Biżuteria Handmade

Remember-wgryz       Odcinek „Remember” to najprawdopodobniej najbardziej zaskakujący epizod jaki do dnia dzisiejszego pojawił się w sezonie piątym. Po raz pierwszy od dawien dawna, miałem możliwość obejrzenia materiału lekkiego, przyjemnego, angażującego i jednocześnie pozbawionego wszechobecnej spiny oraz przekoloryzowania, którymi z tak nabożną lubością raczono nas w ostatnich tygodniach. Z wielką ulgą przyznaję, iż twórcom „The Walking Dead” nareszcie udało się stworzyć inteligentną oraz dopracowaną w wielu szczegółach opowieść, którą z czystym sumieniem mogę określić mianem naprawdę porządnego dramatu społecznego.

Remember4       Pierwszą rzeczą, którą mogę powiedzieć o „Remember” to to, iż jest to epizod będący tym, czym serial powinien być przez ostatnie dwa i pół sezonu. Kwintesencja „The Walking Dead” w najczystszej postaci. Dostaliśmy świetną adaptację jednego z najbardziej problematycznych motywów w historii komiksu, pomysłowo poprowadzony storytelling, dobrze zarysowaną warstwę wielowątkowości oraz tonę nowości, nad którymi showrunner w pełni zapanował. Strukturalnie jest to materiał bez jakichkolwiek zarzutów, a nawet jeżeli takowe się pojawiły, to są to nieznaczne minusy, które nie wpływają w wielkim stopniu na ogólny odbiór epizodu. Przyznam się szczerze, że w pewnym momencie odniosłem wrażenie jakbym po prostu oglądał S2. Jednym słowem, istna bajka.

       Fabularnie S05E12 utrzymany był na zasadzie kontrastowości i choć scenarzyści nie pokusili się o kolejny ciąg zawrotnych zdarzeń, to jednak udało im się uchwyć pewną dozę napięcia, niepewności oraz zaciekawienia. Obserwacja zderzenia się dwóch skrajnie odmiennych światów reprezentowanych przez Ricka i Deannę, okazała się interesującym studium nad stanem społeczeństwa w sytuacjach kryzysowych. Z jednej strony mamy przyzwolenie na całkowite umęczenie grupy, które jest kosztem trzymania wszystkich razem, a z drugiej chęć zapewnienia estetyki oraz wyższych i niższych potrzeb, co choć przynosi stabilizację człowieczeństwa i wysoki standard życia, to jednak odbija się negatywnie na integralności ludzi tworzących społeczność Alexandrii. Twórcy, na przykładzie przypadkowych mieszkańców miasteczka jak i stopniowo zagłębiającego się w odmęty normalności Szeryfa, dość ciekawie przedstawili plusy jednej jak i drugiej drogi, stawiając dodatkowo pytanie czy mogą one dalej funkcjonować w sposób w pełni autonomiczny, czy może powoli zbliżają się do momentu wymagającego ich scalenia. Oczywiście nie możemy również zapominać o skutkach, jakie domniemana fuzja może przynieść.

Remember3         Rzeczą, którą przypadła mi do gustu w największym stopniu, to bardzo częste zmienianie emocjonalnego zabarwienia materiału. Uwielbiam kiedy filmy i seriale dostarczają mi powodów do refleksji, śmiechu, zadowolenia, poczucia sielanki, strachu lub powagi. Całą gamę tych uczuć zaserwował właśnie „Remember” i to jest w nim chyba najlepsze. Z jednej strony mamy niezwykle ciężką „rozmowę kwalifikacyjną” Ricka z Deanną, z drugiej komiczną grę Carol maskującą jej obraz „wilka w owczej skórze„, z trzeciej romansowe napięcie pomiędzy Jessie i Grimes’em, a z czwartej robiące rozbrajające wrażenie gładziuteńkie oblicze Pana Policjanta. Mimo tego, iż są to niezwykle proste sposoby na wprowadzenie różnorodności, to jednak cieszę się, iż scenarzystom udało się to przedstawić w tak lekki, naturalny oraz nienachalny sposób. W tym przypadku prostota okazała się kluczem do sukcesu.

Remember12

        Kilka akapitów wyżej wspomniałem o dobrze zarysowanej wielowątkowości odcinka. Mówiąc uczciwie, jest to chyba pierwszy od czasów początków sezonu trzeciego epizod, który w tak krótkim czasie antenowym, dał bazę pod taką mnogość potencjalnych motywów. Oczywiście są to typowo społeczne tematy, charakterystyczne raczej dla produkcji pokroju „Chirurgów” czy „Gotowych na Wszystko„, ale uważam że przy dobrych wiatrach mogą się okazać niemałym sukcesem nawet w „The Walking Dead„. Przyjrzyjmy się zatem, jakie zalążki dał nam „Remember„:

  • Celowość sprowadzenia Ricka i jego ocalonych do Alexandrii – choć Deanna ma w pełni pozytywny stosunek do naszych bohaterów, to jednak musiały nią kierować jakieś wyższe cele. Jak sama zauważyła, są oni pierwszą grupą, której kandydaturę w ogóle rozpatrzono. Pytanie zatem, co umotywowało Monroe do podjęcia tej decyzji? Czy obawia się destabilizacji w Alexandrii? Czy potrzeba jej doświadczonych ludzi, którzy przeszkolą obecnych mieszkańców? Czy nie daje rady sprawować władzy nad całym osiedlem i musi mieć u swojego boku kogoś, kto zrozumie jej pozycję i będzie w stanie ją odciążyć? A może mamy do czynienia z dużo większym problemem, który na chwilę obecną został przez nią zatajony? Możecie uznać to za zbytnią nadinterpretację, ale pod wierzchnią warstwą przyjacielskich stosunków, odczułem bardzo mocną potrzebę zatrzymania Ricka i reszty w Alexandrii.
  • Konflikt Ricka i Pete’a – tarcie pomiędzy tą dwójką było czuć na kilometr. Wydaje mi się, że nie ma co zagłębiać się aż nadto w temat, skoro dość jasno zakreślono pozycję obydwu bohaterów.
  • Domniemany romans Ricka i Jessie – twórcy jakoś nie kryli się z zamaskowaniem napięcia jakie pojawiło się pomiędzy tą dwójką. Zalecieli nam tu typowym schematem romansowym więc wnioski nasuwają się same. Zastanawia mnie tylko, na ile planują rozwijać ich nową znajomość. Mam nadzieję, że w tym przypadku odejdą od schematu komiksowego nie tylko z tego względu na to, że nowe oraz dłuższe uczucie jest Rickowi potrzebne, ale również dlatego że Alexandra Breckenridge jest dość dobrą aktorką, mogącą być ciekawym dodatkiem do obsady.
  • Zepchnięcie Ricka do pozycji osoby egzekwującej postanowienia Deanny – po raz pierwszy od początku serialu mamy sytuację, w której Grimes nie jest osobą stanowiącą reguły. Został ustawiony w drugiej linii, co może ciekawie odbić się na jego rozumowaniu stabilizacji Alexandrii. Zastanawia mnie, w jaki sposób ułożą się jego dalsze relacje z Monroe i jaki przyjmą obrót w przypadku domniemanego konfliktu. W końcu dostaliśmy osobę, która może kontrolować Ricka i strofować go w niektórych decyzjach.
  • Tajemnicze wypady Enid – niezwykle intrygująca kwestia, nie tylko ze względu na całą swoją otoczkę tajemnicy, ale również przez samą postać dziewczynki, która wydaje się mocno oderwana od sielankowego obrazu Alexandrii. Co tam robi? Jaką pełni rolę? Dlaczego wychodzi? Z czym ma to związek? Ogrom pytań, lecz mało odpowiedzi. Po jej historii zacząłem się mocno zastanawiać nad tym, czy nie jest ona przypadkiem serialową wariacją dotyczącą komiksowej Lydi.
  • Wybuchowość synów Deanny – motyw dość schematyczny, ale się pojawił więc trzeba o nim wspomnieć. Cóż mogę powiedzieć, nie ma co się spodziewać cudów czy jakichś nieoczekiwanych zwrotów akcji. Poza tym, że dość mocno może wpłynąć to na destabilizację ładu Alexandrii, długofalowe skutki są raczej mało prawdopodobne.

Remember1       Osobny akapit chciałbym poświęcić kilku bohaterom, którzy dość mocno zostali wyeksponowani w S05E12. O dziwo, większość z nich zaliczyła ciekawy obrót więc tym bardziej warto skomentować postanowienia scenariuszowe dokonanie przez Scotta M.Gimple. Oto, kogo mam na myśli:

  • Rick– wielu czytelników zarzuciło mi w poprzednim tygodniu nadmierne demonizowanie postawy Grimesa. Odcinek „Remember” utwierdził mnie jednak w przekonaniu, że miałem rację w swoich osądach. Obraz Ricka, który obserwowaliśmy obecnie nie był nawet cieniem tego co działo się z nim w „The Distance„. Jak za sprawą pstryknięcia palcami, powróciliśmy do względnej normy ustawionej końcem sezonu czwartego. Szeryf w końcu zaczął trzeźwo analizować, w końcu zaczął obserwować, w końcu zaczął mierzyć otoczenie zgodnie z potencjalnym zagrożeniem, w końcu zaczął podejmować decyzje godne lidera tj. trzymanie się razem w jednym domu, głęboka polemika z Deanną czy też szukanie broni zastępczej po oddaniu pistoletów. To był Rick, którego ja mogę docenić, i za którym hipotetycznie mógłbym podążyć. Nie ma rozbuchanej emocjonalności i skrajności, tylko chłodna kalkulacja. To pokazuje, że poprzedni scenariusz był po prostu przesadzony.
  • Carol – największe zaskoczenie najnowszego odcinka. Pomijając lekką absurdalizację jej zachowania, muszę przyznać że był w tym jakiś rozbrajający urok. Osobiście nie byłem w stanie przejść obojętnie obok kobiety, która mając tak bogatą kartotekę, zgrywa niewiniątko. Choć nie wiemy czy Deanna kupiła tą bajkę czy nie, to nie przeszkadza mi to w docenieniu pomysłowości Peletier i chęci zachowania pozorów, które ukryją jej prawdziwe oblicze. Jak nikt inny w grupie, tak właśnie ona uosabia najgorsze to co jest w apokalipsie. Czy chce zacząć od nowa? Czy chce zachować jakiś atut na przyszłość? Czy chce utrzymać element zaskoczenia? Naprawdę ogromny plus. Nie podejrzewałem, że jeszcze nadejdzie takie czas, kiedy wypowiem się o Carol w samych superlatywach.
  • Deanna Monroe – bogu niech będą dzięki za zmianę dokonaną na polu adaptacji! Kobieca wersja przywódcy Alexandrii robi o wiele większe wrażenie, niż jej komiksowy odpowiednik. Jedna z niewielu dobrych decyzji sezonu piątego, nie tylko pod względem scenariuszowym ale również aktorskim. Tovah Feldshuh świetnie czuje się w tej roli, co czuć już od pierwszej chwili. Niemniej, to nie czas na ocenę gry, więc wrócę do samej postaci. Deanna jest liderem z krwi i kości. Widać, że kontroluję sytuację, trzymając rozmówcę w garści. Bardzo skrupulatnie podchodzi do polemiki, dzięki czemu kreuje tor jej rozwoju. Podobało mi się to, w jaki sposób zbiła Ricka z tropu zarzucając mu potencjalną próbę odejścia i przejęcia Alexandrii. To pokazało, jak świadoma zagrożenia jest ta kobieta i ile zrobi by zatrzymać silne jednostki po swojej stronie. Świetna przeciwwaga dla Grimesa, która może nieźle namieszać w bardzo hermetycznym świecie naszych bohaterów.
  • Daryl Dixon – akurat jego w tym odcinku dużo nie było, aczkolwiek sposób w jaki go poprowadzono wbił mnie w lekką konsternację. Zastanawiam się w jaki sposób traktować jego foszki, które z taką lubością prezentował na ekranie. Osobiście dopuszczam dwie opcje; albo będzie to element jakieś gry, która została ustalona pomiędzy nim, Rickiem, a Deanną (dobra opcja) albo forma kontynuowania jego dalszego rozwoju, który ma pokazać alienacyjną naturę Dixona w stosunku do normalności (negatywna opcja). Większość z Was pewnie zada sobie teraz pytanie, dlaczego numer drugi jest zły? No już tłumaczę dlaczego. Jako widz nie jestem w stanie zaakceptować takiego rozwoju akcji, ponieważ byłaby ona kompletnie niezgodna z tym co do dnia dzisiejszego wypracowano. Daryl był osobą, która najprawdopodobniej najmocniej dążyła do utrzymania człowieczeństwa i stabilizacji. Nie dość, że zasiadał w radzie więzienia, normalizując codzienną egzystencję sporej grupy ludzi, to jeszcze chciał uratować jak najwięcej istnień. Jego decyzje, podejmowanie wspólnie z Hershelem czy Carol sprawiły, że zimne mury więzienia przekształciły się w prawdziwy dom. Ciężko mi zatem uznać, że po takich wydarzenia, które miały miejsce niecały miesiąc temu w linii czasowej serialu, Daryl zrobił zwrot o 180 stopni i nie jest w stanie zaaklimatyzować się do norm Alexandrii. Sam nie tak dawno ustalał przecież podobne. Na chwilę obecną wstrzymuję się oczywiście z finalną oceną. Chciałem jedynie wstępnie zarysować moje stanowisko względem jego osoby. Jestem ciekaw w jaki sposób rozwinie się położenie Dixona. 

Remember2        Jak wiadomo, w każdej recenzji zwracam uwagę zarówno na rzeczy pozytywne, jak i negatywne. W tym odcinku pojawiło się ich wyjątkowo niewiele i są one mało znaczące w całościowej ocenie, niemniej dla równowagi trzeba też trochę popsioczyć. Przede wszystkim, zawiodłem się brakiem ukazania adaptacji całej grupy bohaterów. Obserwacja procesu na przykładzie Ricka czy Carla była ciekawa, ale są to postaci prezentujące tylko jedną stronę problemu. Uważam, że inaczej wyglądałoby to z perspektywy Maggie i Glenna, Tary i Noha czy paczki Abrahama. Mogli pokusić się o większa różnorodność, dzięki której epizod zyskałby jeszcze więcej. Zdecydowanie za mało było drugiego planu. Jak na ironię, tego typu scena została wykonana, lecz usunięto ją ze względu na limity czasowe. Panie Gimple, może zamiast pokazywania zbędnej sekwencji niszczenia ganku patroszonym oposem, lepiej byłby przedstawić coś wartościowszego? Druga kwestia ulokowana na pograniczu mojej tolerancji, dotyczy sekwencji potyczki z pojmanym zombie. Uważam, że Grega Nicotero troszeczkę za bardzo poniosła wyobraźnia. Jest on mistrzem charakteryzacji i nikt nie zamierza z tym polemizować, ale widok jeżdżenia gołymi rękami po kościach trupa był całkowicie zbędny. Całe szczęście, negatywne wrażenie zostało zatarte dobrym konfliktem Glenna i Aidena.

       Podsumowując, „Remember” jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W życiu nie podejrzewałem, iż twórcom uda się jeszcze zrehabilitować i zrobić porządny odcinek w samym środku półsezonu. Jeżeli Scott M.Gimple mówiąc o dziwnym wypadku przy pracy miał właśnie to na myśli, to bogu niech będą dzięki, że jak raz coś co im nie wyszło dało dobry efekt. Mówiąc uczciwie, napisanie tej pozytywnej recenzji było naprawdę miłą odskocznią od poprzednio wypracowanej normy i mam nadzieję, że ten stan utrzyma się znacznie dłużej, niż tylko przez jeden tydzień.

Na koniec opinia w postaci noty. W tym tygodniu z czystym sumieniem wystawiam S05E12 ocenę 8.5/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts