezzio,
– Skradałabym się niczym Garett,
– Biłabym wszystkim co mam pod ręką niczym Kratos swoimi łańcuchami,
– Przeskakiwałabym ponad przeciwnikami niczym Super Mario,
– Uciekałabym szybko niczym Sonic X,
– Unikałabym ciosów niczym Neo,
– Nie poddawałabym się niczym Thrall,
– Przemierzałabym korytarze niczym Lara Croft w poszukiwaniu ukochanej,
– Używałabym wszelakich kombinacji sprzętu niczym Egg Man a przy tym raził potwory prądem jak Pikachu,
– Rzucałabym cięte riposty jak Duke Nukem,
– Posiadałabym wiedzę o zombie niczym Geralt o Potworach,
– A byłabym brutalny jak Trevor!

Mając takie moce powiedzmy sobie szczerze, ale to Zombie byłyby ofiarami a ja miałabym dobry sen i obudziłabym się w świetnym humorze gdyż „wygrałam kolejną rozgrywkę”

 

Agnieszka Kowalska (nagroda II st.)

012

 

 

Edyta Martyniuk (nagroda II st.)

 020-good

 

Michał Ferenc (nagroda III st.)

Opowiadanie Michała znajdziecie tutaj.

 

Oliwia Gumowska (nagroda III st.)

Pokonać zarazę
    Życie w Polsce nie było łatwe. Na tak wiele rzeczy narzekaliśmy: podatki, władza, wypłaty, ulice, ceny, korki na drogach, system oświaty, pogoda, skarpety w połączeniu z sandałami. Można by wymieniać bez końca. Kto by pomyślał, że za tym zatęsknię. Teraz nie obowiązuje prawo, nie trzeba płacić ZUSu. Zresztą nie ma takiej możliwości,
     W mediach zaczęły pojawiać się informacje o dziwnej chorobie, wywołującej silną gorączkę, drętwienie kończyn, wymioty, krwotoki z nosa i uszu. Osoba chora zapadała w śpiączkę i umierała. To co się działo potem rząd zatajał aż do swojego upadku. W telewizji ogłosili stan wyjątkowy. Przez trzy dni wciąż nadawali to samo, A później… Później już nic nie nadawali. Musieliśmy uciekać. Tak wiele osób zginęło i zasiliło armię zombie. Zostałam sama z bratem, musiałam go ochronić.
     Od tamtych wydarzeń miną co najmniej rok. Wraz z bratem i kilkoma innymi osobami stworzyliśmy (prawie) zgraną grupę. Jest z nami naukowiec, który odkrył, że każdy z nas ma w sobie wirus wywołujący przemienienie. Dokonał jeszcze jednego ważnego czynu, stworzył szczepionkę.
   – Mamy lek, co dalej? – spytał Marcin, mężczyzna po trzydziestce, wysoki i postawny z gęstą brodą.
– Najpierw zaszczepimy siebie – odrzekł doktor Zieliński.
– Co dalej? – dopytywał Arek, arogancki dwudziestosześciolatek.
– Potem poszukamy innych ocalałych – włączyłam się do rozmowy.
– A ochronę przed tymi potworami zapewni nam niska, chuda blondynka – prychną, nie mogąc pogodzić się z faktem, że kobieta w jego wieku ma nad nim władzę.
– Kamila strzela najlepiej z nas – bronił mnie Marcin.
– Jakbyś nie zauważył, amunicja nam się kończy!
– Jakbyś nie zauważył to noszę przy pasie maczetę – powiedziałam spokojnie.
– Jak dla mnie w twoich rękach lepiej sprawiłaby się pałka, a już na pewno w twoich us… – przerwał. Przyłożyłam mu nóż do gardła. Nie ma to jak wojskowe spodnie, w kieszeniach można dużo ukryć.
– Jeżeli nie możesz pogodzić się z moim dowództwem, możesz odejść. Jestem ciekawa, jak sobie poradzisz sobie z chordą zombie mając jedynie swoją pałkę? – schowałam nóż i odsunęłam się od niego. – Doktorze, niech pan nas zaszczepi. Od jutra zaczynamy zabierać zapasy i szukać ludzi. Gdy przeszukamy miasto wyruszymy dalej.
     Za cel obraliśmy Rzeszów. Dwunastu ludzi, trzy auta, zapasy i szczepionka. Podczas drogi spotkaliśmy niewielu ludzi. Większość przyjęła lek, nie którym podawaliśmy go siłą.
– Gdy dojedziemy musimy uzupełnić zapasy leków, nie mamy z czego robić leku.
– Wiem – odpowiedziałam.
– co do kur… – zaklną kierowca. Gwałtowne hamowanie szarpnęło nami. Wyszliśmy z samochodów. Zamurowało nas, gdy ujrzeliśmy fortyfikacje w okół miasta. Otaczało je ogrodzenie, bramy strzegli z wieżyczek strażnicy.
– Ręce do góry! – krzykną jeden z nich. Damian, mój młodszy brat, schował się za mną.
Wykonaliśmy rozkaz. W płocie otworzyły się małe śluzy. Z otworów zaczął wydobywać się dym. Złapałam za rękę brata i pociągnęłam. Chciałam z nim uciec, ale zapanowała ciemność.
    – Kamila… Kamila… Kami… – poczułam szarpanie i usłyszałam szloch dziesięciolatka.
– Braciszku… – wymamrotałam.
Okropnie bolała mnie głowa.
– Och, już wszyscy się ocknęliście – powiedziała kobieta w średnim wieku, miała tak piskliwy głos, że chciałam wbić sobie w bębenki drewniane kołki.
– Kim ty, babo, jesteś? – spytał jeden z naszych.
– Grzeczniej, jeżeli chcecie przeżyć – od pisnęła.
Mówiła coś jeszcze, jednak ja nie mogłam znieść jej głosu, więc się wyłączyłam. Zauważyłam kratę w podłodze. Pod nią stał helikopter.
Kobieta zadała kilka pytań, lecz nie uzyskała na nie odpowiedzi.
   Dwie godziny później uzbrojeni mężczyźni skrępowali nas i wyprowadzili w las poza ogrodzeniem. Brat szedł obok mnie i dygotał ze strachy.
– Nie bój się – szepnęłam.
– Nie gadać! – jeden z nich powalił mnie na ziemię.
Upadając poczułam ukłucie. Nie zauważyli noża (chwała wynalazcy bojówek). szybko przeturlałam się, wydobyłam ostrze i przecięłam sznur. Wstałam, kopnęłam jednego faceta w twarz i zabrałam mu karabin. Kolejny z nich chwycił Damian, przystawił mu lufę do skroni. Nim zaczął mnie szantażować dostał kulkę między oczy. Pozostali zmarnowali na mnie kilkanaście nabojów, żaden nie trafił. Hałas ściągną na nas chordę zombie. Otoczyły nas.
– Rozwiążcie ich i dajcie im broń! – rozkazałam. – Damian trzymaj się blisko mnie. jeżeli coś się stanie celuj w głowę – dałam mu nóż.
Uformowaliśmy ciasny krąg. Monstra były coraz bliżej. Wzięłam głęboki oddech, oczyściłam umysł. Raz za razem oddawałam strzał. Każdy pocisk niósł śmierć żywym trupom. Zabiłam ostatniego. Opuściłam broń. Spostrzegłam, że wszyscy stoją i gapią się na mnie w osłupieniu.
– Gdzie ty się tego nauczyłaś? Zabiłaś większość tego ścierwa – zachwycał się jeden z naszych oprawców.
– Nie ma na to czasu – warknęła.
      Marcin wziął Damiana na ręce i pobiegliśmy w stronę Rzeszowa.
– Możecie załatwić mi przychylność waszego dowódcy? – spytałam nieznajomego mężczyzny.
– To zależy. Na pewno uda nam się przekonać go, że jesteście przydatni – odparł.
– Doktorze, mógłby pan sporządzić szczepionkę w formie gazu? – zapytałam.
– Jakbym miał odpowiednie medykamenty to tak – zdziwił się moim pytaniem. – O jaką szczepionkę chodzi?
– Lek na tę zarazę. Potem wam wyjaśnię.
     Z powrotem staliśmy przed obliczem piskogłosej kobiety.
– Skąd mamy wiedzieć, że ten lek to nie oszustwo?
– Zostałam zaszczepiona, dam się ugryźć. Gdy się nie przemienię, będzie to znak, że mówię prawdę – oświadczyłam.
Kobieta zadeklarowała, że da nam dostęp do aptek i zapewni schronienie. Muszę jedynie przejść próbę.
    Złapali zombi. Srałam z nim twarzą w twarz. Był na łańcuchu.
– Możesz zaczynać – zachęcała mnie piszczałka Barbara.
Podeszłam do stwora, nadstawiłam lewe przedramię. W prawej ręce ściskałam maczetę. Monstrum zatopiło swe kły w mojej skórze. Skrzywiłam się  z bólu. Nim to ścierwo odgryzło mi kawał mięśnia, wbiłam mu w głowę maczetę.
   Rana szybko się goiła, a ja nie miałam żadnych oznak przemiany. Po dwóch tygodniach zgodzili się wysłuchać mojego plany.
– Doktor Zieliński zrobi gazową wersję leku, napełnimy nią wasze maszynki do gazu. Je z kolei zamontujemy w helikopterze. Będziemy latać nad Polską i rozpylać szczepionkę. nie uleczy to zombie, ale zapobiegnie się powiększaniu licznie przemian.
– To może się udać, wasz doktor dostanie klucze do magazynu z lekami i asystentów. Jednaj mam warunek. Dołączysz do naszego wojska i będziesz dowódca oddziału zaopatrzeniowego, który ma najniebezpieczniejsze zadania. Podczas wypadów będziecie zabijać jak najwięcej tych potworów.
Rozmowa była długa i męcząca (ten jej głos będzie mi się śnił po nicach).
     Jak na razie wszystko idzie zgodnie z planem. Od dwóch miesięcy helikopter regularnie wylatuje, zapuszczamy się coraz dalej. Mój brat jest bezpieczny. A ja wracam z kolejnej wyprawy.
– Mogę cię o coś spytać? – zapytał Mateusz, mężczyzna, z oddziału, który miał zabić moją grupę.
– Pytaj – wzruszyłam ramionami.
– Gdzie nauczyłaś się tak walczyć?
– Przed epidemią byłam w wojsku – wskazałam na pagon na moim mundurze, który ciągle noszę.
– Jedna krokiewka. Byłaś sierżantem – oznajmił jakby odkrył Amerykę.
– Tak, ale w zwykłych jednostkach nie uczę tego co umiem – rozbawiła mnie jego ciekawość. – Służyłam w GROMie. Doświadczenia nabyłam w Afganistanie. Kto by pomyślał, że umiejętność strzelania do ruszających się człekokształtnych istot aż tak mi się przyda…

 

Anna Kowalik (nagroda III st.)

Raz sierpem raz młotem…! A nie, przepraszam… źle przeczytałam. Zombie. A ja głupia już kogoś innego chciałam lać. No nieważne. Z tego co widziałam na filmach, to zawsze w ostatniej chwili powinniśmy znaleźć coś pod ręką do obrony przed zombie, ale nie wiem, podobno telewizja kłamie! Jednak pierwsze zdanie podsunęło mi pewien pomysł. Może troszkę ryzykowny, ale myślę że do zrealizowania. Potrzebne by nam były do tego… szaliki. Tak, szaliki. Ale nie takie wiecie, co nam babcia na drutach

wydziergała a my schowaliśmy je w odmętach szuflady zapewniając jednocześnie babcię słowami: „Tak babciu, chodzę w nim do szkoły codziennie i tak, poproszę jeszcze dokładkę”. Nie o takich mówię, tylko o takich w barwach klubowych. Rozumiecie? Bierzemy np. szaliki Legii Warszawa, jedziemy do Łodzi albo Poznania, rzucamy je zombie gdzieś z dachu na szyję i czekamy aż zostaną dostrzeżone przez kiboli. Przed całą akcją należy tylko odrobinę postudiować aktualne przyjaźnie klubowe, żeby nie było

tak, że kibole pójdą się wyściskać z tymi naszymi fałszywymi szalikowcami. Jednak jeśli to już opanujemy to droga wolna. Ten system zadziała praktycznie w każdym mieście w naszym kraju! A my będziemy mogli sobie na spokojnie obserwować z góry całe zamieszanie. Oczywiście jest też pewne niebezpieczeństwo! Pod żadnym, ale to absolutnie żadnym pozorem… nie możemy dać się złapać z takimi szalikami w nieodpowiednim mieście. Wtedy plan legnie w gruzach. Jak z tym sobie poradzimy to kraj będzie wolny! Od zombie i od kiboli.

 

Marcin Smolak (nagroda III st.)

Mam rozwiązanie na Szwendaczy !

Walka z Zombiakami w Polsce będzie bez wątpienia walką nierówną. Słaba infrastruktura, ciągłe przeróbki, dziury-pułapki tylko zombiakom pomogą, a nam ludzkości zaszkodzą. A po drugie nie obwieszę się cały w wojskowy arsenał, ponieważ będę wówczas pełzł niczym żółw olbrzymi. Trzeba więc zadać sobie pytanie, jak przyjdzie do ataku Zombie, jakim narzędziem będę walczył?

Maczeta, pistolet, noga ze stołu nabita gwoździami, a może coś zupełnie innego?

Pytanie na początku myślałem, że będzie banalne, ale jak nadeszła pora… zaczęły się schody :)

Maczetę odrzucam –  szybko się potrafi stępić od trzciny, a co dopiero od głów szwendaczy. Pistolet, hmm – zacytuje „Psy” – Młody… magazynek – no właśnie, co pocznę jak się skończą naboje, a jak cały się obandażuje w pociski, to zabraknie mi sił aby wiać – pistolet odpada. Noga od stołu z wystającymi gwozdeczkami, nie głupie, ale też chwilowe. Nabiję na kikuta kilka głów i będę z nimi biegał jak Indianin ze żywymi… skalpami. Wybieram swój sprawdzony sposób, a i zdrowotny również. Wawrzyn czosnku zakładam na szyję i jak dopadnie mnie zgraja zombiaków, otwieram swoją „paszczę” niczym smok i wypuszczam wielki… chuch – sposób sprawdzony, żona coś o tym wie, ponieważ po spożyciu przeze mnie czosnku, zazwyczaj przenosi się wraz z pościelą  do drugiego pokoju, a więc skoro na żonę działa skutecznie i zadziała na szwendaczy. A że jest to „narzędzie” codziennego użytku, to chyba sprawa jak najbardziej oczywista :).

Ok, narzędzie mam, więc i atak, tudzież walka jest mi niegroźna :). Warto również zadbać o wikt i opierunek :). I na taką ewentualność jestem przygotowany …

… mam swój prywatny … Schron !!!

Życie w schronie przeciwatomowym po nagłym wybuchu zombiaszczy… w gruncie rzeczy wcale nie musiałoby wyglądać tragicznie, a i może nam d… uratować ! Schron przeciwatomowy kojarzy się z ciasną klitką, jednak niektóre z nich wyglądem przypominają bogate apartamenty ciut nie prezydenckie. Są  również specjalistyczne firmy , które zajmują się właśnie „produkcją” schronów. Koszt sięga nawet miliona dolarów, ale na brak klientów firmy nie mogą narzekać :)

Skoro przyszłoby mi żyć ( chociaż przez jakiś czas) w takim specjalnym bunkrze na pewno nie mogłoby zabraknąć podstawowych elementów sanitarnych. Jakaś prowizoryczna toaleta, źródło bieżącej wody, jakaś lodówka i duży, duży zapas wody i konserw. Pod schronem rura biegnąca wzdłuż schronienia z wystającym peryskopem, a nuż widelec jakieś „życie” pojawi się na horyzoncie :) Łóżko, TV, lodówka. Elementy, które mają swoje miejsce w każdym domu, muszą być również i pod ziemią. Pod schronem również specjalistyczny generator umożliwiający korzystanie z energii ( w żadnym wypadku awaryjny). Na wszelki wypadek są takie dwa. Jakby jednak próbowała się ze mną skontaktować jakaś obca cywilizacja, która byłaby wrogo nastawiona i zaplecze militarne musi mieć swoje miejsce. Mini- arsenał obowiązkowy. A i wtedy ja jestem odpowiednio przygotowany na taką okoliczność. Wygodnie zasiadam na swoim bujaczku, dzierżąc  w dłoni winchestera 1300 z optycznym celownikiem, a cały jestem obwieszony w sznur pocisków i wyglądem przypominam bożonarodzeniowe drzewko. Na zewnątrz stoi, jakby naprawdę miała nastąpić inwazja truposzy, największe kolejowe działo armatnie z czasów II wojny światowej, Dora ( replika najlepsza i działająca). Na potrzebę zamontowana została specjalna sieczkarnia, jakby wataha Zombie miała przypadkiem podejść do mojego domostwa ciut bliżej.  Jestem więc przygotowany z każdej strony z wewnętrznej jak i zewnętrznej. Żadnego ataku się nie boję ! Przezorny zawsze ubezpieczony, a i obowiązkowo z łańcuchem czosnku, gdzieś w pobliżu :) Wampiry czy zombie jedna chwała, ten zapach zabije każdego krwiopijcę ! Skoro żona ode mnie stroni, po spożyciu naturalnego antybiotyku. to tym bardziej te zmutowane, bez serca żywe trupy będą wiały, gdzie pieprz rośnie, albo i jeszcze dalej … !

 

Piotr Wołek (nagroda III st.)

Znając upodobania zombie do diety mózgowej do walki odpowiednio ustawiłbym swoją armie.

W pierwszym szeregu europosłów i posłów którzy patrząc na jakość naszego prawa o mózgi nie muszą się bać.

W następnym szeregu nauczycieli którzy też mogą walczyć spokojnie bo widać jak dopasowują dzieci do siebie bo zamiast uczyć myśleć uczą rozwiązywać testy.

W kolejnym szeregu poszli by urzędnicy którzy rozpuścili mózgi w kawie i potrafią tylko uprzykrzać życie.

Potem moja teściowa bo tak brutalny żeby pchać ją na pierwszą linię od razu żeby ich wyniszczyła

Ale gdy to zawiedzie poszedłbym po wujka Stefana. On walczy ze wszystkim i wszystkimi ale chwilowo z braku wroga zacumował pod sklepem. On na pewno sobie poradzi bo jak przetrwał wypicie płynu do chłodnic to nic mu nie jest straszne.

No ale w ostateczności pozostaje nasz ułańska fantazja i szabelka w dłoń i do zabawy

 

Artur Karwala (nagroda IV st.)

Jak walczyłbym z atakiem zombie w Polsce? Cóż, wstyd się przyznać, ale gdyby takowy w istocie nastąpił, to jestem święcie przekonany, że nie miałbym o nim bladego pojęcia. Znam siebie i wiem, że albo siedziałbym zadowolony przy komputerze, albo pochłaniałbym kolejną książkę na kanapie. W obu przypadkach obowiązkowo z słuchawkami na głowie. Nie usłyszałbym więc przeraźliwych krzyków dobiegających zza okna. Nie dotarłyby do mnie również uderzenia i wycie, jakie wydawałoby dobijające się do moich drzwi wygłodniałe zombie. Mama tyle razy powtarzała: „Synu, tak głośne słuchanie jest niezdrowe”. Gdzie ja bym wtedy pomyślał, że takie słuchanie jest nie tylko szkodliwe, ale może mnie kiedyś wpędzić przedwcześnie do grobu?

Nie jest tajemnicą, że trupy atakują znienacka. Dlatego na każdy potencjalny atak trzeba być zawsze gotowym. Nie wierzę w sytuacje bez wyjścia. Jestem zdania, że jeśli chodzi o walkę z zombie to istotniejsza od gotowości jest improwizacja. Gdyby przyszło mi walczyć z atakiem zombie w Polsce, to do niej uciekałbym się najczęściej.

Zaraz, jak to, „gdyby przyszło” mi walczyć? Przecież jestem w sytuacji, w której wygłodniałe zombie dobija się do moich drzwi, a ja jak gdyby nigdy nic zasłuchuję się w muzyce Beara McCreary’ego. Ironia czy zbieg okoliczności? Z niebezpieczeństwa w jakim się znalazłem, zdaję sobie sprawę dopiero w momencie, w którym nie ma już zbyt wiele czasu na decyzję, a już tym bardziej na gdybanie, co by tu wziąć do obrony. Trzeba działać natychmiast i brać co tylko jest pod ręką! Zwłaszcza, że ociekający śliną umarlak jest już w pokoju. Maszeruje powoli w moją stronę, brudząc podłogę. Adrenalina momentalnie skacze do góry, czas zdaje się zwalniać. Robię błyskawiczny rekonesans po pokoju – po lewej filmy i muzyka, po prawej książki i gry. Nieźle! – stwierdzam dumny z własnej kolekcji. Że co? Jakie nieźle, człowieku?! Niedobrze! NIEDOBRZE! Co tu robić? Cholera! Instynktownie odpycham nogą krzesło biurowe, by zyskać trochę czasu. Bogu dzięki, że guzdrałem się ze zmianą kół na gumowe. Miało to zapobiec rysowaniu paneli, a teraz ratuje mi tyłek. Pal licho z posadzką! Krzesło leci w stronę trupa, ślizgając się po panelach, jak nasi drogowcy rokrocznie zaskoczeni zimą. Rozglądam się po pokoju. Jest! Widzę ją! Na półce obok gier stoi sporawej wielkości kolekcjonerska figurka. Chwytam ją bez zbędnej zwłoki. Niby gadżet, a jednak swoje waży. Korzystam z okazji i atakuję szamoczącego się z krzesłem trupa. Po kilku sekundach i ewidentnie zbyt wielu uderzeniach moja podłoga lśni od płynu mózgowo-rdzeniowego. Ściany prezentują krwistoczerwone wzory, jakby ktoś przed momentem wycisnął tutaj resztki ketchupu z plastikowego opakowania. Kto by pomyślał, że kiedyś wykorzystam tę figurkę w taki sposób? Spoglądam na nią. Jest pobrudzona, lekko nadłamana, ale zważywszy na okoliczności nadal w całkiem niezłym stanie. „Warto nabywać limitowane edycje kolekcjonerskie” – stwierdzam, po czym wypuszczam ją z rąk i osuwam się z ulgą na podłogę. Tuż obok mnie leży nieboszczyk. W miejscu głowy ma teraz coś, co wygląda, jak truskawkowy dżem. Dokładnie takim samym smarowałem poranne tosty. Momentalnie pojawia się odruch wymiotny. Udaje mi się go zwalczyć. ale z obawy, że zaraz może pojawić się więcej tych stworów, wstaję dysząc ciężko. Odór w pokoju jest nie do opisania. Włączam telewizor i zaczynam się pakować. Kątem ucha wyłapuję fragmenty wypowiedzi przerażonego spikera: „Atak zombie w centrum miasta”, „Epidemia”, „Apokalipsa w Polsce”, „Czy to koniec świata?!”. Gotowe! Spakowałem wszystko, co w tej sytuacji wydało mi się niezbędne. Tuż przed wyjściem przypominam sobie o latarce. Wracam po nią do pokoju, w pośpiechu potykając się o upuszczoną wcześniej figurkę. Zawdzięczam jej życie. Podnoszę ją i nie wiedzieć czemu uśmiecham się w duchu. Przez głowę przelatuje mi myśl: „Gdzie są teraz wszyscy ci, którzy śmiali się z tego, na co wydaję pieniądze?”. Z tej krótkiej refleksji wytrąca mnie dobiegający zza okna złowieszczy jęk. Nie jest to dźwięk, który mogła wydać żywa istota. Czas ruszać w drogę. Odchylam delikatnie drzwi wejściowe, kompletnie nieprzygotowany na widok, który ukazuje się przed moimi oczami. Mojego osiedla, rodzinnej okolicy, miejsca będącego ostoją, napawającym dumą i radością już nie ma. Przestało istnieć. Teraz przypomina scenerię rodem z postapokaliptycznej fantastyki lub filmu grozy. Czy to mi się śni? Wszędzie krew, ogień, spustoszenie, strach i śmierć. Tłumy zombie maszerują wspólnie po placu zabaw, na których bawiłem się jako dzieciak, na podwórku u sąsiada, z którym jeszcze tydzień temu grillowałem, na ulicy, na której stoczyłem sporo walk o miejsce parkingowe. Czy tak wygląda cała Polska? Ta myśl dosłownie kłuje mnie w serce, wgryza się w moją świadomość napawając lękiem. Nie! To z pewnością nie może być prawda. Odganiam te myśli i ruszam w drogę…

 

Wojciech Kowalski (nagroda IV st.)

Atak Zombie

Jak z nawałą zombich bym walczył?
Używając siekiery i tarczy
Niczym drwal z wielką wprawą
Rąbałbym w lewo, w prawo
Nieumarłych dopóki sił starczy

Odwiedziwszy poligon wojskowy
Broni miałbym arsenał gotowy
Z posterunków policji
Zapas zaś  amunicji
Który zombim pakowałbym w głowy

W Lidlu, Biedrze czy innym Carrefourze
Zrobiłbym też przystanek na dłużej
I żelazne zapasy
Wyniósłbym poza kasy
I umieścił je na swojej furze

Mając broń i zapasy jedzenia
Zwiększyłbym szansę swą ocalenia
I na wzór grupy Ricka
Jak najprędzej bym znikał
Za murami jakiegoś więzienia

Ocalałych tam wnet populację
Zebrałbym i przedstawił swe racje:
„Nasza szansa ratunku
W przedłużeniu gatunku
Więc zacznijmy od dziś prokreację”

Na wyżyny bym wszedł poświęcenia
I pracował bez chwili wytchnienia
Aby znów nasze plemię
Mogło odzyskać Ziemię
I mieć ludzi do jej zasiedlenia

 

Kacper Paś (nagroda IV st.)

No cóż, ten świat nadszedł już,
W Polsce ludzie mieszkali,
Wygrywali bądź przegrywali
Świat się kończy dla ludzi,
Nie tak jak powstanie na Żmudzi

Gdy zostanę sam, smutny, obolały
Będę walczył, dla ludzi z Warszawy
To co się stało, się nie odstanie
Nie ma tu miejsca dla ludzi strachliwych
Musimy walczyć, dla ostatnich żywych

W grę wejdą bronie,
Ja się tam obronie,
Co zresztą, to nie wiem,
Ja bym użył miecza mego
Lub Umysłu swego,
Zombie może przygłupawe
Mają do nas jakąś sprawe
Spryt się przyda, Odwaga też
Będą ludzie którzy, zachowają się jak zwierz

W Polsce nie ma rzeczy które nam pomogą
Nie mamy tu rządów, tylko obronę osłabioną
Nie znajdziemy tu naukowców przełomowych,
Tylko ludzi uciemiężonych
Nasze dobre strony to jedyne co zostanie
By wygrać Polskę, nasze mieszkanie
Zrobimy wszystko by wygrać naszą sprawę
Zombie będą chciały zniszczyć nasze knowanie
Zjadać nas będą przez cały czas by zaspokoić zagłodzenie,
Zrobią wszystko dla swej sprawy

Lecz to wszystko powstrzymać mnie nie może,
Gdy znajdę te boskie rozdroże
Wezmę swój miecz, umysł i cechy
Wypruję tym Zombie bebechy,
Spróbuję przeżyć jak najdłużej
Udam się tam by mieć tę różę,
Życie me trudne będzie
Lecz wykorzystam to narzędzie,
By pokonać ich wszystkich
I udowodnić ,że nie ma słabych

Są tylko Ci którzy chcą przeżyć
I ci którzy próbują się uciemiężyć

 

Grzegorz Pietrzak (nagroda IV st.)

Wstałem rano, na śniadanie
Zjadłem z mlekiem dwie bagiety
Spakowałem do plecaka
gnata, bagnet i maczety.

Spod poduszki wyciągnąłem
Dwa beryle i kałacha
Pochowałem do nogawek
Scyzoryki od Gerlacha

Kamizelkę na ramiona
Wzułem w tempie odrzutowca
Założyłem ochraniacze
Głowę skryłem w hełm zomowca.

I wyszedłem, przez judasza
Zobaczyłem wielką hordę
Dwustu pięćdziesięciu zombie
Każdy dziś dostanie w mordę.

Pierwszy zdechlak już na nożu
Chyba mu wypadło oko
Drugi nadział się na bagnet
Co wystawał za wysoko.

Trzeci upadł niefortunnie
Chlapiąc mózgiem po betonie
Czwarty zamilkł kiedy pocisk
Przebił mu obydwie skronie.

Piąty wył niemiłosiernie
Więc go pozbawiłem gardła
Szósty długo szukał głowy
Co niechcący mu odpadła

Siódmy trochę się zaplątał
Z okna leciał dłuższą chwilę
Wyglądało to – ni chybił
Jak spartańskie Termopile

Gdy już dwieście pięćdziesiąty
Chwycił ostrze aż po trzonek
Mogłem w końcu iść do Żabki
Dalej celebrować dzionek.

Wziąłem mleko, dwie bagietki,
I niezbędnik moczymordy
I wróciłem do mieszkania
Poprzez środek nowej hordy

 

Aleksandra Szepiczak (nagroda IV st.)

 Piękny letni dzień… ja przeleżeć mam go zamiar
Taki ze mnie leń, gdy czytam „Szczury Wrocławia”
Myślę jak to jest bohaterem być dla świata
Kiedy mi nad głową móżdżek zombiaka lata
Nagle słyszę jak sznur aut na ulicy trąbi
Pierwsza myśl – wypadek, a druga, że to zombie
Wychylam się szybko przez okno kamienicy
Spełniły się sny! Zombie biega po ulicy
W szafie trzymam spluwe i granatów koszyk
Już przygotowałam się na atak truposzy
Ćwiczyłam po nocach, aż wyrobiłam bicek
Wskakuję do auta, wyjeżdżam na ulicę
Czekam do wieczora, w lesie się ukrywam
Zrobię sobie z was zombiaki krwawy dywan
Pod osłoną nocy, a przy blasku księżyca
Rozjeżdżam te zombiaki jeepem na ulicach
Strzelam do jednego, co znajomo wygląda
Podchodzę ostrożnie, z bliska się przyglądam
Cóż to za spotkanie jest – to Pan od muzyki!
Zostawiam go, biegnę tam, gdzie słyszałam krzyki
Granatami rzucam tam, gdzie zombie gromada
Rozerwało je na pół, krwawy deszczyk pada
Teraz biorę tasak i siekam jak sałatkę
Ciacham jak popadnie, aż ciachnęłam sąsiadkę
Nie pożyczała cukru, nie lubiłam jędzy
Ani nawet mąki, nie oddała pieniędzy!
Nie wiem co się stało, budzę się w łazience
Nie mam broni, za to trzymam książkę w ręce
Patrzę na ulicę, ale tam nic nie zgniło
A sąsiadka w oknie.. to mi się przyśniło!

Zajonc

Jeden z redaktorów Strefy. Główne zainteresowania „zombistyczne” to muzyka związana z serialem The Walking Dead oraz inspirowana klimatami zombie, śledzenie tematyki w kinematografii, grach komputerowych i nie tylko.

Zawiaduje działem: Wasza twórczość – prace Czytelników Strefy. Kontakt w celu nadsyłania prac: [email protected]

Główny administrator fanpage’u Strefy na Facebooku.

Odpowiedzialny za reaktywację kanału Strefy na YouTube.

Poza Strefą fan literatury fantasy i s-f, kryminałów, komiksów (w tym oczywiście Żywe Trupy) oraz mitologii nordyckiej.

More Posts

Follow Me:
Facebook