the-walking-dead-episode-710-carol-mcbride-935

New Best Friends okazał się epizodem pełnym sprzeczności. Odcinek należy pochwalić za całkiem finezyjne zdjęcia, ale także zganić za atakującą zewsząd, natarczywą muzykę. Zamiast istotnego postępu fabularnego dostaliśmy też trochę nowych konfliktów i relacji. Jednocześnie raziła jednak ich powierzchowność, a także prostackie tłumaczenie wprost każdego detalu. 

Rick po raz któryś z kolei zmuszony był odgrywać rolę „zagubionego”, zdanego na łaskę nowego środowiska, a jego początkowa pewność siebie zdała się wyparować wraz z uśmieszkiem z końcówki poprzedniego odcinka. W postawie Grimesa podobała mi się chyba jedynie próba wykorzystania Zbawców jako karty przetargowej w rozmowie ze Złomiarzami, choć to dopiero argumentacja Gabriela trafiła do liderki nowej grupy.

Samych Złomiarzy przedstawiono natomiast zupełnie „od niechcenia”. Zamiast intrygować, wydają się zupełnie nie pasować do w poważnego uniwersum The Walking Dead, jakby podebrano ich ze skryptu Fallouta 4 lub planu Z Nation. Złomiarze milczą, ustawiają się w kółeczko niczym przedszkolna grupa teatralna i wykonują każde polecenie swojej antypatycznej przywódczyni. Wszystko narysowano tu grubą krechą, dorzucając do tego sporo komiksowej umowności.

the-walking-dead-episode-710-rick-lincoln-3-935

Wracając jednak do mojego rozczarowania zachowaniem Grimes’a. Rick naturalnie miał prawo przerazić się na widok nacierającego na niego, nakolcowanego zombiaka, wyjętego rodem z Resident Evil 4 albo Silent Hill. Czy od rzekomo pewnego siebie lidera, który przeszedł przez tyle okropieństw, nie powinniśmy oczekiwać jednak większej czujności i zimnej krwi, nawet w sytuacji nieoczekiwanego zagrożenia? Twórcy mogli pokazać Szeryfa w o wiele lepszym („badassowym”) świetle. Najwyraźniej chcieli jednak  koniecznie podarować nam te tanie, kiczowate igrzyska z oczywistym zakończeniem.

the-walking-dead-episode-710-rick-lincoln-4-935

Totalny brak niuansów objawił się we wspólnych scenach Carol i Daryla. W zamierzeniu wzruszających, ale w ostatecznym rozrachunków niedorzecznych jak cała Peletier. Bo wyobraźcie sobie. Carol odchodzi, ponieważ nie chce przelewać krwi w obronie swoich bliskich. Jednocześnie i tak, w uniwersum The Walking Dead, uchodzi za swego rodzaju super broń, prawdziwe wunderwaffe, Achillesa apokalipsy, niby tylko pozornie pozbawionego skrupułów (a przecież popłakała się na myśl, że coś „mogło stać się jej bliskim”). Z kolei Daryl pozwala Peletier na komfort ucieczki od problemów (nie mówiąc o śmierci Abe’a i Glenna), podczas gdy od Morgana wymaga czegoś zupełnie innego. the-walking-dead-episode-710-daryl-reedus-2-935

Do udanych elementów odcinka zaliczam przedstawienie wydarzeń w Królestwie i jego okolicy (oczywiście, kiedy przymknie się oko na pozbawione subtelności zachowanie bohaterów). Wszystkie te nowe lub odradzające się relacje i tarcia między Richardem, Darylem i Morganem, dały nam sporo interesujących momentów. Plan kapitana królewskiej Gwardii dotyczący sprowokowania Zbawców, nie był być może doskonały, ale wydawał się mieć jako taki sens. Również jego spojrzenie na sytuację Peletier i możliwość jej wykorzystania jako zapalnika w konflikcie z Neganem, zostały oddane całkiem wiarygodnie. Korzystnie zadziałała też scena otwierająca, z ponownym spięciem między Zbawcami i ludźmi Królestwa. Zapewne Ezekiel zacznie dzięki temu dostrzegać niebezpieczeństwo w swojej polityce „appeasementu”.

the-walking-dead-episode-710-daryl-reedus-935

Dlaczego jednak The Walking Dead tak często musi popadać w śmieszność i osuwać w pozbawioną subtelności Teen Dramę z Rositą zbuntowaną nastolatką? Czy naprawdę każdy detal musi zostać wyłożony wprost (skąd wziął się uśmieszek Ricka i broń dla Złomiarzy)? Czy intensywna muzyka na każdym kroku musi dyktować nam jakie mamy poczuć emocje? Czy twórcy TWD uważają nas, widzów, za bezrefleksyjne zombiaki? Seans New Best Friends utwierdza mnie w przekonaniu, że… tak.

the-walking-dead-episode-710-gabriel-gilliam-935

Wtrącająca się wszędzie muzyka, przerysowane i sztuczne zachowania nowej grupy Złomiarzy oraz totalny brak subtelności i niedopowiedzeń, potrafiły zabić frajdę z oglądania New Best Friends. Główna fabuła znów praktycznie nie ruszyła z miejsca. Zastój akcji próbowano nadrobić rozwojem bohaterów, budową ich relacji i konfliktów. Motyw ten wypadł dobrze jedynie w przypadku Królestwa. W wątku Złomiarzy miała zastąpić go akcja i tajemnica związana z zupełnie nową społecznością. Wypadło to średnio, teatralnie i trochę kiczowato. Jakby tego było mało, poszukiwany przez Zbawców Dixon wyruszył w pieszą wycieczkę na Wzgórze… Dziękuję za uwagę.

Ocena:
6/10

Fotosy: www.amc.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts