rock-in-the-road

Wojna zapukała w ekrany naszych telewizorów szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Wystarczył jeden półsezon pod buciorem Negana, by Rick i spółka zebrali się do kupy i ruszyli do walki. Tego też tematu dotyczył najnowszy odcinek The Walking Dead o zwodniczym tytule The Rock in the Road.

Pierwszy epizod drugiej połówki sezonu siódmego stanowił swego rodzaju formalność. Miał przygotować grunt pod walkę dwóch sił, z których tylko jedna niesie zemstę dla grabieżców. Mimo pozornie dużej ilości wątków i scenek, „Rock in the road” pozostawił nas jednak w praktycznie tym samym miejscu, w którym zostawił finał półsezonu. W dodatku już w trakcie seansu doskwierał mi dosyć chaotyczny sposób rozłożenia głównej fabuły i powtykanych w nią scenek pobocznych. Najgorsza była jednak ich przewidywalność. Właściwie chyba tylko odmowna decyzja Ezekiela mogła w jakiś sposób zaskoczyć widza, bo wszystko wskazywało na to, że król przystanie do sojuszu przeciwko Zbawcom.

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-maggie-cohan-935

Sceny w Królestwie i tak zrealizowano znacznie lepiej niż infantylny wątek Wzgórza. Dyskusja na temat rozwiązania kwestii Zbawców rozegrano w nim jak w prostej historyjce o rewolucji. Po jednej stronie barykady znaleźli się romantyczni buntownicy z Rickiem i Maggie na czele. Po drugiej sceptyczny, próbujący grać racjonalnym argumentami, szarżujący aktorsko Gregory. Mimo to całość zakrawała raczej na komedię niż poważny dramat o życiu i śmierci. Rozmowa nie miała w sobie ani grama dramaturgii, a wieńczył ją kolejny infantylny zwrocik akcji z ofiarującymi swą pomoc mieszkańcami Wzgórza. Wypadło to zaskakująco naiwnie.

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-8-935

Zdecydowanie lepiej zaprezentował się Ezekiel, który mimo bajkowej otoczki wokół swojej osoby (nie mogło zabraknąć żartu o tygrysie) zachował w swoim wątku odpowiednią dozę powagi i dramatu. Pomógł tu także Rick i jego przypowieść o kamieniu w drodze. Ciekawe wypadły również scenki, w których król wysłuchiwał racji swoich poddanych. Trochę rozczarowywał jednak fakt, że ostatecznie decyzję podjął przede wszystkim pod wpływem jednego z nich – Morgana. Nagrodą samą w sobie była jednak możliwość zobaczenia jak nieznający się do tej pory lub rozdzieleni dawno bohaterowie, wreszcie się spotykają, wymieniają informacjami i argumentami.

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-10-935

Wiele dała tutaj scena tuż po odmowie Ezekiela, w której zmierzający w stronę bramy Królestwa Rick wraz z Richardem i Darylem porozmawiali przez chwilę na temat swojej sytuacji. Z kolei Rosita mogła pokazać się ze swojej nowej, wyprutej z emocji strony. Niby fajnie, że ostatnie wydarzenia odbiły się na jej charakterze, ale nie sądzę, by aktualna pragmatyczno-opryskliwa postawa miała przysporzyć Rosicie sympatyków.

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-4-935

Ucieczka Daryla również miała swoje widoczne konsekwencje. Czy jednak przeszukujący Aleksandrię Simon (który spokojnie mógłby konkurować na zwariowane charaktery ze swoim szefem) nie powinien okazać się trochę bardziej ostrożny i podejrzliwy? Aż ciężko uwierzyć, że dający oszukiwać się na każdym kroku Zbawcy trzęsą światem bohaterów aż do tej pory. Z pewnością dostarczają jednak serialowi sporej dawki całkiem niezłego, odpowiednio czarnego humoru (również przez krótkofalówkę).

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-5-935

Swoje plusy i minusy miała też scena na autostradzie. Nie obyło się tu bez paru nielogiczności i niezrozumiałych decyzji, a finał z masakrowaniem zombiaków wydawał się nieco kiczowaty (choć nie przekroczono granic kiczu). Sama akcja przysporzyła jednak sporej dozy emocji (przypomniała mi się też scena na autostradzie z 2 sezonu). Przyczepić można się głównie do umarlaków, które wydawały się niezbyt chętne, by capnąć Michonne i Ricka.

the-walking-dead-episode-709-michonne-gurira-4-935

Patrząc na to jak kolejne wątki wynikały jeden z drugiego, Rock in the road powinien sprawiać wrażenie odcinka spójnego wewnętrznie. Być może to kwestia montażu, lub prezentacji kolejnych fragmentów historii, ale mimo starań scenarzystów, by urozmaicić odcinek, okazał się on raczej chaotyczny i nudny. Zainteresowanie mogła napędzić początkowa scena tajemniczej ucieczki Gabriela, jednak w ciągu kolejnych minut seansu można było o niej zapomnieć. W epizodzie pojawiła się także Carol, która jak to ma w zwyczaju, musiała pokazać się od strony twardej i opryskliwej pragmatyczki. Spotkanie z Benjaminem nie było jednak szczególnie wymuszone, dostrzegam także jego fabularny sens. Niestety ciężko powiedzieć coś dobrego o kolejnej wstawce, czyli rozmowie Erica i Aarona. Wypadła ona sztucznie i nieprzekonywująco, niczym wyjęta z Chirurgów.

the-walking-dead-episode-709-rick-lincoln-6-935

Sytuacje podratowała oczywiście enigmatyczna końcówka. Scenarzyści The Walking Dead nie byliby sobą, gdyby po dosyć lichym środku odcinka nie poczęstowali nas cliffhangerem, który sprawia, że z ciekawością oczekuję kolejnego epizodu. Niestety całościowo Rock in the Road z pewnością nie zasługuje na pochwałę. Wśród dobrych, interesujących scen za dużo było w nim nijakości, balansowania na granicy niezamierzonego kiczu i naiwnych scenek. Dramat bohaterów nie może wybrzmieć w takiej ułagodzonej atmosferze, w której wszelkie problemy i rozterki wydają się wydumane i śmieszne. A szkoda.

6/10

Fotosy:
www.amc.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts