Biżuteria Handmade

Top10 Najgorsze        Początkiem czerwca bieżącego roku pod lupę wziąłem najlepsze momenty „The Walking Dead”. Chwaliłem serial za jego innowacyjność, rozmach czy też poruszający dramatyzm, pokazując jak wiele oferuje on swoim fanom. Postawmy sobie jednak pytanie, czy jest to serial idealny? Ależ skądże znowu! Prawda jest taka, że na jeden naprawdę świetnie i idealnie dopracowany motyw przypada cały szereg wywołujących zażenowanie absurdów obok których nie można przejść obojętnie. Aby zatem pozostać uczciwym (nie będziemy przecież udawać, że minusów nie ma) postanowiłem zrobić zestawienie dziesięciu największych pomyłek „Żywych Trupów”, które moim zdaniem nigdy nie powinny mieć miejsca. Pod uwagę wziąłem wszelkie „grzeszki” począwszy od scenariusza, po wykonanie, bohaterów czy też aktorstwo.

 

10. Wiwisekcja zombie czyli dylematy nad studnią (odcinek „Cherokee Rose” sezonu drugiego)

cherokee rose

Moje zestawienie otwiera jedna z najbardziej obrzydliwych, a zarazem najżałośniejszych scen sezonu drugiego czyli kultowy już wątek wyciągania trupa ze studni Hershela. Nad bzdurnością i miałkością tego pomysłu można by się rozwodzić naprawdę długo. Osobiście nie jestem w stanie znaleźć jakiegokolwiek sensownego powodu dla którego poświęcono temu aż tyle uwagi. Jakby nie patrzeć stało się to głównym wydarzeniem odcinka, prawda? Siódemka bohaterów uchodzących za jedne z rozsądniejszych osób deliberują nad tym czy szynka stanie się ich wybawicielem. Wyciągać czy nie wyciągać, strzelać czy nie strzelać… Jejku, poziom dramatu niczym z produkcji kanału PulsTv. Do tego wszystkiego wymuszająca powagę muzyka oraz ogólne przerażenie, które nadały całości niemalże groteskowego zabarwienia. Zażenowanie, tragedia, idiotyzm to jedne z wielu określeń, które cisną się na usta podczas oglądania tego materiału. Glen Mazzara rozpoczął swoje „rządzenia” w iście „powalającym” stylu.

 

9. Lamenty Maglenny po upadku więzienia (odcinki „Inmates” do „Us” sezonu czwartego)

Inmates

Maggie oraz Glenn czyli najbardziej przesłodzony i „słitaśny” związek, od którego można dostać mocnej niestrawności. Twórcy dosłownie dwoją się i troją aby jak najmocniej obrzydzić ich relację widzom. Szczytem wszystkiego okazały się jednak kilometrowe lamenty obojga po upadku więzienia, które trwały aż trzy odcinku. Dacie wiarę, TRZY BITE EPIZODY! Jak Boga kocham, w pewnym momencie nie mogłem już na to patrzeć i z utęsknieniem wyczekiwałem momentu kiedy ta dwójka ponownie będzie mogła zagłębić się w swoich ramionach niczym szekspirowscy Romeo i Julia. Sztampa i sztuczność- pierwsze dwa epitety jakie przychodzą mi na myśl kiedy widzę ten wątek. Do tego wszystkiego przeogromna głupota samych bohaterów, którzy bożego świata poza sobą nie widzą. Jedna zapomina o siostrze, drugi ma w głębokim poszanowaniu ranną towarzyszkę. Ona zostawia swoich w szczerym polu, on gotowy poświęcić innych w ciemnych tunelach pełnych trupów. Dopełnieniem wszystkiego bliskie kadry na przepełnione mdłym bólem i udręką twarze Stevena Yeuna oraz Lauren Cohan (ta to przynajmniej zagrała wiarygodnie). Nie, nie i jeszcze raz nie dla tego typu motywów.

 

8. „Ze sobą nawet po śmierci” czyli psychotyczne odloty Ricka (odcinki „Killer Within” do „Welcome to the Tombs” sezonu trzeciego)

Killer Within

Na załamanie nerwowe Ricka czekali niemalże wszyscy widzowie serialu. Od tego motywu oczekiwano naprawdę wielu rzeczy. Liczono na ciekawą, dramatyczną i niejednoznaczną opowieść, która ukaże Szeryfa od innej i zaskakującej strony. Co jednak dostaliśmy? Historię o duchu Kacperku….ekhm…znaczy się o Lori, która nawet zza grobu nie daje nikomu spokoju. Oczywiście samo pojawienie się psychotycznych wizji było dość szokujące, niemniej im dalej w las tym więcej drzew. Grimes przestał dowodzić, w więzieniu ludzie robili co chcieli, a Gubernator rozpoczął swoją rzeź. Kompletny chaos i fabularna pustka. Najgorsze jest to, że z Ricka zrobiono całkowitego idiotę który stał się podstawą dla przyszłych memów. „Staff and thangs” zaczęło żyć własnym życiem. Był on po prostu niezdolny do podejmowania jakichkolwiek decyzji i zawodził w każdej, nawet najmniejszej sprawie. Mówiąc szczerze, przyczynił się do większości zgonów trzeciego sezonu. Brak pomocy dla Andrei, oddanie Michonne, wysłanie Merla czy też sam nieprzemyślany atak na Woodbury to wstęp do ogromnej ilości błędów przez niego popełnionych.

 

7. Śmierć Merla a minki Darylka (odcinek „This Sorrowful Life” sezonu trzeciego)

This Sorrowful Life

Śmierć Merla Dixona- wielkie heroiczne oddanie, które przez wielu fanów zostało okrzyknięte najbardziej poruszającym i zaskakującym zgonem w serialu. Było szybkie tempo, był ciekawy motyw, była akcja. Przydałoby się zatem jakieś wbijające w fotel zwieńczenie, prawda? No ale cóż, jak to popularne zdanie mówi „nie można mieć wszystkiego”. Koniec końców, po fenomenalnym trzonie odcinka przechodzimy do aktorskiego „cuda” w wykonaniu Normana Reedusa. Aktor rozłożył tą scenę na łopatki. Skrzętnie budowany dramatyzm oraz napięcie pękły niczym bańka mydlana, ustępując miejsca jednemu z najgorszych przejawów aktorstwa w „The Walking Dead”. Sztuczność to mało by w pełni opisać to „zjawisko”.  Reedus pokazał, że sekwencje tragiczne to dla niego za wysoka półka. Co innego komedia. No bo jak inaczej określić ten szereg minek, które wywoływały salwy śmiechu?

 

6. „10 prostych porad jak spowodować wypadek” autorstwa Lori Grimes (odcinek „Nebraska” sezonu drugiego)

 Nebraska

Analizując wcześniejsze odcinki „The Walking Dead” zastanawiałem się, czy jakikolwiek inny bohater popełnił tak kuriozalną głupotę jak wszystkim znana Lori. Dochodzę jednak do wniosku, że chyba raczej nie. A może…? Nie, zdecydowanie nie. Choć postać ta została przez widzów nazwana najgorszą i najbardziej irytującą, to twórcy nie kwapili się aby poprawić jej sytuację. A co tam, skopmy jeszcze leżącego. Co nam szkodzi? Takim właśnie kopem był wątek wypadku, który zaserwowano nam zaraz po fenomenalnym odcinku „Pretty Much Dead Already”. Mówiąc szczerze, brakuje mi określeń by wyrazić zażenowanie, które towarzyszyło mi podczas oglądania tego materiału. Rozumiem, że rozmach, że zaskoczenie, że szok ale czy nie można było pokazać tego w jakiś ciekawszy sposób? Czy rozbicie się na pustej i prostej drodze jest szczytem możliwości twórczych scenarzystów? Do tego wszystkiego jeszcze to przejmujące i dramatyczne dachowanie, które stanowiło cliffhanger epizodu. Podsumowując w jednym zdaniu, kicz a nie serial.

 

5. Gubernator-Terminator (odcinki od „Home” do „Welcome to the Tombs” sezonu trzeciego)

Prey

Wprowadzenie postaci Philipa „Gubernatora” Blake’a było wielkim wydarzeniem w świcie serialu. W końcu na ekran przeniesiono największego złoczyńce wszech czasów według serwisu IGN. Mieliśmy arenę, mieliśmy „50 kanałów”, mieliśmy Penny. Zwieńczeniem wszystkiego fenomenalny David Morrisey. Przy takim zestawie nic nie mogło pójść źle, prawda? No ale cóż, coś jednak nie zaskoczyło ponieważ im bliżej końca sezonu tym było coraz gorzej. The Governor zaczął stawać się po prostu karykaturą samego siebie, przekraczając w ten sposób wszelkie granice zdrowego rozsądku. Była to twórcza porażka, jedna wielka niekonsekwencja i brak pomysłu na to, jak sprawnie przenieść niezwykle brutalny materiał komiksu do TV. Wszystkich zabijał, ze wszystkim sobie radził, ze wszystkiego wychodził bez większego uszczerbku na zdrowiu. Szczytem okazał się jednak centralny epizod poświęcony Andrei, w którym to Blake z zawziętością Terminatora tropił swoją ofiarę na otwartym terenie. Czy była w budynkach, czy w lasach, czy zaroślach nigdzie nie mogła ukryć się przed czujnym oczkiem Filipka. Nawet grupa dwóch tuzinów zombie nie dała mu rady. Pod więzieniem też ją skubany dorwał. Ja osobiście wymiękłem i jestem mocno zawiedziony tym jak potraktowano tego bohatera.

 

4. Carol „Rozpruwacz” Peletier (odcinki „Infected” do „The Grove” sezonu czwartego)

Infected

Carol Peletier czyli NAJWIĘKSZA PORAŻKA „character development” realizowanego pod przewodnictwem Scotta M.Gimple. Chcieli zrobić coś dramatycznego, niejednoznacznego, sprzecznie moralnego, ale na zamierzeniach się skończyło bo w finalnej wersji z ciekawej postaci zrobiono dziwny artystyczny horrorek bez ładu i składu. Postać, która spokojnie mogłaby być uosobieniem dawnego porządku świata i stabilności grupy, przekształciła się w niestabilną emocjonalnie i psychicznie kobietę ze skłonnościami do morderstwa. Stała się ona po prostu głupia. W ogóle nie myślała o konsekwencjach własnych czynów oraz była ślepa na to co dzieje się w około. Punktem kulminacyjnym było pozostawienie chorej Lizzie z własną siostrą bez żadnej opieki na otwartym terenie. Pełno deliberowania ale brak jakiejkolwiek refleksji nad popełnioną zbrodnią. Zadała cios własnym ludziom, co w świetle sytuacji ocalonych jest całkowicie niedopuszczalne. Absurd gonił tutaj absurd.

 

3. Andrea w Woodbury (odcinki „Walk With Me” do „Welcome to the Tombs” sezonu trzeciego)

Walk with me

Choć osobiście uważam, że rozwój Andrei w sezonie trzecim był jednym z ciekawszych, to jednak nie zmienia to faktu, iż jej odłączenie do formalnej grupy w odcinku „Bedside the Dying Fire” było największą głupotą scenariuszową jaką mogli popełnić twórcy. To po prostu nie powinno mieć miejsca! Z perspektywy czasu mogę śmiało powiedzieć, iż był to jeden wielki bezsens, który już na starcie nie miał przed sobą przyszłości. Najdynamiczniejszą bohaterkę serialu odłożono kompletnie w cień i trzymano cały czas na drugim planie. Do tego jeszcze ten nieszczęsny romans z Gubernatorem, który był jej w ogóle nie potrzebny. Po co ona tam? Nie mam zielonego pojęcia. Poskracano w ten sposób ogrom fantastycznych relacji, które zostały zapoczątkowane w sezonie drugim. Gdzie związek z Rickiem, gdzie przyjaźń z Carol, gdzie współpraca i zrozumienie z Hershelem, gdzie kontynuowania dziedzictwa Dale’a przy współpracy z Glennem? Dodatkowo wprowadzono ją w stan stagnacji oraz zawieszenia, który pozamykał wiele dróg ewolucji. Ona od pilotażowego odcinka S3 powinna być z grupą razem w więzieniu i brać udział w tamtych wydarzeniach tworząc nową rzeczywistość. Jeżeli już naprawdę chcieli, aby któryś z naszych bohaterów „wpadł” w towarzystwo Gubernatora to powinien być do Daryl Dixon, który reprezentowałby poważny konflikt emocjonalny rozłożony na trzech płaszczyznach czyli stara grupa, Woodbury, brat. Nie chcę już oczywiście wspominać o możliwości rozwoju relacji pomiędzy nim a Merlem. Wielu by na tym zyskało.

 

2. „You can get it if you really want” czyli Rick vs Gubernator (odcinek „Arrow on the Doorpost” sezonu trzeciego)

Arrow on the Doorpost

Wielka potyczka! Główne wydarzenie sezonu! Pierwsze spotkanie Ricka i Gubernatora twarzą w twarz! Ogromne emocje oraz…..Zaraz, zaraz…. Emocje? Gdzie i kiedy? Bo chyba nie w „Arrow on the Doorpost”. Najbardziej wyczekiwany przez wszystkich moment okazał się największym fiaskiem fabularnym trzeciego sezonu. To co nam tutaj zaprezentowano było gorsze niż tragedia. Przywódcy dwóch wrogich obozów siedzą sobie jak gdyby nigdy nic przy wiskaczu i deliberują nad bóg wie czym. Czy coś to rozwiązało? Oj, chciałbym aby tak było. Jedyna osoba czyt Andrea, która mogła poprowadzić to w ciekawym kierunku wpływając na postrzeganie rzeczywistości wyżej wymienionej dwójki została wykopana za drzwi. Mamy pierwszy strzał w stopę. Następny strzał w stopę, to monolog Gubernatora który był niczym werbalne spoliczkowanie Ricka. Dlaczego ten się tak dawał? Nie mam zielonego pojęcia. Ostatnim strzałem stało się rozważanie oddania Michonne oraz powrót Andy do Woodbury pomimo wcześniejszych ustaleń z Hershelem. To finalnie dobiło ten epizod. Logiki w tym wszystkim za grosz. Ciekawie rysująca się potyczka przerodziła się kabaretową groteskę, podczas której każdy bohater prześciga się w kolejnych absurdach.

 

1. Daryl i Beth na tropie zaginionej butelczyny (odcinek „Still” sezonu czwartego)

Still

Zdecydowany numer 1 największych pomyłek „The Walking Dead”. Caluteńkie czterdzieści minut zmarnowane na bezsensowne łażenie po lesie oparte na szukaniu alkoholu. Naprawdę nie sposób opisać tego jak zły jest to materiał. Zresztą co tutaj dużo mówić, wystarczy spojrzeć na krytykę jaka spadła na „Still” ze strony widzów. Brak fabuły, stagnacja czy powtarzające się motywy w rozwoju bohaterów to jedne z wielu zarzutów jakie mogą paść pod adresem tego epizodu. Nie powinienem być w błędzie jeśli powiem, iż tego w ogóle mogłoby nie być.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts