Biżuteria Handmade

 walking-dead-still

        Oglądając odcinek „Arrow on the Doorpost” wchodzący w skład trzeciego sezonu „The Walking Dead„, nie mogłem otrząsnąć się z szoku jak nisko ten serial upadł. Doprawdy, to co zaprezentowano nam w tym właśnie materiale było tak złe, tak nudne, tak bzdurne oraz tak kuriozalne, że aż nieprawdopodobne. Nie tylko fabuła tego epizodu nie miała ani ładu ani składu, ale także całość została zrealizowana w iście amatorskim stylu dzięki któremu zaprzepaszczono kawał naprawdę świetnie rysujących się wątków. Pomijając sam fakt niewykorzystania potencjału oraz możliwości jaki niosła obecność Miltona, Andrei czy Martineza, twórcy położyli najbardziej wyczekiwany przez widzów moment, czyli wielkie spotkanie Ricka Grimesa oraz Gubernatora, które z zapowiadanej burzliwej konfrontacji przerodziło się w picie „łiskacza” przy ploteczkach. Mówiąc uczciwie, był to jeden z najżałośniejszych momentów w całej historii serialu. No, aż do dnia dzisiejszego, a raczej aż do ostatniego poniedziałku. Zastanawiające jest jednak, dlaczego właśnie teraz przywołuję sprawę S03E13. Cóż, nie jest to zabieg bezcelowy, na jaki mógłby wyglądać na pierwszy rzut oka. Chodzi o to, iż sądziłem że z tak wielki hukiem z jakim zleciał ze swojej pozycji Glenn Mazzara nie mógłby zlecieć nikt inny. W jakim przeogromnym jednak byłem błędzie! Otóż jak się okazało, Scott M.Gimple za sprawą odcinka „Still” bezapelacyjnie przebił byłego showrunnera osiągając swoją niebywałą „pomysłowością” dno dna, windując najnowszy epizod na pierwsze miejsce największych zapychaczy oraz irracjonalnych historii jakie kiedykolwiek pojawiły się w „Żywych Trupach„. 

tumblr_n1vi2u3g3l1r7wse8o1_500

       Fabuła? Fabuła? Hmmm, gdzie ta fabuła? Lustruję „Still” od dosłownie pierwszej minuty, aż po ostatnią i za Chiny Ludowe nie jestem w stanie znaleźć tutaj chociażby zalążka jakiejkolwiek historii czy jej wycinka. Naprawdę zachodzę w głowę zastanawiając się „co autor miał na myśli „. Czy jest to aż tak złożona metafora ludzkiego położenia w postapokaliptycznym świecie, której ja nie byłem w stanie wyłapać mimo powtórnego seansu, czy może jest to aż tak proste że aż nie do ogarnięcia? Jaki w tym był cel, jakie środki, do czego to prowadziło? Jaki był w tym wszystkim ogólny zamysł? Ja osobiście dostrzegam tutaj tylko i wyłącznie chęć poszukiwania wódy i nic poza tym. Gdyby prowadziło to jeszcze do jakiś ciekawych w skutkach sytuacji, to nie miałbym ani jednego zastrzeżenia niemniej nie dostaliśmy żadnej konkluzji wynikającej z postępowania bohaterów. Dlaczego ten alkohol aż tak ich zmotywował, że zdeterminował całe ich postępowanie? Co w nim było niesamowitego, że rzucili się jak w dym w jego poszukiwaniu? Mówiąc prosto, jeden wielki absurd oraz najgorszej kategorii zapychacz jaki producenci mogli widzom zaserwować. Może znajdzie się jakaś grupka, która wyłapała sensowniejsze drugie dno tego epizodu, niemniej ja się do nich nie zaliczam. Patrząc obiektywnie na E12, to tego odcinka mogłoby po prostu nie być, ponieważ poza klimatycznym survivalowym wstępem ukazując prawdziwą siłę hord żywych trupów, nic on nie oferuje oraz nic sobą nie reprezentuje. Ani serial ani bohaterowie nie dokonali nawet minimalnego progresu. Ba, pokuszę się nawet o stwierdzenie iż zrobiono milowy krok, ale w tył. Tyle mam do powiedzenia, jeśli chodzi o sprawę fabuły.

tumblr_n1vfvkGxnQ1r7wse8o1_500

       Analizując bohaterów zacznę od tego bardziej rozpoznawalnego punktu odcinka czyli Daryla Dixona. Cóż mogę na jego temat powiedzieć? No może tyle, że tego wielkiego eskalowania wewnętrznego konfliktu po stracie grupy i więzienia na próżno szukać. Dix przyjął maskę sfochowanego na wszystkich i wszystko nastolatka przechodzącego przez okres dziecięcego buntu zamieniając w ten sposób teoretyczną powagę na czysty komizm i przerysowanie. Niczym nasz „emo Tyreese” z „Indifference” łypie on spode łba przy każdej możliwej okazji robiąc przysłowiową łaskę dając cokolwiek od siebie. Kompletna znieczulica nawet mu nie wychodzi. Straszne, po prostu straszne. Niby oczywiście jakieś tam odzewy targanych nim emocji mamy, niemniej jednak ponownie oscyluje to w okół patologicznej rodziny (ogromny plus za wspomnienie o Merlu, choć bardziej chciałbym aby ujęli to w pozytywnym świetle) oraz oczywiście kwestii Sophie, co jest niczym innym jak powielaniem wyeksploatowanych już do granic możliwości motywów, których byliśmy świadkami w sezonie drugim. Nie dokonano tutaj niczego odkrywczego. Przez tą wtórność nie wywołuje to kompletnie żadnych odczuć u widza. Pytam się zatem po co to? Po co znowu robić to samo marnując czas antenowy? Czy nie lepiej wziąć i przeznaczyć to na maksymalnie zmarginalizowanych Sashę oraz Boba? Ja naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć toku myślenia producentów, którzy z uporem maniaka tracą cenne minuty na bzdury. Pomijając oczywiście już sam ten fakt, „Still” dobitnie pokazał jak słabym bohaterem jest obecnie Daryl. Jego pozycja z centralnej spadła do poziomu nic nie znaczącego dodatku, który nie jest w stanie utrzymać na swoich barkach 40 minutowego odcinka. Dodatkowo cofnął się on mentalnie w rozwoju dając się dyrygować rozchwianej nastolatce. Po Dixonie noszącym tak wielki bagaż doświadczeń oczekiwałem klarownego podejścia do sytuacji. Ten jednak uległ zidioceniu, przez który zamiast szukać lokum i innych ludzi to lata za prymitywnymi zachciankami Beth. Do tego kradnie jeszcze pieniądze, które do niczego mu się nie przydadzą (proszę mi nie wmawiać, że brał kasę jako materiał do palenia bo doskonale wiemy, że na tamtą chwilę nie widział iż do tego właśnie mu się przydadzą).

tumblr_n1vjw7vS001r7wse8o1_500

       Beth Green mnie dosłownie załamała w tym odcinku. Do tej pory uważałem ją za dziewczynę rezolutną i świadomą sytuacji, niemniej teraz pokazała że jest najzwyczajniej w świecie głupiutką nastolatką, która jedynie kreuje się na dorosłą. Upadło więzienie, zaginęła jej siostra wraz z mężem, na jej oczach wykonano egzekucję ojca, a ona zdolna jest jedynie do chęci zapicia się w trupa. Jak już sama powiedziała „tato jej nie pozwalał„, więc poszła zgodnie z przysłowiem „kota nie ma, myszy harcują„. Dla mnie jest to nie możliwe do zrozumienia. Jak z bohaterki, która spokojnie mogła uchodzić w tym duecie za ostatni bastion moralności, zrobiono pustą nastolatkę przeżywającą w obliczu tragedii pierwsze okresy swoich młodzieńczych wyskoków? Czy twórcy nie widzą, że wbijają w ten sposób ostatni gwóźdź do trumny zabijając ostatki potencjału drzemiącego w tym tytule? Doskonale zdaje sobie on sprawę ze swojej własnej słabości jak i uzależnienia od zacięcia innych, jednak nie robi nic by te bariery obalić. Jeszcze bardziej zapędza się we własną niemoc kreując siebie na najsłabsze ogniwo tej grupy. Zero jakiegokolwiek progresu. Do tego jeszcze ta bzdurna gra w pytania, która obnażyła największe mankamenty Beth, czyli infantylne postrzeganie świata. Fajnie oczywiście, iż patrzy na pewne sprawy optymistycznie, ale w tym przypadku ten optymizm może okazać się dla niej zgubny.

tumblr_n1vj2coW4P1r7wse8o1_500

       O dziwo w odcinku tym udało się uniknąć po raz kolejny nielogiczności, niemniej jednak odbyło się to kosztem aktorstwa. Tak sztywno oraz tak żałośnie odegranych scen nie widziałem już dawno. To, że Emily nie ma warsztatu wiadomo nie od dziś, więc nie krytykuję jej za to w jakimś wielkim stopniu, ale to że Norman Reedus grał tutaj jakby mu się kompletnie nie chciało jest dla mnie czymś niedopuszczalnym. Sprawiał wrażenie jakby robił to od niechcenia, a nawet pod przymusem przez co był sztuczny, nieprzekonujący i niezwykle wymuszony. Jego kompulsywno – ekspresysyjne reakcje wprowadziły uczucie niezwykle niestrawnego kiczu oraz fuszerki. Szczyt zażenowania padł w scenie kłótni Daryla z Beth, która przebiła nawet skrzywioną twarz Dixa podczas śmierci Merle’a. Zdaję sobie sprawę, że nie jest on aktorem górnych lotów, niemniej jakikolwiek nawet minimalnym wysiłek byłby mile widziany, szczególnie z tego względu iż uchodzi on za aktorski filar serialu. Teraz zastanawiam się, czy przypadkiem miano to nie zostało mu nadana na wyrost.

       Podsumowując już tą moja najkrótszą jak dotąd recenzję, „Still” jest niczym mały upierdliwy potworek prześladujący widza. Taki niewielki koszmarek scenopisarski, który nigdy nie powinien powstać i zrodzić się w zamyśle twórców. Zły, absurdalny, kuriozalny i nieprzemyślany, z masą nic nie wnoszących scen. Brakło na to najzwyczajniej w świecie pomysłu. Inaczej tego podsumować się nie da. Choć przyznaję to niechętnie, to odcinek 12 czwartego sezonu wylądował na samym dnie, stając się w ten sposób najgorszym epizodem spośród wszystkich czterech sezonów. Ze względu na to, że twórcy polegli na wszelkich możliwych polach bitwy nie pozostaje mi nic innego jak wystawić naprawdę naciąganą ocenę 3/10. Gdyby nie ciekawy wstęp oraz dobra jakość technicznego wykonania byłoby nawet gorzej.

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts