Biżuteria Handmade

top10

         „The Walking Dead” stało się istnym fenomenem, które w niezwykle szybkim tempie zawładnęło ludźmi na całym świecie. Potwierdzeniem tego jest chociażby rosnąca widownia, która z małej aczkolwiek imponującej jak na klimaty zombie ilości wynoszącej jedynie 5 mln, rozrosła się do bagatela 16 mln sprawiając, iż tytuł ten uplasował się na samym szczycie najpopularniejszych produkcji telewizyjnych. Wynik robi spore wrażenie, nieprawdaż? Cóż, nie ma się co dziwić, w końcu twórcy „Żywych Trupów” doskonale wiedzą jak podtrzymywać stałe zainteresowanie wokół swojego dzieła. Z racji zakończenia czwartego sezonu, przygotowałem dla Was zestawienie 10 najlepszych moich zdaniem sekwencji, którymi w poprzednich latach zachwycał nas serial.

 

10. Pierwsze spotkanie Ricka z rodziną (odcinek „Tell it to the Frogs” sezonu pierwszego)

Tell It to The Frogs

Moje zestawienie otwiera jedna z piękniejszych chwil S1, a mianowicie pierwsze spotkanie Ricka z rodziną. Jest to przykład o tyle nietypowy, że jest jedyny w swoim rodzaju i zdecydowanie wyróżniający się na tle większości wydarzeń jakie miały miejsce w tym serialu. Żadna inna sekwencja nie sprawiła, aby widz w równym stopniu co bohater przeżywał dane wydarzenia odczuwając niemalże te same uczucia. Dostaliśmy tutaj fantastyczną mieszankę zadowolenia, ulgi, szoku czy niedowierzania. To co jednak podoba mi się najbardziej to stopniowanie tych emocji, ich skontrastowanie oraz subtelne przejście pomiędzy poszczególnymi stanami. Na początku widzimy radość obozu na tle której ukazano żal Lori oraz Carla, a następnie szok reszty bohaterów na skutek odnalezienia Ricka. Jednym słowem, coś niesamowitego. Nie sposób pominąć również muzyki, która potęguje wrażenia jak i odpowiedniego kadrowania dozującego każdy pomniejszych element.

 

9. Walka braci Dixon (odcinek „The Suicide King” sezonu trzeciego”)

The Suicide King

Czym byłoby każde zestawienie „naj” bez jakiejkolwiek wzmianki o braciach Dixon? Ich po prostu nie można pominąć. Choć sezon trzeci nie należy do najlepszych, to jednak sposób w jaki otworzono jego drugi półsezon robi piorunujące wrażenie. Jest dynamizm, jest panika, jest akcja, jest napięcie. Czego chcieć więcej? Reżyser bawiąc się postaciami wprowadza spore zaintrygowanie, ponieważ wszystko utrzymuje w sferze niepewności. Czy Merle zabije brata w imię Woodbury? Czy Gubernator zapanuje nad psychozą? Czy Andrea wpłynie na ten niefortunny ciąg zdarzeń? Niezwykle płomienna przemowa Philipa zwieńczone tekstem „fight to the death” wbija po prostu w fotel. Całość zwieńczona została dodatkowo nieoczekiwaną akcją Ricka, która wywołuje kompletny chaos. Krzyki, dymy, zombie, a pomiędzy tym wszystkim Blake napawający się szerzącym się strachem. David Morrissey jest w tym momencie fenomenalny. Nie obyło się również bez nutki dramatu. Widzimy tutaj jak idealnie poukładany świat Andrei legnął w gruzach dając początek pustce prowadzącej do niezwykle dramatycznego końca. Wydaje mi się, że twórcom nigdy nie udało się osiągnąć takiego zgrania jak przy tym motywie.

 

8. Spotkanie Andrei z grupą więzienną (odcinek „I Ain’t a Judas” sezonu trzeciego)

I aint a Judas

Wybór tego motywu jako jednego z najlepszych niektórych z Was może lekko zaszokować. No bo jak to tak, aby najbardziej znienawidzona bohatera mogła w ogóle zawitać do „Top10”? No cóż, jak widać może i wcale nie jest to aż tak bezpodstawne na jakie wygląda. Spośród całej gamy różnorakich sekwencji, które niewątpliwie przykuwają uwagę zdecydowałem się właśnie na ten, ponieważ jest to pierwsze poważne rozliczenie kondycji człowieczeństwa naszych bohaterów. Zestawiając Andreę z resztą bohaterów pokazano, że zarówno postępowanie moralne jak i bezwzględność prowadzą do anihilacji psychicznej stabilności człowieka w czasach apokalipsy. Z jednej strony widzimy obojętnych Maggie, Carla, Glenna czy też maksymalnie zatraconego we własnej psychozie Ricka, a z drugiej Andreę która mimo mocnego poczucia człowieczeństwa osiąga martwy punkt we własnej egzystencji, ze względu na odtrącenie przez ludzi, których uważa za rodzinę. Ta burzliwa korelacja oparta na niezrozumieniu prywatnych celów i interesów, daje ciekawą i dość niecodzienną sytuacją obnażającą prawdziwy stan emocjonalny postaci. Osobiście uważam, że umieszczenie w centrum Andrei było bardzo dobrym posunięciem ponieważ pokazano jak silną bohaterką ona była oraz jak jej osobowość wpływała na otaczającą ją rzeczywistość. Bardzo cieszyła mnie  tutaj także analogia do sytuacji Dale’a z odcinka „Jude, Jury Executioner” oraz co najważniejsze, świetne aktorstwo Laurie Holden.

 

7. Przemarsz hordy zombie przez autostradę (odcinek „What Lies Ahead” sezonu drugiego)

What Lies Ahead

Frank Darabont pokazał, że tak jak on to nikt inny nie potrafi budować napięcia jedynie przy użyciu tytułowych zombie. Scena kompletnie uboga w środki artystyczne, ale tak fantastyczna, że po dzień dzisiejszy nie jestem w stanie wyjść z podziwu nad jej rozmachem oraz finalnych efektem. Mamy autostradę, kilka samochodów, „troszkę” trupów, a człowiek siedzi wpatrzony jak w obrazek, czekając co przyniesie kolejna sekunda. Wydaje mi się, że już nigdy nie udało się twórcom osiągnąć tak realnego zagrożenia ze strony umarłych jak właśnie przy tej sekwencji. Przedstawiono tu jak maluczkim jest jeden człowiek względem takiej ogromnej masy kierowanej jedynie rządzą mordu. Bardzo spodobało mi się stwierdzenie Lori odnośnie tego, iż miejsce to było „cmentarzem”, ponieważ nie tylko przeniosło się ono na faktyczne położenie bohaterów, ale również na ich nadszarpnięty stan emocjonalny. Czuć strach, napięcie, desperację, załamanie. Choć zdeterminowani, to jednak z ogromnym piętnem odbitym na ich życiu. Do tego świetna scena Andrei w RV, która stanowi pierwszy poważny sprawdzian jej człowieczeństwa oraz zarazem pierwsze bezpośrednie zderzenie się z brutalną rzeczywistością. Darabont doskonale wiedział jak wyciągnąć z obsady to co najlepsze.

 

6. Śmierć Amy (odcinek „Vatos” sezonu pierwszego)

Vatos

W moim zestawianiu nie mogło zabraknąć kultowej już dla tego serialu sceny jaką była śmierć Amy. Dlaczego kultowa? Nie ma co do tego wątpliwości, iż jest to najbardziej rozpoznawalna sekwencja całego serialu i zdecydowanie najbardziej dopracowana przez ówczesny skład producencki. Frank Darabon realizując ten materiał zadbał o wszystko to co najlepsze, wynosząc ten motyw na piedestał. Swoją „uwerturę” rozpoczyna bardzo mocnym wejściem, gdyż od ataku zombie, po czym dochodzi do punktu kulminacyjnego drastycznie zmieniając zabarwienie sceny z horrorowej na dramatyczną. W sposób niezwykle sprawny miesza dwa gatunki nadając całości typowo tragiczne zabarwienie. Nie jest ważnym to, że grupa po raz pierwszy radzi sobie z atakiem. Najważniejsze jest to, że wewnątrz wszystkie rozgrywa się prywatne piekło bohaterów. Warto zwrócić uwagę na jeden z zabiegów artystycznych jakim posłużył się reżyser. Wyodrębnia on tutaj tak jakby dwa plany. Z jednej strony osamotniona Andrea z konającą Amy, z drugiej walcząca grupa. Pokazuje on w ten sposób, że najważniejsza treść motywu nie wyraża się w toczonej walce, a w śmierci bohatera. W sposób bardzo dobity zwraca uwagę na to co jest tak naprawdę zasadniczym elementem tego serialu. Na domiar wszystkiego, całość została zwieńczona najbardziej przejmującym wyrazem żalu jaki kiedykolwiek pojawił się w tym serialu. To co czuje w tym momencie Andrea jest prawdziwe, jest przejmujące, jest żywe. Laurie Holden pokazała tutaj niezwykły kunszt aktorski, pokazując jak silnym elementem tego serialu była. 

 

5. Sen Michonne (odcinek „After” sezonu czwartego)

After

To co zaserwował widzom odcinek „After” było czymś nieoczekiwanym. Nieoczekiwanym w tym sensie, iż był to najdokładniej zrealizowany materiał nie tylko sezonu, ale całego serialu. Mimo wszystko, jest jednak tutaj jedna scena, która skupiła na sobie całą uwagę. Sceną tą jest właśnie sen Michonne, który robi niezwykle piorunujące wrażenie. Zwróciłem na ten moment uwagę z tego względu, iż po raz pierwszy ujęto zmiany w psyche bohatera w sposób metaforyczny. Scott M.Gimple unika bezpośredniego, a wręcz nawet łopatologicznego wyłożenia widzowi o co tak naprawdę chodzi. Wszystko zamknięte jest w sferze niewiedzy, pozostawiając odbiorcy wiele furtek do analizy. Wielopłaszczyznowość jest tak wielka, że oprócz tego podstawowego wniosku jakim jest rozliczenie się z przeszłością bohaterki, można dojść do wielu jeszcze ciekawszych odkryć. Jakich? To już pozostaje w Waszym interesie aby je odkryć. Sporą uwagę przykuwa również psychodeliczne zabarwienie sekwencji, oraz co najważniejsze, postępujące i narastające uczucie stopniowej anihilacji, wyrażającej się w zmianie otoczenia na postapokaliptyczny wygląd.

 

4. Konfrontacja Rick vs Shane (odcinek „Better Angels” sezonu drugiego)

Better Angels

O miejsce czwarte w moim zestawieniu konkurowały trzy motywy, a mianowicie ucieczka Andrei w „Prey”, konfrontacja Ricka z Joe w „A” oraz konfrontacja Ricka z Shanem w „Bettr Angels”. Zdecydowałem się na pozycję numer trzy ponieważ stanowi ona punkt kulminacyjny całego sezonu drugiego, a także punkt zwrotny w przyszłości nie tylko naszego szeryfa ale także wszystkich innych bohaterów. Wynika to z faktu pierwszej poważnej konfrontacji Grimesa z otaczającą go rzeczywistością oraz stanięcia przed poważnymi zarzutami względem swojego człowieczeństwa, stabilności oraz-co najważniejsze-przywództwa. Po raz pierwszy ktoś zakwestionował jego postępowanie, wytykając przy tym nawet najmniejsze błędy. Stanowi to o tyle mocny policzek, gdyż sprawa wyszła od Shane’a czyli człowieka, na opinii i poparciu którego Rickowi najbardziej zależało. Zarzuty dotyczące własnej słabości sprawiają, iż Grimes rozlicza samego siebie. Mimo wszystko, na tym się sprawa nie kończy. Gdyby całość dotyczyła jedynie konfliktu, to nie byłoby o czym tak naprawdę rozmawiać. Problem polega jednak na tym, że Walsh pragnie Lori, co popycha jego przeciwnika to przekroczenia granicy, z której nie będzie już powrotu. Dominuje tu napięcie, dynamizm wyrażający się w dialogu, niepewność. Wszystko dodatkowo otoczone jest aurą lekkiej tajemnicy. Wrażenia estetyczne po prostu fenomenalne.

 

3. Upadek farmy (odcinek „Bedside the Dying Fire” sezonu drugiego)

Bedside the Dying Fire

Pozycja ta musiała się znaleźć w zestawieniu „Top10”, nie tylko ze względu na jej dynamizm, ale także rozmach z jaką ją wykonano. Wydaje mi się, że każdy z widzów oczekiwał upadku farmy na skutek ataku hordy. Jestem jednak pewny co do tego, że nikt z Was nie spodziewał się aż takiej spektakularności oraz efektowności tej sekwencji. Co tutaj dużo mówić, twórcy odwalili kawał świetnej roboty tworząc dzieło, które mimo upływu już trzech lat, nadal robi to samo piorunujące i niesamowite wrażenie jak przy pierwszym seansie. Jest akcja, jest działanie, jest panika, jest zaskoczenie, jest dramatyzm. Bohaterowie w końcu działają jako scalona grupa, starając się utrzymać resztki względnej idylli, która zaczęła sypać się w zatrważająco szybkim tempie. Widzimy jak ten pozorny raj ucieka im między palcami na skutek niemożności zapanowania nad kryzysem. Między tym wszystkim dodatkowo pomniejsze dramaty postaci, dla których kończy się jeden etap, a zaczyna drugi, pełny niepewności i strachu. Jedni coś tracą, drudzy umierają, a trzeci są pozostawieni na pastwę losu. Sceny akcji zostały zrealizowane z niezwykłą dokładnością, mimo oczywiście ich względnej schematyczności. Najbardziej cieszy mnie to, że problem nie skończył się wraz z opuszczeniem farmy i nadal kontynuowano wpływ hordy na skutek osamotnionej walki Andrei. To było dość ciekawym zagraniem, szczególnie z tego względu iż kontrastowało ze szczęściem reszty ocalony, którzy szczęśliwie się odnaleźli. Tempo przeplatano ze statecznością.

 

2. „Barnagedon” (odcinek „Pretty Much Dead Already” sezonu drugiego)

Pretty Much Dead Already

Kolejna kultowa już scena, która ląduje w każdym niemalże zestawieniu. Nie inaczej jest i tym razem. Praca Scotta M.Gimple, która została doceniona nominacją do nagrody Brama Stokera w 2011 roku, jest niczym wisienka na wspaniałym torcie. Moim zdaniem, idealne zwieńczenie narastającego od kilku odcinków konfliktu prowadzącego do rozłamu grupy. Dominują stopniowanie napięcia, narastające emocje, skrajne zachowania oraz liczne spięcia pomiędzy bohaterami, którzy na pozór nie przejawiają podobnych reakcji. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w zajście wplątani byli wszyscy bez żadnego wyjątku. Nie ma znaczenia czy mamy do czynienia z postacią pierwszo, drugo lub trzecioplanową. Każdy odegrał jakąś mniejszą czy większą rolę, kształtują finalny obraz całego wydarzenia. Pierwsze skrzypce oczywiście grali Rick, Shane oraz Hershel, niemniej nie przysłania to zaangażowania Dale’a, Andrei, Glenna czy Daryla. Obraz jest tym mocniejszy, że umiera tutaj ostatnia nadzieja bohaterów. Odnalezienie Sophie było motorem napędzającym ich egzystencję. Niestety jednak, dziewczyna odchodzi ustępując miejsce pustce, depresji, żalowi czy nawet desperacji. Najazd kamery na skonsternowane twarze idealnie to pokazuje. W tym momencie umarł podział na „my, wy, oni”. Jesteśmy jednością radzącą sobie z tragedią. Warto wspomnieć o tym, iż wszystko zostało okraszone przejmującą warstwą muzyczną zdominowaną przez dźwięki skrzypiec.

 

1. Śmierć Lori (odcinek „Killer Within” sezonu trzeciego)

Killer Within

Moje zestawienie „Top10” zamyka oraz wieńczy najbardziej przejmująca, najbardziej dramatyczna oraz najbardziej tragiczna sekwencja tego serialu czyli śmierć Lori. Dla mnie była ona niczym kubeł zimnej wody czyli szokująca oraz niespodziewana. W życiu nie podejrzewałem, że śmierć jakiejkolwiek postaci wywoła taką lawinę uczuć. Motyw ten rozwala widza emocjonalnie na drobne kawałki, siejąc po prostu jedno wielkie spustoszenie. Obraz matki, która godzi się z własnym losem dając życie dziecku, ale jednocześnie tracąc swoje jest druzgocący i zarazem godny podziwu. Idealnie pokazuje to, że Lori, mimo błędów które popełniła, była odważną, pewną siebie oraz inteligentną kobietą. Uważam, że ta strata jest tym boleśniejsza, ponieważ bohaterka ta ukazał się widzom jako pełen potencjału diament, który niestety nie został w pełni i należycie wykorzystany. Nie wiem jak Wam, ale mi jej brakuje. Bez cienia zawahania mogę powiedzieć, że scenie tej należą się same pochwały. Jest dopracowana od A do Z, świetnie zmontowana i jeszcze lepiej zagrana. Sarah Wayne Callies dała świetny popis swoich możliwości. Szkoda tylko, że jej talentu nie używano częściej.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts