Biżuteria Handmade

Kilka poprzednich zeszytów „The Walking Dead” nie obfitowało w akcję, natomiast miało za zadanie przygotować nas na zbliżającą się burzę. O ile zeszyt 111 mimo swojej bardzo groźnie wyglądającej okładki nie jest w żadnym razie punktem kulminacyjnym aktualnie toczącej się historii, o tyle zdecydowanie daje nam do zrozumienia, że ten moment jest coraz bliżej. Od momentu ukazania się okładki niniejszego numeru, fani zadawali sobie pytanie – kto będzie następną ofiarą Negana? Niektórzy w powiązaniu z absencją Ricka na następnych pokazanych już okładkach i sugestywnym opisie zeszytu 112 (Carl i Andrea mierzą się z czymś nie do pomyślenia) obstawiali zgon głównego bohatera. Sceptycy zaś mówili, że to tylko metafora (Kirkman już kilkukrotnie „oszukał” czytelników). Nie tym razem.

Okładka zeszytu 111

Okładka zeszytu 111

UWAGA! Recenzja zawiera spoilery!

Nowy numer komiksu nie obfituje w akcję, wbrew temu co sugeruje okładka. Numer rozpoczynamy wizytą w Królestwie, w którym zakończyliśmy zeszyt 110. Carl próbuje w nocy wyślizgnąć się, aby zobaczyć tygrysa, Rick radzi Andrei, aby zaczęła ufać ludziom (dziwnie brzmi to właśnie z jego ust, co z resztą sam przyznaje), a Michonne widocznie jest pod wrażeniem jej nowego znajomego, króla Ezekiela. Zeszyt ten daje nam znacznie większą wiedzę dotyczącą siły militarnej zarówno zjednoczonych społeczności, jak i Zbawców. Już w tym momencie wiemy, że przynajmniej na ten moment sytuacja nie wygląda tak źle. Rick i spółka mają do dyspozycji mniej więcej 60-70 zdolnych do walki ludzi (w tym według Andrei i Michonne znajdzie się kilku zdolnych snajperów i szermierzy), natomiast grupa Negana w głównej siedzibie liczy około 60 osób (nie wiadomo jednak jak sprawa ma się na ich innych posterunkach). Sprawy zaogniają się natomiast w Hilltop: ich lider torpeduje plany prowadzenia wojny i wysuwa przeciwko Jezusowi argumenty, które on sam podsumował najlepiej („Seriously?”). Staje się jasne, że Gregory może stać się kolejnym problemem dla walczących. I o ile wątpię, aby posunął się do ich zdrady na rzecz Negana, o tyle spodziewam się, że będzie starał się w jakiś sposób utrudnić prowadzenie wojny. Kal za to ewidentnie odzyskał zaufanie Jezusa po niedawnych wydarzeniach i stał się jego prawą ręką.

Do Aleksandrii przenosimy się pod nieobecność głównych bohaterów, gdy Negan przyjeżdża po odbiór kolejnej porcji zapasów. Dzieje się to kilka dni wcześniej, niż oczekiwał tego Rick, co daje nam ciekawą okazję do zobaczenia, jak Negan obchodzi się ze zwykłymi rezydentami ludźmi, którzy oczywiście nadal są przekonani, że Rick z grupą wyruszyli na wypad po zapasy. Jego postać nadal pisana jest bardzo dobrze przez Kirkmana: w mgnieniu oka potrafi zmienić swoją twarz, przeprosić kobietę za jej złe potraktowanie, mimo że wiemy do czego jest zdolny. Negan postanawia wprowadzić się ze swoimi kompanami do Aleksandrii do czasu powrotu przywódcy z zapasami, jednak przychodzi do niego gość. Na szczycie mojej listy typów, do kogo może należeć krew z okładki stawiałem Spencera i Dwighta. Nie było więc dla mnie zbyt dużym zaskoczeniem, że osobą zamordowaną przez lidera Zbawców był ten pierwszy. Mimo to zaskoczył mnie nieco sposób w jaki zginął Spencer. Spodziewałem się bardziej czegoś w stylu usiłowania zamachu na Negana, oczywiście udaremnionego. Tym czasem nasz anty-bohater idzie do Negana z prośbą o zabicie Ricka – rzekomo on byłby dużo lepszym liderem, a główny bohater nie umie współpracować z innymi (oj, gdyby tylko Spencer i Negan wiedzieli, co właśnie Rick szykuje…). Negan wyraża swój szacunek dla Ricka, który mimo nienawiści do niego, pracuje jak pszczoła aby zapewnić bezpieczeństwo swoim ludziom, po czym bezceremonialnie zabija Spencera, okraszając swoje morderstwo niewybrednym komentarzem.

Nie doznałem szoku, czytając zeszytu 111. Był on ciekawy, szczególnie pod względem poznania siły militarnej obu stron. Mimo to nadal jest to tylko wprowadzenie do wojny – która wydaje się, że jest tuż za rogiem – ale znając Kirkmana życie nie będzie takie proste i to wszystko tak szybko się nie skończy. Chcę wiedzieć, co dzieję się z Dwightem, jaką decyzję podejmie Eugene, co głupiego zrobi Gregory i jak zareaguje Rick na niespodziewanych gości. Ale na te odpowiedzi będziemy musieli jeszcze poczekać co najmniej miesiąc.

Moja ocena: 7.5/10

Kordas

Miłośnik komiksów, szczególnie tych wydawców „niezależnych” (spoza tandemu DC-Marvel) i science-fiction (Star Wars, Mass Effect, Star Trek). „Żywe trupy” poznał w roku 2009 podczas wizyty w antykwariacie. Od tamtej pory łyka prawie (Survival Instinct, patrzę na ciebie!!) wszystko, co związane z „The Walking Dead”: komiks, serial, książki czy wyśmienitą grę (Telltale Games, patrzę na Was!). Na stronie zajmuje się głównie recenzowaniem poszczególnych zeszytów komiksu.

More Posts