Autor Wątek: Michonne  (Przeczytany 18997 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Tortuga033

Michonne
« dnia: 10 Sierpień, 2013, 15:32:21 »
Czemu tu nie ma Czekoladki?  ???

Michonne jest jedną z moich ulubionych bohaterek w komiksie. W serialu miała dobre wejście, ale potem - patrzy tylko z pode łba i buja bioderkami (bardzo zgrabnymi zresztą). Początkowo byłam cierpliwa, bo w końcu komiksowa Mich też się powoli rozkręcała, ale zaczęłam tracić cierpliwość. W momentach w których wręcz powinna coś powiedzieć, ona milczała (kiedy Andrea ją zastała po walce z Gubciem) czy też jak ktoś po niej jeździł  (jak Merle na nią "naskarżył" pod drzewkiem). Jeśli chodzi o całą sytuację z Woodbury, to uważam że zarówno Andrea, jak i Mich są "winne". Michonne powinna powiedzieć wprost Andreii (ta komiksowa zapewne tak by postąpiła) co myśli o Woodbury i Philipku i o tym co widziała (ostrzelana ciężarówka i ślady krwi) ponad to, wiedząc/mając podejrzenia, co do prawdziwego oblicza Pana Gubka, zostawia swoją przyjaciółkę na pastwę losu. Uważam że w takiej sytuacji powinna z nią zostać. Z drugiej strony Andy powinna zaufać przyjaciółce. No ale tak jak pisałam, uważam że obie nie są bez winny, choć osobiście bardziej, jestem w tej sytuacji za Andreą.
Dalej - wkurzyło mnie to że, nie dość że Mich się nie odzywa, to jeszcze dodatkowo jest tak karykaturalna. Owszem, ta komiksowa również nieco taka jest, ale nie aż w takim stopniu i przy tym jest ukazana jej "ludzka" strona - komiksowa Michonne potrafi powiedzieć co myśli, jest szczera, niezależna,  jest również wrażliwa i samotna. Dlatego tak mi nie leżało to, że daje po sobie "jeździć". Wracając do tej karykatury - w serialu zrobiono z niej jakąś super nygga-ninja, która potrafi biega po lesie, by ni z tego ni z owego, nagle zeskoczyć z drzewa i siekać wszystkich kataną, nie gorzej od Chucka Norrisa czy innego takiego przedstawiciela kina klasy B. Potrafi się również teleportować (patrz: odcinek Clear). To ujmuje jej powagi i robi z niej groteskową postać.
Jednak na szczęście, od połowy sezonu coś powoli ruszyło i Mich w końcu zaczęła mówić i tym samym być tą "ludzką" Mich z kart komiksu, co sprawiło że odzyskałam w nią wiarę.
Podsumowując - mimo tych zgrzytów lubię ją, bo to interesująca, barwna, charyzmatyczna postać. Liczę na to że w 4 sezonie tfurcy, bardziej się na niej skupią i będą pokazywać ją nie tylko jako właśnie tą nieustraszoną, milczącą i tajemniczą babkę z kataną, ale też taką Mich jak w odcinku Clear czy This Sorrowful life - babkę która posiada empatię, która jest mądra, która jest ciepła, która potrafi się uśmiechnąć, która jest ludzka.

tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #1 dnia: 10 Sierpień, 2013, 16:04:46 »
Przydałoby się jeszcze wspomnieć o tym, że jej osoba jak i zachowanie stały się powodem większości problemów Ricka jak i Andrei. Jej zadufanie w sobie, egoizm oraz przeświadczenie o własnej nieomylności kilku dobrych postaci. Najwięcej ucierpiała na tym Andrea, czyli rzekoma przyjaciółka, ale Rick i spółka też nie wynieśli jakieś bóg wie jakich korzyści z podjętych przez nią kroków. A wszystko można było rozwiązać raptem dwoma sposobami czyli zostaniem przy Andrei i późniejszym zabraniem jej z miasteczka tudzież poinformowaniem Ricka o obecności Andrei w Woodbury. I koniec, każdy byłby szczęśliwy, Axel by żył, Oscar również, Merle też nie byłby w tak beznadziejnej sytuacji etc. Oczywiście Gubi robiłby tam swoje machloje, ale nie wyszłoby to tak karykaturalnie.

adrastea

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 83
  • -Otrzymane: 42
  • Nie odpowiadam za interpretację moich postów ;)
  • Miejsce pobytu: cat's world
  • Wiadomości: 528
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Skąd: cat's world
Odp: Michonne
« Odpowiedź #2 dnia: 10 Sierpień, 2013, 20:18:41 »
Uwielbiam ją, tak tak, od początku, już to pisałam gdzieś, przypomina mi kota, ma dosłownie charakter tego zwierzaka  :mgreen:
Już nie będe się rozpisywać na temat jej figury (się kurna rozmarzyłam).

Za nic ją nie winie, w końcu zarówno Andrea jak i inni to dorosłe osoby, ona im nic nie narzucała. A to, że w pewnym sensie spowodowała "efekt motyla" nie tylko ona. Każda nowa postać, każde niespodziewane zdarzenie może zmienić bieg historii.
« Ostatnia zmiana: 10 Sierpień, 2013, 20:20:19 wysłana przez adrastea »
"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania, i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia...'' T.S.Eliot'


tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #3 dnia: 10 Sierpień, 2013, 23:25:25 »
Cytat
ona im nic nie narzucała


Nic nie narzucała? No to dowcipem zarzuciłaś. Tak się składa, że Michonne sprawnie manipulowała sytuacją dla swoich prywatnych korzyści i by zaspokoić własne ego. Chociaż sprawnie to nieadekwatne określenie ponieważ przyniosła więcej złego niż dobrego. Narzucała Andrei własne zdanie bez żadnego wytłumaczenia. Chciała wymusić na niej pewne postępowanie, co natomiast mieści się w ramach kontrolowania. Tak, tak Michonne przejawiła postawę manipulatorską, w której uprawiała monopol na rację. Następnie mamy Ricka. Przemilczając obecność Andrei w Woodbury doprowadziła do pośredniej wojny pomiędzy dwoma obozami, której można było uniknąć. Dodatkowo tak poprowadziła naiwnego Ricka, że utorowała sobie prostą drogę do apartamentów Gubernatora. Co mamy następnie. Ni stąd ni zowąd atakuje człowieka, które tak de facto nic jej nie zrobił (chodzi mi o fizyczne urazy) po to tylko, by zaspokoić chorą moim zdaniem zemstę na przyjaciółce, która nic jej nie zrobiła, wyzwalając przy tym w Gubernatorze jego "najgorsze" oblicze, prowadząc w ten sposób do śmierci kilku innych bohaterów. Nie chcę już nawet wspominać o tym, iż przed samym Darylem zataiła kwestię Merla, mimo tego iż dobrze wiedziała że starszy brat szuka młodszego. Dodatkowo zwróćmy uwagę na fakt taki, iż po swojej porażce którą poniosła w odcinku "Hounded" udała się wprost do Ricka mając świadomość iż tylko w taki sposób będzie mogła zrealizować swój własny plan. Nie chcę nawet wspominać o bezwiednym obserwowaniu Glena oraz Maggie podczas spotkania z Merlem. Gdyby dziewczyna się ujawniła sprawy przybrałby zgoła inny obrót bo już w takiej sytuacji Dixon nie zachowywałby się tak porywczo. W przedstawionych momentach Michonne był wyrachowana i bardzo pewna siebie, traktując otaczających ludzi z góry, próbując przy tym kierować nimi wedle własnego upodobania. Przedstawiła również brak lojalności wobec osoby, która nie jeden raz uratowała jej tyłek i która traktowała jej osobę mimo wad jako przyjaciółkę, a wręcz nawet rodzinę. Mając przeczucie o zamiarach Gubernatora pozostawiła Andreę w rękach psychopaty próbując ją jeszcze zranić. Owszem, określenie jak charakteru mianem charakteru kota jest tutaj bardzo trafne, aczkolwiek nie ukazuje jej w pozytywnym świetle. Michonne działała świadomie i wiedziała do czego doprowadzą jej poczynania. Niestety, z racji zaślepienia swoją "niesamowitością" nie zatrzymała się nawet na chwilę w celu przemyślenia pewnych spraw. Działała nader impulsywnie ranią najbliższych i jest to przysłowiowy "smród" który w przypadku mojej oceny tej postaci, będzie ciągnął się za nią do końca jej aktywności w serialu. Podobnie jak Merle była powodem wielu nieszczęść i problemów w grupie, przy czym różnica jest jedna, Merle wywołał bitwę w której klęskę poniósł on sam, Michonne wywołała wojnę, która zabrała wiele innych, niewinnych ludzi. Andrea próbowała posprzątać bałagan, który ona narobiła, niestety bezskutecznie ponieważ na tym etapie historii główni ludzie w osobie Ricka i Gubernatora nie byli w stanie współpracować i Michonne bardzo dobrze o tym wiedziała. Dopiero pod sam koniec zdała sobie sprawę z rezultatów, które przyniosły podjęte przez nią decyzje.

PS. nie odbierz tego jako atak  ;) Po prostu jakoś dziwnie poważną postawę przyjmuje przy analizie bohaterów  :)

adrastea

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 83
  • -Otrzymane: 42
  • Nie odpowiadam za interpretację moich postów ;)
  • Miejsce pobytu: cat's world
  • Wiadomości: 528
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Skąd: cat's world
Odp: Michonne
« Odpowiedź #4 dnia: 10 Sierpień, 2013, 23:37:03 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
PS. nie odbierz tego jako atak  ;) Po prostu jakoś dziwnie poważną postawę przyjmuje przy analizie bohaterów  :)

Spoko, ja po prostu mam w zwyczaju widzieć w innych pozytywne cechy, i zawsze analizuję zachowania tak aby w moich oczach byli usprawiedliwieni, no może głupie ale przynajmniej się nie denerwuję zbytnio, bo nie lubię :D No i oczywiście szanuję opinię innych, nawet jak się z nią nie zgadzam, tak więc w żadnym wypadku nie traktuję Twojego postu jako atak, po prostu wyraziłeś swoje zdanie, swoje obserwacje i już ;)
"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania, i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia...'' T.S.Eliot'


tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #5 dnia: 10 Sierpień, 2013, 23:55:55 »
Wiesz, gdybym robił generalną analizę to również rozważałbym negatywy jak i pozytywy, ale odniosłem się do tej właśnie konkretnej sprawy, czy rzekomego braku "narzucania". Niestety w moim odczuciu Michonne w początkowych fazach serialu nie była kreowana na pozytywną bohaterkę. Wszelkie próby doszukiwania się w jej postawie dobrych stron mija się z celem, ponieważ ewidentnie widać jak się zachowywała i do czego jej kroki doprowadziły. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę cały sezon i wszystkie elementy złączymy do kupy. Jeszcze na etapie "epizodycznego" zapoznawania się z serialem można było się co nieco kłócić, ale teraz przy pełnym obrazie u mnie to po prostu nie przejdzie. Respektuje w pełni Twoje zdanie i jestem świadom, że każdy ma swoją opinię. Niemniej jednak zawsze swoimi poglądami można się wymienić. Jak dla mnie Michonne nie świeciła w tym sezonie i na pewno nie była postawiona w dobrym świetle. Miała w sobie więcej negatywów niż sam Merle, który najpierw robi później myśli. Nasza ninja robiła sporo rzeczy z czystą premedytacją. Później rozpoczął się jej proces "oczyszczania", który może w raz z końcem sezonu zmieniłby moje zapatrywanie się na jej postawę, jednak widząc jej hipokryzję w stosunku do Andrei po prostu nie potrafiłem się przemóc. Prawdę powiedziawszy, mam do niej ambiwalentny stosunek, który w niektórych momentach przechyla się w stronę czystej nienawiści. Podobnie jak w przypadku Shane'a. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z duetu Michonne-Andrea to właśnie ona była zawsze wybielana. Osob, które stawiały obiektywną ocenę w tym przypadku można policzyć na palcach jednej ręki.

adrastea

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 83
  • -Otrzymane: 42
  • Nie odpowiadam za interpretację moich postów ;)
  • Miejsce pobytu: cat's world
  • Wiadomości: 528
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Skąd: cat's world
Odp: Michonne
« Odpowiedź #6 dnia: 11 Sierpień, 2013, 00:14:56 »
A czymże jest obiektywna ocena  ;) Nie ma takiego czegoś, no ja przynajmniej wychodzę z takiego założenia. Wszystkie nasze odczucia, postrzegania, wyrażania opinii, są subiektywne.

Dla mnie Michonne, jest dzikim zwierzątkiem, które sobie w główce coś tam analizuje, niekoniecznie dzieląc się  tym z innymi, może to wada a może zaleta. W każdym razie mi się podoba, może dlatego, że kocham koty :D Fakt gdyby była "normalnym" człowiekiem, wielu sytuacji można byłoby uniknąć, no ale wtedy byłaby tylko "normalnym" człowiekiem, a tak jak dla mnie jest w pewnym sensie abstrakcją czy też orientalnym/egzotycznym powiewem.
« Ostatnia zmiana: 11 Sierpień, 2013, 00:18:07 wysłana przez adrastea »
"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania, i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia...'' T.S.Eliot'


tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #7 dnia: 11 Sierpień, 2013, 00:23:15 »
Cóż, wiadomo że ciężko postawić w pełni obiektywną "diagnozę" jednakże samo rozważanie za i przeciw i na tej podstawie późniejsze wystawianie swojego podsumowania podchodzi pod obiektywizm. Czy tego chcemy czy nie, balansujemy w tym przypadku pomiędzy dwoma skrajnymi opiniami, ale jednak stawiamy siebie pośrodku i po przeanalizowaniu wszystkich czynników jesteśmy w stanie wydać wiarygodny osąd. Nie popadamy w skrajności. Dla mnie to już jest sporym przejawem obiektywizmu.

Cytat
Fakt gdyby była "normalnym" człowiekiem, wielu sytuacji można byłoby uniknąć, no ale wtedy byłaby tylko normalnym człowiekiem, a tak jak dla mnie jest w pewnym sensie abstrakcją czy też orientalnym/egzotycznym powiewem.

Można być zarówno normalnym jak i abstrakcyjnym, czego dowodzi sposób wykreowania Michonne w komiksie. Tutaj natomiast jest ona karykaturalna, nieprawdziwa i sztuczna. Trąci od niej fałszem na każdym kroku. I tak naprawdę w cale nie musi podporządkowywać swojej osoby wobec przyjętych konwenansów. Dalej może być cicha i zamknięta w sobie trzymając swoje sekrety na boku. Jednakże wraz z końcem drugiego sezonu rozpoczęła on w swoim życiu nowy epizod oparty na wzajemnym zaufaniu i kooperacji. Liczy się oddanie i lojalność. Niestety ona wykazała się wyrachowaniem, a nawet wręcz pogardą dla najbliższej sobie osoby. Żaden inny bohater nie był tak blisko Michonne jak Andrea i to niestety Mich będę winił w głównej mierze za śmierć Andy. Nawet w momencie kiedy Andrea wyraziła skruchę i żal ze względu na taki obrót sprawy-którego bodźcem była Michonne- nasza czekoladka nie przedsięwzięła nic by ponownie zjednoczyć się z dawną przyjaciółką. Już w "When the Dead Come Knocking" powinna podjąć działania prowadzące do zjednoczenia Ricka i Andrei. Jednakże ona tego nie zrobiła. Ewidentnie było widać, iż ranienie Andrei było dla niej czystą przyjemnością, co swój kulminacyjny moment obrało w "I Ain't a Judas". Andrea działała dla dobra ogółu, a Michonne nadal wyrażała swój egoizm stawiając siebie na piedestale, oczywiście zasłaniając się przy tym Rickiem i resztą. Toż nawet Hershel dostrzegł pozytywne aspekty działania Blondyny. Michonne okazała się po prostu fałszywa. Dopiero w momencie kiedy Rick ją "sprzedał" zrozumiała jakie błędy popełniła.
« Ostatnia zmiana: 11 Sierpień, 2013, 00:35:53 wysłana przez tomb2525 »

adrastea

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 83
  • -Otrzymane: 42
  • Nie odpowiadam za interpretację moich postów ;)
  • Miejsce pobytu: cat's world
  • Wiadomości: 528
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Skąd: cat's world
Odp: Michonne
« Odpowiedź #8 dnia: 11 Sierpień, 2013, 00:31:08 »
No cóż, myślę, że sama Michonne, będzie miała wyrzuty sumienia z powodu śmierci Andrei, bo ja ją odbieram inaczej niż Ty.
Komiksu nie znam i być może stąd te nasze rozjechanie w odbiorze tej postaci.
Odnośnie obiektywizmu, hmm, obiektywnie to ja mogę  napisać, że 4+4=8, natomiast jeżeli chodzi o ocenę zachowań ludzkich to sprawa jest bardziej skomplikowana i nikt z nas nie będzie nawet w połowie obiektywny. Ale fajnie jak w naszych ocenach będziemy potrafili spotkać się w połowie drogi  ;)
« Ostatnia zmiana: 11 Sierpień, 2013, 00:33:05 wysłana przez adrastea »
"Uchroń mnie przed wrogiem, który ma coś do zyskania, i przed przyjacielem, który ma coś do stracenia...'' T.S.Eliot'


Tortuga033

Odp: Michonne
« Odpowiedź #9 dnia: 11 Sierpień, 2013, 00:32:25 »
Napiszę tylko od siebie, że nie zgadzam się z tym do końca. Owszem, jak tak na to się patrzy, to Michonne jest w pewien sposób wyrachowana (chodzi mi tu o tą zemstę na Gubciu), jest też zadufana w sobie (kiedy przyszła do więzienia i zaczęła strzelać fochy, że ona się o pomoc nie prosiła). Jednak po akcji u Gubcia, myślę że zobaczyła że nie da rady sama i że powinna trochę nabrać pokory. W kolejnych odcinkach nic już do niej nie mam.
Wracając do sprawy z Andreą - jak pisałam wyżej, osobiście bardziej tutaj winię Mich. Owszem, Michonne nie mogła na siłę wziąć Andreii z miasteczka, ale przecież mogła jej powiedzieć co widziała, dać jej argumenty. Ja myślę że po takich informacjach, to Andy nawet jeżeli nadal by chciała zostać w miasteczku, to przynajmniej była by czujna i patrzyła by na ręce Gubernatorkowi, a to już by wystarczyło do zmiany obrotu spraw. Poza tym uważam że jeśli się z kimś przyjaźnimy, to się tak łatwo nie odpuszcza. Ja w takiej sytuacji, choćbym wiedziała jak to wszystko wygląda na prawdę, to wolałabym zostać i być przy mojej przyjaciółce niż zostawić ją na pastwę losu.
« Ostatnia zmiana: 11 Sierpień, 2013, 00:36:50 wysłana przez Tortuga033 »

tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #10 dnia: 11 Sierpień, 2013, 00:51:14 »
Cytat
Napiszę tylko od siebie, że nie zgadzam się z tym do końca. Owszem, jak tak na to się patrzy, to Michonne jest w pewien sposób wyrachowana (chodzi mi tu o tą zemstę na Gubciu), jest też zadufana w sobie (kiedy przyszła do więzienia i zaczęła strzelać fochy, że ona się o pomoc nie prosiła). Jednak po akcji u Gubcia, myślę że zobaczyła że nie da rady sama i że powinna trochę nabrać pokory. W kolejnych odcinkach nic już do niej nie mam.

Owszem, po Made to Suffer mamy już zapoczątkowaną ewolucję u tej bohaterki, ale nadal mimo wszystko pozostaje cień tej wyrachowanej i zimnej bitch, dla której nic poza nią samą się nie liczy. No nie oszukujmy się ale nadal tak było, chociażby w stosunku do Andrei. Tak naprawdę to dopiero odcinek "This Sorrowfull Life" pokazuje pełnię tych zmian. Najbardziej jednak denerwuje mnie jej hipokryzja, która swój szczyt ma w "Arrow on the Doorpost". Kiedy Merle próbuje namówić ją na akcję zabicia Gubernatora ta odmawia ze względu na postawienie Ricka i reszty w niebezpieczeństwie. Cóż, postawa godna podziwu ale co zrobiła właśnie z Andreą raptem odcinek wcześniej?

Cytat
Owszem, Michonne nie mogła na siłę wziąć Andreii z miasteczka, ale przecież mogła jej powiedzieć co widziała, dać jej argumenty. Ja myślę że po takich informacjach, to Andy nawet jeżeli nadal by chciała zostać w miasteczku, to przynajmniej była by czujna i patrzyła by na ręce Gubernatorkowi, a to już by wystarczyło do zmiany obrotu spraw

Zawsze byłaby to jakaś baza wyjściowa. Zresztą Andrea ciągnęła ją za język, mówiąc "musisz powiedzieć mi więcej". Co jednak odpowiedziała "to miejsc nie jest takie jak je kreują, nikt stąd nie wychodzi żywy" i innego typu gówno. A przecież miała pełno materiału. Szwendacze, których wolała wyrżnąć w pień, notesik, zaczątki kwestii Penny, krew na autach militarnych. Ona jednak walnęła mówką "musisz mi zaufać" i na tym koniec, strzelając przy tym focha. No ludzie święci. Dopiero po Made to Suffer Andrea zaczęła patrzeć na sprawę pod innym kątem, biorąc pod uwagę dobro mieszkańców, którzy trzymani w złotej klatce nie mieli świadomości co się dzieje.

Prawdę powiedziawszy, jestem w stanie stwierdzić, że to nie Gubernator, a właśnie Michonne była głównym antagonistą sezonu, podobnie jak Shane w S2. Grała pierwsze skrzypce w spierdzieleniu prawie każdej akcji i wywarła praktycznie na każdego bohatera negatywny wpływ. No może poza Carlem, Carol, Hershelem i Beth. Gubi dopiero pod koniec przejął pałeczkę.
« Ostatnia zmiana: 11 Sierpień, 2013, 01:03:38 wysłana przez tomb2525 »

Tortuga033

Odp: Michonne
« Odpowiedź #11 dnia: 11 Sierpień, 2013, 12:46:53 »
Cytat
Najbardziej jednak denerwuje mnie jej hipokryzja, która swój szczyt ma w "Arrow on the Doorpost". Kiedy Merle próbuje namówić ją na akcję zabicia Gubernatora ta odmawia ze względu na postawienie Ricka i reszty w niebezpieczeństwie. Cóż, postawa godna podziwu ale co zrobiła właśnie z Andreą raptem odcinek wcześniej?

Szczerze powiedziawszy to nie zauważyłam tutaj hipokryzji ze strony Mich,ale rzeczywiście - nie chce narażać Ricka,a Andreę odcinek wcześniej postawiła w takiej delikatnie ujmując "niezręcznej" sytuacji i nie wyglądało na to żeby się tym przejmowała - tak że, rzeczywiście się w tym momencie wykazała hipokryzją.


Cytat
Prawdę powiedziawszy, jestem w stanie stwierdzić, że to nie Gubernator, a właśnie Michonne była głównym antagonistą sezonu, podobnie jak Shane w S2. Grała pierwsze skrzypce w spierdzieleniu prawie każdej akcji i wywarła praktycznie na każdego bohatera negatywny wpływ. No może poza Carlem, Carol, Hershelem i Beth. Gubi dopiero pod koniec przejął pałeczkę.

Ło, ja bym jej tak surowo nie oceniała. Owszem, jak tak się popatrzy to ona doprowadziła do pewnych nieprzyjemnych sytuacji, ale jak tak się "rozejrzymy" to nie tylko ona. Merle też narobił bajzlu - nie zabił Mich, ona wróciła i zabiła Penny przez co Gubcio się wściekł i zaczął świrować. Merle porwał Maggie i Glenna, co doprowadziło do tego że Rick i reszta musiała ich odbić, zabijając przy tym paru mieszkańców Woodbury w ten sposób dając Philipkowi argument do wypowiedzenia im wojny. Dalej Rick - gdyby zabił Blake'a na arenie bądź na "negocjacjach", to byłyby spokój święty i nikt by nie zginął. Jednak skąd Merle miał wiedzieć że Michonne wróci do Woodbury, a Rick z Michonne że Gubcio tak się wścieknie i przyjedzie do więzienia i Axel zarobi kulkę? Oczywiście mogli się domyśleć, jednak nikt nie przewidział że Philip okaże się takim czubem. On miał to szaleństwo w sobie już nie wiadomo od jak dawna uśpione i jakby nie ujawniło się ono w tym momencie, to w innym. To tak samo jak z Lori i Szejnem - Szejnowi odbiło na punkcie Lori, ale nie można winić bezpośrednio jej, bo przecież to nie jej wina że Szejn sobie coś uroił.
Podsumowując - chodzi mi o to że nie obwiniałabym aż tak Michonne, ale rozumiem Cię, bo nie jest ona święta i co by nie mówić to ona jest w pewnym stopniu odpowiedzialna za śmierć Andreii, bo gdyby jej nie zostawiła to całkiem inaczej by to wyglądało. To tak samo jak Rick do którego mam pewien żal, bo on też w pewnym stopniu przyczynił się do śmierci Merle'a. Nie mówię że to wyłącznie jego wina, no ale jednak dołożył "cegiełkę".

espérer

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 45
  • -Otrzymane: 53
  • idealnie niedoskonała
  • Age: 20
  • Wiadomości: 647
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Nie czytałam
  • Postać: Michonne, Sasha
  • Spoilery: Nie
Odp: Michonne
« Odpowiedź #12 dnia: 11 Sierpień, 2013, 13:11:56 »
Od początku ją polubiłam. Chociaż właśnie nie mogłam wytrzymać w sytuacjach, w których ona nic nie mówiła i patrzyła tym swoim wrogo nastawionym wzrokiem, a powinna... Może "nieufna" to dobre słowo. Popatrzcie z drugiej strony, gdyby nie ona to nic by się w zasadzie nie wydarzyło. Niby same negatywne skutki, ale tak musiało być. Wykorzystali ją do tego. Jak nie ona to kto inny musiały coś zrobić.
Każdy ma wady. Nadal ją bardzo lubię. Nie ma człowieka, który w takich czasach zachowywał by się jak święty. Wydaję mi się, że w 4 sezonie pokaże się z tej "dobrej" strony. Poznała grupę, Rick jej nie wystawił. Będzie ok. ^^
Sto razy powiedz mi kim jestem i powiedz mi czego nie osiągnę,
a ja na pewno to zrobię.


Tortuga033

Odp: Michonne
« Odpowiedź #13 dnia: 11 Sierpień, 2013, 14:14:30 »
Jest nieufna (i dobrze), ale to nie gryzie się z tym żeby coś powiedzieć i się bronić,kiedy ktoś ją atakuje. Kiedy Merle opowiedział Rickowi i reszcie o niej, a Rick jej zapytał czy to prawda i dlaczego nic nie powiedziała o Andreii, to ta tylko stała i paczała jakby była niepełnosprytna.

Chciałabym żeby twórcy Nas zaskoczyli i pokazali w 4 sezonie Mich, która jest już zgrana z grupą i jest jej ważnym członkiem. Szczerze powiedziawszy to ją bym widziała jako prawą rękę Ricka.

Przynudzę, ale uśmiercenie Merle'a i Andreii odbija się też na Michonne - fajnie by było zobaczyć ją współpracującą z nimi. Z jednej strony duet dwóch silnych babek, a z drugiej z Merlem duet dwóch bad assów. Oczywiście, broń boże, nie chodzi mi o jakieś romanse, tylko duet na zasadzie: "Ja biorę tych z lewej, a ty tych z prawej".
Teraz moim cichym marzeniem jest, to żeby Mich się skumała z Sashą  :roll:

tomb2525

  • Online
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 144
  • -Otrzymane: 1108
  • "Pain doesn't go away you just make room for it"
  • Wiadomości: 2186
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Postać: Andrea, Madison, Strand, Daniel
  • Spoilery: Tak
Odp: Michonne
« Odpowiedź #14 dnia: 11 Sierpień, 2013, 14:17:20 »
Najpierw odniosę się do wpisy espérer. Osobiście nie wychodziłbym z tak dalekosiężnymi wnioskami, iż gdyby nie ona to nic by się nie wydarzyło. Uważam wręcz odwrotnie, gdyby zachowywała się po ludzku od samego początku, twórcy mieliby pole do wprowadzenia pewnego suspensu i twistu fabularnego. Mamy dwa obozy, które po ucieczce Mich i Andrei nie miałby ze sobą kontaktu. Wiadomo jednak, ze obydwie te osady w pewnym momencie muszą się "poznać". I tutaj na tapetę wchodzi Merle, jako lawirowanie, manipulowanie sytuacją i usilne dążenie do znalezienia brata. Tak naprawdę wszystko do odcinka "Hounded" mogłoby zostać niezmienione. Jedynie korekcie ulec mogłaby ucieczka Michonne i tutaj dodatkowo Andrei, które to późnij trafiają na Maggie i Glena. Merle byłby tutaj już bezsilny, bo co zrobi sam przeciwko czwórce ludzi? Miałby jednak pretekst do tego by sądzić, że gdzieś tam Daryl jest. I tutaj nie dość, że zaczęłyby się machloje i podkopywanie autorytetu Gubernatora do dodatkowo w późniejszych epizodach mielibyśmy jego konflikt z Andreą. Wyobraźcie sobie dwa tak silne charaktery mieszkające pod jednym dachem. Jednak pomiędzy tymi wydarzeniami potrzebny byłby jakiś bodziec, który doprowadziłby do wojny. I tutaj wykorzystałbym np. Carol, która jak wiadomo zaginęła w odcinku "Killer Within". Zwiałaby z więzienia, znaleźliby ją w "When the Dead Come Knocking", Merle by ją przesłuchał a nawet trochę poturbował no i później wycieczka do więzienia. Jedna rzecz wprowadziłaby sporo zamieszania i odpowiednie podkręciła tempo.

Cytat
Ło, ja bym jej tak surowo nie oceniała. Owszem, jak tak się popatrzy to ona doprowadziła do pewnych nieprzyjemnych sytuacji, ale jak tak się "rozejrzymy" to nie tylko ona. Merle też narobił bajzlu - nie zabił Mich, ona wróciła i zabiła Penny przez co Gubcio się wściekł i zaczął świrować. Merle porwał Maggie i Glenna, co doprowadziło do tego że Rick i reszta musiała ich odbić, zabijając przy tym paru mieszkańców Woodbury w ten sposób dając Philipkowi argument do wypowiedzenia im wojny. Dalej Rick - gdyby zabił Blake'a na arenie bądź na "negocjacjach", to byłyby spokój święty i nikt by nie zginął. Jednak skąd Merle miał wiedzieć że Michonne wróci do Woodbury, a Rick z Michonne że Gubcio tak się wścieknie i przyjedzie do więzienia i Axel zarobi kulkę? Oczywiście mogli się domyśleć, jednak nikt nie przewidział że Philip okaże się takim czubem. On miał to szaleństwo w sobie już nie wiadomo od jak dawna uśpione i jakby nie ujawniło się ono w tym momencie, to w innym. To tak samo jak z Lori i Szejnem - Szejnowi odbiło na punkcie Lori, ale nie można winić bezpośrednio jej, bo przecież to nie jej wina że Szejn sobie coś uroił.
Podsumowując - chodzi mi o to że nie obwiniałabym aż tak Michonne, ale rozumiem Cię, bo nie jest ona święta i co by nie mówić to ona jest w pewnym stopniu odpowiedzialna za śmierć Andreii, bo gdyby jej nie zostawiła to całkiem inaczej by to wyglądało. To tak samo jak Rick do którego mam pewien żal, bo on też w pewnym stopniu przyczynił się do śmierci Merle'a. Nie mówię że to wyłącznie jego wina, no ale jednak dołożył "cegiełkę".

Owszem, każdy dołożył coś od siebie do tej całej sytuacji, więc nie zamierzam wybielać tutaj Ricka, Merla czy tam nawet Tyreesa. Jednakże jakby tak spojrzeć na cały sezon to Michonne była głównym bodźcem całej tej serii niefortunnych zdarzeń. Obecna była przy każdym, dosłownie każdym wydarzeniu i jej działanie wiele mogłoby zmienić.
-porwanie Maggie i Glena. Stała ona raptem 10 metrów od nich. Jej ujawnienie się pozwoliłoby na przejęcie panowania nad sytuacją. Glen doskonale zdawałby sobie sprawę w jakim położeniu się znajdują i na pewno nie utraciłby kontroli. Dodatkowo ciągle w pogotowiu byłaby ona sama.
-atak na Woodbury. Wystarczyło powiedzieć, że Andrea jest w mieście, prześliznąć się tam, dać jej cynka i po cichaczu załatwić sprawę. Nikt z mieszkańców nawet by tego nie zauważył . Gdyby doszło do strzelaniny to tylko z winy Gubernatora i sama Andrea o wiele szybciej miałaby pełny obraz sytuacji.
-kwestia Axela. O tym grupa wiedziała. Rick sam w "The Suicide King" powiedział, ze atakiem na Woodbury rozpętali wojnę. Między wierszami można wyczytać iż kwestią czasu będzie atak na więzienie. To akurat było do przewidzenia. Z tego też względu Rick nie był tak ufny w stosunku do Michonne bo sporo przemilczała. Wystarczy spojrzeć na szok Glena, Maggie i Daryla na wieść o obecności Blondyny w mieście. Michonne też sama powiedziała, że swoją "zemstą" chciała Gubernatora zdemaskować więc miała pełną świadomość do czego to doprowadzić. Co za tym idzie w ten oto sposób naraziła dodatkowo grupę więzienną.

Nie miałbym nic do niej, gdyby np. podobnie jak Merle była pośrednim czynnikiem rozwoju wydarzeń. Ta jednak, podobnie jak Shane stała w centrum wszystkiego, dlatego mam tak spore nastawienie anty w stosunku do niej. Owszem zmienia się i niezmiernie jestem z tego zadowolony, jednak jak dla mnie jej początkowa postawa jest jednoznacznie negatywna. Każdemu można w tym serialu wiele zarzucić, ale jej najwięcej.