Biżuteria Handmade

la–ca–0919–sneaks–walkin

       Sezon trzeci pozostawił w ustach wielu widzów spory niesmak. Duża część widowni TWD zastanawia się jakim cudem, coś co jawiło się jako produkt niemalże idealny okazało się aż takim jakościowym fiaskiem sprawiając, że tytuł zaczął sukcesywnie pikować w dół ku niechybnemu końcowi. Fani zachodzą w głowę dlaczego stało się tak a nie inaczej? Bardzo często można spotkać pytania w których ludzie zastanawiają się co by było gdyby Darabont nadal był na stołku reżysera i jak wyglądałby serial pod jego rządami. Z racji tego, iż niewielu zna szczegóły jego odejścia jak i wizji chcielibyśmy przybliżyć Wam w dość szczegółowy sposób co stało się powodem zwolnienia pomysłodawcy serialu będącego niewątpliwie jedynym gwarantem sukcesu. Aby jednak tego dokonać należy cofnąć się odrobinę wstecz. Mamy przełom lat 2009/2010. Media obiegła właśnie informacja iż dwukrotnie nominowany do nagrody Oscara Frank Darabont odpowiedzialny za tak kultowe filmy jak „Zielona Mila” czy „Skazani na Shawshank” rozpoczyna pracę nad ekranizacją spopularyzowanego w światku zombie komiksu zatytułowanego „The Walking Dead”, będący autorstwa mało znanego na tamten czas pisarza Roberta Kirkmana. Wśród fanów (ale i nie tylko) zawrzało. Ludzie mając na uwadze dokonania jak i sukcesy reżysera byli wręcz pewni, że serial okaże się murowanym hitem reprezentującym najwyższy poziom. Zapewnieniem tego wszystkiego był również fakt, iż produkcja tytułu odbywa się pod czujnym okiem stacji AMC mającej w swojej stajni takie perełki ówczesnej telewizji jak „Mad Men” czy „Breaking Bad”. Jednym słowem to po prostu nie mogło się nie udać. W bardzo szybkim tempie widzowie zostali zalani informacjami dotyczącymi tego jak serial będzie wyglądać, jaką formę przyjmie, jakich aktorów zatrudniono oraz jacy bohaterowie będą w centrum co rozpostarło przed odbiorcami wizję iście perfekcyjnego show obdarzonego licznymi twistami fabularnymi, przepełnionego przy tym silnym tragizmem oraz dramaturgią. Niemniej jednak najbardziej nurtującym pytaniem było w jaki sposób Frank podejdzie do sposobu zekranizowania „Żywych Trupów”. Fani jego dokonań mieli świadomość iż preferuje on bardziej niuansowe podejście (dokonania na polu ekranizacji prozy mistrza horroru i psychoanalizy Stephena Kinga), które w połączeniu z jego filmowym doświadczeniem w ukazywaniu treści  powinno zagwarantować najwyższą jakość. Jednak z odpowiedzią na te i inne pytania widzowie musieli poczekać ciesząc się przy tym tylko i wyłącznie własnymi przewidywaniami. W tym jednak czasie Darabont rozpoczął już subtelną promocję wypuszczając na istne pożarcie głównych aktorów w osobach Andrew Lincolna, Laurie Holden czy Normana Reedusa. W ten oto sposób wstępne zainteresowanie zostało w pewnym sensie zaspokojone, a co za tym idzie nie pozostało nic innego jak czekanie na efekt końcowy.

Frank_Darabont

      Mija niecały rok, mamy dokładnie dzień 31 października 2010 i premierę pilotażowego epizodu pierwszego sezonu „The Walking Dead”. Przy tym obok tego szum i same wiwaty, a Frank Darabont może otworzyć butelkę najlepszego szampana świętując w ten sposób swój kolejny sukces. Jak się okazało serial stał się hitem już na starcie. Ta niepozorna opowiastka z zombie w tle, która na starcie dostała tylko i wyłącznie 6 epizodów zebrała przed telewizorami aż 5,35 miliona widzów bijąc w ten sposób na głowę inne flagowe tytuły stacji AMC o prawie 3 mln odbiorców w przedziale wiekowym 18-45. Historia szeryfa Ricka Grimesa przepełniona tragizmem wydarzeń zafascynowała widzów w tak mocny sposób, że liczba oglądających ani na moment nie spadła poniżej wymaganych. To perfekcyjnie przedstawione opowiadanie obdarzone świetnym storytellingiem oraz intrygującymi bohaterami stało się jednym z najbardziej komentowanych bieżącego roku, skupiając w ten sposób maksymalną uwagę. Nie ma się czemu dziwić. Główny showrunner dał fanom klimatów zombiestycznych tego czego oczekiwali, czyli silnego survivalu w postapokaliptycznym świecie opartego na emocjonalnej stronie egzystencji głównych ocalałych. Kinowy sposób prowadzenia kamery, odpowiednie kadrowanie oraz idealne przedstawienie gry aktorskiej pozwalającej na 100% utożsamienie się z przedstawianymi treściami było jedynie dopełnieniem perfekcji. Można powiedzieć, że „The Walking Dead” było na szczycie. W bardzo szybkim tempie serial zdobył również nominację do najbardziej prestiżowych nagród branży filmowej, takich jak Saturny, Emmy, AFI a nawet pożądanych przez wielu Złotych Globów przyrównywanych do samych Oscarów. Co tutaj dużo mówić, Darabont odwalił kawał dobrej roboty. Widzowie teraz zastanawiali się jak długo przyjdzie czekać do oficjalnego oświadczenia o przyznaniu serialowi drugiego sezonu? Otóż jak się okazało, nie tak długo bo „Żywe Trupy” dostały zielone światło jeszcze przed końcem 2010. 

0000X4PFHEIGQESP-C116-F4

      Nadchodzi styczeń 2011 roku gdzie to widzowie dowiadują się iż rozpoczyna się intensywna praca nad scenariuszem do drugiego sezonu „The Walking Dead”. Z wypowiedzi obsady, jak i samego showrunnera czuć wielkie rozemocjonowanie połączone z podekscytowaniem, a to wszystko na tle zapowiedzi mówiących o tym jaki to S2 ma być zwalający z nóg i niesamowicie wymagający. Co za tym idzie odbiorcy nauczeni doświadczeniem lat poprzednich nie mając dosłownie żadnych obaw byli w pełni przekonanymi, że nadchodzący materiał będzie reprezentował ten sam wysoki poziom co poprzedni. No czemu tu się dziwić, S1 postawił naprawdę wysoko poprzeczkę. Następnie nadchodzi San Diego Comic Con 2011 i potwierdzenie wcześniejszych doniesień. Wszyscy stwierdzają jednogłośnie, że nie ma się czego obawiać i powinno się naprawdę sporo wymagać od kolejnych odcinków. Jakby to ująć sielanka trwa. Jak się jednak okazało, nie na długo. Dwa dni po oficjalnym wystąpieniu obsady TWD na panelu w San Diego świat obiega wiadomość, iż formalny reżyser zostaje zwolniony z posady głównodowodzącego nad pracami podczas produkcji serialu. Jednym słowem panuje wszechobecny szok i przeogromny skandal połączony z kontrowersją.

15316_rot       Fani serialu byli wręcz przerażeni decyzją stacji. W bardzo szybkim tempie domagali się oficjalnego oświadczenia AMC w tej sprawie. Niemniej jednak nie uzyskali oni wymaganych informacji. Włodarze zamietli po prostu problem pod dywan tłumacząc iż „współpraca nie wypaliła”. Jak się jednak później okazało, problem był znacznie większy kiedy na jaw wyszła wiadomość, że zaraz obok Franka z serialem żegna się jego zagorzały zwolennik i wieloletni przyjaciel Jeffrey DeMunn (odgrywający na tamten czas rolę Dale’a). Niemniej jednak sprawa nie ucichła. Co rusz w mediach można było usłyszeć coraz to nowe przecieki wyjaśniające sprawę. Jak się okazało problem w cale nie leżał po stronie Darabonta (pod którego adresem przedstawiciele AMC wysyłali negatywne opinie), a samej stacji która po prostu nie potrafiła udźwignąć kasowego sukcesu serialu. Jak się okazało, największym problemem były finanse przeznaczone na „The Walking Dead”. Showrunner podczas pracy nad pierwszym sezonem do dyspozycji miał 3,4 mln na odcinek, co daje nam łączną kwotę w wysokości 20,5 mln plus do tego 30% zwrotu z podatku ze względu na kręcenie serialu w stanie Georgia i jego automatyczną promocję. Mając na uwadze takie finanse Darabont stworzył scenariusz niezwykle ambitny, pełen dramaturgi i zwrotów akcji chcąc, aby „Żywe Trupy” nadal trzymały poziom swojej wielkości. Pragnął on w drugim sezonie zaimplementować dwojaki charakter polegający na przeplataniu się przeszłości z teraźniejszością po to, by dodać zarówno bohaterom jak i fabule kompleksowości i dynamiczności. Niestety jednak nigdy nie dane było mu zrealizować swojego planu. Pytanie jednak dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, stacja przerażona była wizją nadmiernych wydatków. Przyjrzyjmy się jednak co było aż tak „przerażającego” w wizji Franka.

darabont10f-1-web

      Jak wspominaliśmy wyżej, Frank pragnął stworzyć kompleksową historię opierającą się na niuansowym oraz bardzo szczegółowym ekranizowaniu komiksu Roberta Kirkmana. Jego wizja sezonu drugiego uwzględniała w sobie nie tylko prowadzenie fabuły do przodu, ale również ukazywaniu wcześniejszych stadiów apokalipsy w celu przedstawienia psychologicznego aspektu radzenia sobie z nowym i nieznanym problemem. Obok tego pragnął on przyspieszyć wręcz akcję, chcąc zmieścić w jednym sezonie zarówno wątki farmy Hershela, jak i początku więzienia oraz Woodbury. Do tego dochodzi powrót Merla oraz wątki Morgana. Jak widać plany są ambitne. Niemniej jednak jest to tylko zarys. Największym problemem był rozmiar tych odcinków, które obdarzone zostały iście filmowym charakterem. Dla AMC był to problem nie do przeskoczenia. O tym jak poszczególne epizody miały wyglądać widzowie dowiedzieli się w wypowiedzi Sama Witwera (żołnierz-zombie zastrzelony w czołgu przez Ricka), który opowiedział o tym jak to został zakontraktowany na jeden odcinek w celu przedstawienia upadku Atlanty. Niemniej jednak dał on tylko zarys, dając przy tym pewną bazę do spekulowania iż był to materiał pod planowane na tamten czas webisodes. Jednakowoż prawda była znacznie inna, a prawdziwe informacje widzowie dostali od samego Franka Darabonta, który postanowił wystosować oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Jak się okazało był to wstępny opis pilotażowego odcinka.

„CraveOnline jest w błędzie mówiąc, iż było to

[materiał] przeznaczone dla „internetowej serii’. To nigdy nie był plan właśnie dla tego pomysłu, było to bez cienia wątpliwości zaplanowane dla aktualnej serii telewizyjnej. Pragnąłem rozpocząć sezonu drugi wraz z epizodem o charakterze flashback, który opisał Sam, a który to przedstawiałby grupę żołnierzy armii USA uwięzionych w mieście i próbujących przetrwać kiedy to Atlanta upadła.

Ideą było stworzyć ten odcinek z bardzo mocnym charakterem dokumentacyjnym opierającym się na idei „ty tu jesteś” [widz/bohater]. Oczywiście nie zamierzaliśmy zrobić tego w stylu „shaky-cam” [styl uwzględniający w sobie założenie, iż reżyser jest w ciągłym ruchu podobnie jak i bohaterowie starając się uchwycić akcję w sposób taki jaki on sam był jej uczestnikiem] ale nadal w sposób surowy i odrobinę chaotyczny, niż reszta show. Zaczęliśmy od grupy siedmiu lub ośmiu żołnierzy spuszczonych do miasta z helikoptera. Posiadali oni odpowiednie współrzędne miejsc na mapie do których musieli się dostać; dostali również rozkazy mówiące iż muszą wzmocnić oddziały w odpowiednich placówkach. Nie jest to specjalna misja; jest to w zasadzie utrzymanie działania, przez umieszczanie ulepszeń w celu utrzymania kluczowych skrzyżowań oraz obiektów w mieście. I śledzimy tą grupę od pierwszego momentu kiedy opuścili samolot. Wszystko to co muszą zrobić polega na przejściu może 12 bloków-łatwe zadanie-jednak to, co stało się później przerodziło się z „miasto jest zabezpieczone” do „o cholera, utraciliśmy kontrolę, świat się kończy”. Nasza grupa jest zablokowana z każdej strony i wszystko to, co robią jest robione w celu przetrwania. Chciałem stworzyć niesamowicie intensywną historię opartą na dynamizmie bohaterów, która przedstawiałaby nam załamanie komunikacji, odcięcie dostaw zapasów, zamkniecie wszystkich dróg ucieczki, upadku morale oraz przywództwa.

Obok tego wszystkiego miałem również pomysł na to, abyśmy mogli połączyć tą historię razem z wątkami postaci wprowadzonych wcześniej do serialu. Jednakże by zbytnio nie przesadzić, ponieważ mogłoby się to okazać odrobinę głupie i za bardzo przypadkowe, jeśli zaimplementowałoby się zbyt dużo w taką ideę. Niemniej jednak pomyślałem iż byłoby świetnie gdyby zboczyć odrobinę z głównego kursu narracyjnego po to by odrobinę nakierować naszych żołnierzy w stronę ludzi których znamy. Scena rozpoczyna się w momencie, kiedy nasza grupka dochodzi do załogowej barykady, gdzie to niektórzy cywile byli wstrzymywani od opuszczenia miasta ze względu rozkazy „strzel by zabić” w celu zatrzymania rozszerzania się zarazy; jest to niezwykle intensywna sekwencja przepełniona paniką gdzie to w tej grupie zdesperowanych ludzi odnajdujemy Andreę oraz Amy. Artylerzyści na barykadzie zaczynają panikować, cywile są mordowani przez ogień z broni maszynowej, ale w tej zawierusze dziewczyny zostają zabrane w kierunku bezpiecznego obszaru przez jakiegoś starszego mężczyznę, którego tak de facto nawet nie znają. To jest Dale. Jest on dla tej dwójki nikim, jedynie jakimś facetem który dojrzał możliwości do zrobienia rzeczy moralnej i który zrobił to w odpowiednim momencie. Byłoby to najprawdopodobniej kilka minut epizodu, takie odjechane odejście od głównego toru fabularnego podobnego do tego jak to żołnierze w „Szeregowcu Ryan’ie” zetknęli się z różnymi bastionami, jednakowoż bylibyśmy przy tym świadkami momentu gdzie to Dale po raz pierwszy poznał Andreę i Amy, momentu w którym rozpoczęła się ich relacja. Uważałem również iż byłoby to świetnym rozwiązaniem w celu przywrócenia choć na moment Emmy Bell do serialu, gdyż była ona tak niesamowita, że było nam przykro ze względu na to, iż jej bohaterka umarła i musiała ona opuścić serial (Oczywiście, jeżeli ta cała idea polegająca na „nakierowaniu na bohaterów, których znamy” nie pasowałaby do finalnego scenariusza, musiałbym ją wyciąć. Próbujesz rożnych pomysłów podczas pracy i patrzysz jak ze sobą współgrają. Niemniej jednak uważałem, że to stało się dobrą okazją do zaimplementowania by wszystko poszło sprawnie i dobrze)

Więc ta historia ukazuje nam tych żołnierzy, których grupa zaczyna się rozpadać, co następuje w czasie gdy miasto ulega w szybkim tempie upadkowi, kiedy to żołnierz Sama staje się centralnym bohaterem oraz moralną ostoją dla zgromadzenia. Staje się on ostatnim ocalonym oddziału w momencie kiedy nareszcie udaje mu się dostać do wyznaczonych celów, do których zmierzali od samego początku: jest to barykada na jednym ze skrzyżowań Atlanty gdzie to Rick odnajduje czołg. Żołnierz jest nadal żywy, kiedy się tam dostaje, jednak został on pogryziony. Zakończył on swoją „łatwą misję” jednakże zmuszony został do przejścia przez „siedem piekieł” by tego dokonać (włączając w to bycie zmuszonym do obalenia własnego lidera w grupie) i teraz on umiera. Wczołgał się on do czołgu po to by zejść z ulicy i być w bezpiecznym miejscu. W momencie kiedy jego gorączka zaczynała rosnąć i rozpoczął się u niego proces halucynacji, wyciągnął on swój ostatni granat rozważając zakończenie własnego życia. Odłożył go jednak na bok rozmyślając przy tym przez moment o tym całym dziadostwie, które przywiodło go do tego smutnego końca jego życia, i kiedy zaczyna on sięgać by wyciągnąć zawleczkę…jednak przed jego krokiem, gorączka doprowadza do jego śmierci.

Największy twist nadchodzi jednak na sam koniec epizodu:

Po tym jak ten żołnierz umiera nędzną, samotną śmiercią….i po tym jak minął pewien okres czasu….dokonujemy inwersji czasowej z pierwszego sezonu: nadchodzi Rick wspinający się do czołgu w celu ucieknięcia przed hordą…..strzela temu zombie w głowę…teraz Rick jest uwieziony….następuje zaciemnienie….koniec.

Pomysłem było to by zaimplementować tego „jednorazowego” zombie z czołgu, którego spotyka Rick do głównej fabuły, w celu opowiedzenia jego historii. Zrobienie z niego gwiazdy jego własnego filmu, śledzenie jego przygody, jednak bez wyjawiania kim jest aż do samego końca. Ideą było to, że każdy trup ma swoją historię, każdy dodatkowy zombie był kiedyś człowiekiem z jego własnym życiem….był w pewnym sensie, gwiazdą swojego życiowego filmu. I my śledzilibyśmy tego jednego konkretnego człowieka, widząc jak jego życie się skończyło; bylibyśmy świadkami jego walki o wolność, jego dobrych intencji oraz jego porażek, przy czym doświadczylibyśmy jego słodko-gorzkiej śmierci w tym czołgu. To stało się powodem dla którego zatrudniłem Sama do roli zombie w czołgu, a nie kogoś innego. Miałem tą historię w swojej wyobraźni podczas kręcenia pilota i wiedziałem, że będę potrzebował jakiegoś znakomitego aktora do odegrania tego żołnierza w momencie, kiedy nadejdzie odpowiedni ku temu czas.

I następnie zaczynając od epizodu 202, wrócilibyśmy do Ricka i głównego toru fabularnego zaimplementowanego w zeszłym sezonie.

Zawsze miałem na uwadze stworzenie odrębnego epizodu, możliwie jako otwierający sezon tudzież go wieńczący. Zaledwie oddzielną historię, jednak nie w stylu „anthology series” [serial polegający na tym, iż w każdym epizodzie dostajemy nową opowieść z nowymi bohaterami] ale w stylu pojawiającej się kompletnie odseparowanej od głównej fabuły, jednakże łączącej w pewnym sensie niektóre jej wątki. Zrobili coś podobnego przy serialu „LOST” i niewyobrażalnie to szanuję. Od zawsze wydawało się to odważnym posunięciem polegającym na zaufaniu widzów z jednoczesnym wynagrodzeniem ze względu na ich lojalność, co kończyło się całkowicie nieoczekiwanym przez nich epizodem.”

Jak wynika z podanego oświadczenia, serial miał pójść całkowicie innymi torami. Frank Darabont zapragnął wprowadzić naprawdę dobrze zarysowany suspens, świetnie rozpisanych bohaterów, spajając to wszystko szybką i dramatyczną akcją. Plany były mocno dalekosiężne i ewidentnie było widać, iż reżyser zaplanował już świetlaną przyszłość dla serialu. Pytanie więc dlaczego AMC z tego zrezygnowało?

 frank-darabont

      Odpowiedź na wyżej postawione pytanie jest bardzo prosta, AMC poskąpiło pieniędzy. W obawie o znaczne utraty funduszy stacja znacząco ukróciła budżet na jeden odcinek, który wynosił na tamten czas jedynie 2.75 mln. Dodatkowo usunięto zastrzyk gotówki jakim były wpływy z podatków za promocję stanu oraz nałożono na serial ograniczenie mówiące o tym, iż znacząca część akcji ma dziać się we wnętrzach. To niestety maksymalnie ograniczyło pole manewru dla Darabonta. Zirytowany takim obrotem spraw, rozpoczął on walkę ze stacją pragnąc, aby serial nadal zachował swój wielki i niepowtarzalny styl oraz klimat. Ponadto publicznie wypowiedział się, iż cięcia budżetowe negatywnie wpłyną na kreatywny rozwój „The Walking Dead” ze względu na to, iż obsada, jak i ekipa są źle opłacani oraz przepracowani. Stwierdził wtedy iż: „Jeśli masz dobry produkt, po co go niszczyć?” W tym czasie wokół serialu rozpoczęło się istne piekło. Aktorzy niesamowicie zbulwersowani dwulicowym potraktowaniem inicjatora serialu wstawili się za nim u włodarzy stacji. Nie wyobrażali sobie dalszej przyszłości tytułu ze względu na zniszczenie niesamowitej wizji, kinematograficznego podejścia oraz brak świetnej kooperacji z aktorami. Ukróciły się również w ten sposób kontakty ze scenopisarzami. Aktorzy zostali całkowicie odcięci od procesu tworzenia fabuły serialu. AMC jednak nic sobie z tego nie zrobiło. Ba, nawet stwierdzili iż sukces serialu jest wynikiem tylko i wyłącznie bezbłędnej pracy trzonu decyzyjnego stacji aniżeli samego showrunnera. Posunęli się oni również do zastraszania obsady nagłymi zwolnieniami. Takiemu traktowaniu uległ wcześniej wspomniany Jeffrey DeMunn, który najsilniej z całego grona aktorów wspierał showrunnera.

frank-darabont-s11

      Nie był to jedyny skandal jaki pojawił się przy stacji AMC. Podobne problemy mieli twórcy seriali „Mad Men” oraz „Breaking Bad”. Na nich również stacja chciała wyłudzić pieniądze, co niestety okazało się fiaskiem ponieważ prawa do tytułów nie należą do stacji. „Żywe Trupy” jednakże nie miały takiego szczęścia. Produkt stał się celem takiego traktowania tylko i wyłącznie ze względu na pełnię możliwości decyzyjnych AMC. Finalne postanowienia należą do nich i nikt z producentów wykonawczych nie ma możliwości ich przeforsować. Jako redakcja chcieliśmy przybliżyć ten problem, ponieważ po tym jaki poziom reprezentował sezon trzeci, wielu widzów zastanawia się co stało się prawdziwym powodem odejścia Franka Darabonta i jak wyglądałby serial, gdyby on nadal był na pozycji głównego showrunnera. Jak widać miał on przepiękną wizję niesamowitej przyszłości serialu przepełnionej wieloma twistami fabularnymi, tragizmem oraz dramaturgią. Co za tym idzie czy można stwierdzić, iż AMC przybiło przysłowiowy gwóźdź do trumny zabijając swój serial? Czy faktycznie nie potrafią udźwignąć sukcesu tytułu i starają się go za wszelką cenę pogrzebać? Czy możemy bez cienia wątpliwości stwierdzić, że pod jurysdykcją Franka Darabonta „The Walking Dead” wciąż trzymałoby ten sam wysoki poziom? Jest to dość kontrowersyjna sprawa, ale ciekaw jestem Waszych opinii w tym temacie.

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts