Biżuteria Handmade

FTWD       „Fear The Walking Dead” wkroczyło na salony z głośnym przytupem. Jego pilotażowy odcinek zebrał przed telewizorami widownię rzędu 10 mln widzów, materiał spotkał się z dobrymi recenzjami od krytyków, a sami odbiorcy przyjęli go z wyjątkowo ciepłymi reakcjami. Można zatem powiedzieć, że praca Dave’a Ericksona okazała się sporym sukcesem zarówno komercyjnym jak i jakościowym, co wcale nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę fakt, iż oferowana rozrywka stała na zaskakująco wysokim poziomie. Nie inaczej jest także z najświeższym epizodem serii zatytułowanym „So Close, Yet So Far„, który mimo kilku nieznacznych potknięć, praktycznie nie odstaje od swojego poprzednika. 

FTWD-odcinek drugi6       Odcinek drugi pod względem fabularnym kompletnie nie spuszcza nogi z gazu. Wszystko zaczyna nabierać należnego tempa, akcja ulega dużemu zdynamizowaniu, a sami bohaterowie w coraz większym stopniu odczuwają klaustrofobiczne wręcz przytłoczenie nieoczekiwanym i nagłym wybuchem epidemii. Jednym słowem, w kotle zaczyna mocniej wrzeć. Widać ewidentnie, iż scenarzysta stara się za wszelką cenę uniemożliwić opanowanie scenariusza przez niepotrzebną stagnację, co też robi w sposób przemyślany i świadomy. Cały czas pamięta on o dramatycznej stronie FTWD, dzięki czemu choć akcyjny charakter zwiększył swój udział, to jednak ilość materiału stricte pod analizę jest niezmiennie serwowana w bardzo dużych dawkach. Najbardziej zaskoczyło mnie to, jak płynnie przechodziło się pomiędzy dramatem, a akcją bez jednoczesnego negatywnego oddziaływania na dynamikę odcinka. Oszczędzono widzom sinusoidalnego dawkowania emocji na rzecz ich wzrostowego natężenia. Oczywiście sama sinusoida wcale nie jest aż zła (lepszy taki odzew niż żaden), niemniej to stopniowe dokręcanie śruby wydaje się bardziej dla widza atrakcyjniejsze, a już na pewno o wiele lepiej wpływa to na na nasze zainteresowanie prezentowanym obrazem.  Nie wiem jak u Was, ale mnie epizod wciągnął na tyle mocno, że nawet nie zauważyłem jak szybko minęło te 40 minut. 

FTWD-odcinek drugi9       W kwestii treści samej w sobie, troszeczkę rozczarowującym może być to, że fabuła nie popchnęła położenia bohaterów znacząco do przodu. Ich całe działanie opierało się w głównej mierze na punkcie zarysowanym w zeszłym tygodniu, który nie dość że nie został definitywnie zakończony, to jeszcze w skrócie można go podsumować w wyjątkowo prosty sposób: „musimy wszystkich zebrać razem i poradzić sobie z narkomanią Nicka„. Obranie sobie tak lapidarnego trzonu było bardzo ryzykowanym krokiem ponieważ wiązało się z potencjalną nudą, aczkolwiek w tym akurat przypadku twórcy wyszli obronną ręka, ponieważ płytkość sedna udało im się sprawnie zamaskować ciekawie przedstawioną otoczką, wzbogaconą dodatkowo o kilka wartych uwagi środków artystycznych. Mam tu przede wszystkim na uwadze to, jak efektywnie przedstawiono przejście na pozór spokojnego protestu w istne pandemonium. W bardzo krótkim czasie dostaliśmy wyjątkowo szerokie spektrum problematyki zależności pomiędzy społeczeństwem, a władzą, która po prostu nie jest w stanie efektywnie zapanować nad dwoma epicentrami destrukcji. Z jednej strony mamy coraz częstsze ataki trupów, a z drugiej rozochoconych ludzi, którzy widząc bezradność rządzących, poczuli swobodę dzięki której mogą wprowadzić chaos jako formę sprzeciwu dla normom społecznych. Twórcy pokazali nam w ten sposób jeden z kilku najważniejszych czynników, który w znaczący sposób przyczyni się do upadku obecnego świata FTWD. Człowiek po prostu sam kręci sobie pętlę na szyi. W całym tym wątku podobała mi się jednak nie tyle sama treść, co środki artystyczne jakie zostały użyte do wykreowania całej sytuacji. Twórcy zrezygnowali z bezpośredniego ukazywania nam poszczególnych sekwencji na rzecz gry dźwiękiem, wskutek czego o wiele łatwiej było zabawić się ze świadomością widza. Cały czas słyszymy jakieś wystrzały, kradzieże samochodów, destrukcje czy wybuchy i mimo braku dosadności, wiemy że z minuty na minute napięcie ulega zintensyfikowaniu. 

FTWD-odcinek drugi2

       Dużą nowością w „So Close, Yet So Far” okazało się wprowadzenie rodziny Salazarów. Ich wejście wprawdzie nie było bóg wie jak wbijające w fotel czy też rozbudowane, niemniej wstępna baza pozwala mi wierzyć, że te charaktery powinny rozwinąć się w ciekawym i zdecydowanie odmiennym niż w przypadku reszty postaci kierunku. Osobiście szczególną uwagę zwróciłbym na osobę Daniela, który ze względu na swoją niejednoznaczność, a nawet lekką pejoratywność może dość mocno namieszać w ogólnym światopoglądzie grupy. W jaki sposób? Tego niestety jeszcze nie wiem, ale opcji jest naprawdę wiele. Co zaś się tyczy Griseldy oraz Ofelii to w ich przypadku mamy do czynienia raczej z rysami statycznymi więc nie oczekiwałbym mocno dramatycznych zwrotów akcji, lecz oczywiście nie oznacza to, że na jakimś etapie swojego funkcjonowania nie osiągną punktu krytycznego. Ogólnie rzecz biorąc, obecny stan postaci wydaje się dla fabuły „Fear The Walking Dead” praktycznie idealny. Scenarzysta dysponuje aż 9 rysami charakterologicznymi, co w mojej ocenie stanowi optimum dla ciekawego rozwoju każdego z nich. Nie mamy ani za dużo, ani za mało dzięki czemu o wiele łatwiej będzie wygospodarować dla wszystkim odpowiednią ilość czasu antenowego i dużo prostsze będzie kreowanie zażyłych korelacji. Na chwilę obecną marginalizacja typowa dla TWD spin-offowi nie grozi. 

FTWD-odcinek drugi4       Centralną postacią drugiego epizodu okazała się Madison, która moim skromnym zdaniem sprawnie przyćmiła całą resztę ekipy. Jeszcze przed premierą FTWD bardzo często spotykałem się z wpisami, które twierdziły że postać ta stanie się wersją Lori 2.0. ale ten odcinek idealnie pokazał, że raczej małe ku temu szanse. Przede wszystkim jest ona wiarygodna jako matka i pod tym względem niewiele można jej zarzucić. W jednakowym stopniu stara się zapewnić bezpieczeństwo zarówno Nickowi jak i Alici, bez jednoczesnego faworyzowania którejkolwiek ze stron. Jest w pełni świadoma tego przez co przechodzą jej dzieci, przy czym jest w stanie sama zaangażować się ich problemy. Widać to ewidentnie gdy na pierwszy plan wychodzi głód narkotykowy syna, w obliczu którego Madison wrzuca wyższy bieg i robi wszystko by zniwelować wszelkie potencjalne negatywne skutki. Warto również wspomnieć o tym, że obraz matki to nie jedyna strona Mad, którą obserwujemy. Twórcy postanowili wykorzystać jej osobą to przedstawienia reakcji człowieka wobec przemienionej bliskiej mu osoby, w tym przypadku Artiego. Wiele osób w relacjach po odcinku określiło jej zachowanie jako głupie czy bezmyślne ponieważ już wcześniej miała ona kontakt z zarażonymi, niemniej oceniając ta sytuację powinniśmy mieć na uwadze to, że Artie nie był dla niej przelotną znajomością. W mojej ocenie, mimo wcześniejszego doświadczenia, Madison opanował po prostu szok i skonsternowanie. Słychać to chociażby po jej głosie, kiedy mówi „We’ll get you help„. Nam wydaje się to zachowaniem abstrakcyjnym, można nawet powiedzieć że absurdalnym, ale musimy pamiętać o tym, że dla bohaterów jest to kompletnie nowa sytuacja. Ich wiedza to zlepek wyrywkowych informacji, które nie dają im pełnego obrazu epidemii. Nie wiedzą czego oczekiwać, czego się spodziewać, jak się konkretnie zachować. Brak im zahartowania, które utrzymywałoby na powierzchni chłodną kalkulację. Można powiedzieć, że działają na zasadzie „nauczę się jak się sparzę„, co też zresztą ma swoje potwierdzenie w dalszych akcjach Madison, która z przekonaniem ale i pewną dozą przerażenia uniemożliwia Alicii pomoc sąsiadce. 

 FTWD-odcinek drugi1       Wyjątkowo pozytywnym aspektem odcinka jest kontrastowość z jaką twórcy budują świat przedstawiony FTWD.  Z jednej strony mam przerażoną rodzinę Clarków i Manawa, którzy robią wszystko aby dowiedzieć się co się dzieje, a z drugiej kompletnie nieświadomych niczego sąsiadów, dla których brak gości na urodzinach nie jest żadnym poważnym objawem. O tym, że media nie podchwyciły jeszcze wyjątkowo chodliwego tematu nie wspominając. Gro społeczeństwa prezentuje ironiczną wręcz obojętność na najbardziej widoczne symptomy kryzysu. Nie przejmują się zupełnie strzelaniną, czy poddenerwowanymi reakcjami władzy. Widzimy przez to, że przetrwa tylko i wyłącznie elita, która ma szersze spojrzenie na otaczającą ich rzeczywistość. Przykładem takiej elity może być chociażby Tobias, którego wiedza i sprawność w działaniu zawstydziłaby niejednego survivalowca. Wracając jeszcze na chwilę do samej kontrastowości. Jej użycie przez twórców uważam za strzał w dziesiątkę ponieważ świetnie buduje ona wrażenie paranoi jaka ogarnia życie głównych bohaterów. Widzimy ich przytłoczenie, rozdarcie pomiędzy empatią, a egoizmem, pomocą, a najpospolitsza znieczulicą. Czyżby szykowały nam się pierwsze przejawy dehumanizacji? 

FTWD-odcinek drugi7       Analizując emocjonalny charakter odcinka warto wspomnieć także o klimacie, który w tym konkretnie epizodzie był tak gęsty, że aż można go było kroić nożem. Cała sekwencja w szkole była w mojej ocenie powalająca, a same uczucie zagrożenia obezwładniające już na samym jej początku. Wszechogarniająca cisza przedzierana stukotem obcasów, nerwowe spoglądanie za siebie, przytłumione odgłosy z wnętrza budynku, a do tego ten zastanawiający obrys ciała na posadzce. Aż do ostatniej minuty kalkulowałem, co też czeka na Madison w tym molochu. Kulminacyjnym momentem, który zresztą kupił mnie bez reszty było ten, kiedy bohaterka wraz z Tobiasem przysłuchuje się charczeniu wydobywającemu z głośników, po czym po krótkiej chwili w oddali słychać odgłos alarmu. Poczucie zagrożenia jeszcze mocniej dało o sobie znać, bo tak na dobrą sprawę widz nie wie co, gdzie i skąd dokładnie nadejdzie. Choć szkoła sama w sobie jest oklepaną lokacją, to jednak twórcy wyszli z problemu obronną ręką.

FTWD-odcinek drugi5       Aktorstwo w „So Close, Yet So Far” to- podobnie zresztą jak w pilocie- najmocniejszy punkt całej konstrukcji odcinka. Tym razem jednak sukces święciły nie jedna czy dwie osoby, ale praktycznie cały skład wyodrębnionej dotychczas obsady. Elizabeth Rodriguez świetnie zbalansowała Lizę, ukazując ją jednocześnie jako pewną siebie ex-żonę z pokładami pragmatyzmu, która chce się uwolnić od byłego męża, a świadomą i kooperatywną kobietę, która szybko łączy ze sobą fakty, Lorenzo Henriemu z dużym sukcesem udało się przedstawić nastolatka trawionego przez brak akceptacji co do własnego położenia i roli w społeczeństwie, natomiast Cliff Curtis oraz Frank Dillane nadal kontynuowali trendy z poprzedniego epizodu. Dużym zaskoczeniem okazała się Alycia Debnam-Carey, która w końcu wyszła z cienia wielkich nazwisk, pokazując że też ma co nieco do powiedzenia. Reakcja jej bohaterki w trakcie sceny padaczki Nicka została odegrana bez najmniejszych zarzutów, a sama złość pomieszania ze współczuciem zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. W całym odcinku znalazła się jednak aktorka, która wybiła się znacząco ponad resztę. Mowa oczywiście o Kim Dickens, która pokazała się w samych superlatywach, szczególnie jeśli mowa o scenie załamania po zabiciu Artiego. To było prawdziwe, to było naturalne, to było przejmujące. Spodobało mi się to, iż postanowiła zbytnio nie szarżować z emocjami, co nadało całości należnego mu wyważenia z jednoczesnym pogłębieniem dramatyzmu. 

FTWD epizod 2

        Na początku niniejsze wgryzu stwierdziłem, iż epizod drugi odznacza się kilkoma potknięciami. Są to jednak błędy nieznaczne, które tak naprawdę nie rzutują drastycznie na to w jaki sposób odebrałem cały materiał. Można nawet powiedzieć, że to błahostki, ale z racji tego iż staram się za każdym razem być obiektywy w swojej ocenie i o nich muszę wspomnieć:

  • Mimo tego, że sieć komórkowa jest praktycznie co chwilę przeciążona, bohaterowie bez trudu się ze sobą kontaktują 
  • Tobias opuszcza szkołę bez wcześniej zabranych zapasów. Pytanie czemu? 
  • Mała komunikatywność między Madison i dziećmi w kwestii epidemii. Dlaczego nie może im powiedzieć co dotychczas widziała i co musiała zrobić? 
  • Decyzja Madison o zostawieniu stołówkowych zapasów mimo planu opuszczenia miasta

FTWD-odcinek drugi3       Reasumując, „So Close, Yet So Far” to materiał w pełni przemyślany, świetnie rozegrany i przede wszystkim angażujący. Twórcy mają świadomość jakim potencjałem fabularnym dysponują, starając się go wykorzystać praktycznie w 100%. Tak jak podejrzewałem, poziom nie spadł nawet o centymetr, dzięki czemu brnąłem przez seans z nieoczekiwanie wielkim zainteresowaniem. Po raz pierwszy od dawien dawna czuję naprawdę żywe podekscytowanie na myśl o kolejnym odcinku serialu, który składa się na markę TWD.

Na koniec, tak jak w zwyczaju, ocena w postaci noty. Odcinek otrzymuje ocenę 8/10  

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts