Biżuteria Handmade

Slabtown-wgryz        Kolejny tydzień i kolejny odcinek „The Walking Dead„. Szkoda jedynie, że pełen zażenowania. Ja naprawdę nie wiem, ile krytyki musi spaść na serial aby jego twórcy w końcu się opamiętali i racjonalnie zastanowili się nad tym co robią. Czy „Still” naprawdę niczego ich nie nauczyło? Czy najniższy rating w historii „Żywych Trupów oraz wykpienie przez sporą część widzów na całym świecie nie było wystarczające? Poważnie zastanawiam się, czy oni cokolwiek z tego wyciągnęli, gdyż „Slabtown” powiela dokładnie te same błędy. Znowu stworzyli scenariuszowy potworek, którego oglądanie najzwyczajniej w świecie bolało.

Slabtown1       W S05E04 zdecydowano się na bardzo odważny krok, czyli porzucono główny tok fabularny sezonu na rzecz pobocznego motywu. Niestety nie zaowocowało to czymś lepszym. Historia szpitala jest po prostu płaska i pozbawiona wszelkiego kolorytu czy też należnej dramaturgi. Twórcy w sposób pretensjonalny budują cały obraz tego miejsca, starając się usilnie nadać mu zabarwienia niepewności i suspensu, pod którymi kryje się przerażająca prawda. Na fasadzie brakowało jedynie neonu z napisem „kolejni źli na drodze prawego i moralnego Ricka Grimesa„. Scenarzyści znowu posługiwali się jedynie czernią oraz bielą w kreowaniu świata przedstawionego, nie pozwalając sobie na żadną innowacyjność. Spłycają opowiadanie do jedynie dwóch odcieni, niszcząc wszystko to co pomiędzy. W ich mniemaniu jest tylko moralność naszych protagonistów oraz skrzywienie całej reszty. Na niekorzyść motywu działają także schematy gatunku oraz liczne klisze charakterystyczne dla „The Walking Dead„, które w przeszłości zostały już kilkakrotnie przeżute przez scenariusz. Mówiąc uczciwie, podczas seansu czułem się jakbym oglądał nieudolną kalkę „Walk With Me”, gdyż użyto tutaj dokładnie tej samej struktury. Tak na dobrą sprawę, jedyną nowością w „Slabtown” jest to, że zgnilizna szpitala ma swój punkt wyjścia w strachu, niemożności oraz słabości osoby dowodzącej. To w pewnym sensie jest intrygujące, gdyż zerwano z łatką skrajności wywołującej ogólną dehumanizację reszty. Szkoda jedynie, że do tego wszystkiego nie dobudowano bardzo złożonej historii. Nie obraziłbym się, gdybym dostał wizję społeczności pełnej człowieczeństwa i normalności, ale na tyle zdesperowanej i załamanej, iż nie widzącej własnego upadku. Byłaby to ciekawa konfrontacja dla Ricka i spółki, którzy przecież też balansują nad przepaścią.

Slabtown4       Iście zabójczym elementem odcinka było jego wolne tempo. Dynamizm rozwoju akcji oraz wydarzeń wręcz znikomy, a to tylko dlatego, iż zdecydowano się na ukazywanie nieangażujących widza przechadzek Beth po oddziale. To wszystko było tak straszne, że aż nie do zniesienia. Niespełna czterdzieści minut epizodu ciągnęło się niczym czterogodzinne produkcje z lat 60/70. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Epizod ten był tak powolny, że samemu zombie odechciałoby się dalej żyć i wróciłby do grobu. Zachodzę w głowę ile trzeba się natrudzić, aby osiągnąć taki efekt. Nawet końcówka, która po brzegi została wypełniona kiczowatą akcją i jakimś tam napięciem nie poprawiła wrażenia, a to tylko dlatego iż początek tak mnie zmęczył, że już przysypiałem. Osoby, które czytają moje recenzje doskonale wiedzą, że lubię wolne tempo ale tylko w momencie, kiedy zawiera ciekawy dialog i interesujący rozwój bohaterów (tak jak w sezonie drugim). Tutaj niestety tego nie było. 

Slabtown9       Kolejnym aspektem, którym chciałbym się zająć to szpital i jego codzienne funkcjonowanie. Cóż mogę powiedzieć….Jeden wielki absurd. Twórcy nagięli sobie rzeczywistość na wszelkich płaszczyznach. Rozumiem, iż chcieli zmienić scenerię na miejską, ale wybór Atlanty to najgorszy na jaki mogli się zdecydować. Mam uwierzyć, że placówka chroniona przez słabej jakości płot, przetrwała w mieście będącym cmentarzem dla kilkuset tysięcy żywych trupów? Z sezonu pierwszego doskonale wiemy, iż jest to fizycznie niemożliwe. Przynajmniej nie przy tak miażdżącej ilość zombie, słabym zabezpieczeniu, niewystarczających zapasach i małej ilości doświadczonych ludzi. Niewielka mieścina jeszcze mogłaby z tym przejść, ale metropolia? Każdy z nas doskonale pamięta, że grupa Ricka mimo siedzenia w dobrze ogrodzonym więzieniu, miała duże trudności z opanowaniem kryzysu, a co dopiero mówić o takim szpitaliku. Na jego niekorzyść działa również to, że szwendacze przedostają się na jego teren, zajmując zarówno dziedziniec jak i niższe piętra. Przy nawet najmniejszym hałasie czy wystrzale mieliby na głowie sporą hordę, która albo zmiotłaby tą grupę przy pierwszej lepszej okazji, albo odizolowała od reszty świata na piętrze, doprowadzając do śmierci głodowej. Druga sprawa to prąd i bieżąca woda. Zastanawiam się skąd oni to wytrzasnęli dwa lata po wybuchu apokalipsy. Kolektory słoneczne nie rzuciły mi się w oczy, przy czym większość sprzętu zasilana była akumulatorami lub agregatami. Niestety, ale takimi rzeczami całego piętra i specjalistycznego sprzętu medycznego nie utrzymają. Poddaję w sporą wątpliwość także ich bezproblemowe działanie. Trzecia sprawa, to jak oni opuszczają szpital, transportują nowych ludzi i uzupełniają zapasy, skoro jak wspomniano niższe piętra są pełne trupów? Doskonale wiemy, że klatki schodowe zostały zablokowane i próba przebicia się jest praktycznie niemożliwa, bo każdy najmniejszy dźwięk generuje zagrożenie. Ja osobiście takich rzeczy nie kupuję. Możecie mi zarzucić nadmierne malkontenctwo w tych kwestiach, ale wychodzę z założenia że diabeł tkwi w szczegółach. Zwracanie nadmiernej uwagi na drobiazgi jest punktem wyjścia dla dobrego wykreowania świata przedstawionego, który stanowiłby stabilną bazę dla fabuły i wydarzeń.

Slabtown5        „Salbtown” jest epizodem w całości poświęconym osobie Beth, co już na starcie podkopało wszelkie możliwości na stworzenie ciekawej oraz intrygującej opowieści. Nauczeni doświadczeniem lat poprzednich wiemy, iż jest to postać słaba, która na swoich barkach nie potrafi utrzymać ciężaru całego odcinka. Brak jej charyzmy, indywidualności oraz mocnej osobowości, aby być w stanie wygenerować jakieś ciekawe tarcia z nowymi osobami. Jest po prostu mdła i swoją personą wywołuje u widza niechęć do prezentowanego materiału. Cieszę się, że twórcy w końcu wyciągają na wierz zapomniane twarze, ale wychodzę z założenia że nie wszyscy się do tego nadają. Do grupy drugiej należy niestety Greenówna. Tak na dobrą sprawę, to właśnie ona podkopała cały motyw szpitala, sprawiając iż był on niestrawny. Swoją bezbarwnością i stagnacją zaraziła wątek, nie pozwalając na jego rozwój. W przypadku świeżego materiału ważne jest, aby bohater który jest w jego centrum, był w stanie odkrywać coraz to nowe oblicza problemu. Myślę tu o bohaterze wprowadzającym kontrasty i generującym proces ujawniania świeżych zakamarków, które zbudowałyby wielopłaszczyznowość. Beth tego nie potrafi, jest zawsze tłamszona przez bardziej wyrazistych ludzi i spychana na bok w zasadniczej akcji. Nawet próby stawiania się nie poprawiły jej sytuacji.

Slabtown3        W najnowszym epizodzie wprowadzono kilka świeżaków i to właśnie oni uchronili go przez kompletnym fiaskiem. Byli w stanie wytworzyć jakąś więź opartą na zaintrygowaniu, co przy tak tragicznym odcinku jest sporym osiągnięciem. Powiało po prostu lekką świeżością, szczególnie kiedy mówimy o:

  • Dawn Lerner – ciekawy obraz przywódcy, tworzącego złudną wizję stabilnej władzy w sytuacji jej zaniku. Tak naprawdę nie jest to zła osoba, która zaliczyła moralny upadek. Jej problemem jest to, iż broni się przed konfrontacją z gniciem szpitala od środka. Nie chce dostrzec tego co oczywiste, zamiatając problem pod dywan. Jest zdesperowana, przerażona, załamana, a przez to agresywna. Boi się śmierci kolejnych ludzi, łapiąc się ostatniej deski ratunku. Zabija ją jej własna ideologia, oparta na górnolotnych ideach.
  • Steven Edwards – szczurowaty doktorek z pokładami empatii. Muszę przyznać, że to niecodzienne połączenie. Ufać mu czy nie? Jest prawdomówny czy raczej nieprzewidywalny? Pomoże w kryzysie, czy zostawi na pastwę napastnika? Jestem ciekaw jak to się wszystko potoczy.

Wspomniana wyżej świeżość przesycona była także nutką zgnilizny, którą wprowadził swoją osobą Noah. Mnie nie ujął. Wydaje się lekkomyślnym i trochę głupkowatym nastolatkiem, który niewiele nauki wyciągnął z dwuletniej apokalipsy. Łapie się chwili, nie myśląc o konsekwencjach. Jest odmienny, ale maksymalnie irytujący w swoim słodzeniu.

Slabtown10        Rzeczą o której warto wspomnieć w recenzji, jest przeogromna głupota bohaterów. Takich idiotyzmów nie widziałem już od dawien dawna. No ale to jest „The Walking Dead” więc czego innego można się spodziewać? Ogłupienie na zawołanie jest na porządku dziennym w tym serialu. Jak to się mówi, czas był przywyknąć. No ale skoro recenzujemy to trzeba to wytknąć:

  • ucieczka Noah – zastanawiam się po co mu to było, skoro w szpitalu żyło mu się niczym królowi i poza prasowaniem niczym nie musiał się przejmować. Czysto, bezpiecznie, ze stałym jedzeniem i protekcją Dawn. Wystarczyło pracować, siedzieć cicho i zajmować się swoimi sprawami. Wydaje mi się, że jest to lepsze niż tułaczka pomiędzy hordami żywych trupów
  • ucieczka ze szpitala bez zabezpieczenia – Beth i Noah w ogóle nie myślą by w jakikolwiek sposób ochronić się przez potencjalnym atakiem zombie. Idą tak jak stoją mając przy sobie tylko i wyłącznie jedną sztukę broni palnej. A gdzie jakaś broń biała, po to aby nie robić zbędnego zamieszania? A co tam, lepiej żeby nas złapali
  • Beth rezygnuje z zabrania samochodu – szczyt tego odcinka. Rządkiem stoją pięknie wypolerowane bryki, a ta woli przed hordą uciekać pieszą. No ale tak, przecież nie wzięło się kluczyków
  • Beth prawi moralizatorskie gadki o życiu i śmierci – jak ktoś, kto całe postapokaliptycze życie przesiedział w ciepłym domku na farmie, a następnie w bezpiecznym więzieniu może wypowiadać się kwestiach egzystencjalnych? Dziewczyna ani o siebie nie walczyła, ani nie brała udziału w zasadniczych wydarzeniach, anie nie została postawiona przed dramatycznym wyborem, a już czuje się na tyle dobrze, że prawi morały mimo braku doświadczenia. Na domiar wszystkiego wiecznie byłą chroniona przez innych i niczym się tak de facto nie musiała przejmować

To jedne z kilku absurdów, które rzuciły mi się w oczy, ale jestem pewien że znacznie więcej by się ich znalazło.

Slabtown7        Na koniec kilka słów o aktorstwie. To w tym odcinku niestety nie powalało. Jedynie Christin Woods pokazała co nieco, aczkolwiek szczytem bym tego nie nazwał. Co zaś się tyczy Emily Kinney…Kto jej w ogóle pozwolił stanąć przed kamerą? Przecież ona kompletnie nie potrafi grać! Sprawia wrażenie jakby nakładała na twarz dwie woskowe maski, które naprzemiennie wyrażają albo szczękościsk, albo wytrzesz oczu. Patrzenie na nią w „Slabtown” było katorgą. Oby się to więcej nie powtórzyło!

Slabtown2        Reasumując, „Slabtown” to jedno wielkie nieporozumienie. To co nam zaprezentowano jest godne pożałowania. Czterdzieści cennych minut zostało mi bezpowrotnie odebrane. Czuję się zawiedziony i przede wszystkim rozczarowany tym, iż ponownie zaprzepaszczono potencjał na ciekawy rozwój akcji. Szpital jako nowy wątek mógłby sporo zawojować, gdyby tylko został dopracowany. Odcinkiem S05E04 domknięto główną trójkę najgorszych epizodów w historii tego serialu.

Na koniec opinia wyrażona w formie oceny: 3/10 (i to jeszcze naciągane)

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts