Autor Wątek: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy  (Przeczytany 13393 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #60 dnia: 22 Listopad, 2017, 19:41:45 »


Tak oto prezentuje się w moim wyobrażeniu ten świat. Historię nazwałem roboczo Tysiącem Wysp.

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 807
  • -Otrzymane: 550
  • Wiadomości: 3011
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #61 dnia: 22 Listopad, 2017, 20:27:03 »
Ok czyli generalnie Ameryka Płd nie jest połączona z Płn, Afryka też jest "wyspą" i generalnie wincyj wody :D

Co do nazwy - Tysiąc Wysp i pińcet piratów :wow:

Miejscówka - jak najbardziej przyda im się miejsce gdzie częściej lub rzadziej bywają.

Kraken - ja bym to widziała tak jak Narwowi kiedyś pisałam, coby to był potworas owiany tajemnicą i niby krążą jakieś pogłoski, niby ktoś coś widział, ale nie ma pewności co do faktycznego istnienia, więc jedni wierzą, inni nie. Wiecie o co chodzi :D

A ja tu mam taką mapę, nie jest idealna, no ale jest i daje jakieś pojęcie co do tego kto miał jakie kolonie:

Sorry but you are not allowed to view spoiler contents.

Narwaniec

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 258
  • -Otrzymane: 216
  • Rogue Thief Assassin Ranger Hunter Bard Monk
  • Wiadomości: 910
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #62 dnia: 23 Listopad, 2017, 14:51:47 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Kurcze zobaczyłem ten filmik i teraz się zastanawiam znowu nad tymi smokami, wyvernami czy choćby dinozaurami... wyobrażam sobie naszych jak spotykają takie stworzonka itd. Może w sumie te wysepki podzielane od siebie i stałego lądu... jeśli by takie smoki czy wyverny nie wpadły na to by gdzieś polecieć, to mogłyby sobie tam żyć...

No w sumie też bym sobie tego krakena wyobrażał bardziej jako mityczne stworzenie, o którym wszyscy wiedzą, że istnieje, ale właściwie nikt nigdy go nie widział, a przynajmniej nie przeżył by o tym opowiedzieć.

Co do bardziej kameralnych historii i mniejszej liczby załogi, to ewentualnie można by było załogę naszą obsadzić na Slupie wojennym. Slupy była to klasa niewielkich żaglowych okrętów, z okresu od końca XVII do połowy XIX wieku, zbliżona do korwet. Były to jednostki używane głównie do zadań pomocniczych przy flocie – łącznikowych, patrolowych, zaopatrzeniowych. Używane też były w ekspedycjach naukowych. Klasa slupów wyróżniana była głównie w krajach anglosaskich, natomiast w Europie kontynentalnej podobne okręty klasyfikowano raczej jako korwety.
Zazwyczaj slupy były trzymasztowe, z ożaglowaniem rejowym (typu fregata). Istniały też slupy dwumasztowe, z takielunkiem brygu (określane też jako klasa okrętu „bryg”). Uzbrojenie slupów stanowiło 14-18 dział niewielkiego wagomiaru w baterii burtowej, ustawionych na odkrytym pokładzie górnym.
W tym momencie zakładając że każde działo jest działem 4 funtowym, to do każdego działa potrzeba minimum 3, a najlepiej 4 mężczyzn to by wychodziło już od 56 do 72 osób załogi. Do tego potrzeba też kapitana, bosmana, cieśli, żaglomistrza, kucharza, chirurga, itd. Więc i tak by wychodziło koło setki.

Ostatecznie to statki wielorybnicze miały jakieś 20-30 osób załogi. Najsłynniejszy statek Essex, zatopiony przez kaszalota liczył sobie 21 osób i miał 18 dział, ale załogi takich statków nie zawsze musiały walczyć na morzu, chociaż do zatargów dochodziło, w końcu chodziło o ciężką forsę, to podejrzewam, że częściej tłukli się gdzieś na lądzie, a nie strzelali do siebie wzajemnie z dział...
No i raczej nie chcielibyśmy być wielorybnikami - jak już to raczej bardzo rzadko, na zasadzie okazjonalnego zlecenia - czyli jakiejś pobocznej misji. Więc jak już, to taki statek zostałby przez naszych przerobiony na ten slup wojenny.
« Ostatnia zmiana: 23 Listopad, 2017, 14:54:23 wysłana przez Narwaniec »

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 807
  • -Otrzymane: 550
  • Wiadomości: 3011
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #63 dnia: 23 Listopad, 2017, 21:42:00 »
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się
Kurcze zobaczyłem ten filmik i teraz się zastanawiam znowu nad tymi smokami, wyvernami czy choćby dinozaurami... wyobrażam sobie naszych jak spotykają takie stworzonka itd. Może w sumie te wysepki podzielane od siebie i stałego lądu... jeśli by takie smoki czy wyverny nie wpadły na to by gdzieś polecieć, to mogłyby sobie tam żyć...
No mogłyby i na upartego dinozaury na jakieś odciętej od reszty Świata wyspie, ganiać.

Nie no mają być piraci, to niech będą piraci, może już nie kombinujmy :v

FilipSzampan

  • Offline
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 1
  • -Otrzymane: 0
  • Age: 26
  • Wiadomości: 32
  • Płeć: Mężczyzna
    • Zobacz profil
  • Komiks: Czytałem
  • Spoilery: Czasem
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #64 dnia: 23 Listopad, 2017, 21:46:00 »
No może już nie... Najwyżej jakieś nowe gatunki zwierząt odkryją nasi zacni panowie i będzie jaką to bestię ujarzmili.

Tortuga

  • Offline
  • Forumowa Maruda
  • *
  • Podziękowania
  • -Wystawione: 807
  • -Otrzymane: 550
  • Wiadomości: 3011
  • Płeć: Kobieta
    • Zobacz profil
  • Komiks: Tylko część
  • Postać: Al Swearengen, Tony Soprano, Walter White, Rust Cohle, Boyd Crowder, Pietro Savastano, Herr Starr, Joker, Harley Quinn i innsze złodupce
  • Skąd: Bat country
  • Spoilery: Tak
Odp: Pomysły na historie (RPGi i wspólne opowiadania) - propozycje i rozmowy
« Odpowiedź #65 dnia: 25 Listopad, 2017, 19:01:45 »
Czy takie coś by się przydało?

Pirackie porty

Bezpieczna przystań, gdzie można cieszyć się ze zdobytego łupu, wydaje się jednym z najważniejszych miejsc w życiu piratów. W połowie XVII wieku jest to Tortuga, a od roku 1655 także Jamajka. Mieszkańcy tych wysp szybko odkrywają ile można zarobić na przybywających z wypraw korsarzach i nastawiają się na czerpanie z tego zysków. W XVIII wieku tę samą rolę spełnią opisywane już New Providence i Madagaskar, przy czym ta ostatnia na najmniejszą skalę ze wszystkich.Obok powyższych miejsc i opisanych wcześniej New Providence i Madagaskaru istniało rzecz jasna wiele innych portów, gdzie przyjmowano chętnie z łupem piratów, takich jak choćby Nowy Jork i Rhode Island w latach dziewięćdziesiątych XVII wieku. Jednak w żadnym z tych miejsc tak duża grupa ludzi nie ciągnęła zysków głównie z piractwa, ani też się nim nie zajmowała.Wszystkie porty były wielkim wielokulturowym tyglem, z powodu odwiedzających je kupców i marynarzy, pochodzących z różnych stron świata. Spotykali się tu przedstawiciele wielu ras, religii i kultur. Samo tylko Port Royal odwiedzali i zamieszkiwali biali, Metysi, Mulaci, Murzyni, kwakrowie, papiści, purytanie, prezbiterianie i anglikanie. Archeolodzy znaleźli też pozostałości synagogi. Świat kupców i mieszczan ciągnących zyski z piractwa przenikał się w tym mieście ze światem piratów. W oczach współczesnych Tortuga, Port Royal, New Providence i Madagaskar były sodomą i rajem szatana.

Port Royal
Stosunkowo najlepiej poznanym z tych wszystkich miejsc jest Port Royal, które 7 VI 1692 roku pogrążyło się w morzu w wskutek trzęsienia ziemi, zaś obecnie, od prawie już pół wieku jest obiektem badań archeologii podwodnej. Jamajkę zajęli w roku 1655 Anglicy, którzy przechrzcili hiszpańską osadę Santigo Vega na Kigston, zaś na pobliskim cyplu wybudowali fort Point Cogway (bądź The Point), gdzie cumowały statki. Wokół fortu wyrosła osada handlowa, zamieszkana przez kupców i marynarzy, którą w roku 1660 nazwano Port Royal. Aż do roku 1692 była najszybciej rozwijającym się miastem w angielskich koloniach, głównie za sprawą zwożących na wyspę łupy piratów, z którymi handlowali mieszkańcy. W roku 1690 Boston, największy port Angloameryki, liczył 6000 mieszkańców, podczas gdy Port Royal miał już prawie 8000 ludzi i 2000 domów zbudowanych z cegły, co było oznaką jego zamożności.
W roku 1692 doszło do trzęsienia ziemi, którym w oczach współczesnych Bóg pokarał grzeszne miasto. Jak pisali świadkowie: niektórych połykała ziemia, gdy rozstępowała się pod ich nogami i wpadali w nią po szyję; byli również tacy, którzy zostali w ten sposób pogrzebani żywcem. Miasto zapadło się w morze i jeszcze w rok później było w nim widoczne.
Po trzęsieniu ziemi miasto już nigdy nie odzyskało świetności, co wiązało się także z upadkiem bukanierstwa. Choć jeszcze w roku 1705 było tam 500 domów, po kilku pożarach i kolejnych dwóch trzęsieniach ziemi, w roku 1722 Port Royal ostatecznie zniknął w morzu.

Tortuga
Tortuga była początkowo bazą wszystkich karaibskich bukanierów, a wraz z zaistnieniem Port Royal stała się głównie schronieniem francuskich filibustierów. Początki jej historii są barwne, osiedlili się na niej w latach trzydziestych ścigani po całych Karaibach przez Hiszpanów koloniści angielscy i francuscy. W ten sposób na Tortudze i pobliskiej Hispanioli narodziła się społeczność bukanierów - karaibskich piratów. Choć Hiszpanie atakowali wówczas wyspę dwukrotnie, nie udało im się jednak wygnać z niej przeciwnika. W latach 40 nad wyspą panowanie objął francuski gubernator - Jean Le Vasseur, który wybudował widoczny na poniższej ilustracji fort. Umacniając swe panowanie musiał pokonać bukanierów, którzy początkowo sprzeciwiali się jakiejkolwiek władzy. Le Vasseur kupił sobie jednak piratów w prosty sposób. Zaoferował im schronienie na francuskiej ziemi, pobierając w zamian niewielki procent z pirackich łupów. Docenili to wszyscy awanturnicy, którzy od tej pory ściągali na wyspę z całego archipelagu. Tortuga miała bowiem idealne położenie, leżała w pobliżu Kuby i Hispanioli, wysp wzdłuż których przebiegały główne szlaki hiszpańskich okrętów.  Le Vasseur posunął się nawet do sprowadzenia na wyspę z Europy statku pełnego prostytutek, aby zwiększyć atrakcyjność wyspy. W roku 1654 Hiszpanie mając dość niewygodnego sąsiedztwa przypuścili trzeci atak na wyspę i tym razem był on skuteczny. Garnizon hiszpański pozostawał na wyspie dopóki nie został odwołany z powodu wojny z Anglią. I choć bukanierzy powrócili na wyspę, a w latach sześćdziesiątych nadal pozostawała ona piracką mekką, opisaną przez Esquemelinga, to powoli traciła na znaczeniu na rzecz Babilonu Piratów - czyli Port Royal. Przez następną dekadę pustoszała, gdyż francuscy bukanierzy przenosili się na pobliską Saint Domingue. W roku 1702 nie było tam już nikogo.

Saint Domingue
Około roku 1670 Tortudze przybyła konkurencja w postaci rozwijających się portów na Saint Domingue. W latach sześćdziesiątych na prośbę francuskiego gubernatora, który chciał aby bukanierzy bronili wyspy, piraci ufortyfikowali część osady Petit Guaves (obecnie Port-au-Prince).  Na Saint Domingue bukanierów przyciągały listy kaperskie wydawane przez Francuzów w celu obrony kolonii. Rzecz jasna sojusznicy okazali się plagą, a z Europy popłynęły rozkazy ukarania awanturnictwa. Gubernatorom De Cussy’emu i Ducasse’owi nie udało się jednak powstrzymać piractwa, nawet pomimo zaleceń Korony w latach osiemdziesiątych. To z  Saint Domingue wyruszyła ostatnia wyprawa bukanierów, którzy w roku 1697 zaatakowali Cartagenę, miasto mające mury o 13-metrowej grubości. Jej zdobycie kładzie jednocześnie kres historii bukanierów, narodził się świat w którym nie było już dla nich miejsca, świat piratów walczących przeciwko całemu światu. W tym samym roku podpisano Traktat z Ryswick, kładący kres wojnie z Hiszpanią,  zaś filibustierzy musieli porzucić swój zawód. Część zajęła się handlem, inni jak De Graaf wzięli udział w kolonizowaniu Luizjany, pozostali zaś zajęli się piractwem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Saint Domingue czekał los sennej francuskiej kolonii.

New Providence
Ta niewielka wyspa, leżąca w archipelagu Bahamskim, stała się idealnym miejscem na piracką bazę. Położona w pobliżu Cieśniny Florydzkiej, którędy biegł jedne z głównych szlaków handlowych, a także blisko Karaibów i jednocześnie północnoamerykańskich kolonii była doskonałą bazą wypadową. Podobnie jak na Jamajce i Tortudze przyjmowanie piratów zapoczątkowały kolonialne władze. Pewien celnik z Pensylwanii utyskiwał w roku 1690 w raporcie do Króla: Na wyspach Bahama gubernatorem jest Nicholas Trott. Przed około ośmiu laty na wyspę New Providence przybył John Hoadley, przyprowadzając z okolic Brazylii statek trzydziestodziałowy pełen cukru. Po krótkim postoju w porcie i po sprzedaniu cukru sam spalił statek. W ubiegłym roku Thomas Wolley i Christopher Gosse, obaj pochodzący z Nowej Anglii, sprowadzili na New Providence z Indii Wschodnich holenderski czterdziestodziałowiec. Znajdowały się na nim duże sumy pieniędzy, którymi się podzielili (...) Te wyspy od dawna były i są schronieniem piratów i przemytników. Trott został ostatecznie odwołany do Anglii, za przyjęcie łapówki od Avery’ego i zezwolenie mu na postój oraz sprzedaż łupów w nowo założonym na New Providence Nassau (obecnie stolica wysp). Powstała w ten sposób próżnia polityczna, zaś mieszkańcy Bahamów przywykli do życia z handlu z piratami. W roku 1700 Nassau zniszczył najazd hiszpańsko-francuski. W ruinach zamieszkali ludzie nie poddani żadnej władzy, jak napisał o nich gubernator Bermudów.W roku 1705 Izba Lordów apelowała żeby uczynić coś z wyspami, bowiem byłoby niebezpiecznym, gdyby wpadły w ręce piratów. Osiedlało się ich tam coraz więcej, aż powstała prawdziwa piracka republika, bez żadnej zewnętrznej władzy zwierzchniej. Gdy w roku 1716 pojawił się tam Henry Jennings, ze skarbami hiszpańskiej „Złotej Floty”, w ślad za nim przybyli kupcy z Nowego Jorku, Bostonu i Rhode Island. W ten sposób wyspa stała się miejscem, gdzie piraci mogli wydawać swe łupy. Z porzucanych statków wybudowano tam domy. Piraci żyli tam całkowicie wolny, nie poddani żadnej władzy. New Providence stała się XVIII wieczna mekką piratów, jak wcześniej Jamajka i Tortuga, lecz bez kontroli żadnych kolonialnych władz. Taki stan utrzymał się aż do roku 1718, kiedy pojawił się Woodes Rogers i zaoferował piratom pardon, pragnąc odtworzyć kolonię. Jej początki były jednak trudne,  jak wiadomo Charles Vane stoczył u wejścia do portu bitwę z nowym gubernatorem, a część kupców usiłowała przekupić Rogersa, aby dalej działać jak niegdyś, zaś wielu piratów powróciło do zawodu, jak Rackham i Augur.
Nie masz uprawnień do wyswietlania linków na tym forum. Załóż konto lub Zaloguj się

Madagaskar
Piracka baza na Madagaskarze zaistniała w latach dziewięćdziesiątych XVII wieku, wraz z początkiem działalności piratów na Oceanie Indyjskim. Za jej rozwojem stali kupcy północnoamerykańscy. Przybywali oni na wyspę skupować pirackie łupy, oraz prowadzić handel. Galon rumu kosztował w Nowym Jorku 2 szylingi, zaś na wyspie 50 funtów. Beczka wina w Ameryce sprzedawana była po 19 funtów, na Madagaskarze kosztowała 1300. Nic dziwnego, że powstał nawet specjalny syndykat zaopatrujący piratów na wyspie. Czasem pojawiali się i tacy kupcy, jak Szkot Millard, który sprzedał im stary, sfermentowany alkohol, tak że wielu zmarło w męczarniach. Jak napisał świadek: Millard uczynił więcej dla wytępienia piratów niż wszystkie eskadry wojenne wysłane do walki z nim. Pirackie osiedle na Madagaskarze kwitło, choć z czasem kupcy zniknęli, gdy piratom skończyły się łupy. Osiedlali się tam ludzie wyjęci spod prawa, którzy zamieszkiwali na wyspie „wżeniając się” w miejscowe plemiona, zakładali rodziny. Z czasem zmienili się w biedaków, byli obszarpani, gdyż prawie nie mieli już odzieży i okrywali swój wstyd skórami dzikich zwierząt. Długowłosi, brodaci, przedstawiali najdzikszy widok, jaki można sobie wyobrazić, jak napisał o nich w 1710 roku Woodes Rogers. Z czasem grupki te rozpadły się, zaś niektórzy piraci stali się królami poszczególnych plemion, jak choćby król Samuel, były piracki kwatermistrz.

Hawana
Bynajmniej nie była pirackim portem, a piratów mocno tam się obawiano, z powodów o których poniżej. Schronienie mogli tam znaleźć jedynie Biskajczycy, czyli hiszpańscy kaprowie sprowadzenie w XVII wieku specjalnie do nowego świata, aby walczyć z piratami.
Hawana była bowiem jednym z najważniejszych puntów strategicznych na Karaibach, lecz przede wszystkim miejscem, do którego zwożono wszystkie skarby i pieniądze zebrane w ciągu roku w Hiszpańskim Imperium. Było to wydobyte w kopalniach złoto i srebro oraz podatki. Rokrocznie do miasta przybywał specjalny konwój zwany Skarbową Flotą, Armadą, którego zadanie było takie samo - przewieźć łupy do Hiszpanii. Rzecz jasna Armada była obiektem westchnień wielu, a daty i terminy jej przybycia i odpłynięcia były trzymane w tajemnicy przed niepowołanymi. Jedynie Pietowi Van Heynowi udało się w roku 1628 zdobyć Armadę, lecz dokonał tego nie w Hawanie, a w jej pobliżu, w Zatoce Matanzas.
Samo miasto było zbyt dobrze ufortyfikowane, aby obawiać się jakichkolwiek ataków. Dwa forty - Castillo de los Tres Reyes i Mooro Castillo de San Salvador de la Punta strzegły wejścia do portu, zaś wody w pobliżu patrolowane były przez hiszpańskie kutry. U wejścia do portu rozciągnięto wielki łańcuch, aby ustrzec się nagłych ataków. Było to standartowe zabezpieczenie portu w tamtych czasach.
Havanę zdobyli dopiero Anglicy w połowie XVIII wieku. Lecz wówczas piratów na Karaibach już nie było.

Bath Towne
Miasto było jedną z pierwszych osad w Północnej Karolinie. Miejsce wybrano niezbyt korzystnie, albowiem płytkie wody mielizny Ocracoke uniemożliwiały żeglugę statkom handlowym, o dużym zanurzeniu. Jednakże miejscowi notable przez chwilę pragnęli konkurować z Charles Town, dzisiaj znanym jako Charleston, pragnąc uczynić z miasteczka stolicę Północnej Karoliny. Wspomagał ich w tym gubernator Charles Eden, znany ze swej pobłażliwości dla piratów, od których przyjmował rozliczne - jakbyśmy powiedzieli dziś - korzyści majątkowe. Mieszkańcy Bath Town zaczęli robić interesy z piratami, skupując od nich ich łupy. Miasto stało się także miejscem gościny dla Bonneta, Vane'a i Czarnobrodego. Ten ostatni osiedlił się w mieście na stałe, a gubernator Eden przymykał oczy na jego nieobecność.
Po zabiciu Czarnobrodego na mieliźnie Ocracoke miasteczko pozbawione towarów od piratów mocno podupadło. Dzisiaj znajduje się tam kilka domów, a mieszkańcy szczycą się iż zamieszkują miejscowość będącą domem najbardziej znanego pirata na świecie.

Nowy Jork
Mało kto wie, iż ta rozwijająca się metropolia pod koniec XVII wieku stała się jedym z najczęściej odwiedzanych przez piratów miast. Stało się tak za sprawą kupców zamieszkujących to miasto, którzy zwiętrzyli doskonały interes w handlowaniu z piratami. Stąd już niedaleka droga do ekwipowania pirackich wypraw. Na przełomie XVII i XVIII stylecia z Nowego Jorku wyruszyła słynna wyprawa Kidda. Za nim na Ocean Indyjski podążyli pozostali.
Rzecz jasna bez przychylności władz niewiele by się dało zdziałać. Gubernator Benjamin Fletcher oprócz tego, że dał kupcom ciche przyzwolenie sam włączył się w taką działalność. Podczas gdy zapewniał Londyn, iż walczy z piratami, na swoich salonach podejmował piratów takich jak choćby Thomas Tew. Niewiele mgło pomóc odwołanie gubernatora przez Londy, bowiem w pirackie interesy włączyły się nawet takie tuzy jak earl Bellomont, który wyposażył wyprawę Kidda.
Po sukcesie Avery'ego większość piratów, która wyruszyła szukać fortuny na Morzu Indyjskim pochodziła właśnie z Nowego Jorku. Kupcy zaś rozciągnęli swe intersy. Na Madagaskarze pojawił się niejaki Adam Baldridge, który żył ze sprzedaży piratom alkoholu. Statki kupieckie udawały się na wyspę, a w późniejszym okresie na New Providence, gdzie piraci za bezcen pozbywali się zdobycznych błyskotek w zamian za rum.
Paradoksalnie piracką karierę Nowego Jorku przerwało nie tyle wytępienie piratów, co fakt, iż bardziej opłacalne dla kupców okazało się prowadzenie interesów handlowych, gdyż wraz z końcem złotej ery piractwa coraz więcej statków zaczęło docierać do portów.

Charles Town
Znane dzisiaj jako Charleston, stolica Południowej Karoliny. Miasto założono w roku 1660 i podobnie jak pozostałe miasta północnego wybrzeża Ameryki, szybko stało się jednym z głównych ośrodków handlu z piratami. Szczególnie widocznie stało się to widoczne podczas złotej ery piractwa, na początkach wieku XVIII. Pomimo iż Czarnobrody zablokował w maju 1718 roku port i pobierał myto od wpływających oraz wypływających statków, nie skłoniło to rezydującego w mieście gubernatora do podjęcia zdecydowanych działań. Krążyły plotki o jego przekupstwie i zaangażowaniu w piracką działalność, pewne jest iż dotarły one do sąsiedniej Wirginii, której gubernator Aleksander Spotswood posłał w pościg za Teachem swoje okręty.
Dopiero zaatakowanie miasta przez Charlesa Vane'a zmieniło sytuację. Gubernator Johnson posłał w pościg za nim niejakiego Williama Rhetta, któremu nie udało się jednak dopaść Vane'a, zamiast niego schwytał Stede'a Bonneta. Gdy ten zawisł w Charleston wraz ze swoimi 30 ludźmi, miasto przestało być wreszcie pirackim portem.

Boston
Miasto, które w drugiej połowie XVII wieku bardzo chętnie gościło pirackie statki, wyruszały z niego również korsarskie wyprawy, zaś u gubernatora można było wykupić amnestię. Boston był jednym z miast, z którego po sukcesie wyprawy Henry'ego Avery na Ocean Indyjski wyruszyły wypraw w poszukiwaniu łupów. Statki które powracały, przywoziły łupy ocalone z wraków i tonących okrętów i taka też była oficjalna wersja pochodzenia zawartości łądowni.
Sytuacja zaczęła zmieniać się w XVIII wieku. Jako pierwszy ofiarą padł niejaki John Quelch, który został wybrany kapitanem przez załogę korsarskiego statku, który wyruszył z Bostonu by walczyć z Francuzami i Hiszpanami. Jego ofiarą stały się jednak statki portugalskie u wybrzeży Brazylii, co sprawiło iż po powrocie do Bostonu i przeprowadzeniu śledztwa, Quelch został powieszony. Sprawa stała się zbyt głośna, a miejscowe władze nie mogły tolerować pewnych rzeczy. Ostatnim piratem powieszonym w Bostonie był Edward Low.

Pirackie republiki
Piraci mieli własne wyspy, będące swego rodzaju „pirackimi republikami”. Istnienie takich miejsc było niczym innym, jak rozszerzeniem XVI-wiecznej taktyki posiadania bazy wypadowej, dokąd wracało się po zdobyciu łupu. Miejsca takie pojawiły się z konieczności. Piratom niezbędne były bezpieczne porty, na karenowanie, aprowizację statków o wydawanie łupu. Czasem bowiem polityka sprawiała, że piraci nie mogli powrócić do miejsc takich jak Tortuga, czy Port Royal, tylko musieli pozostać w ukryciu.
O pierwszych próbach założenia pirackiego państwa możemy mówić dopiero w latach sześćdziesiątych, gdy Edward Mansvelt kilkakrotnie atakował wyspę Santa Catalina, której nadał nazwę Providence. Anglicy przyjęli tę nazwę, stąd jedną z wysp Bahamskich nazwano New Providence. Mansvelt bardzo pragnął zająć wyspę na stałe. Była i wystarczająco obszerna, i bardzo korzystnie dla piratów położona, blisko posiadłości Hiszpanów, przed którymi można je było łatwo obronić. Został jednak stamtąd wyparty, pomimo iż próbował zwrócić się o pomoc do angielskich władz. Po jego śmierci plany usiłował urzeczywistnić Morgan, co opisał Esquemeling: zamierzał uczynić z niej (Santa Cataliny – P.K.) schronienie dla wszystkich piratów, a przynajmniej dla wszystkich piratów angielskich. Plany założenia baz powracały bardzo często. Piraci Johna Reada rozważali, czy nie osiedlić się w Indonezji. Ciekawy wydaje się również plan zamieszkania w Darienie i wydobywania złota przy pomocy Indian. W 1702 grupę mieszkających tamże piratów odnalazł Davis. Piratów było 800 i w zasadzie stworzyli regularną kolonię: Żyli między tymi Indianami (Kuna – P.K.) od dziesięciu lat. Większość z nich zawarła małżeństwa i zebrała sporą sumę pieniędzy. Co ciekawe kolonia ta przetrwać miała jeszcze długo, 67 mieszanych rodzin wymienionych jest jeszcze w traktacie hiszpańsko-kunijskim z roku 1741. Najprawdopodobniej potomkowie piratów zginęli wraz z całym plemieniem w roku 1757 z rąk Hiszpanów. Najciekawsza jednak informacja dotyczy Bartholomew Sharpa, który w roku 1688 miał założyć na wyspie Anguilli państwo bez boga i religii, do którego przystać mógł każdy, kto pragnął wolności Niestety, nie wiemy nic więcej na ten temat. Jest to także ostatnia informacja jaką posiadamy na temat Sharpa, który po roku 1688 zniknął bez śladu.