Biżuteria Handmade

walking-dead-s07e01-review

       Chciałem ten odcinek znienawidzić. Chciałem go w recenzji zrównać z ziemią. Chciałem go po prostu zmiażdżyć hejtem w najczystszej postaci. Chciałem nie pozostawić na twórcach ani jednej suchej nitki. To wszystko w rewanżu za niekończące się cyrki, ogromną farsę oraz kuriozalne szopki odstawiane w ostatnich miesiącach. Krytyka największego w ich mniemaniu dokonania, należała im się jak w żadnym innym przypadku. Po prostu zapracowali sobie na to. Jest jednak pewien problem- nie potrafię tego zrobić. Po ponad tygodniu od premiery, nie jestem w stanie powiedzieć ani jednego negatywnego słowa na temat tego, czego doświadczyłem w ostatni poniedziałek. To co zobaczyłem, to w jakim stanie pozostawił mnie odcinek oraz co czułem podczas jego oglądania jest wręcz nie do opisania. Po raz pierwszy od dawien dawna zostałem emocjonalne zgnieciony, przeżuty i wypluty materiałem sygnowanym marką TWD i to do tego stopnia, że czuję wewnętrzny sprzeciw przed kolejnym jego obejrzeniem.

the-walking-dead-season-7-negan-morgan-935-1

       Na myśl o premierze sezonu 7 odczuwam jedno- odrazę. Jest to najczystszej postaci wstręt, szczególnie kiedy przypomnę sobie jak łatwo ekipa zapędziła mnie w kąt, w którym nie potrafiłem kontynuować seansu, ale jednocześnie nie byłem w stanie zmusić się do jego wyłączenia. Chciałem, ale nie mogłem… A każda kolejna sekunda obrazu jeszcze mocniej skręcała mi żołądek, dokręcała śrubę i przytwierdzała do ekranu. To było jak koszmar, który mimo swojego horroru oferował maksimum satysfakcji i zadowolenia z bycia jego częścią. Zachwyt mieszający się z uczuciem mdłości podchodzących do gardła, to rodzaj materiału którego dotychczas widzom nie oferowano. Nie ma tu żadnego pola porównawczego z tym, co do tej pory widzieliśmy. Gubernator, Terminus, Wilki- dzieci próbujące bawić się w powagę. „The Day Will Come When You Won’t Be” to odcinek, który nareszcie pokazał nam, że świat TWD to nie czarno-biała psychologia dzieląca się na dobrych i złych; to dobitne masochistyczne bestialstwo oparte na twardej logice, ogromnej inteligencji i samoświadomości ludzi stanowiących prawdziwą twarz apokalipsy. Są to ludzie, którzy tak naprawdę niczym nie różnią się od znanych nam protagonistów, jednak żeby to dostrzec potrzebne było mocne „walnięcie„, co otwarcie nowej ery w historii TWD czyni jeszcze bardziej przerażającym.

twd-7x01

       Fabularnie premiera 7 sezonu rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym zostawił nas sezon 6. No, może parę minutek dalej, ale czego nie robi się dla tragizmu treści, prawda? Generalnie na tapecie pierwsza konfrontacja z Neganem i choć nie dzieje się tak naprawdę nic co stanowiłoby rzecz niespodziewaną, widz nie ma siły by oderwać się od ekranu. Siedzi, chłonie i próbuje zebrać się do kupy, będąc świadkiem maksymalnie wyśrubowanego dramatyzmu, będącego wyrazem nowo kształtującego się na gruzach doszczętnie zmiażdżonej, zdeptanej i emocjonalnie rozbitej grupy protagonistów ładu. Amplituda tego dramatyzmu jest tym bardziej spotęgowana, kiedy idziemy przez odcinek ze świadomością schyłku pewnej ery TWD. Od tego momentu historia przestaje być już tym czym była dotychczas. Wkraczamy w nowe, nieznane i niepewne obszary, gdzie niezwyciężenie znanych nam bohaterów pęka jak bańka pod wpływem nowego terroru, który tak de facto sami na siebie ściągnęli.

zywy-przeglad-intro

       Po raz pierwszy od dawien dawna, ekipie TWD udało się idealnie „skonsumować” całe 40-kilka minut oddanego im czasu antenowego. Widać ewidentnie, iż odpowiedzialny za scenariusz Scott Gimple doskonale wyczuł sedno swojego zadania, dostarczając nam rzecz przemyślaną strukturalne oraz odpowiednio podkoloryzowaną zabarwieniem emocjonalnym. Kiedy myślę o premierze S7, odczuwam wrażenie kompletności, zarówno pod względem prezencji nowych bohaterów, jak i w warstwie typowo socjologiczno-psychologicznej. Mówiąc wprost, udało im się zmyć z siebie kompromitację wywołaną koszmarnym cliffhangerem.

the-walking-dead-episode-701-glenn-yeun-935

        Odcinek tak de facto już od samego początku wywołuje klaustrofobiczne osaczenie, który ulega nasileniu wraz ze zgonem Abrahama. Oglądając kolejne sekundy można poczuć ogromny dyskomfort, który ciężko kojarzyć z dotychczas umiarkowanie łagodnym TWD. Mówiąc szczerze, czułem się z tym dziwnie bo to zupełnie nowy rodzaj percepcji tego serialu. Coś nowego, coś świeżego, coś innego. Ciężko było się z tym oswoić. Niemniej, prawdziwe załamie przyszło dużo później, a dokładniej wraz ze śmiercią Glenna. W tamtym konkretnym momencie coś we mnie pękło. Choć znałem komiks i doskonale wiedziałem co na mnie czeka, na taki odbiór i takie uderzenie nie byłem gotowy. W jednej chwili poczułem się dokładnie tak samo jako bohaterowie. Zdezorientowany, zniesmaczony, dobity. Czy było to efektem zaprezentowanego gore? Wręcz przeciwnie. Bestialstwo niniejszej sceny jak i jej brutalności były efektem wszechobecnej tragedii, wyrażającej się w psychicznym i fizycznym załamaniu bohaterów. Rzuty na przerażone twarze poszczególnych postaci, ich pełne bólu wyrazy oraz ostatnie, pełne nadziei i wiary zdania czy gesty zabijanych postaci…To potrafiło złamać.

the-walking-dead-s7e01-pre-rick-grimes-andrew-lincoln-800x600

       Emocje, które zostały zbudowane w oparciu o ówcześnie zaprezentowane zgony, z całym swoim bagażem przeniosły się na motyw psychicznych tortur Ricka, których po prostu nie dało się oglądać. Jakkolwiek fragment w RV można było jeszcze jakoś przełknąć, tak granica została zupełnie przekroczona w chwili prób odrąbania ręki Carlowi. Było to zdecydowanie za dużo. O wiele za dużo. Presja Negana, krzyk zasmarkanego Ricka i do tego jeszcze pełne rezygnacji przyzwolenie Carla… Oglądając ten fragment odniosłem wrażenie, że ekipa przekroczyła wyjątkowo cienką linię między rzeczami akceptowalnymi dla telewizji. Nie w przypadku Gubernatora, nie w przypadku Lizzie, ale właśnie tutaj ekipa w końcu poszerzyła granice tolerancji. Ja sam choć widziałem już sporo, poczułem się koszmarnie niekomfortowo i to do tego stopnia, iż nie jestem pewny czy chciałbym to powtórzyć w najbliższym czasie.

the-walking-dead-episode-701-rick-lincoln-3-935

       Załamanie Ricka to element premiery, który na nowo zdefiniował stylistykę TWD. Szykuje nam się zupełnie inny sposób odbioru prezentowanych treści, tym razem z perspektywy ofiary, a nie drapieżnika. Widać to doskonale na tle ustanawianych właśnie relacji między Grimesem, a Neganem. Wszystko opiera się na czystym strachu, złamaniu kręgosłupa moralnego i dawnego pojmowania rzeczywistości. W świecie istnieje ktoś dużo bardziej potężniejszy, który pomimo braku zahamowań, zachował zdrowy rozsądek. Morderca, a może człowiek utożsamiający prawdziwe oblicze nowego świata?

       Sama charakterystyka Negana nie jest natomiast czymś wiele zaskakującym. Do granic możliwości cyniczny oportunista, z zero-jedynkową logiką, żelaznym taktycyzmem i zamiłowaniem do brutalności. Czy to osoba z pogranicza choroby psychicznej? Możliwe, ale idąc tym tokiem rozumowania, każdy z bohaterów podpada pod paragraf. Bardziej adekwatnym będzie określenie go mianem osoby stanowiącej symbol nowych czasów, normowanych wszechobecną śmiercią i brakiem granic.

the-walking-dead-episode-701-rick-lincoln-935

       Nie ma wątpliwości co do tego, że „The Day Will Come When You Won’t Be” wywołuje zachwyt. To rzecz oczywista. Niemniej, nawet i na zachwycie udało się ekipie TWD dokonać istnego gwałtu, którym niestety okazało się oddanie posady reżysera Gregorowi Nicotero. Gdyby nie silny wydźwięk emocjonalny warstwy scenariuszowej oraz duże zaangażowanie obsady (Andrew i Jeffrey na piedestale), Nicotero mógłby całkowicie położyć epizod, o co nie trudno z perspektywy reżyserii. Poza kadrami opartymi na zbliżeniach na twarze bohaterów, pozostałe zagrywki okazały się niedopuszczalnymi, wprowadzającymi niepotrzebny patos, ckliwość i groteskę. Złe użycie warstwy muzycznej, chwyt na czarno-białe flashbacki, tragiczne echo demonicznego głosu Negana…Z mojej strony kategoryczne nie.

       Podsumowując…eh, tym razem bez większego podsumowania. Mówiąc jednym zdaniem, odcinek wspiął się na wyżyny swoich możliwości jak i oczekiwań fanów na całym świecie. Zmiótł nie tylko całą konkurencje, zyskując widownię rzędu 17mln, ale również doszczętnie rozłożył sferę recenzentów, którzy jednogłośnie przyznali że TWD nieodwracalnie przekroczyło pewne normy. Ocena to rzecz już zatem czysto formalna- należne i w pełni zasłużone 9.5/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts