Biżuteria Handmade

Self Help - intro

Podział na grupki po raz kolejny posłużył scenarzystom jako okazja do odkrycia przed widzami przeszłości i psychologii konkretnych bohaterów, bez odrzucania innych na dalszy plan. Sceny otwarcia Self Help sugerowały raczej, że nowy odcinek spełni rolę czasowego zapychacza.  Kamera skierowana na uśmiechniętą twarz Abrahama, rozmówki o fryzjerze i emeryturze – od początku czułem się tym lekko zniesmaczony. Nawet bohaterowie wyglądali na znudzonych, a wywrotka jaką zaliczył wesoły autobus wydawała się jedynie pretekstem do kolejnej „losowej” przygody bohaterów na drodze do Waszyngtonu. Na szczęście epizod, choć z początku zapowiadał się na pisany pod „rozwój” postaci Abrahama nieciekawy zapełniacz, wyrósł ostatecznie na przemyślanie zbudowaną konstrukcją o w miarę zaskakującym finale.

 

Odcinek dłużył się miejscami niemiłosiernie przez oczywiste dialogi, pełne zasłyszanych już wcześniej stwierdzeń. Nawet survivalowe scenki, w których bohaterowie przygotowywali księgarnie na noc były ciekawsze od rozważań Abrahama i Glenna stojących na straży. Jasnym punktem relacji, był jedynie traktowany przez wszystkich ulgowo Eugene, a szczególnie szczerość na jaką zdobył się wobec Tary, czy finałowe wyznania dotyczące „naukowej przeszłości”. Trochę śmieszne wydało mi się jak na siłę próbowano wytłumaczyć nam brak podejrzeń bohaterów co do planu „naukowca”. Świetnie obrazuje to scena w autobusie, w której Eugene tłumaczy jakieś skomplikowane sprawy, a kamera przez chwilę utrzymuje się na niewzruszonych minach Glenna i Maggie.  

Płonący autobus

Za sprawą retrospekcji pozwolono nam wreszcie choć trochę zrozumieć postępowanie Abrahama, którego upór zrzucałem wcześniej na karb wojskowego wychowania i „komiksowego” uproszczenia. Ab to facet w stu procentach nastawiony  na realizację celu napędzającego jego życie. Po śmierci rodziny, zyskał następny, który tym razem starał się osiągnąć jak najlepiej i jak najszybciej. A kiedy i ten cel okazał się ułudą, no cóż… Kupuję to tłumaczenie, bo w końcu nikt bez powodu nie jest uparty jak osioł. W konkretny sposób potwierdzono także, że Abraham i Rosita są razem w związku. Ciekawy jestem jaki naprawdę jest jego charakter, czy ma pomóc Abrahamowi zapomnieć o zmarłej Ellen, czy traktowany jest przez bohatera na serio? Rosita wydaje się o wiele bardziej zaangażowana, wspiera partnera kiedy tylko może. Tempo odcinka złapałem w momencie, w którym Eugene opowiedział Tarze o swoim małym ciężarówkowym sabotażu. W sumie początkowo, poczytałem to jako wyrachowaną próbę zdobycia sobie zaufania dziewczyny, teraz nie jestem już pewien jego intencji. 

Akcji nie było w odcinku wiele, za to w końcu udało się nadrobić braki aspektem dramatycznym. Co prawda początkowe chwile, to pozornie nudne, niewiele wnoszące gadanie bohaterów. Jednak w świetle wydarzeń z końcówki epizodu, muszę docenić decyzję o dopisaniu paru ważnych fragmentów do biografii Eugena i Abrahama. A odnosząc się do tej odrobiny dynamicznych scen: nie za bardzo rozumiem jakim cudem, armatka wodna powaliła na ziemię tyle trupów? Potopiły się czy co (rozumiem, że to ciśnienie ale…)?

Scenariusz  ogólnie wydawał się lekko chaotyczny, przez sporą liczbę lokacji i wydarzeń przez które przewinęli się ocalali. Dało to jednak przekrój ich pełnej problemów podróży. Retrospekcje z udziałem Abrahama pocięto w nieco bezsensowny sposób, przez co traciły one na dramaturgii (choć potrafiły zainteresować). Można wybaczyć te potknięcia biorąc pod uwagę do jakiego finału zaprowadziły nas wcześniejsze wydarzenia. Miny oszukanych bohaterów i moje zdziwienie faktem, że twórcy postanowili tak szybko zakończyć grę z widzami – bezcenne. Postać Eugena mogła wydawać się nienaturalna i irytująca, jednak trzeba przyznać, że jego relacje z innymi bohaterami były dzięki temu o wiele ciekawsze. Szczególnie w momencie konsternacji, kiedy okazał się tchórzliwym, ale inteligentnym oszustem wykorzystującym ocalałych do ochrony własnych czterech liter. Wyjaśnienie motywów jego działania, wydało się nad wyraz oczywiste, ale wcześniejsze próby ukazania nam beznadziei sytuacji, nabrały sensu dzięki wyjaśnieniu sprawy i nadały jej jeszcze bardziej tragicznego tonu. Podobało mi się jak we flashbackach ukazano spotkanie Abrahama i Eugena (może podziałała na mnie ta emocjonalna muzyczka), oraz jak zachowanie wojskowego, odnosiło się do przeszłości, która przesądziła o losie jego rodziny. W końcu wszystko o co Abraham walczył okazało się kłamstwem, które jedynie uratowało go od samobójstwa (frustracja i desperacja całkowicie zrozumiałe). Pachniało to trochę zagraniami z kina klasy B, ale raczej w pozytywnym sensie (mówienie o co chodzi prosto z mostu jest zwykle w cenie). Docenić trzeba też grę aktorską Michaela Cudlitza, który w końcu pokazał też na twarzy inne niż gniew emocje oraz Josha McDermitt, który po zdjęciu maski naukowca pokazał nawet rozżalenie i strach. Z resztą emocji na twarzach bohaterów było w Self Help całkiem sporo (poirytowana Rosita, rozczarowana Tara). Jedynie stara gwardia (Lauren Cohan i Steve Yeun) nie prezentowali niczego ponadprzeciętnego. Ich bohaterowie również wydawali mi się lekko nie swoi, ale może to tylko moje wrażenie (jakby scenariusz pisał ktoś nie do końca zaznajomiony z ich przeszłością). Podobały mi się za to kadry w końcówce i ogólna w miarę spokojna atmosfera. Znacznie powiększyło to wrażenie beznadziejnej melancholii, w której utknęli bohaterowie (bieg od problemu do problemu). 

 

Walka

 Nawet z dala od kościoła, twórcy postanowili dalej bawić się z nami w religijne kalambury. Wcześniej pisałem, że udaje im się to robić nie nazbyt nachalnie. Takie metafory jak „dzisiejsza” o biblijnym Samsonie pojawiają się jednak w każdym odcinku i trochę zaczyna to już denerwować. Zdecydowanie lepszym smaczkiem było wykorzystanie książki „Rzeczy, które nadejdą” H.G Wellsa, w której to odnaleźć można parę elementów wspólnych z historią Eugena.  Co prawda odcinek potwierdził jedynie przewidywany od dawna obrót wydarzeń, ale muszę docenić jego w miarę przemyślaną konstrukcję. Było w Self Help parę nużących chwil, ale finał i oczekiwania co wydarzy się dalej (czy Eugene przeżył, co zrobi Abraham i reszta) znacznie podratowały sytuację.

 

Self Help-outro

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts