Biżuteria Handmade

Try-wgryz w odcinek       Odcinki przedfinałowe to materiał, w stosunku do którego zawsze ma się wygórowane oczekiwania. Z jednej strony wielkimi krokami zbliżamy się do wyczekiwanego „grande finale„, a więc chcemy aby wszystko nabrało szybkiego tempa, a z drugiej liczymy na zgrabne i stopniowe domykanie pobocznych wątków, po to aby na końcu skupić się już tylko i wyłącznie na głównych, które finalnie zdefiniują charakter sezonu. Epizod „Try” pod tym względem miał wyjątkowo nieciekawe położenie, ponieważ nie tylko musiał utrzymać wysoki poziom nakreślony przez swoich poprzedników, ale również powinien stać się wypadkową większości zdarzeń, które w ostatnich tygodniach zaczęły zyskiwać coraz więcej szlifów.

Try7       Fabularną rolą S05E15 było ukazanie pokłosia większości wydarzeń, jakie miały miejsce na przestrzeni czasowej od „What Happened nad Whats Going On„, aż do teraz. W jego warstwie merytorycznej widać naprawdę wiele odniesień do zapoczątkowanych ówcześnie procesów, co na tym etapie miało ukazać ich zgubne skutki na sytuację emocjonalną bohaterów. Scenarzyści starali się zbudować niezwykle złożony obraz stopniowo narastającej psychicznej dezorganizacji, która targając postaciami, prowadzi ich na sam skraj logicznego odbioru położenia, w którym się obecnie znajdują. Mamy Ricka przekraczającego niezwykle cienką linię oddzielającą go od całkowitego szaleństwa, Sashę przelewającą swoją złość na wypraną z uczuć i człowieczeństwa apokalipsę, Deannę zmagającą się z dynamicznymi zmianami we wcześniej wypracowanym porządku, lub Michonne dokonującą refleksji odnośnie tego czy życie na warunkach Alexandrii jest w ogóle możliwe. Obserwujemy dzięki temu kilka skrajnie różnych obrazów tego samego stanu uczuciowego, które przedstawiają nam jak różnorodnie podzielone są reakcje na ogólną problematykę okresu alexandryjskiego. Z perspektywy czysto socjologicznej, twórcom udało się wycisnąć z tematu tyle ile się dało, dając nam dość fajny i wciągający tragizm. Psychologia ujęta na 5+. Wyjątkowo interesującym zabiegiem okazała się również próba przedstawienia tego, że adaptacja do normalności w cale nie musi łączyć się ze stopniowym zatraceniem sensu przetrwania. Na przykładzie Carla, Enid czy Glenna widzimy, iż pomiędzy tymi dwoma kwestiami można znaleźć wspólny mianownik, który pozwoli rozpocząć całkowicie nowy etap życia, z jednoczesnym zachowaniem instynktów oraz umiejętności nabytych w czasie wegetowania w terenie.

Try6      Analizując S05E15 ciężko nie wspomnieć o mocno wyeksponowanym motywie nowej hierarchizacji bohaterów. W tym tygodniu obserwowaliśmy proces stopniowego przejmowania nadrzędnych pozycji przez kobiety, które nie tylko zaczęły stawiać swoje własne warunki ale również degradować dotychczas nietykalnych facetów. Ich wpływy w bardzo szybkim tempie rozciągnęły się na wiele aspektów codzienności, kreując niejako funkcjonowanie całej społeczności Alexandrii. Obserwujemy jak:

  • Sasha stała się główną linią obronny osady, świadomie przechodząc od defensywny do aktywnej ofensywny,
  • Deanna stanowczo broni swojej pozycji jako lidera, nie pozwalając Rickowi na wprowadzenie w życie autorytarnych zapędów i dając mu dobitnie do zrozumienia o jego-na chwilę obecną-gościnnym pobycie w Alexandrii
  • Michonne, która zgodnie ze swoją rolą, sprowadza Ricka do parteru, chroniąc miasteczko przed rysującą się destabilizacją
  • Carol, która swoimi prywatnymi doświadczeniami wpływa na zmianę biegu patologicznych zachowań w rodzinie Jessie, zapoczątkowując w ten sposób jawny sprzeciw wobec bierności z jaką ludność miasteczka pochodziła do tego problemu
  • Rosita stara się umocnić grupę w procesach adaptacyjnych, przejmując w ten sposób rolę „zdrowego rozsądku

Pokazuje nam to, że kobiety które dotychczas raczej stroniły od aktywności w pierwszej linii, również są w stanie skutecznie i efektownie wpływać na rysującą się wokół nich rzeczywistość, nie tylko zmieniając jej ogólny wydźwięk ale również tor rozwojowy. Wychodzą w końcu z cienia, nie dając się zaszufladkować. Ironicznym jest to, że dziewczyny które nigdy nie przejawiały jakichś przywódczych skłonności (oczywiście poza Monroe) i przeważnie stały w tle, lepiej sprawdzają się kwestiach decyzyjnych, niż wszyscy serialowi mężczyźni razem wzięci. 

Try4       Pozytywnym zaskoczeniem „Try” było wyciągnięcie na wierzch Carla, który w końcu dostał inny wątek niż wieczne ukazywanie dorastania dziecka pod jarzmem brutalnej apokalipsy. Przez chwilę byliśmy w stanie obserwować chłopaka w jego „naturalnym nastoletnim otoczeniu„, co wprowadziło uczucie sympatycznego odrealnienia. Te ukradkowe spojrzenia pomiędzy nim, a Enid, delikatnie muśnięcia dłonią czy wstydliwe skonsternowanie wprowadziły naprawdę rozbrajający oraz urokliwy romantyzm, którego w „The Walking Dead” jeszcze nie mieliśmy. Oczywiście wiadomo, że jest to schematyczne i przewidywalne, ale czy to ważne? Wydaje mi się, że nie, szczególnie z tego względu, iż dostajemy świeżą gamę uczuciową, która odciąga nas na moment od interesującej, acz ciążącej powagi.

       Powaga odcinka była również kontrastowana wyjątkowo przerażającym momentami wątku Daryla oraz Aarona. Choć nie odgrywał on tu wielkiej roli, to muszę przyznać, że obraz degeneracji zbliżającej się antagonistycznej grupy robi naprawdę piorunujące wrażenie. Twórcom udało się zbudować wyjątkowo gęsty suspens, w pełni oparty na samych niewiadomych. Ponadto, widok brutalnie zamordowanej kobiety przywiązanej do drzewa na długo zakorzeni się w mojej pamięci.

Try      Jednym z przeciwstawnych biegunów dla tez głoszonych w tym odcinku przez Ricka (ale o tym później) jest Glenn. Musze przyznać, że drogę którą obrali dla niego twórcy okazała się strzałem w dziesiątkę, pozwalając w ten sposób na wyciągnięcie Rhee z kompletnej scenariuszowej mielizny, w której tkwił od czasów trzeciego sezonu. Dostaliśmy kolosalną zmianę jego nastawienia co sprawiło, iż na nowo wszedł on na listę bohaterów lubianych, którym się szczerze kibicuje. Jego poczucie moralności jest naprawdę godne podziwu, a wnioski wyciągnięte z wydarzeń minionych dni są najprawdopodobniej jedynymi z najtrafniejszych, które słyszałem. Zdanie „My teraz także nimi jesteśmy” w odniesieniu do społeczności Alexandrii, idealnie obrazuje jak mocno bohaterowie chcą zaadaptować się do nowych warunków, kończąc z trwającą zdecydowanie za długo ucieczką. Można powiedzieć, że Glenn uosabia w sobie wszystkie pozytywnie oczekiwania jakie grupa wykształciła w stosunku do nowej osady, co pozwala mi wierzyć, że nie będą już ślepo trzymać się zgubnej wegetacji, która zapewniła im jedynie fizyczne, ale nie psychiczne oraz emocjonalne przetrwanie. Już samo to, że Glenn przebaczył Nicholasowi pokazuje, jak drastycznie zmiany zaszły w jego światopoglądzie. Wybaczenie i rezygnacja z zemsty to spory oraz poważny krok, który mówi nam, że moralności nie jest już kwestią tylko i wyłącznie archaiczną. Oczywiście możemy się zastanawiać nad skutkami takiego podejścia, ale uważam, że rozpoczęcie nowego życia powinno mieć swój start właśnie od poważnej reorganizacji negatywnych norm postępowania, które pojawiły się na skutek zdziczenia grupy.

Try2       Choć „Try” pod wieloma względami zachwyca, to jednak próba rozwiązania patologii w domu Andersonów, która jest centralnym wątkiem epizodu, pozostawia wiele do życzenia. Osobiście uważam, że twórcy zdecydowanie za szybko przez to przeszli, tracąc w ten sposób logikę oraz wiarygodność warstwy merytorycznej. Na chybcika rozwijanie zależności między Rickiem, Jessie, a Petem działają tak na dobrą sprawę na niekorzyść całej trójki, stawiając ją w wyjątkowo nieciekawym świetle. Akcja motywu trwa niespełna kilka dni, a scenarzyści urobili to do takiej rangi jakby relacje tych bohaterów ewoluowały co najmniej parę tygodni. Sprawia to, że ciężko jest wziąć ich emocjonalne zaangażowanie na poważne oraz ująć je w ramy realizmu. Mówiąc uczciwie, nie spodziewałem się, że tak szybko dojdzie do punktu kulminacyjnego całej sprawy, która w efekcie wyszła niezwykle sztucznie, by nie powiedzieć, że wręcz karykaturalnie. Najgorzej wypadli na tym Pete wraz z Rickiem. Z pierwszego zrobiono kompletnego imbecyla, który nie potrafiąc dostrzec jawnego napięcia pomiędzy jego żoną, a Grimesem, świadomie podkłada swoje „cztery literki” Szeryfowi, a drugiego przemianowanego na interesownego egoistę ulegającego chwili i nie myślącego nad konsekwencjami własnego zachowania (a tak się składa, że tych konsekwencji jest naprawdę sporo, przy czym jedną z nich będzie społeczny ostracyzm jedynego lekarza, który byłby w stanie pomóc Tarze). Oglądając ten materiał odniosłem wrażenie, iż nie taki efekt chcieli osiągnąć twórcy, ale ze względu na zbyt duży pośpiech wynikający ze zbliżającego się finału, zatracili oni logikę ciągu przyczynowo-skutkowego. Lekkim wybawieniem od kompletnego fiaska była scena potyczki „dwóch byczków„, która została nakręcona z takim rozmachem oraz pietyzmem (rewelacyjne aktorstwo Lincolna godne Złotego Globu, idealnie ujęcia kamery, lekkie spowolnienie scenerii czy dobitnie zbliżenia na fanatyczne twarze walczących), że pod koniec zapomniałem o początkowo negatywnych reakcja.

Try1       Konflikt pomiędzy Petem, a Rickiem stał się również zarzewiem konfrontacji dwóch skrajnie odmiennych systemów politycznych, reprezentowanych z jednej strony przez Ricka, a z drugiej przez Deannę. Twórcy starali się tutaj rozliczyć obydwie formy z szans jakie oferują, wynosząc jeden z nich na piedestał. Początkowo mogłoby się wydawać, że manifestacja Grimesa jest po brzegi wypełniona logicznymi argumentami, ale po zastanowieniu wychodzi na to, że tkwi w tym jedynie pozorny sens. Fakty są takie, że obraz który wykrystalizował się w umyśle Szeryfa nie jest życiem. On chce wprowadzić wegetację, opartą na ciułaniu się z kąta w kąt i funkcjonowaniu w ciągłej obawie przed potencjalnym zagrożeniem. Automatyzuje w ten sposób egzystencję człowieka, sprowadzając ją do najbardziej prymitywnych zachowań względem otoczenia. W takiej formie, Alexandria z czasem zmieniałaby się w paramilitarny punkt, który ze względu na rosnącą niestabilność psychiczną bohaterów, w pełni wyparłby ostatki człowieczeństwa oraz normalności. Ba, pójdę dalej i powiem, że taka postać osady weszłaby na drogę regresu, a z czasem samounicestwienia. Każdy z nas doskonale wie, czym w przeszłości kończyły się dla ogółu rządy jednostki. Co za tym idzie, w tym przypadku konfrontację mimo wszystko wygrywa demokracja Monroe, co w cale mnie nie dziwi, gdyż spośród wszystkich systemów, które się pojawiły w serialu, ten okazał się najmniej tragiczny w skutkach. Po pierwsze, okupiony został tylko i wyłącznie czterema zgonami oraz trzema wygnaniami na przestrzeni dwóch lat apokalipsy. Po drugie, zapewnił mieszkańcom byt na naprawdę wysokim poziomie, dając im nie tylko komfortowy dach nad głową, ale również stałe zapasy jedzenie, wody oraz prądu.  Po trzecie, Deanna zadbała o oczyszczenie terenu wokół osady o średnicy bodajże 50 mil oraz stałe lustrowanie zmian jakie zachodzą w okolicy. Po czwarte, społeczność do dyspozycji miała również sprzęt podsłuchowy, który znacząco podniósł szansę ich przetrwania. Co w tym jest jednak najważniejszego, system ten utrzymał normalność oraz pokłady człowieczeństwa, uświadamiając ludzi, że koniec świata to nie koniec cywilizacji. Na tym oparty została machina napędowa Alexandrii, co zapewniło temu miejscu stabilizację. Czy jest to jednak forma bez żadnych negatywów? Rozchodzi się oto, że nie. Pojawia się kwestia obronności, podwójnych standardów czy braku administracji, ale nie są to niedociągnięcia tak ogromne, iż wymagającego całkowitego przewrotu, o którym z takim zaangażowaniem wypowiadał się Rick. Możliwość usprawnienia struktury powinno się upatrywać we wspólnym dialogu pomiędzy grupą Deanny, a grupą Ricka, co z czasem zaprowadziłoby do znalezienia wspólnego mianownika, który z jednej strony pozwoliłby mieszkańcom Alexandrii rozwinąć swoje zdolności survivalowe, a z drugiej dałby naszym ocalonym szansę na odzyskanie czegoś, co początkowo sprawiało wrażenie utraconego. Oczywiście rozchodzi się o sens życia. Kiedy analizowałem ten motyw (jak widać przyłożyłem do niego sporą uwagę), w myślach krążyło mi jedno zdanie, które wydaje mi się, iż idealnie podsumowuje obecne polityczne położenie bohaterów. Cytatem tym jest: „Demokracja to najgorszy system, ale jeszcze nie wymyślono nic lepszego.

Try3       We wcześniejszych akapitach przeanalizowałem niektórych bohaterów, ale w tym momencie chcę się skupić na trzech najważniejszych. Są nimi:

  • Rick– chłopak wyjątkowo zawzięcie walczył o zachowanie normalności, aczkolwiek tą bitwę niestety przegrał. W „Try” obserwujemy całkowite załamanie się tego człowieka pod wpływem przytłaczającej go normalności, w której w ogóle nie dostrzega sensu istnienia. Bierze ją jako pozorną, traktując ponadto jako przyczynę potencjalnej śmierci otaczających go ludzi. Niestety, jest on w tej wizji osamotniony, ponieważ na przykładzie jego własnego syna, Glenna, Maggie, Rosity, Abrahama czy Michonne widać, że ten stan ma szansę i warto o niego walczyć. Warto się zaangażować, warto go usprawniać, warto utrzymywać. Problemem Grimesa jest to, iż dla niego idealnym statusem jest zawieszenie w ciągłym napięciu, niepewności, zagrożeniu. Jest to cna przesiąknięty życiem w dziczy, opartym na pustej wegetacji. Pytanie tylko, czy ma on prawo do przymuszania innych do tego typu egzystencji? Rozchodzi się o to, że nie i kilkoro bohaterów zwróciło mu już na ten fakt uwagę. Rick, bojąc się zmian, wpadł w błędne koło negatywnych zachowań, które jeszcze bardziej czynią jego życie pustym, a tym samym upośledzają zdolność do racjonalnej oceny rzeczywistości. On kompletnie nie dostrzega tego, że wraz z wejściem do Alexandrii jego liderowanie dobiegło końca. Podobnie jak i reszta, stał się gościem który jedynie co może zrobić do dostosować się do warunków gospodarza oraz ewentualnie wdrożyć plan współpracy.
  • Michonne- dziewczyna stała się dla mnie mistrzem sezonu piątego. Po raz pierwszy od czasów Andrei obserwowaliśmy kogoś, kto potrafił sprowadzić Ricka do parteru, nie bojąc się wyjść naprzeciw niemu. Świadoma jego tragicznego położenia oraz jeszcze gorszego odzewu na wizerunek grupy, podjęła się stanowczego kroku utemperowania obłąkanego zachowania byłego już szeryfa Alexandrii. Moment fenomenalny, pokazujący jak świadomą swojej siły psychicznej jest Mich. Na jej przykładzie widać, iż grupa odzyskuje kontrolę nad własnym życiem, nie podążając ślepo za człowiekiem, który normalizując życie każdego na własną modłę, sprowadzał ich na skraj.
  • Deanna– początkiem epizodu obserwujemy jak w Monroe coś pęka. Śmierć Aidena diametralnie przerobiła jej spojrzenie na sposób życia grupy Ricka oraz jej odmienność w stosunku do egzystencji Alexandrii. Zaczęło się analizowanie, ważenie, ocenianie. To co jednak mi się w niej najbardziej spodobało to fakt, iż Deanna nie patrzy jednowymiarowo na obecny problem. Analizuje jego aspekty z kilku różnych perspektyw, starając się sprawiedliwie podsumować każdego nowego mieszkańca. To owocuje, iż przez pryzmat jednego Ricka nie neguje całej reszty, za co jako liderowi, należy jej się pełen szacunek.

Try5       Reasumując, odcinek „Try” w znaczącym stopniu spełnił swoje zadanie. Dostarczył on ogromne ilości niezwykle krwistego, ciężkiego oraz poważnego dramatu, który pobudza widza do poważnej analizy kondycji psychicznej bohaterów. Podejmował aspekty nie tylko typowo egzystencjalne, ale również polityczne dając nam naprawdę ciekawy obraz funkcjonowania Alexandrii.

Na koniec opinia w postaci oceny. Ze względu na niedopracowanie wątku kluczowego, o którym wspominałem w niniejszej recenzji, epizodowi S05E15 wystawiam notę 8/10.

tomb2525

Obecnie jeden z głównych redaktorów Strefy The Walking Dead odpowiedzialny za takie elementy jak artykuły dotyczące produkcji serialu, recenzji wszystkich dzieł składających się na uniwersum „Żywych Trupów” jak i wpisów uzupełniających poszczególne działy tematyczne strony.

Większej „publiczności” znany jako ten najbardziej zapalczywy oraz rozeznany w dziedzinie „The Walking Dead” tworzący „nic nie wnoszące do tematu elaboraty” :-D

W życiu prywatnym zainteresowany w głównej mierze biologią, chemią oraz po części fizyką. Nie pogardzi jednak dziedzinami czysto humanistycznymi takimi jak literatura, sztuka, muzyka czy właśnie sam film, z naciskiem na mocne wpływy dramatu.

More Posts