Biżuteria Handmade

wgryz       „The Walking Dead” coraz mocniej mnie zaskakuje. Dwa naprawdę pozytywne odcinki pod rząd to coś kompletnie niespotykanego dla tego serialu i aż byłem zdziwiony z jakim zainteresowaniem śledziłem kolejne przygody „Ricków” zaprezentowane w epizodzie „Strangers„.  Cóż mogę więcej powiedzieć…Jest po prostu bardzo dobrze. Oczywiście do E05E02 podszedłem z większym krytycyzmem, aniżeli w przypadku „No Sanctuary” niemniej nie rzutuje to jakoś decydująco na moją finalną ocenę. O tym co jednak mi się podobało, a co nie opowiem w dalszej części recenzji. 

Strangers1       „Strangers” jest jak dotąd chyba najbardziej uroczym i rozbrajającym odcinkiem w historii „Żywych Trupów„, co jest dość kuriozalne biorąc pod uwagę wydarzenia jakie nam tutaj zaprezentowano. Sielanka, dramat i ohyda jednocześnie? Bardzo niespotykane połączenie, które ku mojemu zdziwieniu zdało w tym przypadku egzamin. Przechodzenie pomiędzy radością grupy, a coraz silniej gnijącym od wewnątrz światem zewnętrznym dało niezwykle ciekawy efekt. Ja osobiście jestem zwolennikiem takich kontrastów więc tym bardziej cieszę się, że to właśnie taką drogę w storytellingu obrali sobie twórcy. Te zwykłe chwile normalności obfitujące w najbardziej przyziemne i zarazem ludzkie zachowania pomiędzy postaciami to coś niemalże surrealistycznego, szczególnie kiedy weźmiemy pod uwagę jak rzadko mają oni na to czas i jak często muszą borykać się w tragizmem dnia codziennego. Żółwiki w wykonaniu Tary i Ricka, Michonne i jej katana, dziecinna gra Sashy oraz Boba, dziwne zaloty Daryla do Carol wprowadziły uczucie całkowitego rozprężenia. Do tego wszystkiego jeszcze Judith, która jest uosobieniem niegasnącej nadziei każdego z osoba. Oglądanie jak bohaterowie cieszą się sobą nawzajem było momentem krótkiego odsapnięcia od ciągłego udręczania nas coraz bardziej rozbuchanymi problemami natury moralnej.  Dla mnie było to niczym sentymentalna podróż do pierwszych sezonów, kiedy grupa była w stanie się śmiać z najbardziej prozaicznych rzeczy nie przejmując się bagażem doświadczeń czy emocjonalnym obciążeniem. Jednym słowem rewelacyjne zagranie fabularne. Oczywiście nie zabrakło tutaj miejsca dla podstawowego survivalu, który w połączeniu ze zmieniającym stanem psychicznym postaci wprowadza więcej dynamizmu, aniżeli pościgi, akcja i strzelaniny. Na odrobinę horroru też wygospodarowana parę minut, ale o tym w dalszej części wgryzu w odcinek.

Strangers3       Analizując odcinek drugi warto zwrócić uwagę na jego wolne tempo, które chyba po raz pierwszy w życiu działało na korzyść prezentowanego materiału. Skupienie uwagi na bohaterach pozwoliło nie tylko wyeksponować ich uczuciowość oraz poglądy na daną sytuację ale także dało możliwość zarysowania bazy pod przyszłe wątki. Oczywiście na uwadze mam tutaj Gabriela i jego wpasowanie się w grupę, liderowanie Ricka czy też motyw pościgu. Choć do tego ostatniego zaciągnięto Carol i Daryla co może znacząco zniechęcać, to jednak sama potrzeba poznania kto odpowiada za porwaniem Beth jest na tyle kusząca, że nie odpycha mnie całkowicie. Duży plus odcinka to lekkie wspomnienia osób, które już nie żyją czyli w tym przypadku Andrei oraz Hershela. Moim zdaniem tego brakuje w tym serialu, a powinno być to nie tyle co może kluczowym elementem ale na pewno częściej się przejawiającym.

       Wracając jeszcze na chwile do bohaterów muszę powiedzieć, że Rick jako przywódca rehabilituje się w zatrważająco szybkim tempie. Najbardziej podoba mi się w nim to, że słucha grupy i analizuje ich oczekiwania. Opiera się na radach i poglądach innych co według mnie jest pierwszym krokiem w sprawowaniu jak najbardziej efektywnej władzy. Już samo to, że lustruje otoczenie i jest świadomy zagrożenia w granicach zdrowego rozsądku, a nie psychozy działa na korzyść ocalonych, zwiększając tym samym ich szanse przetrwania. Dodatkowo chcę zwrócić również uwagę na to, że w „Strangers” Rick po raz pierwszy wykorzystał potencjał swoich ludzi oddelegowując każdego z osobna do zadań w których sprawdzą się najlepiej, nawet jeżeli mówimy tu o Tyreesie który został z Judith. Na koniec chcę jeszcze powiedzieć parę słów o Tarze. Spodobało mi się z jaką otwartością podeszła do problematyki swojego położenia w grupie. Nie chowała się po kątach, nie uciekała w półsłówka, nie migała się od odpowiedzialności. Zarysowała sprawę na tyle klarowanie na ile było to możliwe dając w ten sposób jasny przekaz: „Tak byłam z Gubernatorem, tak przyczyniłam się do wyruszenia na więzienie, ale nie chciałam tam być i zrobiłabym wszystko aby cofnąć czas. Czy byłam głupia? Możliwe, ale dokonam wszystkiego by zrehabilitować się za to co się wydarzyło”. Dawno nie widziałem w „The Walking Dead„, aż tak wielkiej uczciwości i poczucia odpowiedzialności za własne decyzje. Wielu może dziwić reakcja Ricka oraz Maggie, ale mnie nie szokuje łatwość z jaką jej wybaczyli. Tara już dowiodła swojego i męczenie jej tym po prostu nie ma sensu. Można powiedzieć, że odpokutowała za to co zrobiła.

Strangers5        Wrócę teraz do horroru o którym wspominałem dwa akapity wyżej gdyż jest to ostatnia z rzeczy jakie zamierzam tutaj chwalić. Zacznę może od sceny w sklepie, która moim skromnym zdaniem jest drugą najbardziej obrzydliwą sekwencją jaką zaserwowano nam w tym serialu. To wszystko było tak szczegółowo ukazane, że zgniliznę tego miejsca można było czuć przez ekran telewizora. Ta cuchnąca woda, przegniłe szwendacze, pływające w około resztki… Brrrrr…..No ale cóż, jest to jakaś wizja i nie zamierzam jej krytykować, szczególnie z tego względu że wyszła on fenomenalnie. Robiła powalające wrażenie, a oddziaływanie na widza z tak dużym skutkiem (oczywiście mówię tutaj o sobie) to wierzchołek możliwości twórczych scenografa. Greg Nicotero przechodzi samego siebie. Szczytem wszystkiego jest jeszcze wielka niewiadoma w postaci Boba i jego potyczki z płetwonurkiem. Był ugryziony czy nie? Przemieni się czy raczej popełni samobójstwo po to aby uchronić resztę? Bardzo zawoalowany scenariusz, aczkolwiek ja obstaję za opcją iż nic strasznego mu się nie stało. Utwierdza mnie w tym przekonaniu fakt, że kilkanaście godzin po tym wydarzeniu nie przejawiał żadnych objawów gorączki tudzież powolnego umierania, które obserwowaliśmy chociażby u Jima. Strangers4       Skoro jestem już przy Bobie to czas przejść do punktu kulminacyjnego „Strangers” czyli pojmania go przez Huntersów. To było po prostu koszmarne ale oczywiście w pozytywnym znaczeniu. Osiągnięto tu taką intensyfikację przerażenia, zniesmaczenia oraz ogólnej odrazy, iż ( mówiąc kolokwialnie) bebechy wywróciły mi się na drugą stronę. Gareth przemawiający z niemalże stoickim spokojem i rozkoszujący się ludzkim mięsem wprowadził iście psychodeliczną atmosferę. Scena tak oddziaływała na wyobraźnie widza, iż nawet nie wiadomo jak to odpowiednio skomentować. Twórcy osiągnęli wrażenie bestialstwa i brutalności bez grama zagrań typu gore.

Strangers2       Teraz czas na troszeczkę mniej przyjemną część wgryzu czyli krytykę. Tak się składa, że jest kilka elementów mniej satysfakcjonujących do których można się przyczepić, a które moim zdaniem nie powinny mieć miejsca przy tak skrzętnie przemyślanej fabule odcinka. Może był to wypadek przy pracy, a może wypalenie twórcze…Nie mnie to oceniać. W każdym bądź radzie nie podobały mi się następujące sprawy:

  • Brak zorganizowania ochrony kościoła mimo poinformowania o byciu obserwowanym. Rozumiem rozprężenie po zdobyciu zapasów i uczucie sielankowości, ale ustawienie warty chociażby przy samych oknach powinno być priorytetem. Bohaterowie dopiero co wyszli z Terminusu, a już popełniają błędy nowicjusza. Widać, że w zeszłotygodniowej recenzji za wcześnie ich pochwaliłem.
  • Stara jak świat klisza czyli wychodzenie ludzi o zmroku bez poinformowania innych. W głównej mierze mam tu na myśli Boba, który włóczy się po cmentarzu w kompletnych ciemnościach oraz Carol wraz z Darylem. Aż mi się przypomniał Dale i jego przechadzki po farmie Hershela
  • Ulokowanie swojej bazy w pobliżu upadłego Terminusu. Skrajna głupota czy może zamierzone ryzykanctwo? Nie wiem co kierowało bohaterami, ale po zdobyciu zapasów i uruchomieniu busa (zakładam że Abraham go naprawił) powinni zmykać z tych terenów w zatrważającym tempie.
  • Daryl, który nie znalazł śladów po obserwatorze. Zastanawiam się jak to jest możliwe? Uchodzi on przecież za najlepszego tropiciela w grupie i jeżeli pamięć mnie nie myli potrafi dostrzec rzeczy, których nie widzą inni. W drugim sezonie bez trudu odnalazł trop po Sophie, a tutaj nie może niczego się doszukać po rosłym chłopie, który był od niego w odległości niespełna kilku metrów?
  • Rick przepraszający Carol. Zastanawiam się za co? Czyżby Grimesowi odwróciła się drabina wartości i zaczął nagradzać morderców? Nie ma znaczenia to, co dokonała Peletier w „No Sanctuary„. Wykonała egzekucję na dwójce niewinnych ludzi i tego powinniśmy się trzymać. Rick miał pełną rację wyrzucając ją z grupy bo stanowiła zagrożenie. W mojej ocenie to dziewczyna powinna być wdzięczna za wyrozumiałość i za wybaczenie do którego każdy był zdolny.
  • Hipokryzja Tyreesa. Chłopak chce napiętnować Carol w oczach grupy, co akurat jest dla mnie zrozumiałe bo każdy powinien mieć świadomość czego dokonała, ale nie wyjawi prawdy o Lizzie i Mice bo uważa, że nie ma potrzeby aby wiedzieli. To jest dość zastanawiające bo z jednej strony szuka sprawiedliwości, a z drugiej chowa własne zaniedbanie i doprowadzenie do tragedii.
  • Nikt z grupy nie interesuje się Beth, a to tylko dlatego że Daryl nie raczy nikogo poinformować o przebiegu zdarzeń z domu pogrzebowego. Na domiar wszystkiego później jeszcze jedzie w pościg razem z Carol nie pozostawiając po sobie żadnej informacji po to aby grupa wiedziała gdzie się podziewa. Kompletny zanik kooperatywności i pewnego racjonalizmu.
  • Rozchwiana Carol. Po chwilach stabilizacji znowu mamy powrót do tego samego. Raz chce raz nie chce, raz się cieszy raz marudzi, raz wraca raz ucieka, raz chcę wyjawić prawdę a raz idzie w półsłówka.
  • Gabriel Stokes czyli niezbyt powalający nowy nabytek. Niestety dla mnie jest to jak na razie słaba postać, którą za wszelką cenę chcą podbudować jakimś suspensem. Na pewno względem komiksu jest ciut lepiej, ale przy tak kiepskim materiale wyjściowym nie ma co oczekiwać cudów. Mało intrygujący, odrobinę przewidywalny, a co najważniejsze męczy. Aczkolwiek postać jest świetnie zagrana przez Setha Gilliama.

       Reasumując, odcinek „Strangers” to kawał świetnie zrealizowanego materiału, który cieszy od pierwszej minuty po ostatnią. Odrobinę odmienny, troszeczkę niecodzienny i co najważniejsze zaskakujący. Uważam, że słowa te powinny stać się stałym odzwierciedleniem jakości fabuły „The Walking Dead„. Czy tak się stanie? Tego nie wiem. Niemniej liczy się tu i teraz, a to teraz jest po prostu bardzo dobre. Aczkolwiek jak wspominałem wyżej, kilka błędów burzących te obraz się pojawiło. 

Moja finalna nota za epizod: 7.5/10

 

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts