the-walking-dead-episode-707-carl-riggs-3-935

Od premiery Sing Me A Song i Hearts Still Beating minęło już trochę czasu, ale z racji tego, że odcinki te okazały się całkiem interesujące, postanowiłem zrecenzować je w zbiorczym żywym przeglądzie. Zapraszam do czytania.

Sing Me A Song

Mimo częstej nudy i paru kiczowatych zagrań, w pierwszej połowie sezonu siódmego, The Walking Dead wciąż pozostaje serialem całkiem przemyślanym pod względem prowadzenia historii. Poszczególne wątki można było rozłożyć w bardziej atrakcyjny sposób, ale fabularna konsekwencja sprawiła, że ostatecznie złożyły się one w kompletną całość. W Sing Me A Song dostaliśmy więc nie tylko kontynuacje, ale także powroty do wcześniejszych wydarzeń, które wpłynęły na życie i postępowanie ocalałych. Budowana chęcią zemsty Rosita odwiedziła odkrytą przez Abrahama i Eugena „fabrykę nabojów”, Spencer uskarżał się na przywództwo Ricka, a odmieniony nie do poznania Gabriel próbował ustawić go do pionu.

Ogólnie wydarzyło się sporo, dzięki czemu atmosfera zagęściła się podobnie jak w innych przedfinałowych epizodach. Scenarzyści po raz kolejny odkryli nagle, że mają nam jeszcze wiele do opowiedzenia mimo, że przez wiele odcinków prowadzili fabułę w bardzo ślamazarnym tempie. Zapewne dlatego zaserwowana nam w Sing Me A Song fascynująca wycieczka po Sanktuarium, poprzetykana była wspomnianymi już dramatycznymi przygodami z okolic Aleksandrii. Nieco wytrącały one z głównej opowieści, ale na szczęście były jednocześnie na tyle sensowne i istotne, że śledziło się je ze sporym zainteresowaniem.

the-walking-dead-episode-707-rick-lincoln-2-935

Takie The Walking Dead aż chce się oglądać, choć wciąż można znaleźć w nim również sporo fuszerki i kiczowatych tropów. Scenarzyści czerpią garściami z komiksu, ale niestety zdarza im się podbierać z niego typową prostotę w przerysowaniu postaci i zdarzeń. Wystarczy wspomnieć tylko Michonne gwizdającą na trupy z lasu czy Jezusa rozpłaszczonego na dachu Neganowej ciężarówki. Początkowo żaden z tych bohaterów nie wydawał się zdawać sobie sprawy z tego, że samotna krucjata przeciwko Zbawcom oznacza właściwie wkroczenie do jaskini lwa z pistoletem na wodę w ręku.

the-walking-dead-episode-707-negan-morgan-2-935

W końcu wyjaśniło się także jaką rolę w gangu pełni sam Negan. Wcześniej ciężko było uwierzyć, że to jego rzekoma (moim zdaniem) charyzma czy też niesłychane zdolności przywódcze zapewniły mu pozycję lidera. Teraz wiemy już, że oprócz ustalania drakońskich praw, Negan staje się także ich strażnikiem, kimś kogo społeczność potrzebuje dla utrzymania porządku. Jak nikt rozumie przecież, że zasady, które mogą być łamane bez konsekwencji, nie mają żadnej mocy, a twarde prawo to wciąż prawo. Z drugiej strony ciągle nie czuję, by nasz antagonista rzeczywiście był jednocześnie specjalistą w łamaniu ludzi (od pamiętnego momentu z ucinaniem ręki Carla nie wykazał się już w tym względzie). Niewątpliwie stanowił jednak sporą atrakcję odcinka i sprawdził się śpiewająco;  jego teksty bawiły a sceny, w których przestawał się uśmiechać potrafiły napędzić minimalnego stracha. Jedynie miejscami wracał do swoich starych manier, powtarzalnych min i gwizdów.

the-walking-dead-episode-707-negan-morgan-935

Wciąż może dziwić fakt, że napędzana punktami grupa Zbawców funkcjonuje i ma się przy tym całkiem dobrze. Załóżmy jednak, że jej członkowie rzeczywiście zrozumieli korzyści płynące z takiego stanu rzeczy. Być może właśnie ten fakt tak bardzo wstrząsnął młodym Grimesem, który od żądzy mordu i nienawiści przeszedł do stanu ogłupiałego zobojętnienia, kiedy wraz z Neganem zwiedzał siedlisko gangu.

Poznawanie Sanktuarium od wewnątrz okazało się naprawdę wartościowym elementem odcinka. Uatrakcyjniała go rodząca się między Carlem i Neganem relacja. Ich wspólne sceny były na swój sposób elektryzujące i wypełnione napięciem, choć nie okazały się tak emocjonujące jak być mogły. Również wycieczka do Aleksandrii okazała się naprawdę dobrym motywem (włącznie z muzycznym montażem i „przypadkowym odkryciem” Judith przez Negana). To było coś co chciałem zobaczyć od dawna, a odcinek Sing A Song spełnił te zachcianki z całkiem zadowalającym efektem i dozą wisielczego humoru.

8/10

Hearts Still Beating

Finał starał się nie tyle zakończyć wszystkie poruszone dotychczas wątki co stworzyć z nich spójny fundament pod wydarzenia, które nadejdą wraz z drugą połówką siódmego sezonu. Pewna siebie Maggie szykowała się do roli przywódcy Wzgórza, Daryl uciekł z więzienia, Rick ostatecznie przełamał się do walki, a zapewne już niedługo, dręczone przez Zbawców społeczności zawiążą sojusz przeciwko Neganowi i staną do walki pod wspólnym sztandarem. Producentom całkiem zgrabnie udało się doprowadzić serial do tego etapu. Czasem zapominają jednak o tym, że film rządzi się swoimi prawami, a komiks swoimi.

the-walking-dead-episode-708-rick-lincoln-4-935

Scenarzyści The Walking Dead nieźle radzą sobie z adaptowaniem do serialu elementów pierwowzoru, jednak wraz z nimi, zupełnie niepotrzebnie przemycają do show komiksowe tropy w postaci uproszczeń fabularnych i charakterologicznych. Można zaakceptować je na kartach powieści graficznej, ale nie na ekranie telewizora. Z kolei obok tych banalizacji postaci i wydarzeń, pojawiają się też często kiepskie próby pogłębienia charakterów (nieudolne głównie w przypadku Carol czy Michonne).

The Walking Dead potrzebuje zdrowego balansu między filmowością a dosyć umowną konwencją komiksu. Muszę jednak przyznać, że showrunner Gimple ostatecznie nieźle poradził sobie z powiązaniem wszystkich prezentowanych wcześniej wątków (choć mógł rozłożyć je nieco bardziej równomiernie, a nie w intensywny początek, koniec i nudnawy środek). Rolą showrunnera, oprócz pilnowania spójności fabularnej prezentowanych treści, pozostaje też jednak sprawowanie pieczy nad ich stroną formalną. Jeśli ją zaniedba scenarzyści potrafią wysmażyć scenki tak koszmarnie wymuszone i komiksowe, jak pobicie Aarona z powodu pozostawionej przez niego prowokacyjnej kartki czy jak „dramatyczna” kąpiel w jeziorze.

the-walking-dead-episode-708-rick-lincoln-2-935

Hearts Stil Beating mógłby obejść się także bez kiepskich fragmentów w chatce Carol, a także wciąż dosyć topornie prezentowanego Wzgórza. Pojawienie się tych wątków ma co prawda swoje uzasadnienie (wszystko zmierza przecież do zjednoczenia sił przeciw Neganowi), ale wolałbym nie oglądać ich w tak słabo dopracowanej formie. Jasnym punktem okazała się tu jedynie postać Richarda z gwardii Królestwa. Całkowicie rozumiem jego motywy, a scenka w ukrytym kamperze, odkrywająca przed widzem jego żal i bezsilność, dawała do myślenia.

the-walking-dead-episode-708-michonne-gurira-935

Dosyć naiwnie wypadła natomiast plątanina historyjek z cyklu „wszyscy chcą zabić Negana”. Prawie każda z postaci (Spencer, Rosita, Michonne, Carl), które na własną rękę chciały pokonać przywódcę Zbawców, dostała z tej okazji swoją własną mini-historię. Mimo jednak, że oglądanie tych poszatkowanych na kawałki i zmontowanych ze sobą opowieści było trochę męczące, to całościowo wyszły one serialowi na dobre w drugiej połowie odcinka.

Negan z ostatnich dwóch epizodów naprawdę do mnie przemówił. A przynajmniej przekonał do koncepcji, w której, jakimś cudem, jeden człowiek, sprawuje pieczę nad bandą najgorszych degeneratów, nie dając się przy tym zabić, ba, zyskując nawet ich szacunek. Wreszcie nie jest już tylko śmieszkiem i po zgoleniu brody ponownie pokazał kły – cynizm połączony z grozą. Śmierć Spencera była dosyć przewidywalnym obrotem sprawy, od momentu kiedy zdecydował się dyplomatycznie „wykiwać Ricka”. Odejście Olivii było natomiast o wiele bardziej zaskakujące. Ogólnie scena przy stole billardowym zrobiła swoje jako główny punkt programu.

the-walking-dead-episode-708-spencer-nichols-935

To był w pewnym sensie kameralny finał. Bez widowiskowych strzelanin, hordy zombiaków, ale za to z kipiącymi emocjami. Po raz kolejny Negan oprócz powtarzalnych min, gwizdów i muszę przyznać całkiem zabawnych tekstów, znów pokazał się nam od nowej strony. W obliczu bliskości śmierci nie zdołał opanować emocji skrywanych zwykle za cynicznym uśmieszkiem, co nie ukrywam, dało mi równie dużą satysfakcję co zadziornej Rosicie.

Biorąc jednak pod uwagę cały półsezon, The Walking Dead, mimo potencjału bycia czymś więcej niż tylko rozrywką, stało się serialem pustym w środku. Choć nie, czekajcie, jednak coś tam w środku jest… Niestety to kolejne cliffhangery, klisze, komiksowe schematy i okazyjne silenie się na w gruncie rzeczy płytkie filozoficzne rozprawy. Kwintesencją tych wad stała się symboliczna końcówka Hearts Still Beating. W założeniach było to całkiem niezłe zwieńczenie dotychczasowych wątków, ale w praktyce, nieco zbyt patetyczne i… dosłowne. Zdecydowanie bardziej wolę kiedy TWD przemyca jakieś treści pomiędzy wierszami niż kiedy po prostu, uderza nimi widza w twarz jeśli nie poprzez obrazki i muzykę, to poprzez topornie deklaratywne dialogi.

8/10

Fotosy: www.amc.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts