Biżuteria Handmade

„Żywe trupy” nieustannie zbliżają się w stronę oczekiwanej wojny, ale przy tym robią to powoli i widać, że jedynie czekają na październik, aby w końcu ruszyć z kopyta. Chwaliłem poprzedni zeszyt, który pomimo głupoty Ricka podniósł jednak napięcie w oczekiwaniu na następny numer. Czy zeszyt 113 utrzymał poziom poprzednika?

TWD 113 - okładka

 

Akcja rozpoczyna się przy jednym z posterunków Zbawców, który – jak twierdzi Dwight – jest ciągle w użyciu. Na miejscu jest jednak pusto, a Jezus, który z Aaronem przyszedł obejrzeć miejsce, domyśla się, co może się właśnie dziać w Aleksandrii. Akcja przenosi się następnie właśnie tam i rozpoczyna się dokładnie w miejscu, w którym skończył się poprzedni numer, Rick ze swoją grupą są raczej w złym położeniu, a Negan wykorzystuje sytuację, aby parę razy więcej użyć słowa na „F” opisując marną sytuację atakujących. Carlowi chyba nie spodobała się jego kultura języka (a może nie spodobało mu się to, że uderzył jego ojca) i jednym strzałem uszkodził Lucille, ukochany kij baseballowy Negana. Lider Zbawców zażądał wydania Carla i zapewnił Ricka, że zabije jego syna, aby złamać jego i przez to wszystkich innych, którzy chcą walczyć. Oczywiście nikt nie chce wydać Carla, co skutkuje w powtórce z zeszytu nr 100. Negan grozi zabiciem Heatha, Nicholasa i Holly, jeżeli ludzie Aleksandrii nie oddadzą Carla.

Kirkman tworząc postać Negana chciał zapewne stworzyć kogoś, kto prócz tego, że będzie nienawidzony, będzie też ciekawym i być może śmiesznym antagonistą. Jednak, o ile na początku jego kreacja podobała mi się, o tyle cała saga o kiju baseballowym i kolejne jego wypowiedzi (tak jak ta, co robi z kijem baseballowym, gdy jest z nim sam na sam) są coraz mniej śmieszne i coraz bardziej żałosne i niesmaczne. Być może jest to tylko moje odczucie, ale wydaje mi się, że Kirkman przesadza i facet, który na początku wydawał mi się mistrzem czarnego humoru, teraz coraz bardziej zamienia się w moich oczach w psychola z seksualnymi zaburzeniami. Nie podoba mi się to i szczerze powiedziawszy czekam już, aż Negan zniknie z komiksu.

 

W tym samym czasie na szczycie wieży do Andrei, która obserwuje całą sytuację przez lunetę karabinu snajperskiego i powtarza zasadę w myśl której ani Rick, ani ona nie giną, dociera Connor, jeden ze Zbawców. Rozpoczyna się walka wręcz, twarz Andrei zostaje dosyć mocno obita, w rezultacie czego z punktu widzenia Ricka można dostrzec sylwetkę osoby spadającej z wieży. Autorzy zapewne chcieli sprawić, aby czytelnik pomyślał, że to Andrea, ale chyba jedyną osobą, którą oszukali, był Rick. Ja nie miałem żadnej wątpliwości, że nie zabiją trzeciego głównego bohatera tuż przed tak dużym rozdziałem fabularnym, jakim będzie cała wojna. Ostatnia strona ukazuje Andreę, która dosyć mocno zraniona, powtarza słowa „Ty i ja, Rick. My nie umieramy.”

Podsumowując akcja w zeszycie 113 ledwo się poruszyła. Andrea cały czas jest na wieży, Rick i jego ludzie cały czas są na dole z Neganem. Chyba największym wydarzeniem tego numeru miało być uszkodzenie Lucille. Ale to pokazuje tylko, że Kirkman przeciąga akcję najbardziej jak się da, sprawia to, że po naprawdę dobrym zeszycie 112, ten był sporym rozczarowaniem. Warto podkreślić, że jest to jeden z niewielu zeszytów, w którym nie uświadczyliśmy ani jednego zombie.

Moja ocena: 6,5/10

Kordas

Miłośnik komiksów, szczególnie tych wydawców „niezależnych” (spoza tandemu DC-Marvel) i science-fiction (Star Wars, Mass Effect, Star Trek). „Żywe trupy” poznał w roku 2009 podczas wizyty w antykwariacie. Od tamtej pory łyka prawie (Survival Instinct, patrzę na ciebie!!) wszystko, co związane z „The Walking Dead”: komiks, serial, książki czy wyśmienitą grę (Telltale Games, patrzę na Was!). Na stronie zajmuje się głównie recenzowaniem poszczególnych zeszytów komiksu.

More Posts