Rick Grimes to typowy mężczyzna XXIw. Na samym początku widzowie poznają go jako przykładnego ojca oraz kochającego męża, skrzętnie pnącego się przez całe życie po szczeblach kariery zawodowej. Ten 35-latek w materii tej osiągnął dosłownie wszystko, gdyż piastuje szanowane przez większość, miejsce zastępcy szeryfa miasta King County. On sam też cieszy się przeogromnym posłuchem oraz autorytetem wśród społeczności, w której się obraca, a podejmowane przez niego decyzje stają się motorem napędowym wszystkiego w około. Dla wielu stanowi oparcie, a jego poczucie moralności i troska o bliskich sprawiają, że w bardzo szybkim tempie zjednywa sobie ludzi. Co tutaj dużo mówić, idealne życie pożądane przez wielu, jednakże ta wizja idylli szybko pryska. Rick podczas jednej z akcji zostaje ciężko ranny i trafia do szpitala gdzie zapada w śpiączkę wyłączającą go z „życia” na około miesiąc. Pewnego dnia cudem wybudza się ze stanu zawieszenia, lecz świat, który widzi daleko jest od tego, który pamięta sprzed wypadku. Szpital wygląda niczym z pierwszego lepszego horroru, wszędzie czerń, gruz, a na drzwiach znamienny napis „DEAD INSIDE”. Miasto będące jego domem całkowicie opustoszało. On sam zdominowany przez uczucie szoku nie zdaje sobie sprawy co tak naprawdę wydarzyło się na przestrzeni ostatnich kilku tygodni. Jak się później okazuje Rick Grimes znalazł się pośrodku apokalipsy zombie, która doprowadziła do zdziesiątkowania tej 7 miliardowej populacji ludzi na Ziemi. Jego żona Lori oraz syn Carl zniknęli, co wymusza na nim podjęcie desperackiej próby podróży przez wyniszczony zarazą kraj, w celu odnalezienia rodziny i zapewnienia jej jak najlepszych warunków przetrwania. Od tej chwili rozpoczyna on ciągłą walkę o przeżycie, której sukcesy w wielu przypadkach będą przypominały „pyrrusowe zwycięstwo”, a oczekiwania grupy ocalonych, którzy zawierzyli mu swój los i życie zaprowadzą go na obszary jego natury, które staną się przerażającymi dla niego samego.

Aktor odgrywający postać: Andrew Lincoln

 NAJWAŻNIEJSZE CYTATY

 „Pan Władza jestem. A teraz słuchaj Merle. Wszystko się zmieniło. Nie ma już czarnuchów ani głupich białasów. Jest tylko ciemne i białe mięso. My i trupy. Przeżyjemy współpracując, a nie kłócąc się. Widzę jednak, że nie rozumiesz. Bądź zatem miły dla człowieka z bronią. To przecież zdrowy rozsądek, nieprawdaż?”

„Zdezorientowany. To najlepsze określenie. Strach, chaos. Dezorientacja pasuje jednak najlepiej. Czułem się, jakby zabrano mi moje życie i oddano innym. Myślałem, że jestem w śpiączce i nigdy się już nie obudzę”

„Życie zawdzięczam Glennowi. Byłem dla niego obcym człowiekiem. Mógł zostawić mnie w czołgu, ale tego nie zrobił. Ja też go nie zostawię”

„Morgan, nie wiem czy tam jesteś i mnie słyszysz. Mam jednak nadzieję, że tak. Znalazłem innych. Odnalazłem swoją rodzinę. Moja żona i syn żyją. Chciałem abyś to wiedział. W Atlancie nie jest tak jak myśleliśmy. Nie wjeżdżaj do miasta. Należy teraz do zmarłych. Mam nadzieję, że nas znajdziesz. Wczoraj w nocy sztywni wyszli z lasu. Straciliśmy kilku z naszych. Uważaj na siebie i synka. Jutro też się odezwę”

„Nie zabijamy żywych!”

„Lori, kocham cię…To wszystko co teraz mogę ci zaoferować”

„Wiem, że tam jesteś

[do Jennera]. Proszę cię. Pomóż nam. Są z nami kobiety i dzieci. Nie mamy żywności ani paliwa. Nie mamy dokąd pójść. Jeśli nas nie wpuścisz zabijesz nas! Rozumiesz! PROSZĘ! ZABIJESZ NAS! ZABIJESZ!”

„Jenner, nie wiesz jak to jest. Jak to jest być tam. Wydaje ci się, że wiesz…Zginęlibyśmy. To była tylko kwestia czasu. Jest ich dużo. Za dużo…Mój syn, moja żona…Nigdy nie mówiłem im co myślę. Nie dałem po sobie poznać…Dusiłem to w sobie i parłem do przodu…”

„Chyba tracę nadzieję na to, że mnie usłyszysz ale zawsze są małe szanse. Te małe szanse…Tylko one nam pozostały prawda? Starałem się postępować słusznie. Zapewnić bezpieczeństwo innym. Próbowałem Morgan. Naprawdę próbowałem. Nasza grupa jest teraz mniejsza. Straciliśmy wczoraj kolejną osobę [Jacqui] Dokonała wyboru. Nie winię jej za to. Straciła po prostu wiarę. CDC okazało się śmiertelnym końcem. Spotkałem tam kogoś. Naukowca. Powiedział mi, że…Zresztą to już nie ważne. Najważniejszym jest to, że ruszamy dalej. Opuszczamy Atlantę. Spróbujemy dotrzeć aż do Fort Benning. Przed nami długa i trudna podróż. Może nawet trudniejsza niż mi się wydawało. Ale nie może być gorzeć niż było do tej pory, prawda? 125 mil. Oto co przed nami. A ja usilnie staram się nie utracić wiary. Nie mogę, bo jeśli tak się stanie to inni…Moja rodzina…Moja żona…Mój syn…Została nas jedynie garstka, wiec musimy trzymać się razem. Walczyć za siebie. Być gotowi oddać za siebie życie, jeśli zajdzie taka potrzeba. To nasza jedyna szansa”

„Nie wiem jak na mnie spoglądasz. Ze smutkiem? Z pogardą? Z litością? Z miłością? A może zwyczajnie z obojętnością? Zapewne już wiesz, że nie jestem wzorowym wiernym. Chyba po prostu zdecydowałem się wierzyć w rzeczy zgoła odmienne. Na pewno w rodzinę, przyjaciół oraz pracę. Rzecz w tym, że…Przydałoby nam się coś, co pomogłoby nam żyć dalej. Jakiś…znak..Potwierdzenie, że postępuję słusznie. Nie wiesz jak bardzo jest to potrzebne. Cóż, a może i wiesz…”

 „Lori, mamy przed sobą wspólne życie. Może w miejscu jak to ale…Nie otacza nas tylko i wyłącznie śmierć. Musimy być silni i pomimo tego co widzieliśmy nadal w to wierzyć”

 „Musisz to Hershel przemyśleć. Prosiłeś nas o odejście. Przemyśl to. Gdybyś wiedział co dzieje się na zewnątrz nie kazałbyś nam tego robić. Jesteś człowiekiem wierzącym więc uwierz w to co ci mówię. Ci ludzie patrzą na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź. Chciałbym aby tego nie robili, ale robią. Nie proszę jednak o nich ani o siebie. Proszę o swojego syna. Jestem ojcem. To jedyna rzecz w której nie chcę zawieść”

„Hershel, mamy różne zdania na temat postrzegania szwendaczy. Ci…ludzie mogę być martwi lub żywi. Ale my jesteśmy żywi, tu i teraz. Zamienisz ten stan, odprawiają nas. Ta farma jest wyjątkowa. Byłeś w pełni odgrodzony od tego, co dzieje się ze światem. Pierwsze szwendacz jakiego ujrzałem był jedynie połową czołgających się zwłok. W moich intencjach nie było go zabić. Ale świat, który widziałeś jest teraz zupełnie inny. Zmienia cię w jednego z nich albo w coś o wiele gorszego. Proszę… nie każ nam tam wracać. Moja żona jest w ciąży. Tutaj jest to darem, tam natomiast wyrokiem śmierci. Razem możemy przetrwać”

 „Shane, uważasz że nie potrafię ochronić Lori i Carla? Albo mojego drugiego dziecka? Już nie jestem tym dobrym kolesiem. Zrobiłbym wszystko by ocalić Carla. Wszystko! Ty i Lori? Wiem co się stało. Kiedy się domyśliłem, a wierz mi, domyśliłem się bardzo szybko chciałem dać ci po prostu w pysk. Żebyś udławił się własnymi zębami. Ale tego nie zrobiłem i nie była to słabość. Naprawdę wiele mnie to kosztowało. To moja żona. To mój syn. To moje nienarodzone dziecko. Będę żył aby utrzymać ich życiu”

„Dale potrafił zaleźć za skórę. Wynikało to z tego, iż nie bał się mówić tego co myśli i czuje. Dziś trudno o taką szczerość oraz odwagę. Zawsze kiedy podejmowałem decyzje patrzyłem na Dale’a. A on patrzył na mnie z tym swoim typowym wyrazem w oczach. Wszyscy tego doświadczyliśmy. Nie zawsze go rozumiałem ale on rozumiał nas. Widział w nas tych kim naprawdę jesteśmy. Znał po prostu prawdę. Przed swoją śmiercią mówił, że tracimy człowieczeństwo. Że ta grupa się rozpada. Najlepszym sposobem na oddanie mu hołdu będzie zjednoczenie. Odłóżmy na bok spory, przestańmy się nad sobą użalać, weźmy przyszłość we własne ręce. Udowodnimy mu, że się myli. Będziemy żyć jak tego chciał. Tak go upamiętnimy”

„Wszyscy jesteśmy zarażeni…W Centrum Chorób Zakaźnych Jenner mi o tym powiedział. Cokolwiek to jest wszyscy to w sobie mamy…”

„Nikt nigdzie nie idzie! Właśnie coś robię! Trzymam to grupę razem! Żywych! Zawsze utrzymywałem was przy życiu bez względu na wszystko! NIE PROSIŁEM SIĘ O TO! Zabiłem najlepsze przyjaciela by was chronić! Widzieliście jaki on był…Jak mnie prowokował, jak nas narażał, jak nam groził. Zaplanował cały ten problem z Randallem po to tylko, aby mnie wywabić i wpakować kulkę. NIE DAŁ MI WYBORU! Był moim przyjacielem ale chciał mnie zabić…Moje sumienie jest czyste. Może faktycznie będzie wam lepiej beze mnie. No idźcie…Myślę, że jest tam bezpieczne schronienie dla nas, ale może to tylko głupie marzenie. Może znowu sam siebie oszukuję. A może po prostu sami poszukacie? Wyślijcie i zatem pocztówki. Dacie sobie radę beze mnie? Ciekawe tylko jak długo. Nikt? W porządku. Ale niech jedno będzie jasne…Jeśli zostajecie to nie ma już mowy o demokracji!”

„Jutro wielki dzień [przejęcie więzienia]. Wiem, że wszyscy jesteśmy wyczerpani. Dzisiaj odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, ale musimy jednak dać z siebie jeszcze więcej. Wygląda na to, że więzienie upadło dość wcześnie. Może to oznaczać, że zapasy są nienaruszone. Mają lecznicę, kantynę…Broń, jedzenie, lekarstwa. To może być dla nas kopalnią złota. Musimy tam wejść i walczyć ręka w rękę. Po wszystkim co przeszliśmy wiem, że sobie poradzimy”

„Lori? Kochałem cię… Kochałem cię…Nie mogłem tego ogarnąć…Nie mogłem tego…Myślałem, że to…Zawarłem ze sobą pewien układ. Chciałem utrzymać cię przy życiu. Znajdę nam miejsce i wszystko naprawię. I wtedy…Nie mogłem otworzyć tych drzwi. Nie mogłem…Chciałem cię utrzymać przy życiu…I Carla i dziecko…I wtedy…Myślałem, że będziemy mieli czasu. Szkoda jednak, że nigdy nie ma czasu. Ale kochałem cię. Kochałem cię…Nie mogłem cofnąć czasu. Powinienem był to powiedzieć dawno temu”

„Cóż, spotkałem się w końcu z Gubernatorem. Trochę to trwało. On chce jednego-więzienia. Chce abyśmy zniknęli. Umarli. Chce naszej śmierci za to co zrobiliśmy w Woodbury. Idziemy na wojnę!”

„Kiedy spotkałem się z Gubernatorem, zaoferował mi pewien układ. Powiedział, że zostawi nas w spokoju jeżeli oddam mu Michonne. Miałem zamiar to zrobić aby zapewnić nam bezpieczeństwo. Zmieniłem zdanie. Właśnie teraz Merle prowadzi Michnne aby wypełnić zadanie, a Daryl wyruszył by go powstrzymać. Nie wiem jednak czy nie jest już za późno. Byłem w błędzie nie mówiąc wam o tym. Przepraszam. To co powiedziałem w ubiegłym roku zaraz po wydarzeniach z farmy. Tak nie może być. Po prostu nie może. Decyzja o tym co robimy i kim jesteśmy nie należy do mnie. Nie może należeć. Nie poświeciłbym żadnego z was dla większego dobra ponieważ to my jesteśmy tym dobrem. Jesteśmy powodem dla którego wciąż tu jesteśmy. Tak wygląda życie i śmierć. To jak żyjecie i jak umieracie nie zależy ode mnie. Nie jestem waszym Gubernatorem. Wspólnie możemy odejść albo zostać. Trzymamy się razem”

„Każdy kto żyje. Każdemu, komu udało się przetrwać aż do teraz. Wszyscy popchnięci byliśmy do najgorszego. Możemy się jednak z tego stanu otrząsnąć. Nie doszliśmy jeszcze do ostateczności. Możemy wrócić. Wiem to…Wszyscy możemy się zmienić”

1 sezon

2 sezon

3 sezon

4 sezon

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts