Biżuteria Handmade

the_walking_dead_video_game_wallpaper-wide       Czas na przełomie lat 2010/2011 niewątpliwie należał do uniwersum „The Walking Dead”. Coraz to szybciej rosnące zainteresowanie produktem Roberta Kirkmana sprawiło, że tytuł ten sprawnie i trwale ugruntował swoją pozycję na rynku komiksowym, a sam autor był jednym z bardziej rozpoznawalnych w branży. Czy był to jednak koniec sukcesów „Żywych Trupów”? Otóż nie. W bardzo szybkim czasie stacja AMC ogłosiła prace nad ekranizacją tego rewelacyjnego komiksu, która podobnie jak pierwowzór okazała się murowanym hitem zbierając przed ekranami telewizorów jak i komputerów setki tysięcy widzów. Ta dobra passa trwa nieprzerwanie po dzień dzisiejszy i nie zanosi się na jej rychły koniec. Jednakże prawdziwa burza rozpętała  się dopiero w momencie, kiedy ni stąd ni zowąd świat obiegła wiadomość jakoby w niedługim czasie fani zostali uraczeni grą pod taką samą nazwą. Padło szereg pytań o to kto ją tworzy, kto jest za to odpowiedzialny i czy podobnie jak dzieło AMC będzie ona ekranizacją materiału komiksowego. Jak się później okazało za produkt ten odpowiadała niewielka i mało znacząca firma Telltale odpowiedzialna za takie produkcje jak „Back to the Future” czy „Jurrasic Park: The Game”.

the-walking-dead-debut-trailer-9-5-2012

      Początkowo gracze byli dość sceptycznie nastawieni do pomysłu. Wśród komentujących padły zarzuty o żerowaniu na popularności komiksu oraz ponownym tworzeni nic nie wartej rozróby podobnej do Left4Dead. Mało kto też napawał się entuzjazmem na wieść o epizodycznym podzieleniu gry oraz nadaniu jej formy point&click. Poddano również w dość sporą wątpliwość system wyborów, który rzekomo miał zmieniać bieg historii. Według graczy w takim tytule jest to zabieg niemożliwy do wykonania ze względu na ograniczone pole manewru twórców. Ogólne rzecz ujmując zjawisko euforii było raczej znikome i nikt nie podchodził do tego projektu ze zwiększonym zainteresowaniem. Niemniej jednak kiedy 24 kwietnia 2012 roku światło dzienne ujrzał pierwszy epizod przygodówki od Telltale co poniektórzy zbierali szczękę z podłogi. Firma, podobnie jak sam Robert Kirkman, zaserwowała nam niesamowicie dramatyczną, dynamiczną, a zarazem brutalną i bezduszną grę osadzoną w realiach „The Walking Dead”, wynosząc w ten sposób tytuł na nowy, wyższy poziom. Ciężka oraz przytłaczająca fabuła, w połączeniu z tragicznymi losami niezwykle barwnych i wielowymiarowych bohaterów sprawiła, że gra ta w szybkim tempie zaskarbiła sobie uznanie fanów stając się jedną z najbardziej popularnych produkcji ubiegłego roku. Ta niepozorna firma zmiotła swoim produktem największych molochów rozrywki elektronicznej przyjmując zaszczytny tytuł „najlepszej gry roku 2012”. „The Walking Dead” jednak jak szybko się pojawił, tak szybko się skończył. Pięć epizodów minęło w zatrważającym tempie, a fani jak to fani domagali się więcej. Nic więc dziwnego, że Telltale zapowiedziało pracę nad kolejnym sezonem. W międzyczasie jednak, odbiorcy zostali troszeczkę rozpieszczeni dzięki najnowszemu DLC.

Download-Now-The-Walking-Dead-400-Days-DLC-for-PC-via-Steam       „The Walking Dead 400 days” – bo tak zatytułowany został najnowszy dodatek – zadebiutował na konsolach Xbox 360 i PS3  oraz PC w lipcu bieżącego roku. Twórcy określili go jako pomost łączący sezon pierwszy z drugim, wyjaśniający przy tym szereg wątków, które nie zostały dokończone w podstawce, a które to będą miały znaczący wpływ na przebieg nadchodzącego materiału. Na samo miało DLC składa się pięć historii, które mimo swej odrębności powinny zbudować jedną, stabilną fabułę kończącą się w punkcie kulminacyjnym wieńczącym ten epizod. Podczas niej gracze mieli możliwość zapoznania się z przygodami piątki bohaterów o imionach Vince, Wyatt, Russell, Bonnie oraz Shel. Według tych założeń ich wątki powinny wzajemnie się przeplatać oraz uzupełniać, a lokacją w której wszystkie te wydarzenia miały mieć miejsce jest stacja paliw Gila, położona gdzieś na obszarach Georgi. Twórcy obiecali graczom dojrzałą i pełną emocji rozgrywkę z licznymi twistami fabularnymi, lecz czy spełnili oni tę obietnicę? Czy DLC udźwignęło poziom podstawki?

 Walking_Dead_400_Days_57227

       Zacznijmy może od fabuły, lub raczej jej namiastki. Według tego co obiecywali nam twórcy, gra powinna oferować spójną oraz dojrzałą historię, która spięłaby klamrą wszystkie pięć pomniejszych opowiastek w jedną całość. Osobiście liczyłem na to, iż Telltale takim rozwiązaniem zrobi milowy krok w storytellingu, lecz niestety ale ze świecą przyjdzie nam szukać takiego rozwiązania. „The Walking Dead 400 days” to  nic innego jak zlepek niewiele znaczących, mało emocjonujących, a nawet mdłych wątków, w których nie mamy ani krzty ciągu przyczynowo-skutkowego. Akcje, których jesteśmy świadkami mają początek w niewiadomym dla nas punkcie, nie mają rozwinięcia, ani nawet zakończenia. Dostajemy jedynie wyrywki z historii bohaterów, które są bez ładu i składu. Gracz nie ma wiedzy, co stało się bodźcem dla takiego, a nie innego obrotu spraw oraz jaki skutek dane wydarzenie przyniesie. Przechodząc kolejne etapy człowiek łudzi się, że gdzieś w którymś tam momencie wszystko ładnie się ułoży, jednak nic z tego nie ma miejsca. Gra ta na maksymalne rozwiązanie fabuły potrzebowałaby co najmniej 4 godziny rozgrywki, aby pozbyć się tego uczucia chaosu jaki towarzyszy nam od pierwszej minuty. Z tego też możemy wysnuć kolejny wniosek, a mianowicie że w efekcie nie dostajemy jednej, spójnej, wielowątkowej fabuły. Zamieszanie jakie panuje w tym tytule, ale również i rozwiązania wątkowe nie pozwalają na to, aby spiąć to w jedną, zadowalającą całość w której akcja toczyłaby się sprawnie od punku A do punktu B. Mamy wiele zgrzytów oraz jeszcze więcej niewykorzystanego potencjału. Zapowiadana również innowacyjność opowiadania nie ma miejsca w pokazanym nam materiale. Wszystko to co widzimy jest wręcz kalką z podstawki gry. Elementy powtórzone są tak mnogie, że ich lista ciągnęłaby się przysłowiowo kilometrami. Oczywiście kilka wyjątków można by znaleźć ale jest ich naprawdę nikła ilość.

the-walking-dead-400-days

      Przyjrzyjmy się teraz głównym protagonistom DLC. Wydawać by się mogło, że mając do dyspozycji aż piątkę bohaterów, twórcy pokuszą się o stworzenie pięciu różniących się od siebie zarówno osobowością jak i podejście do świata postaci. Będą oni dynamiczni, wielowymiarowi oraz na pewien sposób intrygujący stając się przy tym-podobnie jak w pierwszym sezonie gry-motorem napędowym tytuły. Niestety jednak, ci którzy właśnie tego oczekiwali srogo się zawiedli. Frontowy skład dodatku jest niczym innym jak kalką oraz nieudanym miszmasz osobowości znanych nam z podstawki gry. Twórcy mając na uwadze szum jaki wywołali Lee czy Carley za wszelką cenę chcieli stworzyć podobnie intrygujące postacie wykorzystując użyte już wcześniej schematy, jednakże na próżno. Wiele elementów zapożyczonych w połączeniu z własną inwencją wydają się blade oraz mdłe. Co jednak najgorsze toto, że głównemu składowi brak polotu oraz też przysłowiowej iskry. Można nawet powiedzieć iż są na pewien sposób antypatyczni, bez względu na to jakie decyzje podejmiemy. Ich po prostu nie da się lubić. Sam gracz nie ma również możliwości dłuższego obcowania z nimi przez co wydają się płytcy oraz małostkowi. Dzięki takiemu podejściu do uniwersum, grę wyzbyto z jego najważniejszego aspektu jakim są rewelacyjnie rozpisane portrety psychologiczne. Nie czuć żadnego związku z Bonnie czy Shel, a o jakichkolwiek próbach utożsamienia się z nimi tudzież postawienia się w ich sytuacji kończą się fiaskiem, ze względu na swoją sztuczność i hermetyczność. Wydają się oni obcy, zimni i praktycznie nieobecni, a wszystkie rzekomo dramatyczne momenty z ich udziałem są niczym waleniem głową w mur czyli bez żadnego odzewu.

TheWalkingDead400DaysReviewImage1

      Weźmy również pod lupę system decyzji oraz swobody, które rzekomo mają kształtować przebieg historii. Od samego początku zapowiadano, iż dla twórców będzie to najważniejszy aspekt, nad którym będą pracować tak długo aż doprowadzą go do perfekcji. W oficjalnym oświadczeniu dostaliśmy informację jakoby podstawka budowana była tak, aby zawierać w sobie kilka dróg ukończenia gry. Jak to jednak było w rzeczywistości? Wszystko odgórnie podyktowane, a rzekomy system decyzji był niczym innym jak iluzją wodzącą gracza na nos. Niemniej jednak twórcy pozostawili pewną swobodę, tak aby gracz mógł maksymalnie eksplorować lokacje i wdawać się w interakcję z otoczeniem, co było jeszcze do przyjęcia. Pytanie więc, czy tego samego możemy oczekiwać od DLC? Niestety nie. Możliwości potencjalnego odbiorcy zostały tutaj ograniczone do minimum. Nie możemy sobie pozwiedzać i przyjrzeć się każdemu elementowi, a to tylko dlatego iż cała gra idzie automatycznie niczym film. Nasza rola ogranicza się jedynie do wypowiadanych kwestii, które możemy wybierać losowo bez towarzyszącej nam myśli o ich konsekwencjach. Podjęte przez nas kroki są natomiast wyzbyta ze wszelkiej dramaturgi. Nie mają nawet minimalnego odzewu i wpływu na gracza. Wszystko jest wręcz nudne, a nawet pozbawione większego sensu.

TWD400_BonnieStill001

       A jak tam natomiast wygląda sprawa z rzeczonym połączeniem i rozwiązaniem wydarzeń z pierwszego sezonu gry? Szumnie zapowiadany ciąg niektórych wątków okazał się największym niepowodzeniem „400 days”. Podstawka zaserwowała nam szereg elementów, które pozostały bez odpowiedzi, a które to winny być wyjaśnione w serwowanym nam materiale. Niestety jednak, nic z tego nie ma. Jedynym połączeniem DLC ze swoim poprzednikiem są tak zwane easter egg – swoiste uśmiechy w stronę graczy mające za zadanie przypomnieć nam pewne wydarzenia i sprawdzić naszą spostrzegawczość. Ot, taki dodatek dla niezbyt udanego urozmaicenia rozgrywki po to by był i po to by każdy był zadowolony. Niestety jednak, zadowolenia nie ma. Gdzieś tam przewija nam się Kenny, gdzieś tam wpadnie Carley jednak nie mają oni żadnego wpływu na przebieg fabuły. Najważniejsze wątki taki jak Save Lots Bandits atakujący farmę w drugim epizodzie czy pojawiający się znikąd główny antagonista S1 nawet nie są muśnięte i nie zapowiada się by kiedykolwiek było, co pozostawia nas w sferze tezy mówiącej o tym, że twórcy nie przemyśleli dokładnie toku fabularnego podstawki, popełniając wręcz te same błędy co osoby odpowiedzialne za serial stacji AMC. Zachwiali oni w ten sposób ciągiem przyczynowo-skutkowym.

400Days_PrisonBus-600x300

      Podsumowując, „The Walking Dead 400 days” jest niczym innym jak próbą – zaznaczam, że odrobinę nieudaną – przypomnienia graczom, że gdzieś tam nad funkcjonuje gra pod szyldem „Żywych Trupów”. Rewolucja jaką miał być dodatek okazała się sporym niewypałem będącym niczym innym jak pompowaniem balonika oczekiwań bez pokrycia. Twórcy najwidoczniej chcieli zrobić szum, nie przewidując przy tym konsekwencji jakie niosły ze sobą niedoróbki DLC. Rzekoma dramaturgia pokazywanych scen była płytka i bez żadnego odzewu, czyniąc ten epizod jednym z najbardziej nieprzemyślanych i zarazem jednym z najgorszych jakie do tej pory wydała firma Telltale. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że materiał zaprezentowany nie jest nawet na pozycji by chwalić się inspiracją komiksowym pierwowzorem. Gdyby jeszcze twórcy zaciągnęli pomysł z serialu, to byłbym w stanie przymknąć na to oko bo on sam też nie reprezentuje bóg wie jakiego dobrego poziomu. Niestety jednak jest odwrotnie. Nie taki poziom reprezentuje komiks i nie taki poziom winna reprezentować gra. Ogólnie rzecz ujmując dodatek oceniam na 5/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts