Biżuteria Handmade

the-walking-dead-episode-706-oceanside-3-935Chyba mało kto spodziewał się, że odcinek poświęcony Tarze i Heathowi wcale nie okaże się „najgorszym w tym półsezonie zapychaczem”. Zapowiadało się, że dwójka tych, niespecjalnie lubianych bohaterów zachodzi się na śmierć po lasach i jak zwykle niewiele z tego wyniknie. W pewnym sensie twórcy TWD potrafili nas jednak zaskoczyć. Swear charakteryzował się nie tylko całkiem nieźle podanym motywem przewodnim, ale też udaną narracją oraz budową świata przedstawionego. I nawet jeśli sporo było w nim „kreskówkowości”, to i tak wypadło to znacznie lepiej niż w epizodzie Go Getters.

W przypadku dwóch ostatnich odcinków The Walking Dead twórcy posługiwali się jakimś motywem przewodnim ustawiającym całą konstrukcję fabularną epizodu. O ile więc tydzień temu przerabialiśmy temat przywództwa w grupie, o tyle w odcinku Swear przybliżono nam wałkowany już parę razy wątek przetrwania własnej grupy i instynktu samozachowawczego. Nie byłoby niczego złego w takim utematycznianiu epizodów, ale zwykle kolejne porcje historii krojone są w nich po prostu zbyt grubo, by widz, mógł przełknąć je z pełną satysfakcją. I tak w Swear niby przypadkiem Heath i Tara zarysowują w trakcie dyskusji w przyczepie główną tematykę odcinka. Wychodzimy więc od tezy „każdy chce tylko uratować swój tyłek”, aż tu nagle, niby przypadkiem w fabule pojawia się sytuacja doskonale ilustrująca kwestie etyczne poruszane przed chwilą ustami bohaterów. Przypadek? Dodajmy do tego w większości udane, ale być może nieco natarczywe żarty Tary i absurdalnie nieporadne Amazonki z Oceanside (celnością i refleksem przypominały raczej szturmowców ze starej trylogii Gwiezdnych Wojen). W tle brakowałoby jeszcze lecącego Staying Alive i mielibyśmy kreskówkowy klimat pełną gębą.

15179175_1699170347063930_6986989053749334499_n

The Walking Dead nie powinno stawać się jednak typowym hollywoodzkim show, w którym wydarzenia rozgrywają się zgodnie z jakimś scenopisarskim podręcznikiem (np. kupa piasku = pułapka ze szwendaczami). Mimo wszystko tematykę przetrwania udało się ostatecznie całkiem nieźle wpleść w całość epizodu, a przy okazji dorzucono też cegiełkę do budowy uniwersum The Walking Dead. Twórcy nie poszli bowiem na łatwiznę i zamiast łażeniem po lesie, uraczyli nas całkowicie nowym dla bohaterów środowiskiem amerykańskiego wybrzeża (trochę jak w polskim Dead Island). Nowa społeczność, choć równie kreskówkowa i przerysowana co większość elementów epizodu, potrafiła też zainteresować. Szczególnie kiedy Tara poznawała ją z ukrycia nie wiedząc do końca czego może spodziewać się po żyjących w buszu Amazonkach.

the-walking-dead-episode-706-oceanside-935

Zainteresowanie odcinkiem podtrzymywała też inwersja narracji. Wydarzenia przedstawiano nam w końcu na dwóch płaszczyznach czasowych, ucinając poszczególne historie w ważnych momentach. To zabieg stary, choć wcale nieczęsto stosowany. Być może dlatego w odcinku Swear wydawał się całkiem świeżą formą opowiadania historii. W końcu nie tak łatwo oderwać się od odcinka kiedy w głowie kołacze się pytanie „co stało się z Heathem?” i „jak to się stało, że Tara wylądowała nieprzytomna na wybrzeżu?”.

the-walking-dead-episode-706-tara-masterson-2-935

Problemem tego typu odcinków opowiadających właściwie samodzielną historię, jest jednak czas antenowy (boryka się z tym także Supernatural w swoich „zapychaczowych” epizodach). Scenarzyści muszą przez to w bardzo szybki sposób wysyłać do widza sygnały na temat prezentowanych, nowych bohaterów i społeczności. Dlatego zwykle decydują się na dosyć toporne, ale wyraziste zarysowywanie ich charakterów. Tak więc, już na początku odcinka za sprawą rządnej krwi dziewczynki dowiedzieliśmy się, że społeczność Oceanside nie jest zbyt przyjazna dla „przyjezdnych”. Łatwo było także przewidzieć, że panie Amazonki miały już do czynienia ze Zbawcami i że wcale nie mają ochoty puścić Tarę wolno. Z jednej strony możemy cieszyć się więc pewną konsekwencją w budowie świata (macki Zbawców sięgają najwyraźniej daleko), ale z drugiej strony możemy pomarudzić na straszną, filmową kliszę „puścimy cię wolno, ale tak naprawdę strzelimy ci w plecy”.

the-walking-dead-episode-706-beatrice-venskus-935

Podsumowując więc epizod Swear. Twórcy miejscami chodzili w nim na łatwiznę racząc widzów dosyć miernymi środkami przekazu, jednakże potrafili wykazać się także przebłyskami pomysłowości, które objawiły się na przykład w narracji i „budowie świata”. Żałuję też trochę, że wątek przetrwania powrócił dopiero teraz, rok po wydarzeniach, które wywołały związaną z nim dyskusję. Z perspektywy widza, wszelkie obawy i emocje Heatha, którym dał upust w Swear, okazały się nieco przebrzmiałe, a sama kłótnia bohaterów o wartości wydawała się nieco wymuszona. Scenarzyści mogli jednak w całości skupić się na próbach „pogłębienia charakterów”. Na szczęście postanowili postawić jednak na opowieść i świat przedstawiony, wykorzystując jedynie humorystyczny potencjał Tary. Scenarzyści TWD nie byliby również sobą, gdyby nie pozostawili widzom kolejnego, taniego tropu do dyskusji. Co znaczyło napisane na kartce PPP? Miejmy nadzieję, że nie dowiemy się tego dopiero za rok.

Ocena:
6,5/10

Fotosy:
www.amc.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts