Fear The Walking Dead       „Fear The Walking Dead” czyli projekt od samego początku stanowiący jedną wielką niewiadomą. Czy się uda? Czy będzie hitem? Czy widzowie go zaakceptują? Czy będzie w stanie wypracować swoją własną niezależność w świetle dalej rozwijanego TWD? Te oraz inne pytania stały się powodem mojego lekkiego sceptycyzmu względem spin-offu, lecz mimo początkowych obaw postanowiłem dać tytułowi szansę i zobaczyć co też przyszłość nam przyniesie. Ta natomiast okazała się sporym pozytywnym zaskoczeniem, ponieważ poniedziałkowy pilot FTWD stanowiący także oficjalny debiut serii na rynku telewizyjnym, dostarczył mi sporą dawkę przyjemnej oraz zaskakującej rozrywki, która w mojej prywatnej opinii nadała marce „Żywych Trupów” całkowicie świeżego tonu. 

 FTWD-pilot4        Stwierdzenie, iż „Fear The Walking Dead” prezentuje po stokroć lepsze podejście do zombie apokalipsy niż samo podstawowe „The Walking Dead” w cale nie będzie błędne. Ba, ja pójdę dalej i powiem, że robi to nawet lepiej. Czuć w tym ogromną ambicję obsady, dużo większą skrupulatność oraz-i co jest chyba rzeczą najważniejszą-drobiazgowość w budowie storytellingu serii. Oczywiście pilot sam w sobie nie był może cudem, który wywoływał uczucie „Boże, ja chcę jeszcze więcej„, niemniej oceniam go naprawdę pozytywnie ponieważ jako materiał wprowadzający był lepiej niż bardzo dobry. Temu niespełna godzinnemu odcinkowi udało się zarysować niemalże wszystkie elementarne cechy spin-offu, począwszy zarówno od relacji międzyludzkich, a na reżyserii czy budowie klimatu skończywszy. Choć pozornie wydaje się, iż odcinek nie jest bogaty w treść, to jednak zawiera ogrom rzeczy, co w połączeniu z zachowaniem pełnej logiki ciągu przyczynowo-skutkowego podniosło jego atrakcyjność o kilka stopniu wyżej. Czy ten trend uda się utrzymać przez następne epizody sezonu? Tego nie jestem w stanie przewidzieć, aczkolwiek jakość pilota utwierdza mnie w przekonaniu, że są ku temu spore szanse. Jeżeli Dave Erickson miał na uwadze kolejne szlify, wydaje mi się iż możemy oczekiwać nawet tendencji wzrostowej pod względem poziomu. 

FTWD-pilot11       Pilot FTWD pokazał widzom, iż seria nie będzie bazowała na typowej konstrukcji fabularnej, gdzie to wydarzenie A będzie prowadziło do wydarzenia B, a cała reszta stanie się dopełnieniem obrazu. Showrunner wraz z Robertem Kirkmanem konstruując szkielet spin-offu sięgnęli do korzeni marki „Żywych Trupów„, czyli wyciągnęli na pierwszy plan psychologię bohaterów, nadając jej rolę głównego motoru napędowego. Postanowili oni wrzucić nas w sam środek już wstępnie nakreślonych rysów charakterologicznych, opartych na dość dobrze ukształtowanej bazie, dzięki czemu nie tylko uniknięto łopatologicznego wykładania nam kolejnych faktów, ale również zaimplementowano pewien pierwiastek niewiadomej co do tego jak dany protagonista zareaguje i jak wpłynie to na dynamikę dalszego toku fabularnego. Emocje, nadzieje, obawy, relacje – to wszystko gra pierwsze skrzypce, wskutek czego opowieść nabiera głębi i wymaga bardziej analitycznego podejścia, a nie tylko bezwiednego przechodzenia od sceny do sceny. Oczywiście w tle rozwija się epidemia, która stanowi ramę całości i która będzie w jakimś stopniu kształtowała światopogląd protagonistów, niemniej nadanie jej roli drugorzędnej pozwoliło zachować nieprzewidywalność treści. 

FTWD-pilot14       Jak wiadomo, premiera pilota spin-offu miała miejsce cztery dni temu. Od tego czasu, w sieci pojawiła się ogromna ilość opinii widzów na temat tego jak odbierają oni wstępny materiał produkcji. Pozwoliłem sobie przeczytać kilkanaście z nich i jednym z najczęściej pojawiających się argumentów było to iż odcinek był bardzo nieklimatyczny. Osobiście ciężko jest mi się zgodzić, ponieważ odcinek aż kipiał klimatem, a jego wolne tempo dodatkowo jeszcze to pogłębiało. Zasiadając do seansu S01E01 trzeba mieć na uwadze, że jego charakter nie będzie nas trzymał za gębę w niekończącym się napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Co toto nie. Twórcy oparli swoją pracę na drobiazgowym budowaniu obrazu początków upadku Los Angeles i dla osoby wyczulonej na szczegóły, problemem nie będzie wyłapanie wiszącego w około katastrofizmu. Częste rzuty na tętniącą życiem metropolię, plakaty z napisami „MISSING”, stałe odgłosy helikopterów czy karetek tle, zniknięcie chłopaka Alicii- to pozwoliło na przeplatanie normalności życia bohaterów, z coraz mocniej wyczuwalnym fatalizmem oraz paranoją, co natomiast przełożyło się na wrażenie ich stłamszenia wobec ogromu czekających ich zdarzeń. Naprawdę świetnym było to, jak ujęto początki destabilizacji systemu dawnego świata. 

FTWD-pilot12       Wyjątkowo zaskakującym aspektem pilota „Fear The Walking Dead” byli jego bohaterowie oraz to, że do każdego z nich byłem w stanie zapałać uczuciem głębszej sympatii. Uwarunkowane jest to przede wszystkim ich wyjątkowo bogatymi rysami charakterologicznymi, które nie dość że są ciekawe same w sobie, to na dodatek emanują czystą naturalność. Twórcy dołożyli wszelkich starań aby stworzyć grupkę, która byłaby jak najbliższa widzom, wskutek czego uniknięto niepotrzebnej heroizacji czy przekoloryzowania. Już teraz można założyć, że nigdy nie dostaniemy w  FTWD kogoś takiego jak Daryl, Rick czy Michonne, co uważam za strzał w dziesiątkę gdyż zniwelowano w ten sposób potencjalne naleciałości skomiksowacenia. Wszystko utrzymane jest po prostu bliżej realizmu. Wprawdzie sami protagoniści zostali włożeni w typową kliszę czyli splątanie korelacjami wynikającymi z rozbitych rodzin, niemniej dzięki ich wielowymiarowości ta klisza nie jest odczuwalna. Każdy jest jakiś, każdy ma jakiś cel, każdy zachowuje indywidualność. Dla mnie prym wiedzie tutaj Madison, ponieważ przedstawienie jej jako matki rozdartej pomiędzy walką o uzależnionego syna, a wizją jego śmierci było wyjątkowo dobitnie i na swój sposób przejmujące. Z jednej strony znajduje siłę by być przy Nicku praktycznie całą noc, a chwilę później przyznaje się, że czeka na telefon z kostnicy. 

FTWD-pilot7         Skoro jesteśmy już przy bohaterach, to co nieco przydałoby się powiedzieć o samych relacjach. Tak się składa, że te wyrażają się wyjątkowo głęboką intymnością, wskutek czego emocje jakie są z nimi związane o wiele lepiej przechodzą na odczucia widza. Bardzo spodobał mi się fakt, iż tragedia Nicka dotyczy nie tylko jego, ale wszystkich w około. Każda postać radzi sobie z problemem na swój własny sposób, ale nie przechodząc jednocześnie przez zdystansowane wobec reszty. Dominuje oddanie, zaufanie, miłość. Można dzięki temu odnieść wrażenie, że sytuacja ma charakter ogólny, dzięki czemu nakreślone korelacje zyskują na prawdziwości, a nam dużo łatwiej jest się utożsamić z obecnym położeniem uczuciowym bohatera. Rozumiemy jego motywacje, jego obawy, jego pragnienia, unikając jednocześnie przytłoczenia wszechobecnym dramatyzmem. Zaskakującym stało się dla mnie również to, iż mimo powagi sytuacji w odcinku znalazło się miejsce na odrobinę romantyzmu czy lekkie przekomarzanie pomiędzy Travisem, a Madison. Rozładowało to napięcie, a całości dodało subtelności. 

FTWD-pilot9

        W swoich recenzjach przeważnie unikam oceny reżyserii poszczególnych odcinków, ale tym razem zrobię wyjątek i w miarę krótki sposób postaram się skomentować ten aspekt. Cóż mogę powiedzieć, Adam Davidson jest zaraz po Franku Daraboncie najlepszym reżyserem jakiego posiadało serialowe uniwersum TWD. Po pilotażowym epizodzie widać ewidentnie, iż odnalazł się ona w stylistyce serialu, czując jego sedno. Stawia on na długie kadry, nie szatkuje scen na kilkusekundowe wstawki oraz stara się za pomocą reżyserki przedstawić ogrom tego co nas czeka. W jego stylu najbardziej podoba mi się to, iż dużo uwagi skupia na twarzach aktorów, co przy kręceniu dłuższych scen wymusza na nich większe zaangażowanie. Davidson stara się wyciągnąć z nich to co najlepsze, a nie maskuje potencjalne braki w warsztacie aktorskim. Warto też wspomnieć, iż próbuje nadać całości lekko filmowego charakteru, co sprawia iż produkcja zyskuje na swoim rozmachu. Z tego co się orientuję reżyseruje on jeszcze dwa kolejne epizody, po czym na jego miejsce wchodzą najpierw Kari Scogland (dwa odcinki) a następnie Stefan Schwartz (finał), aczkolwiek mam nadzieję, że będą w stanie kontynuować trendy zapoczątkowane przez Davidsona. 

 FTWD-pilot6

       Największą zaletą pilotażowego odcinka „Fear The Walking Dead” było niewątpliwie aktorstwo praktycznie całej obsady. Nikt nie spadł poniżej przeciętnej, co dowodzi temu że kompletowanie nazwisk przebiegało w sposób przemyślany. Tak jak podejrzewałem, prym wiodą tutaj Kim Dickens oraz Cliff Curtis, którzy jako duet sprawdzają się rewelacyjnie. Czuć zrozumienie i prawidłową interpretację rysów charakterologicznych ich postaci, co przenosi się na konkretną grę. Tak na dobrą sprawę to oni napędzali cały ton odcinka, co jedynie zwiększa moje oczekiwania. Ewidentnie przemawiają przez nich lata doświadczenia w branży, szczególnie jeśli mowa o Dickens. Jeżeli sezon da im pole do popisu to mamy mocnych pretendentów do Emmy lub nawet Złotych Globów. Wątpię w to aby Akademia ich pominęła. Troszeczkę rozczarowująco wypadł natomiast Frank Dillane. Osobiście nie przekonał mnie do swojej wersji uzależnienia narkotykowego i lekkiego rozdwojeni jaźni jaką zaprezentował w pilocie. Zbyt często odczuwałem zagubienie w kluczowych momentach odcinka. 

FTWD-pilot8       Na koniec parę słów o horrorowej stronie pilota „Fear The Walking Dead„. Zacznę można od kreacji zombie. Tych na początek zbyt wiele nam nie pokazano, niemniej na przykładzie Calvina wiemy mniej więcej jak zostanie ujęty temat w przyszłych epizodach. Choć zawiodło mnie to, iż Kirkman nie trzymał się darabondowskiego stylu z pierwszego sezonu TWD (większa zwinność, nieznaczna szybkość, pamięć), o tyle cieszę się że w końcu trup nie stanowi gumowej lalki na przeszkodzie bohaterów. Nie wystarczy już jedno uderzenie w głowę aby pozbyć się zagrożenia czy rozjechanie zombie z efektem fontanny krwi na ekranie. Trupy są wytrzymalsze, a to sprawia że będą zwiększać uczucie zagrożenia. Co zaś się tyczy straszenia widza, to twórcy starają się unikać bezpośredniości. Za pomocą obrazu, gry światłem i muzyki próbują oddziaływać na podświadomość odbiorcy, zwiększając u niego uczucie napięcia. Widać to ewidentnie w scenie kiedy Travis odwiedza norę narkomanów w kościele. Czy ten styl na wszystkich działa? Tego nie wiem. Niemniej o wiele mocniej doceniam bawienie się różnymi środkami artystycznymi, niż tanie gore. 

 FTWD-pilot3 

       Podsumowując, pilot „Fear The Walking Dead” to kawałek naprawę dobrego kina. Jest to zdecydowanie inne podejście do tematu, które stanowi powiew świeżości względem zatęchłego storytellingu oryginalnej serii. Jak dotąd, wszystkie zapewnienia twórców miały swoje odzwierciedlenie w zaprezentowanym materiale, więc można uznać że sezon pierwszy FTWD został przemyślany od A do Z. Jako widz jestem mocno wybredny, ale w tym przypadku moje oczekiwania zostały w pełni zaspokojone. Mam nadzieję, że nic w tej materii nie ulegnie zmianie. 

A teraz, zgodnie ze zwyczajem, ocenia odcinka wyrażona w punktach. Pilot FTWD otrzymuje ode mnie notę 8.5/10

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts