Biżuteria Handmade

darylanddwight

W zeszłym tygodniu marudziłem nieco, że The Walking Dead to serial biedny pod względem formalnym, a wszelkie próby eksperymentowania z obrazem i dźwiękiem zwykle nie pasują do klimatu show lub pozostawiają wiele do życzenia jeśli chodzi o ich realizację. Aż tu nagle – w odcinku The Cell – jak na zawołanie dostaliśmy się na całkiem udany, operatorsko-montażowy Rollecoaster. Być może nie do końca wpasował się on w stylistykę The Walking Dead, ale dostarczył nam przyjemnie prowadzoną i przejrzystą narrację, która nadrobiła braki stosunkowo nudnej i przewidywalnej fabuły, poprzetykanej paroma mocniejszymi scenami.

Już sam montaż i muzyka w początkowych scenach najnowszego epizodu przypominały raczej ironiczne Breaking Bad niż ponurą, telewizyjną opowieść o zagładzie ludzkości, zapoczątkowaną przez Franka Darabonta. Mimo tych wszystkich formalnych wybiegów, których odcinek The Cell był pełen, nie doświadczyłem jednak irytacji, którą odczuwałem zwykle kiedy twórcy TWD próbowali w jakiś sposób eksperymentować z formą narracji (Slabtown. Pamiętamy!). Wiele rzeczy odbiegało tu od znanego nam doskonale, charakterystycznego klimatu, ale jednocześnie zostało zrealizowane na tyle dobrze, że aż przyjemnie chłonęło się prezentowane na ekranie wydarzenia – nawet jeśli losy postaci nie należały do wesołych. Zabawa światłem i cieniem (miejscami niczym w kinie noir), niezły montaż, czytelnie prowadzona narracja. Pod tymi względami odcinek naprawdę nie zawiódł. Nawet dosyć oczywiście podana analogia między obecną sytuacją Daryla, a przeszłością Dwighta nie kłuła zbytnio w oczy (a przynajmniej nie tak jakby mogła). Również wyjaśnienie pierwszego spotkania Dwighta i Daryla (jeszcze w 6 sezonie) udało się umiejętnie wpleść w dialogi i wydarzenia prezentowane w epizodzie.

the-walking-dead-episode-703-daryl-reedus-4-935

Jako, że warstwa odcinka poświęcona Darylowi, z wyjątkiem momentu ucieczki i scenek dzielonych z Neganem, nie obfitowała w angażujące widza wydarzenia, moje zainteresowanie przyciągał przede wszystkim Dwight i jego historia. W końcu jeden z „najlepszych ludzi Negana” sam znajdował się kiedyś w sytuacji podobnej do tej, w której obecnie znalazł się Dixon (tyle, że w końcu uklęknął przed swoim nowym panem).  Dzięki lekkiemu uczłowieczeniu tego bohatera dało się go nawet polubić, a przynajmniej zrozumieć. Tym sposobem, postać wydawałoby się po prostu głupia nagle nabrała sensu i całkowicie nowego znaczenie w opowieści. Zwrot ten może wydawać się dziwny biorąc pod uwagę wcześniejsze, bardzo niechlubne dokonania Dwighta. Obecnie stał się on jednak bohaterem o wiele bardziej zniuansowanym niż odczuwający wyrzuty sumienia po śmierci Glenna, ale wciąż niezłomny Daryl Dixon. Wystarczy wspomnieć chociażby pościg Dwighta za dawnym znajomym i sceny odsłaniające kulisy jego dosyć tragicznej historii.

the-walking-dead-episode-703-daryl-reedus-5-935

Wracając jednak do Dixona – choć tortury, którym poddawany był przez sporą część odcinka mogły wydawać sie początkowo dosyć brutalne, to powiedziałbym, że w porównaniu z tym jak groźni wcześniej jawili mi się Negan i Zbawcy to próby złamania człowieka w postaci zamknięcia go w ciemnej izolatce, karmienia paskudnym jedzeniem, puszczania monotonnej muzyki i okazyjnego bicia okazały się dosyć… łagodne (nawet biorąc pod uwagę, że Daryl stanowi potencjalnego członka gangu). A przynajmniej na tyle nieskuteczne, by Dixon, mimo siniaków na całym ciele i opuchniętej twarzy nie dał się Neganowi złamać.

Początkowo herszt Zbawców, przechadzający się wśród swoich poddanych, nie zdawał się budzić odpowiedniej grozy. Na szczęście nadrobił to w trakcie odcinka parokrotnie. Jego udziałem stały się trzy, trzymające w napięciu sceny. Mimo, że byłem właściwie pewien tego jak potoczy się historia, to miejscami bałem się wręcz o los Daryla (szczególnie kiedy Lucille znalazła się centymetry od jego głowy). Niestety pomijając te drobne chwile niepewności, fabuła odcinka przebiegła dokładnie tak jak można było się tego spodziewać.

the-walking-dead-episode-703-dwight-amelio-2-935

Żałuje też nieco, że sama drużyna Zbawców to tak naprawdę tło dla poczynań Negana. W dodatku cała struktura tej grupy „zagubionych chłopców” nie została przestawiona w sposób wystarczająco jasny dla widza. Wiemy, że raz stając się członkiem gangu nie można już z niego wystąpić, grupa żyje z wyzysku innych, a Negan stara się mieć wszędzie swoje oczy i uszy (na razie musimy zadowolić się tą garstką informacji podawanych odcinek po odcinku). Nowy antagonista ma też bardzo wyraźny styl bycia. Morganowi udaje się jak na razie nie przesadzać z jego akcentowaniem. Z resztą, nie ma takiej potrzeby, bo dzięki swoim wcześniejszym dokonaniom z premierowego odcinka, Negan i tak, automatycznie, zasiewa w sercu widza niepokój kiedy tylko pojawia się na ekranie.

the-walking-dead-episode-703-dwight-amelio-935

The Cell nie należał więc do epizodów ciekawych pod względem fabuły. Właściwie wszystko okazało się w nim do bólu przewidywalne. Odgrywany przez Normana Reedusa Daryl Dixon nie bez powodu uchodzi wśród fanów TWD za postać zupełnie nietykalną (z paroma koniecznymi wyjątkami). Jedyną wartą uwagi, popychającą do przodu fabułę informacją okazała się ta dotycząca przeszłości Dwighta. Niedobory scenariusza (wynikające raczej z braku nowości i ciekawych wydarzeń) nadrobiono jednak udaną i przejrzystą narracją oraz interesującą stroną formalną. To dzięki nim, mimo dosyć ciężkiej tematyki, odcinek The Cell ostatecznie okazał się dosyć lekki w odbiorze i pozbawiony fałszywych nut.

Ocena:
7,5/10

 

Fotosy:
www.amc.com

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts