Biżuteria Handmade

Strangers - intro

Z wielu powodów odcinek Strangers powinien zadowolić widza zarówno zaznajomionego z komiksowym pierwowzorem The Walking Dead jak oglądającego serial na „czysto”. Początkowe minuty, poprzez spowolnione ujęcia na podróżujących i przewijający w tle ciężki motyw muzyczny sugerowały, że w droga zaprowadzi nas najprawdopodobniej do wspominanego wielokrotnie „jądra ciemności”. Dopiero teraz wątki napoczęte w końcówce sezonu 4 nabierają rozpędu, a nowe postaci nadają historii różnorodności.

 

 

Wreszcie możemy być pewni, że scenarzyści stworzyli już bazę, na której będą w stanie budować zupełnie nowe, wciągające wątki. To całkowita odmiana od sezonu czwartego, który do samego końca nie posiadał naprawdę wciągającego motywu przewodniego, zastępując go ciągiem  raczej przypadkowych zdarzeń. Strangers to gratka dla osób uwielbiających domysły. Z jednej strony na sekundkę powrócił tu samochód z porwaną Beth, z drugiej pojawia się owiany tajemnicą i przekleństwem Ojciec Gabriel, piekielnie bojący się szwendaczy. Za sprawą Abrahama na tapet wrzucono także napoczęty już plan podróży do Waszyngtonu. Początkowo myślałem, że małe nieporozumienia między decyzjami Ricka i Abrahama doprowadzą bohaterów do konfliktu, ale ugodowa postawa Szeryfa rozwiała moje przypuszczenia. Strangers zaliczyłbym do tych wyciszonych, ciągnących się epizodów, ale niekoniecznie w złym sensie tego słowa – w miarę spokojna atmosfera pozwoliła przytłoczyć widza, zbudować nastrój tajemnicy i zagrożenia – również przez zbieranie po drodze nowych wątków (jak ojciec Gabriel na przykład), przemieszane z drobnymi elementami akcji (apropos –  wchodzenie do wody po pas – jest trochę ryzykowne – nigdy nie wiadomo czy na dnie nie czai się zombiak – o czym doskonale powinien już wiedzieć Bob). Właściwie tylko kwestią czasu było aż w TWD odbębniony zostanie wątek religii i wiary, zapoczątkowany przez świętej pamięci Hershela. Patrząc na niejednoznaczną postać Ojca Gabrial mam nadzieję, że nie ograniczy się on jedynie do pomst pod tytułem: „jak Bóg może pozwalać na takie okrucieństwo?”. Gabriel z pewnością ukrywa coś przed resztą, co? (zapewne każdy ma tu jakąś swoją teorię) Czy wiąże się, to jakoś z samochodem porywaczy Beth? A może z Terminus?. Jak pisałem – oddaję Wam wszelkie domysły, nie będę nic tutaj sugerował. Fajnie, że bardzo szybko dostaliśmy także malutką, ale nowiutką lokację – jaką jest kościół, pełen śladów dawnego religijnego życia.

 

Gabriel

 

W ostatnim czasie sporo czasu poświęcałem Rickowi, którego zachowanie w najnowszym odcinku jedynie potwierdza, że szeryf zmienił się w osobę nieufną, podejrzliwą i niechętną do pomocy innym.  Poza tym czy tylko mi się wydaje, czy przechodziliśmy już przez rozmowę o  pozornym bezpieczeństwie (mam na myśli dialog Ricka i Carla w kościele). W końcu od farmerskich czasów zmieniło się sporo i Grimes uświadomił sobie, że nigdy nie powinno się „opuszczać gardy”  (ta konkluzja która nasuwała się w finale czwartego sezonu). Więcej uwagi przyciągnęła za to reszta obsady. Tak  też, przyjrzeliśmy się bliżej kwitnącemu związkowi Sashy i Boba, w którym nagłe nasilenie optymizmu mogło sugerować, że paradoksalnie historia źle się dla Stookeya skończy (fajnie było zobaczyć reakcję Tyressa na nową sympatię siostry). Oczywiście zobaczyliśmy także Glenna i Maggie, którzy wreszcie po tygodniach rozłąki mogli w spokoju pobyć razem. Właściwie dopiero teraz bohaterowie mieli okazję spokojnie porozmawiać. Rozmowy przyniosły głównie pojednanie na linii Rick, Daryl i Carol oraz decyzję o wycieczce do Waszyngtonu, do głowy nie przychodzi mi nic co mogło by choć trochę uatrakcyjnić wizję wspólnego spotkania (było trochę wspomnień Hershela, Andrei, Gubernatora – za to mały plus).

 

Bob i Sasha

 

Sugestywne zamknięcie odcinka, wykorzystujące grę kadrami znowu przybiło kolejny gwóźdź do tabliczki telewizyjnego tabu – w końcu kanibalizm i to w tak bezpośredniej formie, nie jest tu tematem mile widzianym, zarówno przez widzów jak i włodarzy. Brawa dla twórców należą się jednak nie za „odwagę” (szokowanie nie każdemu musi się podobać), ale za świetne przejście od Terminus do łowców. Nie dość, że komiksowy wątek został wprowadzony do serialu, to okazuje się znacznie bardziej rozbudowany – o motywację i przeszłość grupy obecnych antagonistów. O ile mogę tak powiedzieć, udało się to zrobić ze sprawnością i klasą. Niby nic trudnego – wystarczyło tylko pozbyć się Terminus, a jego mieszkańców skazać na łowiecki tryb życia, ale pomysł wprowadzono zgrabnie i bez naciągnięć.

W monologu Garetha można wychwycić trochę strasznej prawdy, ale szybko odkryć, że w tłumaczeniu Terminusowców jest o wiele więcej fałszu niż czystego pragmatyzmu (w końcu nie bez powodu śledzili grupę, z zemsty czy głodu?). Można dbać o swoje interesy, jednocześnie nie uciekając się do „bestialskich zachowań w imię przetrwania”. 

Dało się wyczuć, że autorem scenariusza Strangers był Robert Kirkman, choć „chmurkowe”, pourywane dialogi nie są już tak dostrzegalne jak wcześniej. Umiejętna gra kadrami składa się z kolei na uderzającą końcową scenę z przelatującymi w tle obrazami „ucztujących” w kościele i lesie. Jej Dramatyzm uderzał naprawdę w momencie, w którym widzieliśmy w jak okropnej sytuacji znalazł się Bob (choć osoby znające oryginalny wątek oraz uważniejsi widzowie powinni po prostu domyśleć powodu rozpaczy Boba). 

 

Mich i Carl

 

Czuję się wciągnięty. Jestem ciekawy co dzieje się z Beth, co skrywa przed nami i grupą Ojciec Gabriel oraz jak zakończy się temat łowców. Sezon piąty jak na razie spełnia oczekiwania i przekonał, że twórcy rzeczywiście są jeszcze gotowi na opowiedzenie wielu nowych, intrygujących historii. Oby kolejne odcinki utrzymały ten poziom.

 

 STRANGERS - OUTRO

 

 

 

 

 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts