Biżuteria Handmade

TWD

        Śmierć Beth Green, której byliśmy świadkami w półfinałowym odcinku piątego sezonu „The Walking Dead„, wywołała przeogromną wrzawę w fandomie serialu. Mimo swojej przewidywalności, okazała się ona na tyle kontrowersyjnym materiałem, że dyskusje na jej temat nie milkną po dzień dzisiejszy. Ku mojemu ogólnemu zdziwieniu, widzowie poruszyli nie tylko tak trywialne kwestie jak niespełnione shippy. Spora część z nich zwróciła uwagę na poważniejszy problem, dotyczący w głównej mierze aspektów scenariuszowych. Wśród licznych postów zawsze padało zasadnicze pytanie: „dlaczego znowu pozbyto się bohaterki w pełni moralnej?„.

Beth1

      Jak każdy doskonale wie, „Żywe Trupy” szczycą się mottem „nikt nie jest bezpieczny„. W teorii jest to założenie rewelacyjne, ponieważ wprowadza uczucie niepewności oraz wizję ciągłego niepokoju nad dalszym życiem poszczególnych bohaterów. Szkoda jedynie, że nie przekłada się to na rzeczywisty stan rzeczy. Kiedy prześledzimy serial od jego pierwszego odcinka („Days Gone Bye„), aż do ostatniego („Coda„) możemy wyłapać pewną tendencję w realizacji wspomnianej wyżej bazy. Z podsumowania wszystkich dotychczasowych zgonów wynika, że największa śmiertelność zadomowiła się w grupie indywiduów, które w całości zachowały swoją moralność lub nieznacznie ją zachwiały na skutek kilku krytycznych momentów. Lista prezentuje się następująco (wymienię tu zarówno postaci główne jak i poboczne, ważne dla fabuły):

  1. Jim
  2. Amy
  3. Jacqui
  4. Patricia
  5. Dale
  6. Lori
  7. T-dog
  8. Axel
  9. Oscar
  10. Andrea
  11. Milton
  12. Karen
  13. Hershel
  14. Mika
  15. Lilly
  16. Meghan
  17. Bob
  18. Beth

*pominąłem licznych jednoodcinkowych lub trzecioplanowych epizodystów pokroju Sophie, Jimmiego czy Haley, ponieważ ich rozwój jest na tyle słaby, że nie przyczyniają się w znacznym stopniu do sposobu ujęcia tematyki moralności w „The Walking Dead”

W przeciągu pięciu sezonów pozbyto się aż 18 postaci stanowiących przeciwwagę dla mocno podupadłej na człowieczeństwie i często zachwianej na psychice grupie reprezentowanej przez Ricka i resztę. Jak na raptem 59 wyemitowanych odcinków, jest to ilość ogromna, która po prostu dominuje w statystykach. Zresztą ciężko żeby sytuacja była inna, skoro zgony „po drugiej stronie barykady” zamykają się w kilku sztukach:

  1. Shane
  2. Merle
  3. Allen
  4. Martinez
  5. Gubernator
  6. Lizzie
  7. Joe
  8. Gareth

*Dawn Lerner oraz Randall zostali przeze mnie pominięci, ponieważ serial nie przedstawił nam jasnych przykładów, które jednoznacznie wskazałyby na ich pełen lub częściowy antagonizm

*jednoodcinkowi epizodyści pokroju Dave’a, Tony’ego czy Shumperta, podobnie jak i w przypadku bohaterów moralnych, zostali przeze mnie pominięci z dokładnie tych samych pobudek

Po przeanalizowaniu drogi rozwojowej „The Walking Dead„, zacząłem się zastanawiać co wpływa na taki, a nie inny stan rzeczy. Czym motywowane są kolejne zgony scenariuszowe? Jaki jest ich cel? Co twórcy chcą nimi osiągnąć, stawiając na pozbycie się niekiedy bardzo silnych oraz kontrastujących osobowości? Moja finalna konkluzja dotycząca tego tematu uwzględnia w sobie dwie następujące opcje:

  1. jest to stała konsekwencja w budowie świata przedstawionego serialu
  2. jest to scenariuszowe pójście na łatwiznę, mające na celu całkowite zminimalizowanie skrajnych odchyleń od głównej tematyki

Andrea

       Jak powszechnie wiadomo, twórcy „The Walking Dead” kreują swój produkt jako dzieło niezwykle dramatyczne, którego świat do cna przesiąknięty jest dramatyzmem, fatalizmem, uczuciem anihilacji oraz kompletnej dehumanizacji. Jako odbiorcy, wchodzimy zatem na grunty pierwszej z wymienionych przeze mnie opcji, która na domiar wszystkiego jest jedną z nadrzędnych sposobów rozumienia serialu, narzuconą niejako przez samych scenarzystów. Częstotliwość przedstawianych nam zgonów można potraktować jako pewną ideę, mającą na celu jak najtrwalsze umocnienie widza w przekonaniu, że moralność po prostu nie ma racji bytu. Pozbywanie się kolejnych osób o tak silnych hierarchiach wartości ma nas uświadomić, jak destrukcyjne oraz brutalne stało się otoczenie, w którym przyszło żyć bohaterom. Jednym słowem, wiara w człowieczeństwo to wiara bez przyszłości, która z góry skazana jest na niepowodzenie, a tym samym pewną śmierć. Przypatrzmy się temu, ilu bohaterów walczyło za swój światopogląd i jaki przyniosło to skutek. Czy uchroniło to innych od tragicznego końca? Rozchodzi się o to, że nie. Można zatem uznać, że Robert Kirkman, wraz ze swoim sztabem producentów, bardzo konsekwentnie podchodzi do tematu, starając się kurczowo trzymać wytyczonych ram. Oprócz tego, że uwierzytelnia świat TWD, to na dodatek podbudowuje kondycje pozostałych przy życiu postaci, pogłębiając niejako ich coraz gorszy stan. Obecnie serial rzuca nam w oczy tylko jedno: „brutalne i stanowcze działanie jest jedynym gwarantem przetrwania„.

Lori

       W poprzednim akapicie przedstawiłem teoretyczne ujęcie tematyki serialu. Zastanówmy się jednak, czy ta górnolotna i robiąca niemałe wrażenie formułka, ma w ogólne swoje przełożenie na rzeczywisty obraz. Po przeanalizowaniu całego materiału, można dojść do wniosku, że niekoniecznie. No bo tak na dobrą sprawę, czy śmierci wyżej wymienionych indywidualistów wywołane zostały bestialstwem postapokaliptycznego świata? Rozchodzi się o to, że nie. Poza postaciami pierwszego i drugiego sezonu, cała reszta poniosła śmierć przez głupotę innych, a nie ze względu na destrukcyjny wpływ panujących warunków. Hershela nie zabiła jego wiara w ludzkość, kreska na Andreę nie została położona przez jej przemożne przywiązanie do człowieczeństwa, a Mika nie zginęła przez swoją dziecięcą niewinność. T-dog również nie kopnął w kalendarz ze względu na wyznawane przez siebie wartości. Czy można zatem uznać to za naturalny, a już tym bardziej logiczny rozwój? W mojej ocenie nie bardzo, ponieważ jak mówiłem wyżej, zabił ich niekiedy przemożny egoizm oraz idiotyczne działania pozostałych bohaterów. Zdarzało się również, że postać pożegnała się ze światem żywych poprzez maksymalne nagięcie warunków serialu (np. Beth czy Dale). Jak na ironię wszystkich tych zgonów można było niezwykle łatwo uniknąć. Zastanawiającym w tym wszystkim jest jeszcze to, dlaczego twórcy w swojej własnej desperacji posuną się do aż tak wielkich absurdów, po to tylko aby pozbyć się problematycznej, a tym samym niewygodnej postaci?

Dale

        W ten oto sposób, weszliśmy na grunty opcji numer dwa czyli scenariuszowego pójścia na łatwiznę. Twórcy stworzyli sobie bardzo hermetyczny oraz monotematyczny obraz ocalonych z apokalipsy. Na dzień dzisiejszy, każdy z bohaterów jest dokładnie taki sam. Fabuła dąży do ich jak największego upodlenia (Rick), załamania (Daryl, Tyreese) lub całkowitej zmiany wyznawanych poglądów na jak najmniej moralne (Carol, Sasha). Każdy, niczym jeden mąż, krok po kroku spotyka coraz to grosze tragedie, które jeszcze bardziej pogłębiają wewnętrzne zezwierzęcenie. Prowadzenie tego jednotorowego procesu pozwala na proste wykreowanie każdego z osobna. Rzuca się po prostu jakąś tam ramę i do tego dobudowuje całą otoczkę. Nie chcę nawet wspominać o fabule, która jest automatycznie do tego dopasowywana, a tym samym przewidywalna i nudna. W tym wszystkim nie ma już miejsca na normalność czy jakiekolwiek ludzkie odruchy, a jeżeli jakieś się pojawią to w raptem jednym odcinku na cały 16-epizodowy sezon. To już nie jest udramatyzowanie postaci. To jest po prostu najczystsze lanie wody i wprowadzanie iluzji złożoności. 

Hershel

       Obecność postaci moralnych, grających pierwsze skrzypce, mocno zaburzyłaby wypracowaną monotonną stabilizację. Prawda jest taka, że twórcy musieliby zacząć pracować nad bardziej zróżnicowanym materiałem, ponieważ poszczególne wydarzenia wymusiłby skrajne odmienne reakcje. Inaczej do problemu Grady Memorial Hospital podchodził Rick, a inaczej podchodziłby chociażby dziadek Green. To również wiąże się z licznymi tarciami co do ideologicznego sposób przewodzenia grupą. Kontrastujące charaktery to kontrastujące podejścia, a tym samym brak jednogłośnej zgody co do podejmowanych kroków. O ile w obecnej sytuacji wszyscy przystają na warunki Grimesa, o tyle w przypadku większej różnorodności indywidualistów, byłoby z tym sporo problemów. Scenarzyści zostaliby w ten sposób zmuszeni do przeniesienia się na obszar konfliktowości wewnątrz grupy ocalonych, więc automatycznie dostalibyśmy historię w historii. Nie powinniśmy również zapominać o tym, że wśród głównych mielibyśmy osoby, które nie oddałyby w tak bezmyślny sposób pełnej władzy Szeryfowi. Dostalibyśmy kwestionowanie, podważanie czy nawet stanowcze strofowanie naszego Clinta Eastwooda w tym co robi.

Patricia

        Postaci moralne to kwestia niezwykle problematyczna. Stają się one zarzewiem bardzo wielu odmiennych tematów, które trzeba prowadzić jednocześnie. Zdecydowanie pogłębiają one prezentowaną fabułę, mają większy wpływ na wydarzenia i nie pozostają bierne w stosunku do dynamicznie zmieniających się warunków. Nie zapominajmy również o tym, że są o wiele ciekawsze dla widzów. Twórcy pozbywają się ich, ponieważ wymagają większego nakładu pracy. Stanie w opozycji do głównego nurtu to automatycznie komplikowanie ich dalszego rozwoju. Warto też pamiętać o tym, że są to osobowości na tyle szybkie i niejednoznacznie w swoich zmianach, iż w sposób niezwykle efektywny wpływają na pozostałe osoby w swoim otoczeniu. Nie byłoby w ten sposób połączenia bohater aktywny-bohater bierny, w którym niestety lubują się Scott M.Gimple i jego świta. Producenci zostaliby niejako zmuszeni do zestawiania ze sobą charakterów, które nie ustępowałyby sobie miejsca, walcząc o pozycję w opowiadanej historii. Ja na przykład nie wyobrażam sobie, aby Dale czy Andrea usunęli się w cień dając pole popisu dla innych. Nie byli oni Darylem by tak łatwo dać się stłamsić.

Lilly

       Podsumowując, początkiem jakościowego końca „The Walking Dead” stało się jego założenie. Silna chęć zbudowania świata brutalnego kosztem moralności, odbiła się naprawdę szerokim echem na kondycji serialu. Jednocześnie zabito różnorodność, niejednoznaczność oraz nieprzewidywalność, dając miejsce na fuszerkę i tanie zagrania. Wprowadzono po prostu grę pozorów, którą twórcy starają się zakryć wszelkie niedociągnięcia wywołane ambicjami bez pokrycia. Można powiedzieć, że na własne życzenie wpadli w błędne koło, z którego albo nie mogą, albo po prostu nie chcą wyjść. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że muszą cierpieć na tym fani.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts