Biżuteria Handmade

Plakat2

       Sezon piąty „The Walking Dead” czyli jedna z najbardziej wyczekiwanych jesiennych premier tego roku. Przez ostatnie sześć miesięcy twórcy rozbudzili nasze oczekiwania do granic możliwości. Żaden poprzedni materiał nie posiadał aż tak szeroko zakrojonej kampanii promocyjnej jak właśnie S5. Pełno wywiadów, zdjęć, video, a wśród tego wszystkiego jeden najważniejszy frazes- „Ta seria wkracza w głęboką otchłań szaleństwa i chaosu”. Pytanie tylko, jak to wszystko wygląda w przysłowiowym praniu? A no tak się składa, że WYGLĄDA BARDZO DOBRZE!. „No Sanctuary” to kawał świetnej i konkretnie wykonanej roboty, która wgniata w fotel lepiej niż niejeden hollywoodzki blockbuster.

NoSanctuary4

        Fabuła „No Sanctuary” to po prostu coś wielkiego. Skrypt jest tak soczysty, tak gęsty, tak krwisty oraz tak dobrze dopracowany i wyważony, iż jestem w pełnym szoku że coś takiego mogło wyjść spod ręki twórców „Żywych Trupów„. Scott M.Gimple, który jest autorem scenariusza wykorzystał praktycznie wszystkie zalety jakie leżały w wątku Terminusu. Jest to tak niecodzienna dla serialu sytuacja, że sam nie potrafię w nią uwierzyć. Showrunner dołożył wszelkich starań by jak najmocniej uatrakcyjnić otwarcie sezonu, wykładając całą gamę swoich najlepszych kart. Rozpoczyna się pierwsza scena, a on mówi do widzów „bierzcie i bawcie tylko miejcie na uwadze to, że mam tego jeszcze więcej„. Z minuty na minutę atmosfera zaczyna się tak mocno intensyfikować, że wciąga widza w sam środek wydarzeń. Nie wiem ja Wy, ale ja osobiście czułem się jak pełnoprawnym uczestnik akcji. Bardzo rzadko udaje się komukolwiek stworzyć tak silne połączenie pomiędzy obrazem, a odbiorcą. Dla mnie jest to szczyt umiejętności scenopisarskich artysty i jak najbardziej zasługuje na pochwałę. S05E01 zaserwował ponadto tak ogromne spektrum emocji, iż ciężko było to wszystko sprawnie ogarnąć. Tempo przejścia z jednego stanu do drugiego było niezwykle szybkie i co w tym najlepszego, kontrastowano uczucia. Mieliśmy przerażenie i dramat, dynamizm i stagnację, zaskoczenie i ulgę, szok i płacz. Punktem kulminacyjnym okazał się moment ostatecznego złączenia się wszystkich członków grupy. Jest to scena tak przesycona uczuciami, że aż wylewają się one przez ekran. Powiem uczciwie że nawet mi się łezka w oku zakręciła, co bardzo rzadko się zdarza Miałem wrażenie, że jestem tym wszystkim najzwyczajniej w świecie zbombardowany. Jednym słowem, coś niesamowitego. Zresztą mówię tutaj o emocjach, a co z całym rozbuchaniem epizodu? Greg Nicotero wziął wszelkie dostępne środki wyrazu artystycznego typowe dla kina akcji i pomnożył je razy 1000. Tu po prostu było wszystko, począwszy od strzelaniny, po wybuchy, przez hordy zombie i dynamiczne potyczki.

NoSanctuary11

       Epizod pierwszy miał niezwykle ciekawą strukturę, który bardzo mocno podwyższyła jakoś storytellingu. Zastosowanie inwersji czasowej pozwoliło na ciekawy rozwój wątków związanych z Terminusem bez jednoczesnego dawania jasnej odpowiedzi o co w tym wszystkim tak na dobrą sprawę chodzi. Gimple cały czas kroczył na około zasadniczego wyjaśnienia, dając nam zdawkowe urywki. Tam coś rzucił, tam coś nieznacznie dopowiedział, z tego coś uszczknął. Zbudował w ten sposób stabilny suspens, który trzymał widza za gębę przez całe 40 minut. To lawirowanie dało możliwość interesującego zarysowania backgroundu nowych antagonistów. Wiemy, że byli oni ludźmi starającymi się pomagać ocalonym. Stworzyli prawdziwe sanktuarium i dobrze prosperującą społeczność. Stało się jednak coś co zmieniło ich charakter. Przejście od moralności do kanibalizmu? Bardzo drastyczna zmiana frontów, prawda?. Scott zadaje widzowi w ten sposób egzystencjalne pytanie. „Zastanów się co tu się wydarzyło. Czy atak obcych był głównym powodem czy pod tym wszystkim kryje się coś jeszcze?„. Wypowiedź Mary jest tak prosta i zarazem enigmatyczna, że wprowadza więcej konsternacji niż konkretyzacji. Ale to bardzo dobrze, bo w ten sposób wiemy, że historia Terminusu na pewno będzie kontynuowana i nieźle zawoaluje nam fabułę. Dwupłaszczyznowy rozwój może okazać się wielkim sukcesem. Ja osobiście jestem mocno zaintrygowany tym co dla nas przygotowano. Powiem jeszcze, że takiego zaintrygowania nie czułem już od czasów drugiego sezonu.

NoSanctuary8

       „No Sanctuary” obfitowało w bardzo dużą jak na ten serial ilość scen gore. Robiło to naprawdę przeogromne wrażenie. Krzyki ludzi stopniowo zabijanych przez hordę, bardzo szczegółowe obrazy rozszarpywanych ciał oraz zbliżenia na obalonych Terminusów przerażały. Twórcy po raz pierwszy od dawien dawna pokazali aż tak dosadnie brutalność realiów świata „The Walking Dead„. To nie było wymuszone czy sztuczne generowane problemu. Niefortunny splot wydarzeń utwierdza nas w przekonaniu, jak kruche potrafi być życie i jak ulotny jest spokój o który walczymy. Bezwzględność codzienności był tutaj tak namacalna, iż niemalże od pokrojenia. Osobiście mam tylko zastrzeżenie do sceny otwierającej odcinek, czyli egzekucję kolejnych porwanych osób. Oczywiście wbijała ona w fotel, nie powiem że nie. Problem jednak polega na tym, że nie była ona aż tak masakryczna jak opisywali ją twórcy. Scott M.Gimple powiedział, że to najbardziej odważna rzecz jaką do tej pory nakręcili. Steven Yeun oraz Lauren Cohan stwierdzili, iż nie wiedzą czy to w ogóle trafi do telewizji. Cóż mogę powiedzieć, czcze gadanie. Egzekucja i jej dosadność niczym nie wzbiła się ponad to co już w serialu nam zaprezentowano. Na pewno należy do czołówki, ale porodu Lori czy dekapitacji Hershela nie przebiła. Twórcy po prostu już tak dawno przekroczyli granicę, że w tej materii niczym nie mogą nas zaskoczyć. Aczkolwiek jak powiedziałem, szok był a to w tym wszystkim było chyba najważniejsze.

NoSanctuary16

       Jeżeli chodzi o bohaterów to rzuca się w oczy jedna rzecz, a mianowicie ZACZĘLI SIĘ UCZYĆ! Po praktycznie czterech sezonach wyciągają wnioski z zaistniałych sytuacji starając się poprawić swoje szanse. Byłem po prostu zdziwiony, iż zrezygnowano z nadmiernego zidiocenia postaci, które tak często oglądaliśmy w poprzednich latach. Tworzenie broni z dostępnych materiałów, walka w szyku, działanie bez konieczności łopatologicznego wyjaśniania wszystkiego krok po kroku. W końcu mamy ocalonych z krwi i kości. Mam nadzieję, że stan ten okaże się permanentny, a nie jedynie chwilowy. Drugą sprawą, która została zaakcentowana w „No Sanctuary” to kwestionowanie decyzyjnej roli Ricka. Postaci widzą jak chwiejnym przywódcą jest Grimes i nie pozwalają sobie na ślepe przewodzenie. Podważenie pomysłu powrotu do Terminusu jest milowym krokiem w odzyskiwaniu kontroli nad własną przyszłością oraz życiem. Nie są jednie bezmyślną masą, a racjonalnie kalkulującymi ludźmi. Ciekawe jak to wszystko rozwinie się w przyszłości.

NoSanctuary7

       Oddzielny akapit chcę poświęcić postaci Carol Peletier, bo tak na dobrą sprawę to ona grała tutaj pierwsze skrzypce. Osoby, które czytają moje recenzje doskonale wiedzą, że nie pałam wielką sympatią do tej bohaterki. Przez dłuży czas była ona tylko i wyłącznie scenariuszowym potworkiem, który miał być niby dramatyczny a okazał się śmieszny. Otwarcie sezonu piątego połowicznie zaciera to wrażenie. Osobiście znałem fabułę „No Sanctuary” na długo przed premierą S5 i miałem ogromne obawy co do pomysłu samotnego wejścia Carol „Balboa” Peletier do Terminusu. Moje „ale” okazało się jednak zbędne, bo w finalnym produkcie wątek ten okazał się racjonalnie opracowanym przez nią planem, przemyślanym w sposób szybki ale jednocześnie spokojny. Sezon piąty to tak naprawdę powrót do formy Carol, którą obserwowaliśmy w S3. Nie ma rozchwianej emocjonalnie kobiety, która morduje niewinne osoby. Mamy taktycznie i pragmatycznie myślącą ocaloną, która lustrując rozwój sytuacji stara się wyciągnąć jak największe korzyści. Idzie horda- wmieszam się w jej tłum. Widzę zamieszanie- podpalę zbiornik z gazem. Ludzie są rozproszeni- zrobię rekonesans w poszukiwaniu zapasów. Peletier działała etapowo, przy czym unikała jakiś większych konfrontacji. Jest w tym też jakaś ironia ponieważ Carol rozbiła Terminus przy użyciu jednego karabinu, a Gubernator przyjeżdżając czołgiem nie potrafił przejąć więzienia. Podejrzewam, że większość widzów uzna wątek Carol jako absurdalny, ale rzeczywistość jest taka że jej plan był do wykonania.

NoSanctuary3

 

       Największym zaskoczeniem odcinka był dla mnie powrót Morgana. Naprawdę nie mam zielonego pojęcia jakim cudem udało się twórcom utrzymać w tajemnicy udział Lenniego James. W tym roku plan zdjęciowy był bardzo skrupulatnie dokumentowany przez fanów serialu i byłem święcie przekonany, że nic im nie umknęło. Jak widać, Kirkman i Co. jednak potrafią ukryć niektóre sprawy. Co mogę powiedzieć, cieszy mnie to niezmiernie ponieważ Morgan to jedna z bardziej enigmatycznym postaci „The Walking Dead„, która niestety nie miała szansy na aktywny rozwój. Jego pojawienie się już w „No Sanctuary” pozwala mi wierzyć, że sytuacja ta ulegnie zmianie. Mam tylko nadzieję, że nie będę musiał długo na to czekać.

NoSanctuary5

        Reasumując, „No Sanctuary” jest otwarciem sezonu wręcz fantastycznym. Zaczęło się z przytupem, należnym dynamizmem ale także wyważeniem akcji i dramatu. Twórcy odnaleźli balans, który pozwolił im stworzyć stabilne opowiadanie nie kierujące się w skrajności. Jeżeli taki będzie cały S5 to będę po prostu zachwycony ponieważ wiem, że ta seria ma potencjał na bycie czym więcej niż tylko poprawnym serialikiem do obiadu. Ja w swojej ocenie pójdę dalej i powiem, że S05E01 poziomem dorównuje „What Lies Ahead” sezonu drugiego lub nawet „Days Gone Bye” sezonu pierwszego. Analizowałem ten odcinek bardzo skrupulatnie i nie znalazłem w nim ani jednego słabego aspektu. No, może poza sekwencją z petardą ale przymknijmy już na to oko.

Na koniec tej jednej z najkrótszych moich recenzji, opinia wyrażona w postaci oceny. Z czystym sumieniem wystawiam epizodowi 10/10.

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts