Biżuteria Handmade

Suicide King

Doczekaliśmy się. Premiera The Suicide King za nami. Odcinek już na samym początku dostarczył sporo dobrej akcji, czego z resztą można było się spodziewać po stanie rzeczy z jakim zostawili nas scenarzyści w 8 odcinku. Co prawda, po nowym epizodzie nie należy oczekiwać wspaniałej jakości na poziomie wspomnianego finału półsezonu ? tempo z czasem stopniowo zwalnia, a dalszą część fabuły napędzają głównie rozmowy, całość ogląda się jednak z niespadającym zainteresowaniem, szczególnie, że bohaterów czekają kolejne trudne wybory…

Jeśli nie straszne Ci spoilery i pragniesz dowiedzieć się jak potoczyły się losy ocalałych bez oglądania – zapraszam do dalszej lektury.

 

Nie ma chyba jednoznacznego wytłumaczenia, dla którego logicznym wydawałoby się nadanie nowemu odcinkowi tytułu The Suicide King. W mojej, osobistej interpretacji, królem samobójców obwołałem dzielnego Ricka, który w 9 już epizodzie 3 sezonu, po raz kolejny, postanawia narazić się gubernatorowi w jego własnym ?królestwie? ? wszystko po to aby odbić z jego rąk pojmanego we wcześniejszej akcji Daryla. W sekwencji otwierającej wracamy do wydarzeń z ostatniego odcinka ? bratobójczego pojedynku o przetrwanie, podczas którego towarzyszy widzowi nutka niepewności o intencje braci, wyglądających początkowo na zdeterminowanych i zaangażowanych w walkę. Całe przedstawienie okazuje się jedynie grą na zwłokę bohaterów w oczekiwaniu na cudowny dar losu. Po efektownej miotaninie na arenie do akcji wkracza wesoła ekipa wspomnianego już Ricka, ratująca braci z opresji. Karabiny, dym, szwendacze i demoniczny gubernator z opaską na oku ? ten opis powinien wystarczyć złaknionym emocji i klimatu.

The Suicide King Governor

Wracając jednak do samych Dixonów i ich pierwszego spotkania w serialu – dobrze przedstawione zostają relacje pomiędzy braćmi, którzy droczą się i przekomarzają, widać jednak, że obu łączą nierozerwalne więzy krwi. Merle czuje się odpowiedzialny za młodszego braciszka (a braciszek za Merla). Ciekawszym momentem odcinka jest też ?konfrontacja? starszego Dixona z resztą grupy ?ratunkowej? Glennem i Michonne ? który we wcześniejszych spotkaniach nie pokazał im się raczej od strony miłego dżentelmena. Podczas utarczki słownej Daryl broni byłego sprzymierzeńca gubernatora ? jednak bezskutecznie. Co mnie bardzo przy tych scenach ucieszyło to zachowanie Ricka, który po raz kolejny pokazał, że nie da sobie w kaszę dmuchać i kiedy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli sprowadził Merla do poziomu podłogi. Coraz milej słucha się też rozmów bohaterów, które nie przypominają już bezsensownego bełkotu pozbawionego logiki. Daryl słusznie zauważa, że gubernator zna położenie więzienia dlatego też szybciutko postara się przejść do ofensywy, a Rick zaznacza że nie będzie potrafił przełknąć obecności Merla (co jest w 100% zrozumiałe). Nieco irytuje postawa spragnionego zemsty na gubernatorze Glenna wyładowującego swą frustrację na biednym i zmęczonym wszystkim Grimesie, który ?odbija? oskarżenia charakterystycznym raperskim gestem. Ważnym, choć łatwym do przewidzenia zwrotem była decyzja Daryla o odejściu z grupy razem z bratem. Ma się przy tym wrażenie pustki – że grupa powoli rozsypuje się. Co prawda postanowienie Daryla nie oznacza, że go już w serialu nie zobaczymy, to morale wszystkich bohaterów znacznie opadły. Ten fakt wydaje się szczególnie niebezpieczny w perspektywie rychłego ataku gubernatora na więzienie. Jego nowi lokatorzy (których mamy okazję nieco bliżej poznać) z czarnym Tyreesem na czele znajdują w nim troskliwą opiekę Hershela oraz Carol. Scenarzyści po raz kolejny postanowili pokazać widzom jak zmienili się ludzie w ?nowym, podłym świecie? – biała część nowo przybyłej grupy obawiając się nieprzychylnej decyzji Ricka co do ich możliwości pozostania na miejscu postanawia odpowiedzieć złem na doświadczone dobro. Czarna straż ? Tyreese i Sasha skutecznie odciąga ich jednak od niecnych zamiarów.

"The Suicide King" - Tyresse

  Z rzeczy w scenach więziennych irytujących – nieco wkurza sztampowa rozmowa Carla i Carol o minionym życiu i śmierci Lori. Bohaterce ciężko jest też zrozumieć decyzję Daryla, który opuścił grupę wbrew jego wcześniejszym zapewnieniom. Muszę jednak przyznać, że jakoś nie potrafiłem jej współczuć. W Woodbury tymczasem wybuchają poważne (jak na jego ilość mieszkańców) zamieszki wywołane ostatnim zamieszaniem, które nie spodobało się małej społeczności. Migracyjne zapędy ostudziła nieco niezapowiedziana wizyta szwendaczy, które to wywołały niemały popłoch wśród mieszkańców, z wynikiem jednego pogryzionego dobitego z rąk (a raczej spluwy) gubernatora. Scena ta przedstawiona została w iście symboliczny sposób. Mieszkańcy powoli zdają sobie sprawę z tego, że tylko Gubernator jest człowiekiem na tyle silnym psychicznie, by poprowadzić ich przez nowy zmieniony świat. Ich ostatnie wątpliwości rozwiewa Andrea swą mini przemową ? szczerze dla mnie w ogóle nieprzekonywującą ? ale na prosty lud Woodbury podziałała. Poza tym bohaterka próbuje postawić się gubernatorowi, chwilę później dalej naiwnie wierzy w każde jego słowo, co smuci, bo po wszystkim co wydarzyło się w ciągu ostatnich paru odcinków powinna otworzyć szeroko oczy.

"The Suicide King" - The Governor shooting

Sam Gubernator zdaje się „fochać” na cały świat, pochłonięty żądzą zemsty rezygnuje z maski miłego tatuśka i opiekuna pokazując prawdziwe mroczne oblicze (paradoksalnie, bo twarz przesłoniętą ma bandażem ? pamiątka po ostatnim spotkaniu z czarną panią samuraj). W niepokojącym spokoju szykuje plan uderzenia na więzienie, które z pewnością nastąpi w przyszłych odcinkach.

Końcowe sceny również mocno zwracają uwagę widza. Jedna mniejsza, ale bardzo wymowna ? kiedy Rick po powrocie do więzienia bierze małą córeczkę na ręce dziecko zaczyna płakać, a bohater nie wie jak powinien się zachować. W końcu przechodzimy do zapadającego w pamięć zakończenia – dającego znać, że powinniśmy coraz bardziej martwić się o stan psychiczny Ricka. W trakcie dysputy z nowo przybyłym Tyreesem, ni stąd ni zowąd, niczym krwawa Marry oczom Grimesa (i widza) ukazuje się ?martwa? Lori. O ile dawno w TWD nie było momentów, które porządnie mogłyby nastraszyć lub wprowadzić spory niepokój u widza, to zakończenie tego epizodu jest pod tym względem majstersztykiem. Na ekranie totalny chaos i psychodela – Rick krzyczący do ?żony? by zostawiła go w spokoju (prawdopodobnie męczą go wyrzuty sumienia, że nie zdążył pogodzić pogodzić się z nią przed śmiercią), reszta przekonana, że powodem irytacji przyjaciela jest wykłócający się Tyrees, Lori stojąca w białej sukni, w bezruchu z twarzą pogrążoną w ciemności ? budzi to wszystko u widza straszny niepokój, podkreślony psychodeliczną muzyką, której tak bardzo serialu brakowało (w końcu znaczenia nabiera hasło reklamowe Foxu ?czyste szaleństwo?).

Sam odcinek w skali od 1 do 10 oceniam na 8 ? było trochę lepszych scen, ale reszta została zrealizowana tylko dobrze. Teraz pozostaje czekać na epizod 10, który według krótkiej zapowiedzi na końcu ?The Suicide King? przyniesie więcej brawurowej akcji. Oby!

 ?The Suicide King? W skrócie:

  • Rick i Maggie odbijają Daryl’a i Merle’a z rąk gubernatora.

  • Daryl odchodzi wraz z bratem z grupy (Rick nie może zaakceptować nieprzewidywalnego Merla)

  • W Woodbury wybuchają zamieszki (ludzie niespokojni po ostatnich wydarzeniach chcą wyjechać z miasteczka), szwendacze biegają po ulicach (Gubernator szykuje szturm na więzienie, dobija pogryzionego przez szwendacza mieszkańca)

  • Andrea nadal naiwnie ufa gubernatorowi.

  • Nowi bohaterowie Tyreese, Sasha, Ben, Allen próbują przekonać Ricka by pozwolił im zostać na terenie więzienia (wcześniej Allen proponuje przejęcie więzienia siłą, pod nieobecność Ricka) ? Rick boi się jarzma odpowiedzialności za nowych mieszkańców.

  • Rick wariuje – widzi ?martwą? Lori ubraną w białą suknię.

 

Scenariusz: Evan Reilly

Reżyseria: Lesli Linka Glatter

 OCENA:   8/10 

Larone

Na Strefie zajmuje się głównie newsami, artykułami i recenzjami odcinków serialu TWD. W przeszłości udzielał się amatorsko w paru innych projektach. Kiedy najdzie go ochota, bawi się w krytyka filmowego (choć chyba podchodzi do kina zbyt optymistycznie). Poza Strefą: gorliwy widz serialowy, niestety nigdy nie zobaczył do końca Miasteczka Twin Peaks. Choć za popcornem nie przepada, gdyby mógł, większą część życia przesiedziałby w kinie. Dlaczego pisze na Strefie? Bo lubi :)

More Posts