Biżuteria Handmade

walking-dead-laurie-holden-prey-andrea-season-3-amc

 

Kolejny poniedziałek i kolejny, czternasty już odcinek serialu „The Walking Dead” za nami. Epizod ten zatytułowany dość wymownie „Prey”, patrząc przez pryzmat ostatnich rewelacji jakimi „nieoficjalnie” podzieliło się z nami AMC, prędzej roztaczał wokół siebie wizję irytacji, aniżeli zachwytu lub uczucia oczekiwania nie do zniesienia, a to przez pewne zagrania, o których co poniektórzy-w tym ja osobiście- wiedzieli, a które to nie rokowały na dobrą przyszłość. Pełen sceptycyzmu i obaw, zwyczajowo z samego rana, zasiadłem przed monitorem własnego komputera zastanawiając się co nam przyniesie następny segment „Żywych Trupów”. Na całe szczęście odcinek ten zaskoczył mnie (oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa), a co za tym idzie odetchnąłem z wielką, ale to przeogromną ulgą. Przepraszam, za użycie takiego wytartego już do granic możliwości frazesu, ale tylko on ciśnie mi się cały czas na usta. Kończąc jednak tą małą dygresje, a wracając do głównego toku wypowiedzi, chcę powiedzieć, że „Prey” z czystym sumieniem otrzymuje ode mnie notę 8/10. Dlaczego tak, a nie inaczej? To już w dalszej części recenzji.

 

Tradycyjnie zacznę od warstwy fabularnej odcinka. Nie ma wątpliwości co do tego, iż „Prey” przyjął-podobnie jak trzy poprzednie epizody-funkcję retardacyjną, będąc niczym rozległy opis homerycki w głównym toku opowiadanej „Iliady” (tak wiem, sztampowe porównanie). Niemniej jednak jaki to jest opis! Gdy przyrównamy sobie ten odcinek do bardzo słabego „Clear” czy nawet stabilnego”Arrow on the doorpost”, to można odnieść wrażenie, iż mamy do czynienia dosłownie z majstersztykiem w kwestii storytellingu. Wszystko jest wyważone, stabilne, zrównoważone, przy czym opowiadana historia trzyma w niemałym napięciu, serwując nam co rusz skoki emocji. Od początku do końca nie wiadomo jaki obrót zdarzeń przyjmie historia, choć muszę przyznać, ze samo zakończenie było do przewidzenia. Oczywiście kwestia zaskoczenia dotyczy przynajmniej tych, którzy wstrzymali się przed czytaniem spoilerów, choć nie powiem, ale ja znając treść też się w kilku miejscach zadziwiłem. Wracając jednak do meritum. Najważniejszym jest fakt, iż fabuła wyzbyła się nielogicznych zagrań, czego nie można powiedzieć o warstwie technicznej, ale o tym później. Na uwagę zasługuje również zjawisko dobrego wyważenia dialogów z wstawkami typowo akcyjnymi oraz odpowiednie przeplatanie tychże wstawek, przez co raczej nie dane jest doświadczyć widzowi uczucia znużenia tudzież zanudzenia, choć kilka scen o długości 10-miuntowej się znajdzie. O dziwo znalazło się nawet miejsce na odrobinę trupów, które nareszcie po tak długiej przerwie odpowiednio wykorzystano „przybierając” je we właściwe szaty horroru. Tak już kończąc chcę powiedzieć, że jak dla mnie odcinek „Prey” był niczym hołd złożony horrorom klasy B i niżej, a to za sprawą jednego segmentu w opuszczonej fabryce. Dla jednych będzie to minus, ale dla mnie to przeogromny plus. Nie zapominajmy, że jednak mimo wszystko „The Walking Dead” bazuje na wiecznie żywym świecie Romero.

 

Walking_Dead_Season_3_Episode_14_online_free

 

Teraz czas na kolejną warstwę odcinka, czyli bohaterów. Nie ma wątpliwości co do tego, że odcinek ten został zrobiony tylko i wyłącznie z uwagi na Andreę, która grała tutaj pierwsze skrzypce, trzeci raz w całym sezonie. Choć obok niej mamy jeszcze Miltona czy Gubernatora to sprawnie spycha ona ich na drugi plan skupiając całą uwagę widza na swojej osobie. Czy to dobrze? Dla mnie jak najbardziej, aczkolwiek jest to już kwestia prywatnych sympatii widza. Lecz wracając do samej Andrei. W końcu, po bardzo długim oczekiwaniu, sporej dozy wewnętrznej irytacji, oraz kilku zawodów dostałem taką Andreę na jaką czekałem przez ostatnie miesiące wyświetlania serialu. Choć jej troska o dobro ludzi z obydwu obozów, chęć zakończenia sprawy pokojowo oraz reprezentowanie postawy o silnym kręgosłupie moralnym robi wrażenie, to jednak Andrea-powiedzmy to sobie-w wydaniu „hard” i „bad-ass” dążąca po trupach do celu podoba mi się najbardziej. Takie oblicze jest najbardziej trafne. Ma swoje cele, ma swoje plany, chce wygrać, oraz co najważniejsze, ciągle walczy bez względu na swój stan fizyczny. Zawziętość, wytrwałość, oddanie wiodą prym, choć wyczuć można również złość w sposobie jej postępowanie. Można powiedzieć, że nie cofnie się ona przed niczym, a każdy przejaw sprzeciwu wobec jej osoby nie przyniesie profitów. Na miejscu Gubernatora zastanowiłbym się kilka razy nad podjętymi przez niego krokami, ponieważ robi sobie wroga większego niż „prison-team” razem wzięte. Niemniej jednak, mimo tych obecnych i dobrze widocznych „ochów i achów” muszę też odrobinę ponarzekać. Wydawało mi się, że w świetle ostatnich wydarzeń Andrea będzie wiedziała, że układ pomiędzy Rickiem i Gubernatorem na ma racji bytu, lecz mimo wszystko wierzyła ona, że warunki „ustanowione” przez dwóch guru nadal egzystują. Nie pozostaje mi nic innego jak nazwać to tak jak powinno się, czyli naiwność w czystej postaci. Chyba, że to tylko gra pozorów, aczkolwiek szczerze w to wątpię.

 

Teraz pokrótce o reszcie:

– Gubernator jak to Gubernator, dopadła go stagnacja, która zdominowała jego postać całkowicie. Po dość znośnej przemianie w „Made to Suffer” nic się tak naprawdę w sferze jego psyche nie zmieniło. Oczywiście roztacza ona wokół się „zło”, ale to „zło” wychodzi trochę blado. Nawet w momencie kiedy przychodzi do starcia face-to-face z Andreą, nie jest on taki jaki być powinien. Odnosiłem wrażenie, że silił się na bycie złym. Aczkolwiek scena ekstazy mocując łańcuchy, czy to chorobliwe wręcz pogwizdywanie swojej ulubionej-zaznaczam, że odrobinę upiornej-melodyjki robi wrażenie. Niemniej jednak koniec odcinka rokuje na lepszą, aczkolwiek krótką przyszłość.

– Milton, a właściwie jego postawa, gdyż on sam w sobie głupi nie jest, jest największą porażką „Prey”. Z jednej strony kręci, mąci, chce coś zmienić, chce dobra ogółu, ale na widok pistoletu skierowanego w skroń Gubernatora mięknie w kolanach. Przemawia przez niego czysta hipokryzja podszyta strachem. Namawia do buntu, ale sam tego buntu wszcząć nie potrafi. Odniosłem wrażenie, że chce aby wszystko zostało wykonane za niego, przez co traci w moich oczach. Liczyłem na zwrot od 180 stopni. Najwidoczniej nie jest na tyle silny psychicznie by sobie poradzić.

– Tyreese to jak dla mnie kolejny, dość spory minus odcinka. Ubolewam nad tym, iż został wprowadzony (przepraszam za kolokwializm) „na odwal się”. Jest on całkowitym cieniem swojego pierwowzoru, choć jak wiadomo ma on poniekąd być jedną z niewielu postaci tworzonych stricte w oparciu o komiksową podstawę. Jego wybory są w wielu momentach nielogiczne, a już opowiedzenie ze szczegółami o kwestii Andrei uważam za największy absurd z jego strony. Tutaj raz wyraża sprzeciw, by za niemałą chwilę łasić się u kolan Gubernatora. Moim zdaniem to uwłacza wręcz temu bohaterowi, i choć jego walka z zewnętrznym „ja” jest godna podziwu, to jej efekt końcowy pozostawia wiele do życzenia, ponieważ pomimo przestróg i tak dokonuje wyborów sprzeciwiając się swojej postawie. Jest to w pewien sposób kontrast dla wyborów Andrei, które oczywiście nie zawsze trafne były, ale przy takim prowadzeniu, to nawet ona ulegają wybieleniu i urastają do rangi pozytywnych i przemyślanych.

 

walking-dead-laurie-holden-prey-andrea-season-3

 

Tak jeszcze a propos pozytywnych stron odcinka, to bardzo dużym plusem były te mrugnięcia w stronę komiksu. Świetne wprowadzenie wątku nieudolności strzeleckiej Tyreesa, czy te migawki to tortur Michonne, a to za sprawą pamiętnych łańcuchów. Do tego same wybuchu złości Tyreesa, również żywcem z komiksu wyciągnięte.

No dobra, wszystko pięknie, ładnie ale czy „Prey” wyzbył się minusów? Skądże znowu. O kilku negatywach wspominałem powyżej, jednak nie poruszałem kwestii technicznej wykonania odcinka, a ta niestety pozostawia wiele do życzenia. Pierwsza, charakterystyczna już bolączka „The Walking Dead” to teleportujące się zombie, tym razem w scenie z Andreą, podczas ucieczki przez las. O ile można uznać jeszcze trupy idące od frontu, mówiąc sobie, iż Blondi zbagatelizowała je, o tyle tył to już lekkie przegięcie. Wyglądało to tak, jakby zombie poruszał się z prędkością światła, bądź niczym Jumper z filmu Liman’a. Następna spora nieścisłość względem odcinka „Ain’t a Judas” to długość czasu jaka zajęła Andrei podróż do więzienia. Jak pamiętamy, w wyżej wymienionym odcinku, wszystko odbyło się w czasie jednego popołudnia. Tutaj natomiast mamy prawie całą dobę jak nie więcej, a przecież zna ona drogę do wiezienia bardzo dokładnie. Nie zdziwiłbym się gdyby szła nawet skrótami. Następna, największa nielogiczność to pora roku jaką mamy w serialu. Zdaję sobie sprawę, iż jest to pierdółka, ale razi w oczy niesamowicie. W „Arrow on the Doorpost” widzimy piękne drzewa, bujną roślinność, w około mocna zieleń, po czym w „Prey” którego akcja osadzona jest w dwa dni po wydarzeniach z e13 mamy kompletną jesień, czerwień liści i „łyse” wręcz drzewa. Wiem, że miało to nadać jakieś atmosfery, ale wyszło karykaturalnie.

 

TWD+S3E14+2

 

Reasumując, „Prey” pozostawił jak najbardziej pozytywne wrażenie. Wyważenie akcji oraz dramatu, o bazie rodem z thrilleru to idealne połączenie zapewniające 50 minut świetnej oraz niewątpliwie godnej zapamiętania rozrywki. Aktorstwo w wykonaniu Laurie Holden oraz Davida Morrissey’a jak nigdy dotąd święciło triumf, a sprawnie pociągnięta historią staje się ucztą dla oka. Jak już mówiłem na początku, z czystym sumieniem wystawiam ocenę 8/10.

 

Reżyseria: Stefan Schwartz

Scenariusz: Evan T.Reilly oraz Glen Mazzara

Premiera: 17 marca 2013 (USA), 19 marca 2013 (Polska)

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts